Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 września 2019
w Esensji w Esensjopedii

Stefan Kisielewski
‹Zbrodnia w Dzielnicy Północnej›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbrodnia w Dzielnicy Północnej
Data wydania1948
Autor
Wydawca Księgarnia Zdzisława Gustowskiego
Format215s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Fuszerzy i krętacze z policji politycznej
[Stefan Kisielewski „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dzisiaj kojarzymy go głównie jako obdarzonego niebywałą inteligencją, wieloletniego ironicznego felietonistę „Tygodnika Powszechnego”, którego żywiołem były również polityka i ekonomia. Przez cały okres Polski Ludowej pisał jednak także książki, nie stroniąc przy tym od gatunków lżejszych, czyli powieści kryminalnych i sensacyjnych. Jedną z pierwszych była wydana w 1948 roku „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej”, która ukazała się chyba tylko dlatego, że komunistyczna cenzura dopiero uczyła się swojej pracy.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Fuszerzy i krętacze z policji politycznej
[Stefan Kisielewski „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej” - recenzja]

Dzisiaj kojarzymy go głównie jako obdarzonego niebywałą inteligencją, wieloletniego ironicznego felietonistę „Tygodnika Powszechnego”, którego żywiołem były również polityka i ekonomia. Przez cały okres Polski Ludowej pisał jednak także książki, nie stroniąc przy tym od gatunków lżejszych, czyli powieści kryminalnych i sensacyjnych. Jedną z pierwszych była wydana w 1948 roku „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej”, która ukazała się chyba tylko dlatego, że komunistyczna cenzura dopiero uczyła się swojej pracy.

Stefan Kisielewski
‹Zbrodnia w Dzielnicy Północnej›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbrodnia w Dzielnicy Północnej
Data wydania1948
Autor
Wydawca Księgarnia Zdzisława Gustowskiego
Format215s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Łatwiej i znacznie szybciej byłoby napisać o tym, kim Stefan Kisielewski nie był. W każdym razie użycie określenie go mianem „człowieka Renesansu” na pewno nie byłoby nadużyciem. Urodził się w Warszawie trzy lata przed wybuchem pierwszej wojny światowej w rodzinie o tradycjach artystycznych, pisarzami byli jego ojciec Zygmunt i stryj Jan August. On sam jednak postanowił pójść w innym kierunku, zostając… muzykiem. W latach 30. ubiegłego wieku z powodzeniem studiował w Konserwatorium Warszawskim, zdobywając dyplomy z teorii muzyki (w 1934 roku) oraz kompozycji i fortepianu (trzy lata później). Tuż przed wojną zdążył jeszcze wyjechać na roczne studia kompozytorskie do Paryża. Gdyby nie najazd niemiecki kto wie, jak potoczyłaby się jego dalsza kariera, ale całkiem prawdopodobne, że skupiłby się wyłącznie na tworzeniu dzieł fortepianowych i orkiestrowych (pierwszą swoją symfonię skomponował w 1939 roku). W czasie okupacji polskie życie muzyczne musiało jednak zejść do podziemia, młodemu twórcy trudno było więc rozwinąć skrzydła, a że chciał być aktywny i kreatywny, zaczął pisać.
Zachęcał go zresztą do tego przebywający w czasie okupacji w Warszawie, a pochodzący z Wileńszczyzny (to okaże się później znaczące), Czesław Miłosz. Przyszły noblista był też pierwszym czytelnikiem pisanej przez Kisielewskiego od marca 1942 do lutego 1944 roku skandalizującej powieści „Sprzysiężenie”. I to on zaproponował potem Stefanowi, aby gotowy już rękopis odsprzedać Władysławowi Ryńcy, swemu znajomemu z Wilna, który dzięki nie do końca jasnym interesom dorobił się ogromnego majątku. Ryńca spełniał w tym czasie także rolę mecenasa sztuki, płacąc pisarzom za teksty, które nie mogły ukazać się z przyczyn oczywistych. Nie robił tego bezinteresownie, zakładał, że kiedyś – po wojnie – wyda je i na nich zarobi. Kisielewskiego polecił mu Miłosz. Tym sposobem kopia „Sprzysiężenia” znalazła się w Piastowie, gdzie mieszkał „przedsiębiorca”. I dzięki temu powieść ocalała, ponieważ oryginał, który Stefan pozostawił sobie, spłonął w czasie powstania warszawskiego. W 1946 roku Ryńca założył prywatne wydawnicto Panteon i parę miesięcy później opublikował debiut powieściowy „Kisiela”.
Powieść z miejsca wywołała lawinę komentarzy, na pisarza posypały się gromy. Zarzucano mu literacką pornografię i szarganie świętości narodowych (to w kontekście opisów klęski wrześniowej). Czytelnicy „Tygodnika Powszechnego”, z którym był już wtedy związany autor „Sprzysiężenia”, domagali się jego zwolnienia z redakcji; skończyło się jedynie na kilkumiesięcznym zawieszeniu. Kisielewski, jeśli już wtedy był choć po części tym człowiekiem, jakim objawił się w latach 60. i później, musiał mieć niesamowity ubaw z tego skandalu. Jednocześnie przekonał się także, że twórczość literacka może zapewnić mu znacznie większy rozgłos niż muzyczna (choć i tej ostatniej nie zaniedbywał, od 1945 roku pełniąc przez trzy lata funkcję redaktora naczelnego założonego przez siebie pisma „Ruch Muzyczny”). I sprawić, że w trudnych powojennych czasach wpadnie do kieszeni trochę pożądanej gotówki. Stąd także decyzja o napisaniu kolejnej powieści; powstała ona w Krakowie w 1947 roku, a ukazała się rok później w Poznaniu. Ciekawa jest zdobiąca ją dedykacja: „Czesławowi Miłoszowi, który zwrócił mi uwagę na możliwości artystyczne zawarte w formie powieści kryminalnej”.
„Zbrodnia w Dzielnicy Północnej” ujrzała światło dzienne nakładem Księgarni Zdzisława Gustowskiego w Poznaniu – tak właśnie nazywało się to cenione w całej Wielkopolsce wydawnictwo. Jego dzieje możemy poznać, sięgając między innymi po wywiad z Maciejem Gustowskim, synem Zdzisława, jaki ukazał się ćwierć wieku temu w „Kronice Miasta Poznania” (numery 1-2 z 1994 roku). Założycielem firmy był Artur Gustowski, kupiec z Opalenicy, który na początku XX wieku przeszedł od handlu towarami kolonialnymi i spożywczymi do wydawania pism przeznaczonych dla kupców (najpierw „Mercator”, potem po prostu „Kupiec”). W 1916 roku kupił istniejącą już wcześniej drukarnię (przy późniejszej ulicy Wielkiej 10) i przekształcił ją w sporych rozmiarów zakłady graficzne. Wydawał mnóstwo pism branżowych, a z czasem także książki. W 1934 roku drukarnię i wydawnictwo odsprzedał swoim trzem synom; najwięcej do powiedzenia miał Zdzisław, który doszedł do wniosku, że należy postawić na publikację powieści. Szeroko zakrojone plany zniweczyła agresja niemiecka.
Po utworzeniu Kraju Warty i wcieleniu go do III Rzeszy zakład Gustowskiego przejęli Niemcy, a on sam uciekł do Warszawy, gdzie do wybuchu powstania prowadził księgarnię. W marcu 1945 roku wrócił do Poznania i w ekspresowym tempie, w ciągu zaledwie kilku tygodni, uruchomił drukarnię i księgarnię. Skupił się na wydawaniu książek – zarówno popularnych (na przykład przedwojenne romanse Marii Rodziewiczówny, „Jedna szalona noc” Antoniego Marczyńskiego), które miały przynosić dochód, jak i ambitnych (vide biografie i dzieła popularnonaukowe), do których dokładał finansowo. Nie stronił przy tym od polskich autorów, jak Jan Dobraczyński („Straszny dom”, 1947; „Szata godowa”, 1947; „Wybrańcy gwiazd”, 1948; „Święty miecz”, 1949), Leopold Tyrmand („Hotel Ansgar”, 1948) czy właśnie Stefan Kisielewski („Zbrodnia w Dzielnicy Północnej”, 1948). Niestety, kiedy władza komunistyczna okrzepła, zabrała się za walkę z drobnymi przedsiębiorcami: w 1949 roku upaństwowiono (a tak naprawdę w majestacie bezprawia ukradziono) drukarnię, natomiast dwa lata później – dwie prowadzone jeszcze przez Zdzisława Gustowskiego księgarnie.
Licząca sobie już ponad siedemdziesiąt lat „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej” jest nie tylko klasyczną książką detektywistyczną, ale także powieścią sensacyjną z mocno rozwiniętym wątkiem politycznym, w który na dodatek wpleciono elementy fantastycznonaukowe. Taka mieszanka gatunkowa nie była w tamtym czasie niczym nadzwyczajnym ani zaskakującym, czego dowodzą chociażby omawiane już w tym cyklu powieści Zygmunta Sztaby „Eryk Müller poszukuje siostry” (1946) oraz „Giełda przestaje notować” (1947). Akcję „Zbrodni…” Stefan Kisielewski umieścił w anonimowej Republice krótko po zakończeniu wojny. Nazwiska bohaterów, którzy nie są imigrantami (a takich także tu nie brakuje), są tak dobrane, by nie kojarzyły się z żadną szczególną nacją – ani z Polakami, ani z Anglikami, ani tym bardziej z Niemcami. Za to imiona – tak, te są bez najmniejszych wątpliwości polskie, a przynajmniej w takiej formie zaprezentowane przez autora.
Ten zabieg można zrozumieć o tyle, że chociaż powieść powstała i została wydana jeszcze przed zadekretowaniem w polskiej sztuce i kulturze realizmu socjalistycznego, to tak inteligentny człowiek jak „Kisiel” musiał mieć świadomość tego, co się święci i jakie wielkimi krokami nadchodzą czasy. Wolał więc jako tło akcji wymyślić kraj, od którego polskości mógłby się w każdej chwili odżegnać. Głównym bohaterem powieści jest komisarz Wydziału Policji Śledczej Antoni Gromel, który pewnego jesiennego dnia zostaje wezwany na miejsce zabójstwa. Ofiarą jest, mieszkający w tytułowej Dzielnicy Północnej (niejako zarezerwowanej dla inteligentów, wykładowców uniwersyteckich, lekarzy i artystów), czterdziestokilkuletni Ludwik Galard – profesor fizyki i chemii, o którym dowiadujemy się, że „studiował u Joliot”, co poniekąd odpowiada nam już na pytanie, co leżało w jego zainteresowaniach. Tylko czy właśnie z tego powodu ktoś poderżnął mu gardło? Czekając w niewielkim mieszkaniu naukowca na przyjazd doktora Alena z Zakładu Medycyny Policyjnej, Gromel stara się dociec, czego szukali zabójcy w szafkach i szufladach. Z rozmyślań wyrywa go telefon i brzmiący w nim kobiecy głos z obcym akcentem. A zaraz potem ktoś dzwoni do drzwi.
Gromel prosi swoją rozmówczynię, aby chwilę poczekała, i otwiera drzwi. Kiedy w progu stają dwaj mężczyźni w fartuchach sanitariuszy, policjant nie ma żadnych podejrzeń – nie przychodzi mu więc do głowy, że może zostać za chwilę uśpiony chloroformem. Po odzyskaniu przez niego przytomności okazuje się, że… zniknęło ciało profesora. Ktoś po prostu z jakiegoś powodu ukradł trupa. Tylko po co? Na to pytanie komisarz musi odpowiedzieć, prowadząc dalej śledztwo, które zaczęło się tak pechowo. Pułkownik Nord, przełożony Gromela, wciąż jednak w niego wierzy. Nie bez powodu powiedział kiedyś o swoim podwładnym: „Gdybym nie wiedział, że to swego rodzaju geniusz, pomyślałbym, że to kompletny dyletant”. Skąd taka dziwna narracja? Prawdopodobnie z powodu nietypowego sposobu prowadzenia dochodzeń, którą streścić można następująco: „Interesowały go bardziej dowody psychologiczne niż materialne (…)”. Poza tym komisarz ma też wyczulony instynkt, potrafi przewidzieć niebezpieczeństwo, choć, jak pokazuje przykład z uśpieniem, bywa, że i to go czasami zawodzi.
Jakby problemów było mało, następnego dnia na dziedzińcu kamienicy zostaje popełnione kolejne morderstwo – ginie Luiza Lore, dozorczyni, którą Gromel podejrzewał o to, że na temat profesora wie znacznie więcej, niż chce (lub może) przekazać policji. Okoliczności wskazują zaś na to, że mordercą jest ktoś, kto mieszka po sąsiedzku z profesorem i Luizą. Tyle że większość lokatorów to nieszkodliwi i schorowani emeryci. Tylko jeden wzbudza pewne podejrzenia, ale niebawem okazuje się, że to tajny radca Aleksander Pikron, zastępca dyrektora Departamentu Politycznego Ministerstwa Administracji i Sprawiedliwości. A tłumacząc na „nasze”: szef policji politycznej. O której zresztą Gromel ma jak najgorsze zdanie, nie mówiąc o jej funkcjonariuszach inaczej niż „fuszerzy i krętacze”. Dlaczego? Ponieważ „(…) stanowiła ona wykoślawienie i zamącenie idei służby bezpieczeństwa takiej, jaką on [komisarz] wyhodował w sobie; policja, tak sądził, powinna służyć ludziom, chroniąc ich od lęku, grozy, zbrodni i chaosu. Tymczasem policja polityczna działała często w sposób mętny, niejasny, dwuznaczny i miast usuwać strach – sama go przez swoją działalność rozpowszechniała”.
Takie słowa Kisielewski opublikował w 1948 roku, kiedy w całym kraju szalał już terror Urzędu Bezpieczeństwa! I naprawdę nie ma tu nic do rzeczy fakt, że formalnie dotyczyły one policji politycznej w jakiejś niewymienionej z nazwy Republice. Gromel prowadzi więc śledztwo, mając cały czas za plecami „bezpieczniaków”, których nienawidzi i których się boi. W miarę zdobywania kolejnych informacji o przeszłości Galarda i otaczających go ludziach – ma coraz więcej wątpliwości na temat tego, o co tu naprawdę chodzi. „Kisiel”, chcąc uczynić powieść jak najbardziej atrakcyjną, wplótł w nią zarówno marzącą o przejęciu władzy nad państwem lożę masońską Budowniczowie Świata, jak i organizacje wywrotowe – nacjonalistyczny Naród Przebudzony (bez najmniejszych wątpliwości wzorowany na przedwojennym Obozie Narodowo-Radykalnym) oraz anarchizujący Świat Nowy. Wszystkim im zależało na zdobyciu najnowszego wynalazku Galarda – tajemniczej substancji wysyłającej zabójcze promienie. Po co, nietrudno się domyślić.
Komisarz ma więc świadomość tego, że rozwiązanie zagadki jest jedynym sposobem na zapobieżenie katastrofie i przejęcie władzy przez fanatyków (nieważne prawicowych czy lewicowych), którzy pragną urządzić świat na swoją totalną modłę. Jest to o tyle trudniejsze, że nie wie, komu w rzeczywistości może zaufać. Wszyscy wokół niego zdają się bowiem powiązani z którąś ze stron walczących o schedę po profesorze Galardzie. „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej” pokazuje więc kraj, który w wyniku twardej walki politycznej znalazł się na rozdrożu, nie wiadomo jeszcze, w jaką stronę podąży, co wykluje się z powojennego chaosu. Nawet jeśli nie jest to wprost Polska Władysława Gomułki i Bolesława Bieruta, to na pewno mamy do czynienia z jej zakamuflowaną formą. Kisielewski przeniósł na karty powieści to, co widział za oknem, jednocześnie maskując to do tego stopnia, by nie narazić się cenzurze i Urzędowi Bezpieczeństwa. Stylistycznie autor nawiązuje do przedwojennych książek sensacyjno-kryminalnych, wykorzystując podobny entourage i typowe dla tamtych czasów zabiegi narracyjne, jak na przykład bezpośrednie zwracanie się do czytelnika (co dzisiaj wygląda już bardzo anachronicznie i odbiera powieści powagę).
W czasach Polski Ludowej „Zbrodnia…” doczekała się tylko jednego wznowienia – w 1957 roku, czyli na fali październikowej Odwilży (wydał ją wówczas kierowany przez Bolesława Piaseckiego Instytut Wydawniczy PAX). Trzecie wydanie miało miejsce – w serii kryminalnej Iskier „Klub Srebrnego Klucza” – rok po Okrągłym Stole; czwarte natomiast osiem lat temu w zbiorczym wydaniu „Powieści sensacyjnych” Kisielewskiego.
koniec
12 września 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Miasto zawieszone w powietrzu
Beatrycze Nowicka

20 IX 2019

Atutem „Jedynego”, najnowszej powieści Pawła Majki, jest przyjemny koncept wyjściowy, choć przydałoby się, żeby autor włożył więcej wysiłku w przedstawianie czytelnikowi uniwersum i bohaterów.

więcej »

PRL w kryminale: Naziści w dzielnicy czerwonych latarni
Sebastian Chosiński

19 IX 2019

Jeśli ktoś taki, jak Andrzej Kobar, istniał naprawdę – okazał się twórcą tylko jednej mikropowieści. Wielce prawdopodobne więc, że jest to po prostu pseudonim jakiegoś uznanego autora, który postanowił sobie nieco dorobić, pisząc kryminał, a jednocześnie chcąc zachować anonimowość. „Zielony volkswagen” ukazał się pierwotnie w 1963 roku i nawiązywał do peerelowskiej propagandy, która nakazywała w niemal każdym Niemcu zza żelaznej kurtyny widzieć byłego nazistowskiego zbrodniarza.

więcej »

Sumienie
Joanna Kapica-Curzytek

18 IX 2019

Bohaterem „Niewidzialnej ręki”, genialnie napisanego reportażu, jest Maciej Zimiński, twórca popularnego programu telewizyjnego sprzed lat o tym tytule. Ale to przede wszystkim książka również o nas, o polskim społeczeństwie.

więcej »

Polecamy

Nowe rozdanie

Na rubieżach rzeczywistości:

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.