Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 czerwca 2019
w Esensji w Esensjopedii

Marek Bieńczyk
‹Tworki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTworki
Data wydania1999
Autor
Wydawca Sic!
ISBN83-86056-56-8
Format194s.
Cena30,-
Gatunekmainstream
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Notatka o „Tworkach” Marka Bieńczyka
[Marek Bieńczyk „Tworki” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Tworki” zmieniają na czas lektury sposób widzenia rzeczywistości. Ich język jest tak dopracowany, do-przemyślany i staranny, że przestaje być przezroczystym przekaźnikiem. Dla mnie jest to najważniejszy, ukryty bohater utworu.

Sylwia Strupiechowska

Notatka o „Tworkach” Marka Bieńczyka
[Marek Bieńczyk „Tworki” - recenzja]

„Tworki” zmieniają na czas lektury sposób widzenia rzeczywistości. Ich język jest tak dopracowany, do-przemyślany i staranny, że przestaje być przezroczystym przekaźnikiem. Dla mnie jest to najważniejszy, ukryty bohater utworu.

Marek Bieńczyk
‹Tworki›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTworki
Data wydania1999
Autor
Wydawca Sic!
ISBN83-86056-56-8
Format194s.
Cena30,-
Gatunekmainstream
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Warte uwagi, choć pozornie nieistotne, są historie gromadzonych przez nas książek. Można by na ich wewnętrznych stronach okładek spisywać przyczyny posiadania, motywy wyboru, tę drogę przed ich narodzinami dla nas. Podobno utwór powstaje w momencie czytania, a bez odbiorcy jego istnienie jest niepełne, niepewne, żeby nie powiedzieć: wątpliwe. Podobno książka rodzi się tyle razy, ile razy jest czytana i wciąż są to narodziny odmienne. A trafiają one, tzn. książki, do nas z rąk przyjaciół lub z nagłego impulsu wywołanego odległym skojarzeniem tytułu, okładki, autora lub przeczytanego fragmentu z czymś niejasnym, co jest w nas w środku, może rozpoznaniem, może przypomnieniem, na tyle silnym, by sięgnąć, a nawet unieść i zapłacić.
Droga „Tworek” Marka Bieńczyka z księgarni na moją półkę wiodła przez pomyłkę. Tytuł sugerował związki akcji ze szpitalem psychiatrycznym, a więc z chorobą zmieniającą tożsamość, czyli z tematem mojej wciąż odległej pracy magisterskiej. Pomyłka okazała się owocna, bo trafiłam (źle, to ona na mnie trafiła) na książkę, która dostarczyła mi przyjemności, jakiej już dawno, dawno nic drukowanego mi nie dało.
Niech przyjmę rolę opowiadacza, zdającego relację z wrażenia po pierwszym, pewnie jeszcze dość powierzchownym, spotkaniu z… właśnie. Z czym? Proszę wyobrazić sobie rozmowę o nieznanej osobie. Mogłabym powiedzieć, że poznałam kogoś interesującego, kto mnie poruszył, zaintrygował, kogo chciałabym spotkać jeszcze raz. Taka jest ta książka. Można się w niej zaczytać, rozsmakować, można się nią wzruszyć, można się do niej nawet przywiązać.
„Tworki” od pierwszej strony narzucają hierarchię spraw, na których należy skupiać uwagę. Na początku koncentruje się ona na sposobie mówienia, który pozwala widzieć przedstawiony świat rzeczy banalnych (a raczej takich, które za banalne często nieopatrznie się uważa) w inny niż zazwyczaj sposób. Jest to przyglądanie się specyficzne, jakby przez specjalne cylindryczne okulary „Jurka, ogórka, gryzipiórka” itd. – głównego bohatera „Tworek”. Jest on jak najbardziej zdrowy (niestety, ze szkodą dla mojej pracy magisterskiej…) nie licząc momentów, gdy z powodu oczarowania traci zmysły. Tak, jest tu o miłości. Jest o młodości, szczęściu, beztrosce w czasie wojny. Jest o śmierci najbliższych, o żalu, pamięci i nadziei. Autor wydobył z życia sytuacje, gdy na radość i szczęście, ale też na cierpienie i rozpacz wręcz brakuje słów. Historie podobne, tyle razy widziane w filmach, opowiadane prozą i wierszem, tym razem zostały zaklęte w coś uniwersalnego, przemienione w opowieść o każdym czasie i miejscu, o każdym człowieku.
„Tworki” zmieniają na czas lektury sposób widzenia rzeczywistości. Ich język jest tak dopracowany, do-przemyślany i staranny, że przestaje być przezroczystym przekaźnikiem. Dla mnie jest to najważniejszy, ukryty bohater utworu.
Emocjonalny stosunek do literatury sprawia przy lekturze najwięcej przyjemności. „Tworki” rozbijają rutynę czytania. Skonwencjonalizowane zwroty odzyskują dawny metaforyczny, blask. „Wszystko jest poezją” – pisał Stachura. W „Tworkach” jest ona drugim, ważnym, ukrytym bohaterem. Jest damą o wielu twarzach. Jest rymowanką, pasującą do oazy małych trosk i silnych uczuć, jaka wyrasta w „Tworkach”. Jest poematem o wojnie. Jest lirycznością przeżywanego świata, dębu za oknem, gry w piłkę, huśtawki, picia herbaty, małych zdarzeń, gestów, błyszczenia oczu, ich pogłębionym widzeniem. Jest też refrenem powtarzanych kolejnym dziewczynom słów. Jest kondensowaniem emocji w paru zdaniach pisanych listów. Jest wreszcie tym najmniejszym i zamykającym w sobie wszystko znakiem – inicjałem kochanej dziewczyny: „S. jak dwie skute podkówki”, jak tajemnica czyjegoś wnętrza.
Co jeszcze mogłoby do sięgnięcia po „Tworki” Marka Bieńczyka przekonać? Nominacja do Nagrody Literackiej Nike 2000 i autor znany jako tłumacz Milana Kundery. Jego dwie poprzednie książki to wydane przez Sic! „Melancholia. O tych, co nigdy nie odnajdują straty” i „Terminal”.
koniec
1 grudnia 2000

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Przed lodem i ogniem
Dawid Kantor

26 VI 2019

Nowa powieść Georga R.R. Martina dla fanów jego prozy okaże się zapewne cennym uzupełnieniem historii stworzonego przez niego świata oraz przyjemnym powrotem do Westeros w oczekiwaniu na premierę „Wichrów zimy”.

więcej »

Absolutnie uroczy dżentelmen
Anna Nieznaj

25 VI 2019

W znajomej konwencji wiktoriańskiego Londynu, doprawionej wątkiem fantastycznym w postaci oficjalnie praktykowanej magii, Anna Lange prezentuje czytelnikom świetnie nakreślonych bohaterów: z tytułowym Clovisem LaFay na czele.

więcej »

Jak przegrał głupi malarz
Marcin Mroziuk

24 VI 2019

Nie da się ukryć, że „Ta potworna wojna” to zdecydowanie najsmutniejsza część cyklu o uczniach pana Cebuli, którzy na lekcjach historii za pomocą specjalnych ławek naprawdę przenoszą się w przeszłość. Taki odbiór tej powieści oczywiście nie jest niczym dziwnym, skoro wraz z bohaterami obserwujemy tutaj przebieg II wojny światowej. Najważniejsze jest jednak to, że książka Grażyny Bąkiewicz to naprawdę interesująca lektura dla młodych czytelników.

więcej »

Polecamy

„Normalni” szaleńcy

Na rubieżach rzeczywistości:

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zapchajdziura
— Marcin Knyszyński

Ten świat to jeden wielki Kant!
— Marcin Knyszyński

„Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno” – 1 Kor 13, 12
— Marcin Knyszyński

Świat jako miraż albo ludzie jak bogowie
— Marcin Knyszyński

Prawda Absolutna kontra prawdy subiektywne
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Październik 2015
— Miłosz Cybowski, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Joanna Słupek

Nie tylko twarze
— Joanna Kapica-Curzytek

Przełączając przerzutkę na postmodernizm
— Daniel Markiewicz

Tegoż autora

Notatka o „Iluzjach codzienności” Małgorzaty Jacyno
— Sylwia Strupiechowska

Notatka o "Weiserze Dawidku" Pawła Huelle
— Sylwia Strupiechowska

Wkrótce

zobacz na mapie »
Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.