Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 kwietnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Walter Tevis
‹Człowiek, który spadł na Ziemię›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzłowiek, który spadł na Ziemię
Tytuł oryginalnyThe Man Who Fell to Earth
Data wydania13 stycznia 2017
Autor
PrzekładWojciech M. Próchniewicz
Wydawca MAG
SeriaArtefakty
ISBN978-83-7480-683-1
Format192s. oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Przeczytaj to jeszcze raz: Upadek Ikara
[Walter Tevis „Człowiek, który spadł na Ziemię” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Walter Tevis nie miał zbyt wysokiego mniemania o ludzkości. Jego „Człowiek, który spadł na Ziemię” to nie tylko książka o samotności. To również bardzo pesymistyczna wizja tego, jaka przyszłość może nas czekać.

Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Upadek Ikara
[Walter Tevis „Człowiek, który spadł na Ziemię” - recenzja]

Walter Tevis nie miał zbyt wysokiego mniemania o ludzkości. Jego „Człowiek, który spadł na Ziemię” to nie tylko książka o samotności. To również bardzo pesymistyczna wizja tego, jaka przyszłość może nas czekać.

Walter Tevis
‹Człowiek, który spadł na Ziemię›

EKSTRAKT:100%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzłowiek, który spadł na Ziemię
Tytuł oryginalnyThe Man Who Fell to Earth
Data wydania13 stycznia 2017
Autor
PrzekładWojciech M. Próchniewicz
Wydawca MAG
SeriaArtefakty
ISBN978-83-7480-683-1
Format192s. oprawa twarda
Cena29,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Oczywiście mówienie o „przyszłości” w kontekście napisanej w 1963 roku książki jest trochę kłopotliwe. Tevis tworzył w czasach zimnej wojny, kiedy faktycznie wizja nadciągającego i nieuchronnego konfliktu nuklearnego, który doprowadzi do zagłady ludzkości, była o wiele bardziej aktualna niż dzisiaj. Z drugiej jednak strony – czy ostatnio wskazówki zegara zagłady ponownie nie wskoczyły na za dwie minuty północ, najbliżej przewidywanego kresu ludzkości od roku 1953?
Główny bohater, przybysz z kosmosu o przybranym nazwisku Thomas Jerome Newton ani na chwilę nie przestaje wątpić w to, że ludzie w końcu zniszczą samych siebie oraz swój piękny świat. Czy gdyby przenieść akcję tej opowieści do dzisiejszych czasów, to Newton miałby odmienne odczucia? Co ważne, w rzeczywistości opisywanej przez Tevisa uderza całkowity brak jakiegokolwiek głosu rozsądku, brak alternatywy dla przemycanej mimochodem, ale niemożliwej do przegapienia fascynacji wyścigiem zbrojeń.
Nie da się ukryć, że fabularnie książka dziś nie zaskakuje – przedstawiona historia jest stosunkowo prosta, a sam bohater okazuje się wyjątkowo naiwny. O czym nie wolno jednak zapominać, nie jest on w końcu człowiekiem i nie miał możliwości poznać ludzkiego społeczeństwa tak dobrze, jak by chciał. Jest jednak jeszcze inna strona tej układanki – w swojej trosce o ludzkość i pragnieniu uratowania zarówno swojej rasy, jak i właśnie mieszkańców Ziemi, Newton okazuje się o wiele bardziej ludzki niż ci, z którymi ma do czynienia. Być może inny autor zasygnalizowałby jakieś bardziej makiaweliczne plany obcego, sugerując chęć podboju i dążenia do supremacji nad niedorozwiniętymi, w oczach Anteańczyków, ludźmi. Owszem, Tevis wskazuje w kilku miejscach na podobne plany przełożonych Newtona, jednak bardzo trudno interpretować to jako złą wolę. Widać w tym raczej troskę, by uchronić mieszkańców Ziemi przed tym samym losem, który spotkał ojczyznę głównego bohatera. Jest w tym mieszanka obaw dobrego, doświadczonego rodzica, który chce uchronić swoje pociechy przed popełnianiem tych samych życiowych błędów, ale również wyższość istoty, która postrzega ludzkość jako rasę jedynie trochę bardziej rozwiniętą od małp. Z dzisiejszego punktu widzenia nie udało się jednak autorowi przedstawienie swojego bohatera właśnie jako kogoś górującego nad mieszkańcami Ziemi. Newton może i jest w stanie w szybkim czasie stworzyć prawdziwe imperium oparte na projektach wynalazków, które sam zapamiętał i przywiózł ze sobą, ale brakuje mu cech, którymi charakteryzują się zwykle obcy przedstawiani w literaturze i filmach.
Co równie istotne, bohater nie napotyka na swojej drodze zbyt wielu przeszkód. Przed bardzo długi czas Newtonowi udaje się zachować swoją tożsamość w tajemnicy nawet przed najbliższymi współpracownikami i nie ma problemów, raz zdobywszy majątek na swoich patentach, z przekonywaniem ludzi do zaufania mu. Był on doskonale przygotowany do misji na Ziemi, stanowiąc jedyną szansę na ocalenie swojego gatunku. Jednak pozbawiony kontaktu z rodakami, skazany na towarzystwo ludzi, na których spoglądał jako na grupę nierozumiejących implikacji swoich działań dzieci, Newton stopniowo robił się coraz mniej ostrożny. Co gorsza, w pewnym momencie zaczął w ogóle wątpić w słuszność całego stojącego przed nim zadania. Zniechęcenie, jakie go dopadło, wzmacniane dodatkowo alkoholem, w którym Anteańczyk zasmakował, osłabiło nie tylko jego ciało, ale też wolę i chęć działania.
„Człowiek” jest zarówno opowieścią o samotności, jak i o sensie życia. Bezsens misji, do której przygotowywał się przez długie lata, staje się jednym z powodów „upadku” Newtona. Pytaniem otwartym pozostaje, co doprowadziło go do takiego stanu – samotność i oderwanie od świata i społeczeństwa, w którym się wychowywał; obcowanie z ludźmi i uleganie typowo ludzkim słabościom (stopniowe popadanie w alkoholizm) czy uświadomienie sobie, że ludzie wcale nie chcą jego pomocy.
Możliwe, że Newton, widząc doskonale, jak wpływa na niego pobyt na Ziemi, nie chciał, by jego rodacy byli zmuszeni dzielić z nim taki sam los. „Ten świat jest skazany na zagładę jak Sodoma, a ja zupełnie nic nie mogę na to poradzić” stwierdza przy końcu okaleczony Newton, dodając, że przebywanie wśród ludzi za bardzo upodobniło go do nich. Co oznaczało dla niego utratę swoich naturalnych cech i przejęcie cech typowo ludzkich – uzależnienia, obojętności i egoizmu. W ostatecznym akcie altruizmu, zamiast ratować ludzkość zgodnie z pierwotnym planem, po prostu ofiarowuje czek na milion dolarów jednemu ze swoich współpracowników.
Tytuł ma tutaj podwójny symbolizm – nawiązuje nie tylko do lądowania bohatera na Ziemi, ale przede wszystkim do o wiele istotniejszego, opisywanego przez całą książkę, drugiego upadku Newtona. Stając się bardziej ludzkim od samych ludzi spada on z wyżyn swojego pozaziemskiego intelektu do poziomu tych, którzy go otaczają (porównanie z Ikarem jest tu jak najbardziej na miejscu – w jednej ze scen pojawia się zresztą obraz „Pejzaż z upadkiem Ikara”); równocześnie upada też na duchu, przestając wierzyć w siebie, swoją misję i szanse na uratowanie dwóch planet.
Zakończenie pokazuje wyraźnie, że Tevis nie miał zbyt wysokiego mniemania na temat ludzkości. Pesymizm unosi się zresztą nad całą opowieścią, od pierwszych, niepewnych kroków Newtona na Ziemi, przez zdobywanie funduszy i stopniowe realizowanie ambitnego przedsięwzięcia, aż po sam tragiczny koniec. Nawet jeśli wizja autora, przewidującego koniec ludzkości w wielkiej, wyniszczającej wojnie (w kilku miejscach powieści Tevis sugeruje, że najbardziej intratną dziedziną dla naukowców w Stanach Zjednoczonych jest praca w przemyśle zbrojeniowym) nie sprawdziła się, nie zmniejsza to słuszności stawianej przez niego diagnozy na temat kondycji naszego gatunku.
koniec
20 stycznia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

By zachować czysty umysł
Wojciech Gołąbowski

1 IV 2020

Kilka lat to trwało, ale wreszcie za sprawą niewielkiego wydawnictwa Biały Gołąb ujrzało światło dzienne długo oczekiwane opus magnum Micheasza Białoszewskiego – jego poetycki concept book pod tytułem „białoMi”.

więcej »

Krótko o książkach: Co się stało z Michelle Spivey
Joanna Kapica-Curzytek

31 III 2020

„Ostatnia wdowa” to całkiem przyzwoity, trzymający w napięciu thriller

więcej »

Przy zaginięciu liczy się każda godzina
Marcin Mroziuk

30 III 2020

David Bell ma sporo ciekawych pomysłów na komplikowanie intrygi kryminalnej, ale niestety dużo gorzej radzi sobie z połączeniem wszystkich rozpoczętych wątków w spójną całość. W efekcie „Czyjaś córka” jest wciągającą lekturą, jednak po jej skończeniu pozostaje uczucie niedosytu.

więcej »

Polecamy

Umieranie wstecz

Na rubieżach rzeczywistości:

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Człowiek, który był samotny
— Katarzyna Piekarz

Z tego cyklu

„Legalnie” nadal brzmi świetnie!
— Joanna Kapica-Curzytek

A Śląsk wciąż nieznany…
— Wojciech Gołąbowski

Panienka Hale i strajki robotnicze
— Anna Nieznaj

Detektywi wiecznie żywi
— Wojciech Gołąbowski

Duchy w powłokach
— Beatrycze Nowicka

W odmętach miasta bez dna
— Miłosz Cybowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 10 i 12
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 9 i 11
— Wojciech Gołąbowski

Pierwsze Zeszyty Iskier, cz. 7 i 8
— Wojciech Gołąbowski

Ogień nie do ugaszenia
— Dominika Cirocka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.