Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 grudnia 2018
w Esensji w Esensjopedii

‹Kroki w Nieznane. Tom 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w Nieznane. Tom 1
Data wydania1970
RedakcjaLech Jęczmyk
Wydawca Iskry
CyklKroki w Nieznane
Format462s. oprawa twarda
Cena30,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Kroki w Nieznane: Wróble, strach, zła fantastyka

Esensja.pl
Esensja.pl
Czego można spodziewać się po fantastycznej książce wydanej przed trzydziestoma pięcioma laty? Po antologii, którą wspomnienia ówczesnych fanów przeniosły do czasów współczesnych jako objawienie, kamień milowy, okno na świat? Plan minimum to znaleźć opowiadania, które przetrwały próbę tych trzech dziesięcioleci. Plan maksimum – zapomnieć o tym, że minęły. Pierwszy tom „Kroków w nieznane” pod redakcją Lecha Jęczmyka planu maksimum nie spełnia. Cóż dostajemy w zamian?

Artur Chruściel

Kroki w Nieznane: Wróble, strach, zła fantastyka

Czego można spodziewać się po fantastycznej książce wydanej przed trzydziestoma pięcioma laty? Po antologii, którą wspomnienia ówczesnych fanów przeniosły do czasów współczesnych jako objawienie, kamień milowy, okno na świat? Plan minimum to znaleźć opowiadania, które przetrwały próbę tych trzech dziesięcioleci. Plan maksimum – zapomnieć o tym, że minęły. Pierwszy tom „Kroków w nieznane” pod redakcją Lecha Jęczmyka planu maksimum nie spełnia. Cóż dostajemy w zamian?

‹Kroki w Nieznane. Tom 1›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKroki w Nieznane. Tom 1
Data wydania1970
RedakcjaLech Jęczmyk
Wydawca Iskry
CyklKroki w Nieznane
Format462s. oprawa twarda
Cena30,—
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
To jubileuszowe, związane z wydaniem nowego tomu „Almanachu fantastyczno-naukowego” spotkanie z antologią Jęczmyka – było moim pierwszym. Zamiast wspomnień miałem cudze opinie. Zamiast głodu wszelkiej fantastyki, który kształtował wspomnienia – głód fantastyki dobrej. Zamiast braku szerokiego spojrzenia na gatunek, z którego rodziły się opinie – półki pełne klasyki, głowę pełną nowości. Czy mogło się udać wskrzeszenie tych przeżyć, które towarzyszyły pierwszym czytelnikom „Kroków w nieznane”? Mogło. Nie inaczej czytałem przecież „Kroniki marsjańskie” Bradbury’ego czy „Piknik na skraju drogi” Strugackich. A jednak się nie udało. Rosnąca z każdym rokiem przepaść okazała się zbyt duża.
Wrażenie, które rodzi się niemal na początku lektury „Kroków…” i nie ustępuje do końca, ma posmak paradoksu. Otóż tom ten, w którym nie brak najklasyczniejszej socrealistycznej frazy, kilka delikatnych redaktorskich cięć bez trudu zmieniłoby w książkę „antyustrojową”. Aż do tego stopnia jest wyrazista linia podziału na to, co w zbiorze dobre bądź co najmniej przyzwoite i to, co kiepskie lub beznadziejne. Spośród dwudziestu siedmiu opowiadań to właśnie szesnastka powstała po naszej stronie Żelaznej Kurtyny (cztery polskie, reszta – radzieckie) zawiera największą dawkę pretekstowości, nijakości, pozoranctwa. Choć nie brak też wyjątków.
Cała beletrystyka „Kroków…” rozdzielona jest na dwie nierówne objętościowo części tematyczne: obszerniejszą „Inwazję Marsjan”, w której ludzkość styka się z Obcymi (lub Obcy z ludzkością) i krótsze, zarówno pod względem liczby jak i objętości tekstów, „Diabelskie wynalazki”. Te z kolei opowiadają o konsekwencjach naszej pomysłowości – jak łatwo się domyślić, częściej niemiłych niż przyjemnych.
W „Inwazji Marsjan”, od banalnego shortu „Dlaczego?” Dymitra Bilenkina po słabo napisane „Wróble Galaktyki” Konrada Fiałkowskiego, które za sam tytuł przeszły do historii polskiej fantastyki, dostajemy inwazje prawdziwe i inwazje pozorne; kontakty zakończone sukcesem, masakrą lub w ogóle nie rozpoczęte; Obcych przyjaznych, wrogich, obojętnych, niezdefiniowanych i wymarłych. Na serio, żartobliwie i trochę tak, a trochę inaczej. Ale raczej bez większych zaskoczeń.
Stylem wyróżniają się dwa teksty: „Opowiadanie Pirxa” Stanisława Lema (co raczej nie dziwi) i „Hańba wandalom” niezbyt znanego Marka Cliftona. Utwór Lema znany jest co najmniej z nieśmiertelnego: „Książki fantastyczne? Lubię, owszem, ale tylko złe”. „Hańba…” wyróżnia się przede wszystkim ponurym nastrojem i pewną subtelnością w prowadzeniu fabuły (która dotyczy zgubnych konsekwencji nieświadomej inwazji przeprowadzonej – dla odmiany – przez Ziemian na Marsie).
Nie brakuje jednak utworów lżejszych w tonie, gdzie humor ożeniony jest z satyrą („Kaczka w śmietanie” Ilji Warszawskiego, „Mąż opatrznościowy” Frederica Browna), dydaktyką („Przedstawienie kukiełkowe”, znów Brown) a nawet horrorem („Człowiek, który zaprzyjaźnił się z elektrycznością” Fritza Leibera). Wszystkie te teksty może nie rewelacyjne, ale utrzymane na przyzwoitym poziomie i sympatyczne. Podobnie jak „Cienie” Clifforda D. Simaka, wyprowadzające fantastykę naukową w wiejskie plenery, gdzie dzielni (i mniej dzielni) Amerykanie gospodarzą po sąsiedzku z przybyszami z obcych planet. Najsłabszym tekstem zachodniego autora jest tu trzecie opowiadanie Browna, „Ostatni Marsjanin” – klasyczny przykład utworu pisanego dla puenty. Do tej samej kategorii zaliczyć należy „Żuka” Władimira Szczerbakowa, który, mając zaskoczyć – nie zaskakuje wcale.
Kto zaś zechciałby szukać w „Inwazji Marsjan” metafor lęków współczesnych i ówczesnych, może sięgnąć po „Wieczorne niebo” Andrzeja Czechowskiego, które łatwo można by wziąć za opowiadanie amerykańskie, gdyby nie nazwisko autora. Przeciętne, ale jednak stamtąd.
Kto natomiast szukałby nadziei (zdecydowanie ówczesnych), znajdzie je w „Podkomitecie” Zenny Henderson, gdzie droga do zakończenia międzyplanetarnej wojny wiedzie przez robótki na drutach, pikniki i sól. Zgrabnie napisany banał.
Dwa teksty zamieścili w antologii bracia Arkadij i Borys Strugaccy. Oba znalazły się w „Inwazji Marsjan”, lecz to „Spotkanie”, któremu bardzo blisko do „Opowiadania Pirxa” (jako że oba są o kontakcie, który diabli wzięli przez ludzką głupotę) jest lepsze od inwazyjnego „Stanu alarmowego”, w którym ośmionogie muchy lęgną się na pokładzie statku kosmicznego, by przynieść Ziemi rozwiązanie jej energetycznych problemów.
Pozostałe cztery opowiadania zawarte w „Inwazji Marsjan” są natomiast całkowitym nieporozumieniem. „Lot dalekosiężny” Ryszarda Sawwy łączy schematyczność ze sztucznym sentymentalizmem. „Bardzo dziwny świat” Ariadny Gromowej przynależy do epoki, w której ludzkość podążała świetlaną drogą ku szczęściu i nie ma sensu go z niej wyciągać. Natomiast „Własne drogi ku Słońcu” i „Zgodnie z prawami nauk nieścisłych” Władimira Grigoriewa aspirowały zapewne do miana humoresek, lecz stały się fiction bez science, w której z gatunkowego sztafażu nic nie wynika (bo wierzyć się nie chce, że mogłoby to być serio). Jedyne, co warto zauważyć, to to, że w pomyśle drugiego z opowiadań tkwi mały zalążek „Piaseczników” Georga R.R. Martina.
Również w drugiej części tomu, „Diabelskich wynalazkach”, znajdziemy przypadki podobne do tekstów Grigoriewa: opowiadania, których autorzy nie wysilili się, by dać czytelnikowi choćby pozór „science” i sami (tym razem z pełną i niewątpliwą powagą) zagrali w grę pozorów nie sprzedając nic ponad pomysł, który nie jest wart kupna. Do tej grupy należy „Okno w przeszłość” Ł. Mogilewa (o rozszerzaniu „obszaru ludzkiego postrzegania” w czasie i przestrzeni za pomocą telewizoropodobnej machiny), „Otchłań” Anatolija Dnieprowa (o strasznej tragedii, jaką jest dla człowieka opóźnienie w dostarczaniu impulsów nerwowych do mózgu), „Niebezpieczny sejf” Geralda Kersha (o bombie fluorowej aktywującej się w sejfie) i rozwlekłe „Drugie stadium” Romana Jarowa (o zmutowanych drzewach, które sprawią, że człowiek człowiekowi przestanie być wilkiem).
O klasę lepszy jest „Dzień, w którym zjawiła się żyrafa”, drugie opowiadanie Bilenkina, które jest jednak marnym cieniem dla Lemowych historii o Topolnym i Czwartku. Zupełnie niezłe są natomiast „Stragan z zabawkami” Harry’ego Harrisona i „Koncentrator grawitacji” Aleksandra Szalimowa. Pierwszy – o oszustwie, które oszustwem nie jest, a drugi – o transakcji, która oszustwem zarazem jest i nie jest. Szczególnie pozytywnie zaskakuje Szalimow – nie tyle nawet jakością opowiadania, co tematem, którego raczej trudno było się spodziewać po autorze radzieckim.
Wszystko to jednak blaknie wobec najlepszego opowiadania antologii – „Siedmiu dni strachu” R.A. Lafferty’ego. Jest coś urzekającego – nawet dziś – w sposobie, w jaki połączył on w tym tekście horror (deklarowany), surrealizm (praktykowany) i humor (subtelny). To opowiadanie jest jak prawdziwy krok w nieznane pośród dreptania w miejscu i zadeptywania własnego ogona. Trzeba przeczytać.
Tom zamykają trzy niegodne większej uwagi teksty popularnonaukowe. Józef Szkłowski w krótkim „Człowiek, Ziemia, kosmos” po obaleniu sensowności ciągów Thomasa Maltusa niezwłocznie zaczyna prezentować własne. Borys Lapunow w zbyt długim „Zamieszkanym kosmosie” docieka sposobów komunikacji z kosmitami i metod szukania pozostałości ich wizyt. Obaj autorzy mają zaś w perspektywie Słońce jako bateryjkę ludzkości i przejawiają zastanawiającą fascynację „kryterium energetycznym” rozwoju cywilizacji. Wreszcie Aleksander Kazancew w „Tunguskiej katastrofie” pisze o tym, co bez większej straty można wyczytać też w początkowych partiach „Astronautów” Lema. Siłą inercji do części tej, zatytułowanej „Fakty, hipotezy, zagadki” doszlusowało posłowie selekcjonera antologii – nieco zbyt zdawkowe, za bardzo powierzchowne, będące raczej rozbudowaną zapowiedzią ciągu dalszego.
Co zatem pozostaje po zamknięciu żółtej okładki, która nie we wszystkich jeszcze egzemplarzach rozstała się z równie żółtym grzbietem z kropką i (jedyną w całej serii) cyfrą? Bezdyskusyjnie dwa pierwsze zdania z Lema, które pamiętają nawet ci, którym zatarła się fabuła klasycznego „Opowiadania Pirxa”. Na pewno tytuł tekstu Fiałkowskiego, który szczęśliwie żyje własnym życiem, w oderwaniu od utworu dwie klasy odeń słabszego. Być może znakomite „Siedem dni…” Lafferty’ego, nastrojowa „Hańba…” Cliftona, ale to już chyba nadmiar optymizmu, gdyż są to teksty dość dobre, by sięgnąć dla nich po cały zbiór, lecz chyba pozbawione iskry koniecznej, by zapamiętać je na lata. Dwa zdania, dwa słowa, dwa opowiadania. Tyle przyniósł pierwszy krok w nieznane.
Czego natomiast można się spodziewać po antologii powracającej – w kolejnej odsłonie – po trzydziestu pięciu latach serią znakomitych nazwisk, zbyt rzadko obecnych na łamach branżowych periodyków? Plan minimum to przeczytać dobrą książkę. Plan maksimum – mieć za kilka dziesięcioleci wspomnienia równie ciepłe, jak te pozostawione przez oryginalne „Kroki w nieznane” w tych, którzy na nich wyrośli.
A gorące pragnienie kogoś, kto wierzy w wartość science fiction – zweryfikować je wówczas nie przeżywając przykrego rozczarowania. Czego sobie z roku 2040, z nadzieją dotrwania tej chwili, życzę.
koniec
15 grudnia 2005

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Cel uświęca środki
Katarzyna Piekarz

12 XII 2018

Czytelnicy Terry’ego Goodkinda zapewne ucieszą się z kolejnego tomu cyklu „Kroniki Nicci”, który jest bezpośrednio powiązany z serią „Miecz prawdy”. Śpieszmy się nadrabiać zaległości książkowe, ponieważ trzeci tom – „Kamień Oblężenia”, zostanie wydany w Polsce najpewniej w sierpniu 2019 r.

więcej »

Krótko o książkach: Nie tylko dla fanów klasyki
Marcin Mroziuk

11 XII 2018

Oczywiste jest, że „Dekameron” to dzieło wielkie nie tylko ze względu na swą objętość. Ale okazuje się, że poczesne miejsce w historii literatury zbioru stu nowel Giovanniego Boccaccia nie jest jedynym powodem, by zmierzyć się z tą obszerną lekturą.

więcej »

Świąteczne dekoracje
Joanna Kapica-Curzytek

10 XII 2018

Powieść „Do Wigilii się zagoi” jest rzeczywiście gorąca i chwilami zabawna, jak obiecuje wydawca, ale mimo tytułu, trochę mało w niej świątecznego nastroju.

więcej »

Polecamy

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12

Na rubieżach rzeczywistości:

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Gra w życie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Wyglądamy w przyszłość, pamiętamy o przeszłości
— Konrad Wągrowski

6 Kroków w Nieznane

Do sześciu razy sztuka
— Joanna Słupek

Sześciu wspaniałych
— Paweł Laudański

Parada mistrzów
— Konrad Wągrowski

Trzecie wejście smoka
— Jarosław Loretz

Mój wehikuł czasu
— Artur Długosz

Nocą w Telewizyjnym Mieście
— Paul di Filippo

Poczucie zdumienia
— Konrad Walewski

Odkrywcy nowych ziem i mórz
— Lech Jęczmyk

Tegoż autora

Król nie jest nagi
— Artur Chruściel

Ranking, który spadł na Ziemię
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Jakub Gałka, Jacek Jaciubek, Michał Kubalski, Jarosław Loretz, Konrad Wągrowski, Kamil Witek

Ktoś, kto wziął tu pieniądze, nie do końca się napracował…
— Sebastian Chosiński, Artur Chruściel, Grzegorz Fortuna, Jakub Gałka, Mateusz Kowalski, Alicja Kuciel, Konrad Wągrowski

Bez zwierciadła
— Artur Chruściel

Palahniuk w kiepskim opakowaniu
— Artur Chruściel

Save the president, save the world
— Artur Chruściel

Science fiction
— Artur Chruściel

Esensja czyta: Grudzień 2011
— Artur Chruściel, Joanna Kapica-Curzytek, Monika Twardowska-Wągrowska, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Dukaj napisał książkę dziwną
— Artur Chruściel, Michał Foerster, Anna Kańtoch, Krzysztof Wójcikiewicz

Najlepsze polskie opowiadania fantastyczne – suplement
— Artur Chruściel, Jakub Gałka, Michał Kubalski, Mieszko B. Wandowicz, Konrad Wągrowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.