Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 grudnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Małgorzata Lisińska
‹Zakonna›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZakonna
Data wydania30 listopada 2019
Autor
Wydawca Genius Creations
CyklTropiciel
ISBN978-83-7995-292-2
Format350s. 125×195mm
Cena39,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Kup wMadBooks.pl: 0,00 zł
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Fabuła poszła wychędożyć się sama
[Małgorzata Lisińska „Zakonna” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Czy Małgorzata Lisińska chciałaby zostać Blanką Lipińską polskiej fantasy?

Beatrycze Nowicka

Fabuła poszła wychędożyć się sama
[Małgorzata Lisińska „Zakonna” - recenzja]

Czy Małgorzata Lisińska chciałaby zostać Blanką Lipińską polskiej fantasy?

Małgorzata Lisińska
‹Zakonna›

EKSTRAKT:30%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZakonna
Data wydania30 listopada 2019
Autor
Wydawca Genius Creations
CyklTropiciel
ISBN978-83-7995-292-2
Format350s. 125×195mm
Cena39,99
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Kup wMadBooks.pl: 0,00 zł
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jakiś czas temu na Esensji ukazała się lista pornoparodii znanych filmów, w tym „Władcy pierścieni” – i, przyznam bez bicia, że z ciekawości z fragmentami jednej takiej produkcji się zapoznałam. Wspominam o tym dlatego, iż lektura kolejnej części cyklu o Sodim przypomniała mi oglądanie owej pornoparodii. Pod względem konstrukcji książka sprawia wrażenie literackiego odwzorowania tego typu filmu, tyle że zamiast naturalizmu czytelnik otrzymuje typowy kicz opisów rodem z „literatury kobiecej” przetykany dosadnymi uwagami krasnoluda (których akurat w tym tomie jest mniej, a szkoda, bo one przynajmniej wprowadzały jakiś kontrapunkt).
O ile w częściach, które ukazały się poprzednio (jeśli chodzi o wewnętrzną chronologię świata, „Zakonna” jest prequelem „Tropiciela”), scenek erotycznych bywało sporo, ale jeszcze oprócz tego działo się coś chociaż odrobinę sensownego i składającego się w jakąś całość, tak tutaj wrażenie jest odwrotne. Wszystko podporządkowane zostało temu, by bohaterowie mogli sobie poużywać w łożnicy, a okoliczności ku temu bywają cokolwiek absurdalne. Prologiem jest scenka erotyczna, której właściwie mogłoby nie być, jeśli chodzi o „potrzebę fabularną”. Kolejny przykład niemal z początku książki – dochodzi tam do zebrania zwołanego w celu zabezpieczenia przyszłości pewnego kraju, co podobno jest bardzo ważne dla powieściowego świata. Jak to wygląda w praktyce? Przedstawiciele ras i frakcji owego królestwa w liczbie pięciu osób (z których tylko jedna jest kimś u władzy, a reszta to posłańcy tudzież zastępcy, w większości nie zachowujący się, jakby posiadali jakiekolwiek kompetencje w dyplomacji), spotykają się w jakiejś położonej na odludziu… karczmie. Tam przez jeden wieczór omawiają pewne kwestie, albo od razu się zgadzając, albo ignorując zdanie oponenta. Następnie czwórka bohaterów uprawia seks (w parach), a piąty, choć niby miał zadanie zlecone mu przez zwierzchników, zamiast przystąpić do jego realizacji, zajmuje się podglądaniem. Najbardziej kuriozalna scena całej powieści rozgrywa się później, gdy jedna z postaci, zatrzymawszy się w oberży z niedawno poznanym mężczyzną, kocha się z nim, bo – uwaga – w jej żyłach płynie krew rasy A, co oznacza, że jak spotka ona przedstawiciela rasy B to muszą, ale to muszą jak najszybciej odbyć stosunek. Serio?
Bohaterowie Lisińskiej ciągle myślą tylko o jednym, odnoszę też wrażenie, że miłość fizyczna to ich wyłączny sposób spędzania wolnego czasu. Aż się czytelnik zadumać może, jak oni w ogóle osiągnęli te swoje magiczne supermoce, czy umiejętności walki, skoro głównie przedstawiani są na rozważaniu, z kim by tu się przespali albo na podejmowaniu tejże czynności, z krótkimi przerwami na podróże i pokonywanie przeciwników. Można by się także zastanowić, dlaczego liczący sobie lat kilkaset najpotężniejszy mag świata jeszcze się ani trochę nie znudził uciechami cielesnymi albo przynajmniej – nie zadbał o to, by motywacje związane z zaspokajaniem popędu erotycznego nie wpędzały go raz po raz w kłopoty.
Wspominałam o kiczu, więc czas na cytaty: „Rozkosz wypalała płonący szlak na rozgrzanej skórze. Paznokcie rozdzierały ciało. Oddech palił. Aż nadeszło spełnienie. Jak śmierć i narodziny”, „pozwoliła, by X jednym gestem, jednym dotykiem, jednym pocałunkiem rozpalił miliony gwiazd w jasny dzień. Rozśpiewał ptaki. Rozbudził muzykę. Wypalił każdą z gwiazd na skórze. Podążyli razem. W nieskończoność.” Po przeczytaniu trzech już książek można wyłonić wzorzec. Scenki opisywane dotyczą bohaterów pięknych. W „Zakonnej” – i, jeśli dobrze pamiętam, także w częściach poprzednich – postaci owe zawsze robią to parami (heteroseksualnymi) i mają swoje ulubione pozycje. Seks zbiorowy, w konfiguracji mężczyzna i kilka kobiet, przytrafi się czasem krasnoludowi. Ale cóż, krasnolud z innej nieco bajki, brzydki i raczej przyziemny, więc wtedy następuje ściemnienie zamiast opisów natchnionych. Czyli w zasadzie „grzecznie”, choć dziwaczne się to okazuje, gdy spojrzeć z nieco innej strony. Chodzi mi tutaj o fakt, że jedna z postaci kobiecych nie dość, że dwa razy uprawia seks, zmuszona do tego magią, to jeszcze w dodatku za każdym razem jest podglądana, co potem bywa otwarcie komentowane. Za drugim razem przypływ magicznie warunkowanej namiętności dopada ją w stajni, w której właśnie dogorywa pięciu ludzi (zabitych przez nią i jej przyszłego kochanka w obronie własnej). W tym miejscu moja wyobraźnia dorysowała w zarysach sylwetki drgających tudzież wykrwawiających się zwłok (że nie wspomnę o płynu mózgowo-rdzeniowym z rozpłatanej głowy oraz zapewne innych cieczach, wydobywających się z denatów) i cała scena wydała mi się mocno obmierzła.
Ktoś mógłby spytać – czemu aż tyle o tym seksie piszę. Ano dlatego, że poza nim niewiele zostaje. Owszem, jest pewien zrąb fabuły, który jednak sprawia wrażenie mocno naciąganego. Do tego autorka obdarzyła swoich bohaterów mnóstwem potężnych mocy i umiejętności, o których zresztą do znudzenia przypomina. W efekcie nie ma żadnego napięcia – od razu wiadomo, że postaci ze wszystkim sobie poradzą, w trakcie czego czytelnik zostanie uraczony kolejnym peanem na temat wspaniałości maga, wojowniczki, czy elfiego króla.
W świetle tego wszystkiego nie dziwię się, czemu „Zakonna” ukazała się właśnie teraz, po zakończonej cliffhangerem „Czarownicy”. Autorka lub jej wydawca najwyraźniej słusznie uznali, że można coś takiego wcisnąć odbiorcy, czekającemu na kontynuację losów Likal. Żałuję, że cykl zmierza w takim kierunku, bo od rozrywkowej fantasy oczekuję opowieści, a nie pretekstu do kolejnych scenek erotycznych i to w dodatku pisanych od sztancy.
koniec
4 stycznia 2020
PS. Lisińskiej trzeba jednak oddać honor, że styl ma lepszy niż autorka „polskiego Greya” (przynajmniej na podstawie fragmentów cytowanych na „Niezatapialnej armadzie…”, bo do czytania całości jakoś mnie nie ciągnie). Inna sprawa, że – jak widać już od lat paru – taka tematyka popłaca, niezależnie od jakości literackiej.

Komentarze

« 1 2 3
06 I 2020   15:02:18

Achika: trochę poczytałem z nurtu new weird. "Dworzec Perdido" to takie właśnie fajne "nie wiadomo gdzie, nie wiadomo kiedy" z pewnymi archaicznymi stylizacjami i absolutnie fantastyczną menażerią - a Ambassadoria jeszcze bardziej oryginalna (chociaż to już sci-fi). Cykl o fizjonomiście Jeffreya Forda też był ciekawy - przynajmniej część pierwsza i druga, bo trzecia mnie wymęczyła. Ciekawe są w nich te dziwne, niestandardowe profesje głównych bohaterów. Podobnie w "Palimpseście" Katherynne M. Valente czy "Koniec Świata i Hard-Boiled Wonderland" Murakamiego - gdzie świat tworzony jest poprzez kilka oryginalnych, prostych założeń z których wszystko rozwija się organicznie w nieoczekiwanych kierunkach, nie zaś wpasowywanie się w jakiś ustalony kanon historyczno-społeczny. Ale znowu: to pewnie po prostu nie jest fantasy. Są one bardziej baśniowe - u Valente wręcz przesadnie malarski kalejdoskop, u Murakamiego oszczędnie, bardziej celujące w zbudowanie klimatu niż spójnego, wewnętrznie logicznego świata. I chyba to mnie pociąga w takiej literaturze - jakaś niespodzianka, i podróż w nieznanym kierunku. Z ciekawych rzeczy obecnie na tapecie "Księga M" Peng Shepherd - umiejscowiona w naszych realiach, współcześnie, a punktem wyjścia jest zgoła magiczna, surrealistyczna rzecz: utrata przez kolejnych ludzi cienia - a wraz z nim wspomnień. To prowadzi do całego mnóstwa komplikacji i tworzy całkiem nową rzeczywistość. Rzecz niesamowicie wciągająca i pomysłowa, którą porównałbym do trylogii "Maddaddam" Margaret Atwood.

06 I 2020   15:13:54

Beatryce: "Pieść Karczmarza"... Cudne! Czy to jakiś spin-off "Władcy Pierś Ceni"? ;) Tak czy owak, pewnie istnieje - a ja, szczerze mówiąc, przeczytałbym chętnie taką historię zamiast sztampowego dla takiego settingu "Hej, Mroczny Przybyszu Ewidentnie Nie Z Tych Stron, chcesz w ryło?" albo "Słyszałem, Waść, że zabijasz potwory..." ;) A jak nie istnieje, to trzeba napisać! To co, robimy tajny wewnątrzredakcyjny konkurs? ;) Achika?

07 I 2020   21:37:24

Z rogami na hełmach wikingów sprawa jest bardziej skomplikowana.Na pewno dawni Germanowie i Celtowie nosili rogate hełmy ceremonialne. Możliwe, że wikingowie też. Oczywiście nie byłyby to hełmy bojowe. W rogatym hełmie przedstawiano też Odyna.
Tu jest dyskusja na temat rogów na hełmach: http://www.historycy.org/historia/index.php/t8298.html

07 I 2020   21:40:01

Tu można zobaczyć wizerunki germańskich bóstw nie przetrawione przez popkulturę. Są tam też postaci w rogatych hełmach:
http://www.germanicmythology.com/works/EARLYART.html

07 I 2020   21:50:46

@Beatrycze
CYTUJĘ: "Zastanawiam się czasem, czy nie dałoby się przeprowadzić korelacji pomiędzy stosunkiem do homoseksualizmu a warunkami życia, tj. im trudniejsze warunki, tym bardziej negatywny stosunek, społeczeństwo naciska na swoich członków, żeby się efektywnie rozmnażali. Ale za mało mam danych, tu by trzeba było spytać antropologa (albo etnologa?)"

Nie jestem ani antropologiem, ani etnologiem, ale myślę, że można odrzucić tę hipotezę. W starożytnej totalitarnej Sparcie homoseksualizm był wręcz mile widziany. Rodzinę zakładało się po osiągnięciu pewnego wieku. A warunki lekkie tam nie były, skoro prawdopodobnie zdarzało się Spartanom porzucać małe dzieci na pewną śmierć.

07 I 2020   21:58:25

Stosunek wikingów do homoseksualizmu też nie był jednoznaczny. Pomijając Lokiego, który potrafił zmieniać płeć, sam Odyn zajmował się kobiecymi rytuałami seidr, co prawdopodobnie było równoznaczne z praktykami homoseksualnymi
W "Eddzie" Loki w kłótni z innymi bogami stara się obrazić Odyna przypominając o tym fakcie.

08 I 2020   17:19:53

@Fitz- skoro konkurs, to mamy dla ciebie zadanie bojowe :-)
Zilustrujesz najlepsze i najgorsze opowiadanie!

10 I 2020   20:12:23

O tak! Zwłaszcza na to najgorsze się cieszę, książkowa fantastyka zna wiele sposobów spaskudzenia ilustracji :D

« 1 2 3

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Pod grozą „czerwonego terroru”
Sebastian Chosiński

4 XII 2020

Nie, to jeszcze nie koniec przygody z twórczością Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. To tylko krótka pauza. Do sztandarowego autora peerelowskich powieści kryminalnych powrócimy niebawem. Dzisiaj natomiast poświęcimy czas innemu Zygmuntowi. Znanemu już z cyklu „PRL w kryminale” – Zygmuntowi Sztabie, twórcy postaci niezwykle odważnego porucznika, a później kapitana Tomasza Redliny.

więcej »

Tęczowa teologia sukcesu
Beatrycze Nowicka

3 XII 2020

„Gorejąca biel”, czyli zwieńczenie cyklu Brenta Weeksa o krzesicielach, powiela wady poprzednich tomów, choć zapewne spodoba się najwierniejszym fanom serii.

więcej »

Powieść z czułym narratorem
Joanna Kapica-Curzytek

2 XII 2020

„Orkiestra bezbronnych” nigeryjskiego pisarza Chigozie Obiomy to wybitna pod względem literackim powieść o człowieku zdającym się w imię miłości na siły, na które nie ma wpływu. To studium poświęcenia i tragedii egzystencji, po mistrzowsku łączące mityczne wątki z Odysei oraz kosmologii afrykańskiego ludu Igbo.

więcej »

Polecamy

Dick jak Dickens

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Podboje i wyboje
— Jarosław Loretz

Pożądanie do znudzenia
— Beatrycze Nowicka

Krótko o książkach: Magicznych i towarzyskich perturbacji ciąg dalszy
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Styczeń 2018
— Dawid Kantor, Joanna Kapica-Curzytek, Jarosław Loretz, Beatrycze Nowicka, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
— Beatrycze Nowicka

Dozwolone do lat osiemnastu
— Beatrycze Nowicka

Ku pognębieniu serc
— Beatrycze Nowicka

Pożądanie do znudzenia
— Beatrycze Nowicka

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.