Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Teodor Klon
‹Kobiety i telefon›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKobiety i telefon
Data wydania1960
Autor
Wydawca Czytelnik
Format104s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Pomyłka, ale proszę się nie rozłączać!
[Teodor Klon „Kobiety i telefon” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Do swoich powieści sensacyjnych i kryminalnych Stefan Kisielewski tylko na pozór nie podchodził arcypoważnie. Dotyczyły one jednak kwestii bardzo istotnych, a lżejsza forma narracji pozwalała autorowi przemycać wątki, jakie normalnie nie uszłyby uwadze peerelowskiej cenzury. Powieść „Kobiety i telefon” opublikował pod pseudonimem Teodor Klon i nadał jej formę dramatu psychologicznego podejmującego temat traumy wojennej.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Pomyłka, ale proszę się nie rozłączać!
[Teodor Klon „Kobiety i telefon” - recenzja]

Do swoich powieści sensacyjnych i kryminalnych Stefan Kisielewski tylko na pozór nie podchodził arcypoważnie. Dotyczyły one jednak kwestii bardzo istotnych, a lżejsza forma narracji pozwalała autorowi przemycać wątki, jakie normalnie nie uszłyby uwadze peerelowskiej cenzury. Powieść „Kobiety i telefon” opublikował pod pseudonimem Teodor Klon i nadał jej formę dramatu psychologicznego podejmującego temat traumy wojennej.

Teodor Klon
‹Kobiety i telefon›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKobiety i telefon
Data wydania1960
Autor
Wydawca Czytelnik
Format104s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Gdy po zakończeniu drugiej wojny światowej Stefan Kisielewski znalazł się w Krakowie, zarabiał na życie, zajmując się przede wszystkim muzyką. Redagował założone przez siebie pismo „Ruch Muzyczny”, wykładał przedmioty teoretyczne w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej, komponował. Pod koniec lat 40. po raz pierwszy spotkał się, wynikającymi z przyczyn politycznych, represjami – nie tylko zamknięto gazetę, ale również usunięto „Kisiela” z uczelni. Wówczas skupił się na pracy dziennikarskiej w „Tygodniku Powszechnym”, na łamach którego publikował od 1945 roku. Próbował też sił jako prozaik. Napisana jeszcze w czasie okupacji powieść „Sprzysiężenie” (1946) przyniosła autorowi rozgłos, ale niekoniecznie taki, na jakim mu zależało. Książkę oskarżano o pornografię, ale tak naprawdę w oczy kłuła chyba przede wszystkim jej wojenna obrachunkowość, na którą zwyczajnie było jeszcze zbyt wcześnie.
Wydana dwa lata później „Zbrodnia w Dzielnicy Północnej” przybrała nieco inną postać – było to sensacyjne political fiction, swoista antyutopia, której ukazanie się w sprzedaży było możliwe dzięki temu, że w 1948 roku jeszcze nie zadekretowano w literaturze polskiej realizmu socjalistycznego, a stalinizm w wydaniu bierutowskim dopiero się umacniał. W każdym razie kiedy się już umocnił, Kisielewskiego poddano „grillowaniu”. Na zdjęcie kagańca pisarz musiał czekać siedem lat, do śmierci Bolesława Bieruta. Wraz z październikową „Odwilżą” wkroczył w nowy etap swego życia. Namówiony przez Tadeusza Mazowieckiego (przyszłego pierwszego niekomunistycznego premiera po drugiej wojnie światowej) wkroczył do świata polityki. W 1957 roku został wybrany posłem do Sejmu PRL II kadencji, gdzie pracował w tworzonym przez świeckim katolików kole „Znak”.
Wciąż mieszkał wtedy (do 1961 roku) w Krakowie i pisał dla „Tygodnika Powszechnego” felietony (jako „Kisiel”) oraz teksty publicystyczne. Jak się potem okazało, wrócił także do prozy beletrystycznej. Tyle że używając pseudonimu – Tadeusz Klon. W 1958 roku na łamach „Tygodnika” ukazała się drukowana w odcinkach powieść kryminalna „Miałem tylko jedno życie”, a dwa lata później – nakładem wydawnictwa Czytelnik – „Kobiety i telefon”. Głównym jej bohaterem jest nieco ponad trzydziestoletni Adam Stachiewicz. W czasie okupacji mieszkał w Warszawie; wziął udział w powstaniu jako żołnierz zgrupowania „Radosław”; jego szlak bojowy jest w książce dość dokładnie przedstawiony: najpierw walki na Starówce i ulicy Długiej, później przemarsz kanałami do Śródmieścia, a potem kapitulacja i oflag. Po odzyskaniu wolności Adam nie wrócił już do stolicy, lecz zakotwiczył w Krakowie. Od tamtej pory pracuje jako dziennikarz, ale marzy o tym – i być może w końcu mu się to uda, ponieważ otrzymał „zielone światło” – aby napisać powieść o powstaniu.
Pracuje teraz głównie w domu, co ma swoje uroki, ale i bywa udręką. Przed południem musi bowiem odbierać około trzydziestu telefonów dziennie, które są pomyłkami. Jak się bowiem okazuje, jego numer jest bardzo podobny do numeru hurtowni farmaceutycznej. Reklamacje uszkodzenia linii nic nie dają. Znudzony całą tą sytuacją pewnego dnia Adam wdaje się w rozmowę z jedną z dzwoniących kobiet, której głos wydaje mu się szczególnie miły. Kiedy dowiaduje się od niej, że też brała udział w powstaniu – jako pielęgniarka pracowała w Szpitalu Wolskim (chodzi o obecny Instytut Gruźlicy i Chorób Płuc) i przeżyła jego masakrę na początku sierpnia 1944 roku – jest zdeterminowany, aby spotkać się z nią. Kobieta początkowo odmawia, ale w końcu, po kolejnych nagabywaniach Stachiewicza, wyraża zgodę. Tête-à-tête w kawiarni nie przechodzi jednak po myśli Adama – Halina zachowuje się dziwnie (w dalszej części książki zostaje wyjaśnione, z czego to wynika), poza tym mężczyzna ma wrażenie, że jest kimś innym, niż osoba, z którą rozmawiał przez telefon.
Z czasem tajemnica się wyjaśnia. Halina Krajewska jest lekarką, kardiologiem w szpitalu, asystentką profesora Jerzego Achmatowicza, którego zresztą Stachiewicz bardzo dobrze zna. W Krakowie mieszka z ciotką, Wandą Eysmont, która poważnie choruje na serce. I to ona właśnie była telefoniczną rozmówczynią Adama. Na spotkanie z nim wysłała jednak siostrzenicę, marząc o tym, aby Halina poznała w końcu jakiegoś sympatycznego i wrażliwego mężczyznę, z którym, zanim ona umrze, będzie mogła ułożyć sobie życie. Ta, mająca dobre intencje, mistyfikacja wywołuje nieprzewidziany ciąg zdarzeń. W myśl powiedzenia, że dobrymi intencjami wybrukowane jest piekło. Stachiewicz daje się porwać namiętności, którą coraz trudniej jest mu okiełznać. Miłosny trójkąt w prawdziwym życiu rzadko kiedy kończy się kompromisem i przyjaznym rozstaniem kochanków. Nie inaczej jest też w „Kobietach i telefonie”, zwłaszcza gdy w relacje Adama z Haliną i Wandą angażuje się kolejna osoba, której los przynajmniej jednej z kobiet nie jest obojętny.
Powieść Kisielewskiego spokojnie można zakwalifikować jako kryminał; są w niej końcu przynajmniej dwa (a może nawet trzy) trupy. Nie ma natomiast wcale… milicji. Może dlatego, że autor nie chciał ponownie narażać się cenzurze, gdyby w nienajlepszym świetle przedstawił stróżów prawa, a może zwyczajnie, kierując się względami artystycznymi, wyszedł z założenia, że wprowadzenie do akcji jakiegoś porucznika czy kapitana MO stępi psychologiczne ostrze powieści. A na tym – bez najmniejszych wątpliwości – zależało mu najbardziej. To miała być bowiem przede wszystkim książka o nieprzerobionych traumach wojennych, o niezdolności do funkcjonowania w normalnym świecie po przeżyciu niewyobrażalnej tragedii, o miłości, która wcale nie musi okazać się siłą ozdrowieńczą (tym bardziej gdy obdarzamy nią niewłaściwego człowieka). I pomyśleć, że tego wszystkiego nie byłoby, gdyby nie telefoniczne pomyłki. Stylistycznie Kisielewski osiadł okrakiem, chcąc być po obu stronach barykady – z jednej strony wykorzystał pulpową formę, ale z drugiej nasycił ją dramatyczną treścią. Wyszedł z tego psychologiczny kryminał, który broni się nawet sześćdziesiąt lat po premierze.
koniec
6 lutego 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Pani Zofia stale w ruchu
Joanna Kapica-Curzytek

28 II 2020

W drugim tomie przygód energicznej starszej pani Zofii Wilkońskiej pt. „Komórki się pani pomyliły” jest już mniej fajerwerków niż w pierwszej części, ale pośmiać się można.

więcej »

PRL w kryminale: „Ponieważ żyli prawem wilka…”
Sebastian Chosiński

27 II 2020

Przez jakiś czas myślano, że „Plan Wilka” to powieść bardzo popularnego w latach 50. i 60. pisarza Tadeusza Kosteckiego, ukrywającego się pod kolejnym pseudonimem literackim. Dopiero potem okazało się, że ktoś taki jak Tadeusz Starostecki istniał naprawdę. Tyle że po drugiej wojnie światowej osiadł w prowincjonalnej Świdnicy na Ziemiach Odzyskanych i po swojej śmierci w 1968 roku stopniowo popadał w coraz większe zapomnienie.

więcej »

Mała Esensja: Na własne życzenie
Wojciech Gołąbowski

26 II 2020

Faktem historycznym jest upadek Konstantynopola w maju 1453 roku, zdobytego przy użyciu wielkich dział (bombard) wykonanych przez węgierskiego inżyniera Orbana, którego projekty zostały wcześniej w stolicy Cesarstwa Wschodniorzymskiego wyśmiane. Zofia Kossak w „Puszkarzu Orbano” (wydanej w 1936 roku) przydała mu nastoletniego syna i poprowadziła akcję głównie oczami chłopaka.

więcej »

Polecamy

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!

Na rubieżach rzeczywistości:

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.