Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 11 grudnia 2019
w Esensji w Esensjopedii

Jacek Wołowski
‹Oset pleni się w mroku›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOset pleni się w mroku
Data wydania1 kwietnia 2017
Autor
Wydawca CM
CyklPorucznik Chudy
SeriaNajlepsze kryminały PRL, Lata 60
ISBN978-83-65499-46-2
Format146s. 120×195mm
Cena19,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 24,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Mały, Suchy, Chudy i Spokojny
[Jacek Wołowski „Oset pleni się w mroku” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kryminały Jacka Wołowskiego nie są ani lekką, ani szczególnie przyjemną – i nie dotyczy to wcale ich poziomu – lekturą. Mając wyostrzony zmysł reporterski, autor często szukał bowiem inspiracji w wydarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości. Grzebał w ludzkich brudach, wyciągając na wierzch to, co władze PRL-u chętnie by ukryły. Nie inaczej jest w powstałej na początku lat 60. XX wieku książce „Oset pleni się w mroku”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Mały, Suchy, Chudy i Spokojny
[Jacek Wołowski „Oset pleni się w mroku” - recenzja]

Kryminały Jacka Wołowskiego nie są ani lekką, ani szczególnie przyjemną – i nie dotyczy to wcale ich poziomu – lekturą. Mając wyostrzony zmysł reporterski, autor często szukał bowiem inspiracji w wydarzeniach, które miały miejsce w rzeczywistości. Grzebał w ludzkich brudach, wyciągając na wierzch to, co władze PRL-u chętnie by ukryły. Nie inaczej jest w powstałej na początku lat 60. XX wieku książce „Oset pleni się w mroku”.

Jacek Wołowski
‹Oset pleni się w mroku›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOset pleni się w mroku
Data wydania1 kwietnia 2017
Autor
Wydawca CM
CyklPorucznik Chudy
SeriaNajlepsze kryminały PRL, Lata 60
ISBN978-83-65499-46-2
Format146s. 120×195mm
Cena19,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 24,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Spora część peerelowskich kryminałów przedstawia bardzo banalne przestępstwa: kradzieże w spółdzielniach, sprzeniewierzenia publicznych funduszy w państwowych gospodarstwach rolnych, przemyt dzieł sztuki (co ciekawsze, prawie zawsze z kraju za granicę). Jeśli trafiają się morderstwa, to popełniają je zdrajcy bądź agenci obcych wywiadów albo zdarzają się one przypadkiem, będąc skutkiem ubocznym jakiegoś napadu. Są to zazwyczaj „czyste zbrodnie”, które nie wynikają ani z szerzących się w społeczeństwie patologii, ani z powodu dewiacji czy chorób psychicznych sprawców. Tę tendencję, charakterystyczną dla „powieści milicyjnej”, łatwo zrozumieć. Tego typu zjawiska, które przecież miały miejsce (jak zawsze i wszędzie), propaganda komunistyczna starała się za wszelką cenę wyciszać, zamiatać pod dywan, wychodząc na przykład z założenia – co było widoczne między innymi przy sprawie tak zwanego „Wampira z Zagłębia” – że w Polsce Ludowej nie może być seryjnych zabójców. To domena „zgniłego Zachodu”. Podobnie jak wszelkiego rodzaju patologie społeczne…
Na szczęście od czasu do czasu trafiali się autorzy, którzy postępowali wbrew wytycznym propagandy i zaglądali peerelowskiemu społeczeństwu pod „spódnicę”. Jednym z nich był na pewno Jacek Wołowski, który w tej rubryce doczekał się już pokaźnej reprezentacji (a to jeszcze nie koniec) w postaci „Walthera 45771” (1956), „Rekina w sieci” (1956), „Kryptonimu 4” (1959), „Kryptonimu «Proszek do prania»” (1959) oraz „Srebrnego ołówka” (1960). Kolejnym chronologicznie dziełem Stanisława Sachnowskiego, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko pisarza, jest powieść „Oset pleni się w mroku”, która po raz pierwszy ukazała się w wersji książkowej – nakładem wydawnictwa Iskry w popularnej serii Klubu Srebrnego Klucza – w 1963 roku. Choć najprawdopodobniej napisana została dwa lata wcześniej. Tak przynajmniej uważa Zbigniew Kowalewski, znawca tematu, który za kontynuację „Ostu…” uznaje mikropowieść „Kariera porucznika Chudego”, jaka ujrzała światło dzienne w formie „gazetowca” w 1961 roku.
I tak docieramy do głównej postaci dramatu, czyli wspomnianego powyżej porucznika Chudego, który wcześniej zaistniał już na kartach dwóch tekstów prozatorskich Wołowskiego (obu drukowanych w odcinkach w prasie): w „Kryptonimie 4” oraz „Srebrnym ołówku”. W pierwszym z nich wyjaśnione zostało, że „Chudy” to nie nazwisko funkcjonariusza, ale pseudonim biorący się z tego, że sympatyczny milicjant waży… ponad sto kilo. Jeśli ten sam pisarz obdarza swego bohatera po raz kolejny tą samą ksywką, należy zakładać, że chodzi o tę samą postać. Mimo to w „Oście…” nie ma żadnego nawiązania do wcześniejszych występów Chudego. Ba! umiejscowienie akcji w różnych miastach Polski sugerowałoby nawet, że chodzi o zupełnie innego oficera MO. Tym razem dzielny porucznik mieszka i pracuje w Krakowie, a staje przed nim – jak i innymi milicjantami – zadanie wytropienia i pojmania niezwykle niebezpiecznych przemytników, którzy chcą chronić własną skórę, gotowi są nawet z premedytacją zamordować ludowych stróżów prawa.
A wszystko zaczyna się przypadkowo…
Pewnej nocy zmęczeni funkcjonariusze wracają po akcji samochodem z Nowego Targu do Krakowa. Szofer Staś (podawanie jedynie imion bądź – w przypadku milicjantów – pseudonimów postaci było typowe dla Wołowskiego), znany z zamiłowania do szybkiej jazdy i ścigania się na szosie, widząc jadącą przed nim szewroletę (takiej formy używa autor, chodzi oczywiście o amerykański samochód marki Chevrolet), postanawia wyprzedzić zagraniczny wóz. Co mu się oczywiście nie udaje. Jego kierowca zachowuje się jednak na tyle dziwnie, że porucznik Chudy każe Stasiowi włączyć sygnalizację świetlną, aby go zatrzymać. I wtedy właśnie milicyjna warszawa „rozkracza” się na drodze. Okazuje się, że przebite zostały wszystkie cztery opony. Jakim cudem? Ktoś rozsypał na szosie kulki z metalowymi kolcami (w nomenklaturze nazywane „ostem”). I raczej nie ma wątpliwości, kto to zrobił. Pytanie: dlaczego? Następnego dnia krakowska MO wszczyna, choć jeszcze nieoficjalne, śledztwo. Tego samego dnia, a raczej nocy, dochodzi do kolejnego tajemniczego zdarzenia. Pod mostem zostaje znalezione ciało mężczyzny. Ktoś z premedytacją przejechał po nim samochodem. Wiadomość o tym stawia na nogi całą Komendę Wojewódzką.
Nie bez powodu, ponieważ ofiarą jest kapitan Suchy, który od paru miesięcy, działając pod przykrywką, rozpracowywał w Zakopanem zorganizowaną grupę przestępczą, przemycającą do Polski dewizy i narkotyki. Jak widać, został zdekonspirowany, o czym świadczy wetknięta w jego dłoń służbowa legitymacja. Porucznikowi Chudemu w oczy rzuca się jeszcze jedna rzecz: obok ciała, w rozmokłej i rozjeżdżonej oponami ziemi znajduje kulkę „ostu”. Takiego samego, jaki dwadzieścia cztery godziny wcześniej zatrzymał go na szosie do Krakowa. Czy zatem oba te zdarzenia należy ze sobą łączyć? W każdym razie milicja ma teraz dodatkowy motyw, aby najszybciej jak to możliwe wytropić kierowcę szewrolety (pozostanę przy tej formie nazwy). W tym celu porucznik wraz z towarzyszeniem majora Małego zostają wysłani do Zakopanego, aby przeszukać pokój w pensjonacie, w którym mieszkał Suchy, i rozeznać się w jego przestępczych „interesach”. Na horyzoncie szybko pojawia się kilka podejrzanych osób, które mogą mieć związek z zabójstwem milicjanta. Dochodzenie prowadzone jest dwutorowo: w Zakopanem i Krakowie. W tym drugim przypadku kieruje nim przysłany z Warszawy major Spokojny.
Wołowski dba o to, aby odpowiednio skomplikować intrygę. Wprowadza więc na arenę wydarzeń kolejne postaci, wrzuca wątki poboczne, kreśląc przy tym nieco karykaturalny i groteskowy, ale jednocześnie intrygujący obraz funkcjonujących w peerelowskim systemie gospodarczym tak zwanych „prywaciarzy”. Mało w nim zresztą odcieni, prezentowane przez pisarza portrety są wyraziste, ale czarno-białe – wszyscy kantują i kombinują, oszukują się nawzajem, a interesy załatwiają głównie przez protekcję. Gdy to dla nich wygodne, nie wahają się nawiązać współpracę z milicją i donosić na innych przedstawicieli sektora prywatnego. Ale to akurat nie dziwi. „Prywaciarze” nigdy nie cieszyli się w Polsce Ludowej szacunkiem, nie sposób zatem oczekiwać, aby w „powieści milicyjnej” oddawano im sprawiedliwość. Z drugiej strony Wołowski przygląda się milicjantom, których przedstawia z sympatią, wielokrotnie podkreślając trud ich pracy i zaznaczając przy tym, że na luksusy raczej liczyć nie mogą. Chociaż za efektywną służbę przełożony obiecuje porucznikowi Chudemu złoty zegarek.
Ciekawy jest zresztą opis porucznika Chudego, który nijak nie pasuje do tego, co autor napisał o nim w „Kryptonimie 4”. Mamy bowiem do czynienia z człowiekiem, który ma „szczupłą, mizerną twarz, porządny, ale wytarty mundur”. Chudy mieszka z żoną i dwójką dzieci w „pokoju we wspólnym mieszkaniu”. W innym miejscu Wołowski doprecyzowuje, że jest to „jeden pokój na parterze w dużej, czynszowej kamienicy. Na cztery osoby trochę ciasno. Cóż, inni mieszkają jeszcze gorzej”. Czy ci „inni” to także funkcjonariusze MO? Na dodatek porucznik ma mało przyjazne sąsiedztwo; jego żona żali się, że sąsiad nie tylko bije swoją kobietę, lecz także… biega z siekierą po korytarzu. Jak widać, przeprowadzka Chudego z Piotrkowa (vide „Srebrny ołówek”) do Krakowa nie wyszła mu na dobre. Innego typu problemy ma major Spokojny, który ryzykując życie dla ludowej ojczyzny, nie może nawet odpowiednio zaopiekować się chorym dzieckiem. Na szczęście robią to za niego przełożeni.
Można oczywiście wytykać Wołowskiemu propagandowe wtręty, ale nie powinny one przesłaniać walorów powieści. Fabuła jest odpowiednio skomplikowana i wciągająca, a wiele portretów postaci odmalowanych ze znawstwem ludzkiej psychiki. Ciekawie wypada także obyczajowy obraz mieszczańskiego Krakowa przełomu lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Szkoda jedynie, że książka nie doczekała się przed drukiem porządnej redakcji. Dałoby się bowiem z „Ostu…” wycisnąć znacznie więcej. Gdyby tylko ktoś odpowiednio zdeterminowany stanął nad Wołowskim i przymusił go gdzieniegdzie do rozwinięcia pewnych wątków, w innych znów miejscach poskromił nieco osobliwy styl autora.
koniec
14 listopada 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Esej o realizmie
Miłosz Cybowski

10 XII 2019

„Osobiście nie widzę wiele sensu w dyskutowaniu o gdyby” pisze w podsumowaniu swojej książki Ziemkiewicz. I może nie jest „Jakie piękne samobójstwo” pełnym alternatyw dziełem pokroju tworów Zychowicza, ale autor daje się ponieść fantazji i gdybaniu.

więcej »

Stara miłość nie rdzewieje. Ale nienawiść też
Marcin Mroziuk

9 XII 2019

Dziewięć opowiadań zebranych w „Kamiennym posłaniu” różni się pod wieloma względami, ale ich wspólną cechą bez wątpienia jest wysoki poziom literacki. Margaret Atwood potrafi nas tutaj zarówno przerazić, jak i rozbawić, ale przede wszystkim wnikliwie przygląda się ludzkiej naturze.

więcej »

Uszczęśliwić wszystkie dzieci
Joanna Kapica-Curzytek

8 XII 2019

„Życie i przygody świętego Mikołaja” to zbiór pięknych, pełnych magii opowieści wyjaśniających, skąd wziął się Mikołaj i bożonarodzeniowe tradycje.

więcej »

Polecamy

„Bycie” jest kalejdoskopem

Na rubieżach rzeczywistości:

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

„Osacza nas zewsząd wug!”
— Marcin Knyszyński

Otwórz oczy!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.