Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej Piwowarczyk
‹Królewna?!›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólewna?!
Data wydania2 grudnia 2016
Autor
Wydawca CM
CyklKapitan Gleb opowiada
SeriaNajlepsze kryminały PRL, Lata 50
ISBN978-83-65499-33-2
Format161s. 130×195mm
Cena28,50
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: W pogoni za duchem
[Andrzej Piwowarczyk „Królewna?!” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Andrzej Piwowarczyk, dzisiaj już niemal całkiem zapomniany, był pierwszą wielką gwiazdą polskiego kryminału po drugiej wojnie światowej. Współtworzył gatunek zwany „powieścią milicyjną”, która narodziła się wraz z październikową Odwilżą 1956 roku. Chociaż jego opowiadania i powieści o kapitanie Glebie częściowo rozgrywały się jeszcze w epoce stalinowskiej. Jak na przykład „Królewna?!”, której akcja rozgrywa się między innymi w… Stalinogrodzie.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: W pogoni za duchem
[Andrzej Piwowarczyk „Królewna?!” - recenzja]

Andrzej Piwowarczyk, dzisiaj już niemal całkiem zapomniany, był pierwszą wielką gwiazdą polskiego kryminału po drugiej wojnie światowej. Współtworzył gatunek zwany „powieścią milicyjną”, która narodziła się wraz z październikową Odwilżą 1956 roku. Chociaż jego opowiadania i powieści o kapitanie Glebie częściowo rozgrywały się jeszcze w epoce stalinowskiej. Jak na przykład „Królewna?!”, której akcja rozgrywa się między innymi w… Stalinogrodzie.

Andrzej Piwowarczyk
‹Królewna?!›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKrólewna?!
Data wydania2 grudnia 2016
Autor
Wydawca CM
CyklKapitan Gleb opowiada
SeriaNajlepsze kryminały PRL, Lata 50
ISBN978-83-65499-33-2
Format161s. 130×195mm
Cena28,50
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Gdy 5 marca 1953 roku w swojej podmoskiewskiej daczy wyzionął ducha Josif Wissarionowicz Stalin, niemal cały komunistyczny świat na potęgę zaczął na różne sposoby upamiętniać zmarłego przywódcę światowego proletariatu. Zmieniano nazwy ulic, placów, szkół, nawet miast. Takie „szczęście” spotkało między innymi górnośląskie Katowice, które jeszcze zanim zmumifikowany Gruzin spoczął w mauzoleum u boku Włodzimierza Iljicza Lenina, zostało oficjalnie przechrzczone na Stalinogród (7 marca). Nazwa ta funkcjonowała przez prawie cztery lata (bez czterech miesięcy), bo aż do połowy grudnia 1956 roku. Dlaczego wspominam o tym przy okazji omawiania kolejnego kryminału Andrzeja Piwowarczyka? Ponieważ akcja książki rozgrywa się – obok Warszawy, Bielska-Białej i Łodzi – właśnie w Stalinogrodzie.
Piwowarczyk swoje pierwsze teksty o kapitanie Glebie – stał się on później jego sztandarowym bohaterem – napisał jeszcze przed zadekretowaną przez Władysława Gomułkę Odwilżą, która zawitała do Polski jesienią 1956 roku. A więc w czasach wciąż szalejącego stalinizmu (w wydaniu bierutowskim), kiedy zarówno przeciwników ustroju, jak i jego zwolenników, ale zbyt mało spolegliwych, sadzano do więzień i obozów pracy, niekiedy też mordowano. W literaturze dominował realizm socjalistyczny i żadne wydawnictwo państwowe (a innych już wtedy nie było) nie zaryzykowałoby wydania powieści kryminalnej. Wszak nie bez powodu z bibliotecznych półek wycofano parę lat wcześniej przedwojenne klasyki Antoniego Marczyńskiego, Adama Nasielskiego, Stanisława Wotowskiego czy szwedzkiego prozaika Svena Elvestada (znanego również jako Stein Riverton).
W 1954 roku Andrzej Piwowarczyk obszedł chyba wszystkie możliwe wydawnictwa, by zaproponować im swoje opowiadanie o inteligentnym kapitanie Milicji Obywatelskiej – i wszędzie spotkał się z odmową. Całkiem możliwe, że dalsza kariera niemłodego już przecież literata stanęłaby wówczas pod wielkim znakiem zapytania, gdyby nie pozytywna decyzja szefostwa Działu Literackiego Polskiego Radia, który zamówił u autora radiowe opracowanie tekstu. Tak powstała „Tajemnica starego zegara”, którą w czerwcu 1955 roku czytał na antenie Andrzej Łapicki (wtedy bardziej znany jako lektor Polskiej Kroniki Filmowej niż aktor). Popularność dzieła przerosła chyba oczekiwania wszystkich. I wszyscy też postanowili kuć żelazo, póki pozostawało gorące. W 1956 roku Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej wydało „Stary zegar” w formie książkowej, a jeszcze później ukazał się komiks narysowany przez Szymona Kobylińskiego.
Zanim jednak do tego doszło, w eter popłynęła druga opowieść o kapitanie Glebie, zatytułowana „Królewna?!” (początkowo tytuł obywał się bez znaku zapytania i wykrzyknika, dodano go dopiero na okładce książki). Tekst był obszerniejszy, więc i emisja ciągnęła się znacznie dłużej. A w jej trakcie – podobno – pustoszały ulice polskich miast. Popularność sympatycznego milicjanta nie umknęła również uwadze filmowców. Ewentualność ekranizacji „Królewny” rozważał Aleksander Ford, który w tym czasie szefował zespołowi „Studio”, za kierownika literackiego mając, zmarłego w listopadzie 2017 roku, Romana Bratnego. I chociaż Bratny – sam literat (autor słynnej trylogii „Kolumbowie. Rocznik 20”) – nie oceniał zbyt wysoko prozy Piwowarczyka, zdawał sobie sprawę, że w nowej sytuacji politycznej, jaka nastąpiła po śmierci Bolesława Bieruta i powrocie do władzy Gomułki, oparty na niej film kryminalny na pewno spotkałby się z gorącym, jeśli nie entuzjastycznym przyjęciem widzów. Niestety, prace utknęły na etapie scenariusza.
Żal tym większy, że wyznaczeni byli już nawet reżyserzy – tworzący wówczas zgrany tandem artystyczny Jerzy Hoffman i Edward Skórzewski, obaj po studiach w słynnym moskiewskim WGIK-u, czyli Wszechzwiązkowym Państwowym Instytucie Kinematografii. Czym przekonali do siebie Aleksandra Forda? Doskonałym dokumentem „Uwaga, chuligani!” (1955), który otworzył tak zwaną „czarną serię” w polskim filmie dokumentalnym. Jego fabularnym rozwinięciem stał się rok później głośny neorealistyczny „Koniec nocy” (1956) Juliana Dziedziny, Pawła Komorowskiego i Walentyny Uszyckiej, w którym główne role zagrali Ryszard Filipski, Zbigniew Cybulski, Roman Polański i Mariusz Gorczyński. A mogła to być „Królewna”, która jeszcze bardziej umocniłaby pozycję kapitana Gleba jako poprzednika komiksowego kapitana Żbika i serialowego porucznika Borewicza. Piwowarczyk, jak wspomina Piotr Śmiałowski w opracowaniu „Niewidzialne filmy, uparci debiutanci” (2018), próbował ponoć zainteresować raczkującą dopiero telewizję serialem o Glebie, który składałby się z półgodzinnych odcinków. Jak w przypadku „Kapitana Sowy na tropie”, tyle że parę lat wcześniej.
Formą „Królewna?!” nie różni się zbytnio od „Starego zegara”. Właściwą intrygę poznajemy w formie retrospektywnej opowieści snutej przez kapitana Gleba w obecności zaprzyjaźnionego z nim dziennikarza, będącego tak naprawdę alter ego autora. Zmienił się jednak cały entourage. Tym razem bowiem mężczyźni nie spotykają się w spartańsko urządzonym gabinecie oficera MO w Komendzie Głównej przy ulicy Karowej, ale – korzystając z uroków wiosny (Piwowarczyk dokładnie określa ten moment na maj 1955 roku) – na Placu Zamkowym przy kolumnie Zygmunta III Wazy. A zaraz potem idą do pustej jeszcze o tej porze winiarni U Fukiera na rynku Starego Miasta, by przy dobrym alkoholu i w oparach papierosowego dymu dywagować na temat przestępczej elity PRL-u. Tak przynajmniej się wydaje. Że ta „elita” ostatecznie okazuje się mocno przechodzoną – dowiadujemy się dopiero w ostatnim rozdziale.
Wszystko, co najważniejsze, kręci się w tej powieści wokół tytułowej Królewny – pięknej, inteligentnej i bezwzględnej przywódczyni bandy, która napada na fabryczne magazyny, by kraść deficytowe materiały tekstylne i następnie rozprowadzać je własnymi kanałami, zarabiając przy tym krocie. Na dodatek jest nieuchwytna, co sprawia, że jej legenda w przestępczym światku szybko rośnie. Od najdrobniejszych złodziejaszków po bandziorów trudniących się „mokrą robotą” – wszyscy mają używanie! Wspaniała i wszechwładna Milicja Obywatelska nie potrafi złapać kobiety. Wprawdzie mówi się o tym, że Królewna przebywała parę lat w Stanach Zjednoczonych i tam miała nauczyć się fachu, ale czy to powinien być argument przemawiający na jej korzyść – wszak dowodziłby wyższości kapitalistycznych metod kradzieży nad socjalistycznym modelem sprawiedliwości. To z kolei stawiałoby pod znakiem zapytania sens istnienia ustroju komunistycznego! Oczywiście Piwowarczyk takich dywagacji nie snuje, ale – co istotne – unika też (i za to mu chwała) gloryfikowania Polski Ludowej i jej służb mundurowych.
Więcej nawet! We fragmentach, w których przygląda się bliżej funkcjonowaniu „handlu uspołecznionego”, pozwala sobie na wiele sarkastycznych uwag, które z perspektywy czasu nie rzucają się specjalnie w oczy, ale ich podkreślanie w czasach, kiedy krajem rządził Bolesław Bierut, świadczy o odwadze autora. Cenzura, gdyby tylko chciała, mogłaby się przyczepić się do tych akapitów, uznając, że ośmieszają one Ministerstwo Handlu Wewnętrznego i jego ówczesnego szefa Mariana Minora, który do szczególnie lotnych nie należał. Wróćmy jednak do intrygi. Pierwszy skok bandy Królewny ma miejsce w Bielsku-Białej; ogałaca ona magazyn, a potem – dosłownie – rozpływa się w powietrzu. Pozostaje tylko jeden ślad: linie papilarne pozostawione przez szefową na kubku, z którego piła w portierni wodę. Policja miejscowa i wojewódzka (ze Stalinogrodu) przez kilka miesięcy nie jest w stanie wykryć sprawców. W końcu przełożony kapitana Gleba odrywa go od mamusi, z którą wciąż mieszka sympatyczny oficer, i wysyła na południe kraju. Ale Gleb także nie jest w stanie pchnąć śledztwa do przodu.
Na dodatek, kiedy wraca do Warszawy i informuje pułkownika o… Królewnie – zostaje wyśmiany jako ten, który uległ plotkom i konfabulacjom. Dopiero gdy kilka miesięcy później do niemal identycznego skoku dochodzi w Łodzi, szef Gleba daje wiarę jego dawnym doniesieniom. Tym bardziej że kolejni świadkowie potwierdzają fakt uczestnictwa w napadzie kobiety. A ona sama ponownie zostawia ślad palców, tym razem na słuchawce. Jest to tak ostentacyjne, że nawet peerelowska milicja musi mieć świadomość, że coś tu jest nie tak. Mimo to wydaje się, że i ta sprawa utknie w końcu w martwym punkcie. Na szczęście kapitan w poszukiwaniu informacji zasięga języka u nawróconego przestępcy, który ma wobec niego dług wdzięczności, i tym sposobem uzyskuje pewien niewyraźny trop. Z czasem okazuje się jednak, że jest to właśnie końcówka tej nici, która prowadzi do kłębka. Podobnie jak w „Starym zegarze”, Piwowarczyk ze znawstwem opisuje żmudne metody śledcze milicji; przygląda się codziennej pracy funkcjonariuszy, pozwalając im także popełniać błędy i zaliczać kosztowne prestiżowo wpadki.
Najbardziej intrygująca jest ostatnia część powieści, w której Gleb, by trafić wreszcie na ślad Królewny, porzuca mundur i – pod przykrywką – schodzi do przestępczego podziemia. Ten zabieg pozwala autorowi (i przy okazji czytelnikowi) spojrzeć na peerelowski półświatek od środka, oczyma oszustów, naciągaczy i „doliniarzy”. Niestety, cały efekt psuje karykaturalny w swym nieprawdopodobieństwie finał. Nie wiem, jak długo Andrzej Piwowarczyk rozmyślał nad rozwiązaniem intrygi, ale to, co ostatecznie wykoncypował absolutnie zasługiwało na wszystkie krytyczne uwagi, jakie pod adresem „powieści milicyjnych” wiele lat później słał Stanisław Barańczak. Już zakończenie „Starego zegara” mogło budzić pewne wątpliwości, ale przy zamknięciu „Królewny?!” i tak wypadało nadzwyczaj logicznie i poważnie. W takim momencie największy podziw należy się dziennikarzowi przysłuchującemu się narracji snutej przez Gleba – mógł przecież (ba! nawet powinien) zachłysnąć się winem. Swoją drogą ciekawe, czy – a jeśli tak, to jak – udałoby się ominąć tę mieliznę Jerzemu Hoffmanowi i Edwardowi Skórzewskiemu, gdyby zaoferowane im przez Aleksandra Forda zlecenie na ekranizację książki Piwowarczyka doszło do skutku.
koniec
5 września 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
Sebastian Chosiński

12 VIII 2020

O Jewgieniju Gulakowskim zrobiło się w Związku Radzieckim głośno na początku lat 80. ubiegłego wieku, po publikacji „Pory mgieł” – pierwszej z trzech, jak się później okazało, powieści o perypetiach inspektora pozaziemskich osiedleń Rotanowa. By przeczytać tę powieść w całości w języku polskim musieliśmy jednak poczekać aż do roku ubiegłego, kiedy to – w serii „Klasycy radzieckiej SF” – opublikowało ją wydawnictwo Stalker Books.

więcej »

Nie ma amerykańskiego mitu, jest fake
Joanna Kapica-Curzytek

11 VIII 2020

„Quichotte” to wielowymiarowa literacka gra tocząca się na granicy prawdy i zmyślenia, a także gorzka diagnoza współczesności.

więcej »

„I po ch… pani robiła te badania?!”
Sebastian Chosiński

10 VIII 2020

Chociaż książka ta jest owocem bólu fizycznego (w znaczeniu dosłownym, bo wywołanego nieuleczalną chorobą autora) i cierpienia psychicznego (wywołanego utratą pracy z powodu wspomnianej dolegliwości), zaskakuje lekkim tonem i nostalgicznym optymizmem. Niech nas to jednak nie zmyli. „Ołowiane dzieci” (z podtytułem „Zapomniana epidemia”) opowiadają o tysiącach mieszkańców katowickiej dzielnicy Szopienice, którzy przez pokolenia zmagali się z ołowicą – chorobą wyjątkowo podstępną i bezlitosną.

więcej »

Polecamy

Faust musi przegrać

Na rubieżach rzeczywistości:

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.