Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Sztaba
‹Zemsta Mariana Boruty›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZemsta Mariana Boruty
Data wydania2016
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
ISBN978-83-945488-6-5
Format92s. 139×194mm
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Zemsta zza (sanacyjnego) grobu
[Zygmunt Sztaba „Zemsta Mariana Boruty” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeba przyznać, że w „Zemście Mariana Boruty” Zygmuntowi Sztabie udała się rzecz nadzwyczajna. Na niespełna stu stronach książki tak bardzo namieszał z tożsamościami bohaterów, że trudno połapać się, kto jest kim. A ten najważniejszy, prowadzący dochodzenie porucznik – dla odmiany – nazwiska nie posiada wcale. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść czyta się ze sporym zainteresowaniem.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Zemsta zza (sanacyjnego) grobu
[Zygmunt Sztaba „Zemsta Mariana Boruty” - recenzja]

Trzeba przyznać, że w „Zemście Mariana Boruty” Zygmuntowi Sztabie udała się rzecz nadzwyczajna. Na niespełna stu stronach książki tak bardzo namieszał z tożsamościami bohaterów, że trudno połapać się, kto jest kim. A ten najważniejszy, prowadzący dochodzenie porucznik – dla odmiany – nazwiska nie posiada wcale. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść czyta się ze sporym zainteresowaniem.

Zygmunt Sztaba
‹Zemsta Mariana Boruty›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZemsta Mariana Boruty
Data wydania2016
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
ISBN978-83-945488-6-5
Format92s. 139×194mm
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wczesne, tuż powojenne, powieści Zygmunta Sztaby, o których była już mowa w tym cyklu, nie były klasycznymi kryminałami; dużo bardziej przypominały późniejsze sensacyjno-szpiegowskie dzieła spod znaku Iana Fleminga czy Fredericka Forsytha. Wybijał się w nich wątek, co prawdopodobnie było skutkiem traumy związanej z wydarzeniami z lat 1939-1945, ewentualnego powrotu w Niemczech do władzy nazistów, co mogłoby doprowadzić do wznowienia globalnego konfliktu. Takie obawy towarzyszyły zarówno bohaterom książki „Eryk Müller poszukuje siostry” (1946), jak i „Giełda przestaje notować” (1947). Nawet opublikowany w 1948 roku w „Kurierze Szczecińskim” „gazetowiec” „Zielona granica” nie był wolny od podobnych myśli. W zasadzie dopiero „Zemsta Mariana Boruty” przypominała typową powieść detektywistyczną, wzorowaną na schemacie wymyślonym przez Agathę Christie czy Georges’a Simenona.
Powieść pierwotnie ukazywała się w 1956 roku w tygodniku ilustrowanym „Panorama”. Było to, jak na warunki peerelowskie, pismo dość specyficzne. Pierwszy numer pojawił się w sprzedaży w maju 1954 roku, a redakcja mieściła się w Katowicach (które w tamtym czasie na cześć zmarłego chwilę wcześniej przywódcy Związku Radzieckiego przechrzczone zostały na Stalinogród). Właścicielem gazety była partia komunistyczna, która na Śląsku miała nadzwyczaj silną pozycję i potrafiła przeforsować pewne prasowe nowinki, które nie przeszłyby przez cenzurę w innych ogólnopolskich gazetach. W latach 70. i 80. były to chociażby kobiece akty i plakaty popularnych zespołów rockowych. To dzięki nim „Panorama” cieszyła się ogromnym zainteresowaniem wśród młodzieży. W połowie lat 50. o takich bezeceństwach nikt jeszcze nie myślał, a czytelników przyciągano na inne sposoby. Przykładowo: drukując kryminały w odcinkach (z czego w późniejszych latach zrezygnowano).
Początek „Zemsty Mariana Boruty” przypomina nieco otwarcia powieści Andrzeja Piwowarczyka o kapitanie Glebie („Stary zegar”, „Królewna?!”), które ukazały się – w formie książkowej – w tym samym czasie. Sprawę kryminalną poznajemy dzięki zainteresowaniu dziennikarza miejscowej gazety Wojciecha Brylskiego, który o różne ciekawostki indaguje porucznika Milicji Obywatelskiej. Jako że panowie znają się od dłuższego czasu, funkcjonariusz podrzuca redaktorowi co smakowitsze kąski, by ten miał o czym pisać, przy okazji chwaląc strażników porządku. Tyle że tym razem pojawia się pewien kłopot. Śledztwa rozwiązane są mało interesujące (i Brylski kręci na nie nosem), natomiast to, które wydaje się najciekawsze, dotąd nie doczekało się szczęśliwego końca. Mimo to milicjant decyduje się opowiedzieć o nim dziennikarzowi. Jak się szybko okazuje, na własne… szczęście!
Przedstawiona przez porucznika historia podstępnej zbrodni wydała się bowiem Brylskiemu dobrze znajoma. Czytał już o niej. Ale prawie dwadzieścia lat wcześniej. Jeszcze przed wojną. Za sanacji. W zbiorze opowiadań zatytułowanym „Zatarte ślady” autorstwa niejakiego Mariana Boruty. Jedno z nich zawierało opis morderstwa, który – wypisz, wymaluj! – zgadzał się z tym, co znalazło się w milicyjnej teczce dotyczącej śmierci Konstantego Bojara. Krótko po wydaniu książka została jednak wycofana ze sprzedaży i zniszczona, ponieważ w złym świetle przedstawiała pewnego sanacyjnego dygnitarza, który wykorzystał wszystkie swoje wpływy, aby zatrzeć ślady swego literackiego istnienia. Skandalu nie udało się całkiem uniknąć, ale większość nakładu „Zatartych śladów” powędrowała zapewne na przemiał. Większość, ale nie cały. Bo redaktor Brylski nie ma wątpliwości, że zabójca Bojara – działający tu i teraz – postępował dokładnie według instrukcji podanej przed laty przez Borutę.
Porucznik MO, któremu z początku trudno przyjąć rewelacje sprzedane mu przez dziennikarza, ostatecznie daje się przekonać i – uzbrojony w nowe, książkowe tropy – rusza… w przeszłość. Postanawia odnaleźć, jeżeli jeszcze w ogóle żyją – to znaczy jeśli przetrwali wojnę i znaleźli się po niej na terenie komunistycznej Polski – bohaterów dramatycznych wydarzeń sprzed lat. Trzeba przyznać, że Zygmunt Sztaba całkiem zgrabnie to wszystko obmyślił. Do współczesnego kryminału z lat 50. umiejętnie włączył wątki sanacyjnej rzeczywistości, ba! cofnął się nawet do Legionów Piłsudskiego (musiał naczytać się swego czasu Tadeusza Dołęgi-Mostowicza), ale też nawiązał do czasów drugiej wojny światowej i politycznej emigracji. Uniknął przy tym kompromitujących wielu innych autorów powieści milicyjnych wtrętów propagandowych. Chociaż w jednym miejscu wspomina o grasujących na Podhalu „uzbrojonych po zęby i umundurowanych lepiej niż milicja bandach osławionego «Ognia»”. Wątku tego jednak nie rozwija.
Jedyne, co może utrudniać śledzenie wartkiej akcji, są zmiany tożsamości głównych bohaterów wydarzeń. Sam fakt tego, że po wojnie zmieniali oni imiona i nazwiska nie dziwi, problem w tym, że z tego powodu funkcjonują oni w kilku równoległych światach (dochodzi do tego bowiem jeszcze rzeczywistość książkowa, ta opisana w „Zatartych śladach”). Momentami naprawdę można się pogubić. Swoją drogą należy podziwiać Sztabę, że potrafił połapać się w tym galimatiasie, publikując „Zemstę…” z tygodnia na tydzień. Chyba że dostarczył „Panoramie” powieść w całości, a dopiero redakcja podzieliła ją na odcinki. Lektura nie dostarcza jednoznacznej odpowiedzi. W każdym razie „odwilżowa” – ponieważ publikowana w roku, w którym rozpoczął się w naszym kraju demontaż socjalizmu – książka Zygmunta Sztaby nawet po sześciu dekadach prezentuje się w swej kategorii nadzwyczaj atrakcyjnie. A jakiż musiała mieć urok dla czytelników w połowie lat 50., wszak na jej stronach mowa była o Legionach i sanacji, o bogatych ziemianach i wpływowych oficerach przedwojennego wojska. Pal licho, że najczęściej przedstawiano ich w negatywnym świetle, ale przynajmniej przywoływano ich istnienie, co już samo w sobie budziło wspomnienia i tęsknotę za Polską bez komunizmu.
koniec
3 października 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

By zachować czysty umysł
Wojciech Gołąbowski

1 IV 2020

Kilka lat to trwało, ale wreszcie za sprawą niewielkiego wydawnictwa Biały Gołąb ujrzało światło dzienne długo oczekiwane opus magnum Micheasza Białoszewskiego – jego poetycki concept book pod tytułem „białoMi”.

więcej »

Krótko o książkach: Co się stało z Michelle Spivey
Joanna Kapica-Curzytek

31 III 2020

„Ostatnia wdowa” to całkiem przyzwoity, trzymający w napięciu thriller

więcej »

Przy zaginięciu liczy się każda godzina
Marcin Mroziuk

30 III 2020

David Bell ma sporo ciekawych pomysłów na komplikowanie intrygi kryminalnej, ale niestety dużo gorzej radzi sobie z połączeniem wszystkich rozpoczętych wątków w spójną całość. W efekcie „Czyjaś córka” jest wciągającą lekturą, jednak po jej skończeniu pozostaje uczucie niedosytu.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.