Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Anna Onichimowska
‹Oddam żonę w dobre ręce›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOddam żonę w dobre ręce
Data wydania5 listopada 2019
Autor
Wydawca Literatura Piętro Wyżej
ISBN978-83-7672-669-4
Format240s. 145×205mm; oprawa twarda
Cena29,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Na wiele rzeczy w życiu nigdy nie jest za późno
[Anna Onichimowska „Oddam żonę w dobre ręce” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Oddam żonę w dobre ręce” miała być z założenia komedią obyczajową. Efekt okazał się, niestety, dosyć średni.

Joanna Kapica-Curzytek

Na wiele rzeczy w życiu nigdy nie jest za późno
[Anna Onichimowska „Oddam żonę w dobre ręce” - recenzja]

„Oddam żonę w dobre ręce” miała być z założenia komedią obyczajową. Efekt okazał się, niestety, dosyć średni.

Anna Onichimowska
‹Oddam żonę w dobre ręce›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułOddam żonę w dobre ręce
Data wydania5 listopada 2019
Autor
Wydawca Literatura Piętro Wyżej
ISBN978-83-7672-669-4
Format240s. 145×205mm; oprawa twarda
Cena29,90
Gatunekobyczajowa
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
To dalszy ciąg powieści „Z punktu widzenia kota” Anny Onichimowskiej. Przyznaję, że poprzedniego tomu nie znam, ale przekonałam się, że po drugą część można z powodzeniem sięgnąć nawet jeśli się go nie czytało.
Oto dwie nestorki rodu, bliźniaczki Anna i Simona zaprosiły całą rodzinę na swoje dziewięćdziesiąte drugie urodziny. Że nie jest to okrągły jubileusz – to co z tego? W ich wieku trzeba cieszyć się każdą chwilą, a poza tym starsze panie mają rodzinie coś ważnego do zakomunikowania.
Taki scenariusz powieści nie brzmi źle – przy okazji zapowiadającego się zjazdu krewnych można pokazać rozmaite rodzinne sceny, niesnaski i śmiesznostki, konflikty i tarcia, małżeńskie nieporozumienia. I tak rzeczywiście jest: są tu kłócące się pary, osoby poszukujące „drugiej połówki”, małżeństwa w separacji, również ci, którzy opłakują zmarłych małżonków. Słowem, relacje międzyludzkie i miłość niejedno mają imię.
Trudno jednak bezproblemowo „wejść” w lekturę tej książki i w pełni skupić się na poszczególnych wątkach, przede wszystkim dlatego, że ma ona kilkunastu bohaterów. Co więcej, postacie są raczej „płaskie”, mało tu ich charakterystycznych cech, co utrudnia zawarcie z nimi bliższej znajomości. Jak się wydaje, autorka chyba to przewidziała, bo na początku książki mamy zestawienie wszystkich bohaterów występujących (także niefizycznie) w opowieści. Indeks ten podczas czytania przydaje się naprawdę często.
Tego rodzaju komedie obyczajowe, choć oczywiście pokazują bohaterów w obliczu rozmaitych kłopotów i życiowych przeciwności – pomyślane są na ogół tak, że przyjemnie je czytać, obcować z postaciami, a nawet się z nimi identyfikować. Zwykle są okazje do śmiechu i do tego sporo wzruszeń, ale, co najważniejsze, czytelnik znajdzie sporo przestrzeni i oddechu, aby każda scena wybrzmiała, zapadła w pamięć, bawiła lub wzruszała. Tu, niestety, tego nie ma. Wszyscy w rodzinie są stale w ruchu, zarzucają się złośliwościami, wiecznymi pretensjami i przytykami. Co więcej, na niektórych bohaterów spada taki deszcz następujących po sobie niespodziewanych sytuacji i „kłód pod nogi”, że z czasem wszystko staje się po prostu nużące.
W rezultacie powieść, zamiast satyrycznego humoru, ma całe mnóstwo ciężkiej, negatywnej energii, a im bliżej końca, tym trudniej przez nią brnąć. Tak samo jak w życiu: jeśli jesteśmy wśród stale naburmuszonych i zgryźliwych ludzi, staramy się jak najszybciej ich toksyczne towarzystwo opuścić. Brakuje tu pewnej finezji pióra i lekkości, aby powieść rzeczywiście spełniła kryteria dobrej powieści rozrywkowej. Również kompozycja jest taka sobie, bo chociaż w poszczególnych wątkach występują członkowie rodziny, trudno tu doszukać się czegoś więcej, co bliżej łączy związane z nimi poszczególne motywy. Wszystko jest za bardzo przegadane i tonie w niekończących się dialogach, często „o niczym”. Ciekawym i dobrym zabiegiem stylistycznym jest natomiast jednostronne odtwarzanie rozmów telefonicznych prowadzonych przez postacie. Tu słychać dobre „ucho” autorki. Z kolei jednak zakończenie (czyli to, co mają wszystkim do powiedzenia Anna i Simona) nieszczególnie przekonuje.
Czwarta strona okładki zapowiada, że jest to powieść „oświetlona słońcem Toskanii”. Szybko orientujemy się, że bohaterowie książki to rzeczywiście włoska rodzina. No tak, są hałaśliwi i ponad wszelką miarę rozgadani, to na pewno. Jedzą pizzę, ravioli z grzybami i inne włoskie specjały. Ale cóż, poza tym owego szumnie zapowiadanego „słońca Toskanii” prawie wcale tu nie ma. Szkoda, bo przecież mamy osobny podgatunek obyczajowych powieści osadzonych w realiach różnych pozytywnie kojarzących się krajów (przodują w nim brytyjskie autorki) i, choć nieraz stereotypowo, to jednak z powodzeniem i w ciekawy sposób przemycają tam różne kulturowe ciekawostki i poświęcają im całkiem sporo miejsca.
Czy poza nazwami miejscowości i potraw możemy więc liczyć tu na jakiekolwiek lekcje włoskiej kultury? Z przykrością muszę stwierdzić, że to, co mamy w powieści – to raczej „antylekcja”. Jest tu scena, gdy członkowie rodziny zamartwiają się, że w sali, w której odbędą się urodziny został przez właścicieli lokalu wywieszony napis „Sto lat”. Martwią się też, jak sędziwe jubilatki przyjmą to, że wszyscy będą im również „Sto lat” śpiewać. Mają ponad dziewięćdziesiątkę, więc nie wypada… Ale skoro bohaterami mają być rzeczywiście Włosi, a autorka deklaruje, że pisze o Włoszech – czy nie zdołała sprawdzić, że tam w dniu urodzin śpiewa się tradycyjnie „Tanti auguri a te” (na melodię angielskiego „Happy Birthday”)? Słowa te w wolnym tłumaczeniu znaczą „moc życzeń / pozdrowień dla ciebie” i żadnych „setek lat” w życzeniach składanych śpiewanych po włosku nikt nie liczy!
Jedyna pozytywna rzecz, jaką dostrzegam w powieści „Oddam żonę w dobre ręce” to taka, że rzeczywiście pomaga się przekonać, że na wiele rzeczy w życiu nigdy nie jest za późno. Żaden wiek nie dyskwalifikuje, by w pełni korzystać z życia, cieszyć się tym, co dobre i z radością witać każdy nowy dzień i wszystko, co ze sobą przynosi.
koniec
30 listopada 2019

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Czas czytelnika w rękach czytelnika
Dawid Kantor

3 VII 2020

Po lekturze „Końca śmierci” wieńczącego trylogię „Wspomnienie przeszłości Ziemi” czułem się usatysfakcjonowany zaproponowanym przez autora przebiegiem akcji oraz zakończeniem, które – choć nieco przeszarżowane – było jednoznaczne i nie pozostawiało czytelnika w interpretacyjnej konsternacji. Jakże wielkie było zatem moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się o planach wydania kolejnej powieści ze świata stworzonego przez Cixina Liu, czyli „Odzyskania czasu”, w dodatku napisanej przez innego autora. (...)

więcej »

PRL w kryminale: Ach, ci ludzie sztuki i naukowcy!
Sebastian Chosiński

2 VII 2020

Każdemu, nawet najlepszemu wywiadowcy, bez którego Komenda Główna Milicji Obywatelskiej praktycznie nie może się obejść w swojej codziennej pracy – należy się przewidziany prawem pracy wypoczynek. Gorzej, gdy w miejscu, w jakim odpoczywasz zostaje popełnione morderstwo. A to właśnie przytrafia się tytułowemu bohaterowi powieści „Nieudany urlop majora Downara” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego.

więcej »

Kryminalnie i historycznie
Joanna Kapica-Curzytek

1 VII 2020

„Władcy czasu”, ostatni tom baskijskiej „Trylogii białego miasta”, jest (w odróżnieniu od poprzednich) po części powieścią kryminalną, a po części – historyczną.

więcej »

Polecamy

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej

Na rubieżach rzeczywistości:

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Kryminalnie i historycznie
— Joanna Kapica-Curzytek

Pionek w wielkiej grze
— Joanna Kapica-Curzytek

Różne schematy z historii
— Joanna Kapica-Curzytek

Coś zupełnie innego
— Joanna Kapica-Curzytek

Męczące poniedziałki i niedorzeczne wtorki
— Joanna Kapica-Curzytek

Kreator marzeń
— Joanna Kapica-Curzytek

Przypisanie znaczeń
— Joanna Kapica-Curzytek

Coś koniecznego i nieuniknionego
— Joanna Kapica-Curzytek

Jak szmirus ze szmirusem
— Joanna Kapica-Curzytek

Algorytm jest sztuką?
— Joanna Kapica-Curzytek

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.