Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jacek Wołowski
‹Kryptonim 4›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKryptonim 4
Data wydaniaI półrocze 2016
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
Format114s. 138×195mm
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Puszczalska Janina i zdradziecki Władek
[Jacek Wołowski „Kryptonim 4” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pod pewnymi względami „Kryptonim 4” Jacka Wołowskiego przypomina inny polski kryminał „Zbrodniarza i pannę” Kazimierza Kwaśniewkiego (a w zasadzie Macieja Słomczyńskiego, bo to on ukrywał się pod tym pseudonimem). Tyle że powieść Wołowskiego ukazała się kilka lat przed powstaniem słynnego filmu Janusza Nasfetera i publikacją książki, która była beletrystyczną wersją scenariusza.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Puszczalska Janina i zdradziecki Władek
[Jacek Wołowski „Kryptonim 4” - recenzja]

Pod pewnymi względami „Kryptonim 4” Jacka Wołowskiego przypomina inny polski kryminał „Zbrodniarza i pannę” Kazimierza Kwaśniewkiego (a w zasadzie Macieja Słomczyńskiego, bo to on ukrywał się pod tym pseudonimem). Tyle że powieść Wołowskiego ukazała się kilka lat przed powstaniem słynnego filmu Janusza Nasfetera i publikacją książki, która była beletrystyczną wersją scenariusza.

Jacek Wołowski
‹Kryptonim 4›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKryptonim 4
Data wydaniaI półrocze 2016
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
Format114s. 138×195mm
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Nie ma wątpliwości, że jako autor powieści kryminalnych Jacek Wołowski (Stanisław Sachnowski) mógł osiągnąć znacznie więcej. Prawdopodobnie jednak nie potrafił zdecydować się – jak w pewnym momencie zrobili to chociażby Jerzy Edigey, Zbigniew Zeydler-Zborowski czy Anna Kłodzińska – by porzucić swoje dotychczasowe zajęcie (w tym konkretnym przypadku chodziło o etat dziennikarski) i poświęcić się w stu procentach prozie literackiej. W efekcie wiele jego tekstów – reprezentujących bardzo przyzwoity poziom – stawało się jedynie drukowanymi w odcinkach dodatkami do gazet codziennych. Tym samym twórca nie miał czasu, aby cyzelować styl i dopracowywać intrygę. Zresztą po co, skoro najczęściej pamięć o nich umierała w momencie, gdy do druku trafiał ostatni odcinek. Na szczęście po latach możemy do nich wrócić dzięki inicjatywie Klubu MOrd i wydawnictwa Wielki Sen.
Wołowski-pisarz wypłynął na fali październikowej „Odwilży”, publikując w drugiej połowie lat 50. ubiegłego wieku kilka rozbudowanych opowiadań i powieści kryminalnych, jak na przykład „Walther 45771” (1956) i „Kryptonim «Proszek do prania»” (1959), które ukazały się w wersjach książkowych oraz – znane do niedawna tylko w formie tak zwanych „gazetowców” – „Rekin w sieci” (1956) i „Srebrny ołówek” (1960). Pomiędzy tymi dwiema ostatnimi w 1959 roku na łamach „Życia Warszawy” i „Życia Radomskiego” ukazał się jeszcze jeden tekst: „Kryptonim 4”. I to właśnie on, a przynajmniej jego otwarcie, tak bardzo przypomina późniejszy scenariusz Macieja Słomczyńskiego, na podstawie którego Janusz Nasfeter nakręcił „Zbrodniarza i pannę”.
Akcja powieści, choć pewnie z uwagi na objętość trafniej byłoby uznać „Kryptonim 4” za mikropowieść, rozgrywa się na prowincji, wokół nienazwanego z imienia niewielkiego miasteczka powiatowego. Pewnego dnia dochodzi tam do wyjątkowo krwawego napadu, którego ofiarami pada czworo niewinnych ludzi. Są to dwie przewożące pieniądze na wypłatę pracownice Zakładów Terenowych, służący za ich ochroniarza funkcjonariusz ORMO oraz wynajęty przez przedsiębiorstwo kierowca taksówki (służbowy samochód przeznaczono w tym czasie do innych zadań). Wszyscy zostali zastrzeleni, a kasa zrabowana. Stojącego na poboczu wiejskiej drogi Fiata zauważył później kierowca autobusu PKS; przekonany, że wóz mógł się popsuć, postanowił zatrzymać się i pomóc znajomemu w naprawie. Nie spodziewał się oczywiście, że ujrzy coś tak makabrycznego.
Sprawa od razu wydaje się milicjantom zadziwiająca. Bo skoro na drodze nie widać śladów hamowania ani żadnych oznak próby ucieczki, oznacza to, że kierowca taksówki bądź któryś z pasażerów znał napastnika. Automatycznie więc podejrzenie pada na męża jednej z ofiar, kasjerki Janiny, czyli Władka (autor nie podaje nazwisk bohaterów), który – po pierwsze – dzięki żonie miał informacje z pierwszej ręki, kiedy przewożone będą pieniądze, i – po drugie – już jakiś czas temu przygarnął pod swój dach niejakiego Stefana, mężczyznę dobrze znanego organom ścigania. Wystarczy dodać do siebie te dwa elementy, by stworzyć całkiem zgrabną i składną teorię. Która na dodatek – przynajmniej do pewnego momentu – zdaje się mieć potwierdzenie w różnych poszlakach. Zwłaszcza kiedy funkcjonariusze, przyglądając się bliżej relacjom Janiny i Władka, dowiadują się, że ona była „puszczalska”, a on romansował jednocześnie ze swoją szwagierką i jej córką. Niekoniecznie więc zależało mu na żonie…
Mijają jednak kolejne tygodnie, a milicji nie udaje się zdobyć przekonujących dowodów winy. Mimo że do śledztwa zostają włączeni również oficerowie z Komendy Wojewódzkiej – porucznik Zawada (autor powieści wyjaśnia, że to pseudonim) oraz porucznik Chudy (jego „nazwisko” jest z kolei przezwiskiem, ponieważ w rzeczywistości waży on 120 kilogramów). Co ciekawe, ta druga postać pojawia się w drukowanym rok później w tych samych gazetach „Srebrnym ołówku”, a potem powraca jeszcze w „Oset pleni się w mroku” oraz „Karierze porucznika Chudego” (oba teksty pochodzą z 1961 roku). Świeże spojrzenie na dochodzenie sprawia, że milicjanci zaczynają rozglądać się za innymi potencjalnymi sprawcami (bądź sprawcą) i zaczynają nabierać konkretniejszych podejrzeń. Droga do wyjaśnienia tajemnicy poczwórnej zbrodni i rabunku jest jednak wciąż daleka.
Wołowski po raz kolejny z dużym znawstwem przedstawił milicyjne procedury, przemycając przy okazji wiele interesujących spostrzeżeń na temat czy to małomiasteczkowej mentalności, czy też stosowanych przez funkcjonariuszy specyficznych metod śledczych (związanych na przykład z przechodzeniem do porządku dziennego nad przestępstwami mniejszego kalibru). Swoją drogą zdziwienie mogą budzić pewne maniery stróżów prawa. O ile zrozumieć można fakt, że niemal wszyscy palą jak parowozy, to jak usprawiedliwić strzepywanie popiołu z papierosa na dywan? I to w biurze w Komendzie Wojewódzkiej MO! Może tym sposobem autor powieści – były żołnierz Armii Krajowej – dał (mimo wszystko bardzo delikatnie) wyraz swojej dezaprobacie wobec systemu peerelowskiego, podkreślając chłopsko-robotnicze pochodzenie milicjantów. Z drugiej strony jednak zakończenie „Kryptonimu 4” jest prawdziwym peanem pod adresem tych, którzy codziennie narażają swoje życie, chroniąc społeczeństwo przed bandziorami. Inna sprawa, że trudno nie przyznać Wołowskiemu racji.
koniec
7 listopada 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pierwiastek żeński
Dawid Kantor

4 IV 2020

„Matka Edenu” to drugi tom trylogii Chrisa Becketta opowiadającej o rozwoju prymitywnej, ludzkiej społeczności na odległej, pozbawionej światła planecie. Autor w swoim cyklu podjął się nie tyle analizy naukowej czy technicznej funkcjonowania człowieka w obcym środowisku, co oceny aspektów społecznych sytuacji, w jakiej znaleźli się potomkowie mimowolnych osadników.

więcej »

Niebezpieczne następstwa alergii na maliny
Joanna Kapica-Curzytek

3 IV 2020

„Hotel Ostatniej Szansy” to przeznaczona dla młodszych czytelników powieść, w udany sposób łącząca elementy magii i kryminału.

więcej »

PRL w kryminale: Strzeż się nieznajomych w wiśniowych szlafrokach!
Sebastian Chosiński

2 IV 2020

Zygmunt Zeydler-Zborowski był bardzo płodnym twórcą. Począwszy od drugiej połowy lat 50. XX wieku, kiedy to wrócił do pisania po kilkuletniej przerwie, praktycznie każdego roku publikował nową książkę. Do tego dochodziły jeszcze powieści drukowane w gazetach (w odcinkach). Jedną z nich był kryminalno-szpiegowski „Szlafrok barona Boysta”, który w 2009 roku przypomniało Wydawnictwo LTW.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.