Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Mock. Golem›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMock. Golem
Data wydania16 października 2019
Autor
Wydawca Znak
CyklEberhard Mock
ISBN978-83-240-5911-9
Format416s. 140×205mm
Cena39,99
Gatunekhistoryczna, kryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

W alkoholowo-hipnotycznym transie
[Marek Krajewski „Mock. Golem” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kręci, miesza, kombinuje! Nie oczekujcie po Marku Krajewskim zachowania chronologii w kolejnych – od 2016 roku ponownie ukazujących się bardzo regularnie, co mniej więcej dwanaście miesięcy – powieściach o Eberhardzie Mocku. Akcja „Golema” rozgrywa się bowiem piętnaście lat po „Pojedynku”, co oznacza, że autor przeskoczył czasowo nie tylko nad „Mockiem” i „Ludzkim zoo”, ale nawet „Widmami w mieście Breslau”, które zaliczają się do poprzedniej serii.

Sebastian Chosiński

W alkoholowo-hipnotycznym transie
[Marek Krajewski „Mock. Golem” - recenzja]

Kręci, miesza, kombinuje! Nie oczekujcie po Marku Krajewskim zachowania chronologii w kolejnych – od 2016 roku ponownie ukazujących się bardzo regularnie, co mniej więcej dwanaście miesięcy – powieściach o Eberhardzie Mocku. Akcja „Golema” rozgrywa się bowiem piętnaście lat po „Pojedynku”, co oznacza, że autor przeskoczył czasowo nie tylko nad „Mockiem” i „Ludzkim zoo”, ale nawet „Widmami w mieście Breslau”, które zaliczają się do poprzedniej serii.

Marek Krajewski
‹Mock. Golem›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułMock. Golem
Data wydania16 października 2019
Autor
Wydawca Znak
CyklEberhard Mock
ISBN978-83-240-5911-9
Format416s. 140×205mm
Cena39,99
Gatunekhistoryczna, kryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Nie oznacza to oczywiście, że mam z tego powodu jakiś żal do Marka Krajewskiego. Takie w końcu jego prawo. Dopóki będzie tworzył wartościowe artystycznie kryminały, zapewne żaden z recenzentów nie będzie czepiał się tych przeskoków chronologicznych. Staną się one, jak można sądzić, powodem do dodatkowej krytyki dopiero wtedy, gdy pisarzowi przytrafi się ponowny spadek formy, który zaliczył chociażby przy „W otchłani mroku” (2013) czy „Władcy liczb” (2014). Na szczęście od „Areny szczurów” (2015) zaczął się powolny marsz w górę, dzięki któremu dzisiaj możemy już bez obaw sięgać po kolejne powieści wrocławianina. Tak się zresztą zbiegło – i chyba nie był to przypadek – że Krajewski odzyskał formę na dobre, gdy po paru latach przerwy powrócił do swojego sztandarowego bohatera, czyli Eberharda Mocka. W drugiej serii poświęconej policjantowi rodem z Wałbrzycha ukazały się już cztery książki. I tylko na początku wydawało się, że ich twórca zachowa chronologiczną kolejność wydarzeń.
Akcję otwierającego drugi cykl „Mocka” (2016) Krajewski umieścił w 1913 roku, na początku policyjnej kariery tytułowego bohatera. W późniejszym o rok „Ludzkim zoo” przeniósł się do roku 1914, ale za to w „Pojedynku” (2018) cofnął się aż o blisko dekadę, w lata 1905-1906, kiedy to Eberhard był jeszcze studentem filologii klasycznej na uniwersytecie w Breslau (Wrocławiu) i nawet nie mógł marzyć o tym, że kiedyś zostanie funkcjonariuszem. W czwartym w kolejności – oczywiście po reaktywacji – „Golemie” (2019) autor znów zrobił spory przeskok, umieszczając fabułę już po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Ba! po drodze „połknął” czasowo również jedną z książek z pierwszej serii, czyli „Widma w mieście Breslau” (2005), która rozgrywała się w 1919 roku. Co ciekawe, w najnowszym dziele nie ma nawiązań do „Widm…”, są za to do „Ludzkiego zoo”. Swoją drogą jest to intrygujące, dlaczego Krajewski porusza się po szachownicy życia Mocka jak skoczek, a nie jak – nie przymierzając – król.
Podtrzymywaną przez Marka Krajewskiego tradycją wszystkich dotychczasowych powieści o Mocku jest natomiast psychiczne i fizyczne poniewieranie bohatera (gwoli ścisłości, równie okrutnie pisarz poczyna sobie z Edwardem Popielskim). W „Golemie” spotykamy go w momencie, gdy sięga moralnego dna (ktoś może spytać – i słusznie – a kiedy go nie sięgał?). Od sześciu miesięcy nadwachmistrz kryminalny Mock praktycznie nie trzeźwieje. Mieszka w obskurnym pokoju we wrocławskim Sierocińcu. Nazwa tego przybytku jest jednak myląca – nie skrywa się pod nią bowiem wcale przytułek dla porzuconych przez rodziców dzieci, ale jeden z najpaskudniejszych w mieście nad Odrą burdeli. Bywa, że Eberhard nie wie nawet, co się wokół niego dzieje; jest nieustannie zamroczony alkoholem, zawala – zarówno w życiu osobistym, jak i służbowym – wszystko, co można zawalić. I na pewno nie da się obarczyć winą za jego permanentną niedyspozycję traumy powojennej. Ma po prostu takie skłonności, odziedziczone po ojcu, szewcu Willibaldzie, który znęcał się i nad swoją żoną, i nad synami.
Tym razem jednak kac, który doskwiera Mockowi, prowadzi do wielkiej tragedii. Oddana pod jego opiekę malutka Rosemarie, córka jednej z prostytutek – w tajemniczych okolicznościach znika. Eberhard, nie bez powodu, czuje się winny i stawia sobie za punkt honoru odnalezienie dziewczynki. Zdaje sobie sprawę, że jeśli chce wyleczyć się z degradującego go nałogu, musi odpokutować za dotychczasowe winy, a pierwszym krokiem na drodze do tego będzie właśnie naprawienie błędu, jakim było niedopilnowanie dziecka. Jeśli to się nie uda – prawdopodobnie na dobre pogrąży się w odmętach szaleństwa. Jest to więc tak naprawdę walka, jaką musi stoczyć o samego siebie, o swoją przyszłość. Pytanie tylko, czy jest w stanie? Na szczęście wciąż są jeszcze we Wrocławiu wpływowi ludzie, którzy pamiętają jego wcześniejsze sukcesy. I na szczęście – głównie dla Mocka – dochodzi też w mieście do wielu przestępstw, które trzeba wyjaśniać, a ich sprawców – tropić, łapać i pakować za kratki. Eberhard dostaje więc zlecenie, które może mu pomóc wyjść na prostą.
Powieściowy Wrocław anno Domini 1920 i 1921 to prawdziwy kulturowy tygiel. Do miasta, w którym obok siebie żyją Niemcy, Żydzi i Polacy (ci ostatni stanowią oczywiście mniejszość) przybywa rzesza tak zwanych „litwaków”, czyli Żydów pochodzących z terenów dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Najczęściej są chodzącymi w chałatach ortodoksami, którzy wcale nie myślą, jak większość ich wrocławskich rodaków, o asymilacji. Marzą o wyjeździe do Palestyny, która właśnie została odebrana Turkom, a Breslau ma być jedynie przystankiem w ich drodze. Nacjonalistycznie usposobieni Niemcy chętnie by ich jak najszybciej wypchnęli na Bliski Wschód, ale z jakiegoś powodu podejrzewają żydowskie elity Wrocławia, że te będą chciały zatrzymać „litwaków”, aby zmienić strukturę narodowościową miasta i tym samym zyskać w nim większe wpływy polityczne. Może i pomysł Krajewskiego wydaje się dziwny, ale pamiętajmy, że to były szalone czasy, pełne chaosu i społecznych niepokojów. Czasy ostrych walk o władzę pomiędzy radykałami a zwolennikami wciąż jeszcze bardzo młodej Republiki Weimarskiej.
Mock – ze swoimi osobistymi problemami i spowodowanym kacem potwornym bólem głowy – zostaje nieświadomie wciągnięty w tę walkę. Staje się pionkiem w grze tajnych stowarzyszeń. Nie wie tak naprawdę, komu może zaufać, a kogo wystrzegać się jak ognia. Co rusz wdeptuje na symboliczną minę, co nie pomaga mu wcale w zmaganiach z nawiedzającymi go demonami (i „duchem” Rosemarie). Krajewski wpisuje w fabułę „Golema” koloryt epoki – dowiadujemy się więc sporo o zdobywających w tamtym czasie popularność prądach filozoficznych i nowinkach naukowych (jak na przykład leczenie alkoholizmu i chorób psychicznych hipnozą), o fałszywych mesjaszach (w tym konkretnym przypadku chodzi o sektę „tańczącego Jana Chrzciciela”), o pokazywanym we wrocławskim kinie dzisiaj już legendarnym ekspresjonistycznym horrorze Carla Boesego i Paula Wegenera, który dał zresztą – i wcale nie był to przypadek – tytuł dziełu. Kto czytał i polubił wcześniejsze książki Krajewskiego, ten będzie „Golemem” usatysfakcjonowany w stu procentach (choć zarazem niczym specjalnym nie zostanie zaskoczony); kto miał do twórczości wrocławianina stosunek ambiwalentny – zostanie w nim skutecznie utwierdzony; kogo natomiast powieści o Eberhardzie Mocku i Edwardzie Popielskim odrzucały, zyska kolejny argument na to, by odradzać je znajomym.
koniec
18 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tukej
Joanna Kapica-Curzytek

24 XI 2020

„Kajś” to reportaż połączony z esejem. Zbigniew Rokita opowiada tu historię swoich rodzinnych korzeni oraz opisuje Śląsk jako teren pogranicza – „pomiędzy”, który znajduje się poza centrum polskiej świadomości.

więcej »

Wszystko, a nawet więcej
Wojciech Gołąbowski

23 XI 2020

Drugie, „poprawione i poszerzone” wydanie książki „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań” jest bardzo obszerną biografią tego przedwojennego aktora i celebryty (w pozytywnym słowa tego znaczeniu). Niestety, wydaje się, że droga do kolejnych „poszerzonych” wydań została zamknięta dwa miesiące temu.

więcej »

Gdy odchodzi stary świat
Joanna Kapica-Curzytek

22 XI 2020

„Człowiek, który znał mowę węży” to powieść fantasy współczesnego estońskiego pisarza Andrusa Kivirähka. Autor sięga do początków chrześcijaństwa w Estonii oraz nawiązuje do motywu walki nowego świata ze starym.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Prometeusze na sowieckim widelcu
— Sebastian Chosiński

Szpiegowska afera w wielkim stylu
— Sebastian Chosiński

Burszowie sprzed (ponad) stu lat
— Sebastian Chosiński

Przygody Eberharda na Czarnym Lądzie
— Sebastian Chosiński

Popielski is dead, long live Mock!
— Sebastian Chosiński

Nad pięknym i modrym… Bałtykiem
— Sebastian Chosiński

Drzewo złe owoców dobrych wydawać nie może
— Sebastian Chosiński

Mrok to jednak nie Mock
— Sebastian Chosiński

Esensja czyta: Październik 2012
— Miłosz Cybowski, Jacek Jaciubek, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Agnieszka Szady

Pedofil zawsze wraca na miejsce zbrodni
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Piękno nie umiera nigdy
— Sebastian Chosiński

Komeda filmowy i symfoniczny
— Sebastian Chosiński

Tęsknota i rozczarowanie
— Sebastian Chosiński

Samotność może pomieszać w głowie
— Sebastian Chosiński

Gdy nie ma komu ufać…
— Sebastian Chosiński

Pierwsze kroki w Malmö
— Sebastian Chosiński

Z dobrego serca, z potrzeby duszy
— Sebastian Chosiński

Jak to jest zjeść dwa razy tę samą papugę…
— Sebastian Chosiński

Myślozbrodnia Winstona Smitha
— Sebastian Chosiński

Ogień wciąż płonie, gniew nie wygasa
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.