Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 lutego 2020
w Esensji w Esensjopedii

Martyna Raduchowska
‹Szamanka od umarlaków›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzamanka od umarlaków
Data wydania30 sierpnia 2017
Autor
Wydawca Uroboros
CyklSzamanka od umarlaków
ISBN978-83-280-4523-1
Format416s. 135×202mm
Cena39,99
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 31,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Tęczówki rozgrzane do czerwoności
[Martyna Raduchowska „Szamanka od umarlaków” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Nieco kolokwialnie brzmiący tytuł „Szamanki od umarlaków” mógłby sugerować utwór humorystyczny. Tymczasem dostajemy do rąk przygnębiającą powieść… a nie, przepraszam, nie powieść. Dostajemy opowiadanie rozciągnięte na trzy i pół setki stron druku. Szamanizmu jako takiego nie ma, umarlaki, owszem, są, oprócz tego krew gęsta jak miód leje się strumieniami, a zębate potwory drapią podłogę połamanymi pazurami.

Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tęczówki rozgrzane do czerwoności
[Martyna Raduchowska „Szamanka od umarlaków” - recenzja]

Nieco kolokwialnie brzmiący tytuł „Szamanki od umarlaków” mógłby sugerować utwór humorystyczny. Tymczasem dostajemy do rąk przygnębiającą powieść… a nie, przepraszam, nie powieść. Dostajemy opowiadanie rozciągnięte na trzy i pół setki stron druku. Szamanizmu jako takiego nie ma, umarlaki, owszem, są, oprócz tego krew gęsta jak miód leje się strumieniami, a zębate potwory drapią podłogę połamanymi pazurami.

Martyna Raduchowska
‹Szamanka od umarlaków›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
70,0 (0,0) % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzamanka od umarlaków
Data wydania30 sierpnia 2017
Autor
Wydawca Uroboros
CyklSzamanka od umarlaków
ISBN978-83-280-4523-1
Format416s. 135×202mm
Cena39,99
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Kup wSelkar.pl: 31,47 zł
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Tytułowa bohaterka, Ida Brzezińska, to podręcznikowy przykład tego, co opisałam kiedyś w felietonie „Bohaterowie bez przeszłości” (i trochę też w kolejnym). Ona nie ma nic. Przeszłości, koleżanek, marzeń, wspomnień, niczego. Jakby pojawiła się na świecie dopiero w momencie rozpoczęcia akcji. Byłoby to pewnie niezauważalne, gdyby była tylko „nośnikiem fabuły” (jak Staś Tarkowski albo panna Marple), jednak tutaj wszystko kręci się wokół jej nauki, jej przeżyć, jej rozterek. A zarazem, z powodu nijakości tej postaci, jakoś trudno przejąć się jej losem.
W pierwszym rozdziale dowiadujemy się, że Ida ma dziewiętnaście lat i właśnie wyjeżdża na studia. Nie ma nawet słówka o żadnych znajomych z liceum, co więcej – nawet rodzice niespecjalnie znają własną córkę, skoro przez tyle lat nie zorientowali się, że dziewczyna nie odziedziczyła po nich żadnych umiejętności magicznych. Najwyraźniej bardzo zajmowało ich „zasiadanie w loży czarodziejów i zajmowanie się polityką”. Jaką polityką i na czym właściwie polega ich magia (oprócz marginalnie wspomnianej umiejętności czytania w myślach)? Opisane czary są dosyć… dziecinne: pułapka zawieszająca ofiarę pod sufitem, zapadanie się w deski podłogowe, błędne ogniki, pajęcze sieci i halucynogen, po którym „świat stał się niebieski w czerwone kropki”. A polityka? Oj tam, oj tam. Nie żeby to miało jakieś znaczenie dla konstrukcji świata czy osobowości bohaterki, prawda? Skoro mamy do zapełnienia zaledwie 351 stron, to po co zajmować się takimi detalami, szczególnie, że Ida, wyjeżdżając do innego miasta, całkowicie zrywa kontakt z rodzicami, oni też się nią najwyraźniej nie interesują. Owszem, mowa jest o tym, że posiadanie przez czarodziejów „niemagicznego” dziecka to wielki wstyd, ale nic nie sugeruje, że aż taki, żeby słowem się do niego nie odezwać już nigdy w życiu. Nie dowiadujemy się zatem, na jakich zasadach w tej wersji XXI-wiecznej Polski funkcjonują czarodzieje, ani jaki wpływ na cokolwiek ma fakt, że dwieście lat życia to dla nich zaledwie wiek średni, dostajemy za to szczegółowy opis śniadania bohaterki:
„Marianna jak zwykle rześka i radosna nuciła pod nosem jakąś skoczną melodię i zawzięcie mieszała jajecznicę z pieczarkami wielką drewnianą łychą. Toster posykiwał cichutko, wypluwając z siebie kolejne porcje grzanek, czajnik bulgotał i pogwizdywał radośnie, a z ogromnego, zielonego kubka unosiła się przepyszna woń kakao.
– Dzień dobry, panienko! – zaszczebiotała wesoło Marianna. – Panienka życzy sobie jajecznicę czy twarożek?
– Jajecznicę poproszę. Dziękuję. – Ida zajęła miejsce u szczytu dębowego stołu i zabrała się do kakao. Z dezaprobatą patrzyła, jak kucharka z właściwą sobie hojnością nakłada na talerz zdecydowanie za dużą porcję jajecznicy i szczodrze posypuje ją szczypiorkiem.”
Oprócz gosposi rodzina bohaterki ma kierowcę imieniem Jan, który jest upaprany smarem, bo bez przerwy grzebie „w bebechach samochodu”, co Marianna określa jako „majstrowanie przy tej swojej machinie”. Tu nasuwa się pytanie: jaki samochód mają państwo czarodziejostwo, że bez przerwy trzeba coś w nim naprawiać, i to własnoręcznie (może syrenkę???) i czy służąca przeniosła się w czasie z lat 20. ubiegłego wieku, że samochód określa mianem „machiny”, do córki pracodawców zwraca się per „panienko”, a przeprowadzka do innego miasta jawi jej się jako coś przerażającego?
Ida rozpoczyna studia i już-już wydawałoby się, że nawiąże jakieś znajomości – co sugerowałby opis imprezy w akademiku, na której wdaje się w konwersację i palenie trawy z kilkoma chłopakami – ale jednak nie. Nawet to, że dorabia sobie, „wróżąc” koleżankom (a w rzeczywistości wyciągając wnioski z uważnej obserwacji) zostaje streszczone na dwóch stroniczkach i nic więcej z tego faktu nie wynika. Dziewczyna funkcjonuje w kompletnej próżni, a do tego jeszcze nie ma właściwie żadnej zauważalnej osobowości, zainteresowań czy upodobań (oprócz papierosów). Charakteryzuje się właściwie wyłącznie tym, że bardzo nie chce mieć nic wspólnego ze swoim darem, jakim jest postrzeganie duchów i rozmowa z nimi.
Nie chce mieć nic wspólnego, ale musi, bo – jak to często w fantasy bywa, nad talentem trzeba nauczyć się panować, aby nie zaszkodził. Zadania tego podejmuje się ciotka ze strony matki, Tekla, której z kolei jedyną zauważalną cechą jest zgryźliwa oschłość oraz zwracanie się do wszystkich w trzeciej osobie. Teoretycznie przeżyła tyle lat, że najprawdopodobniej doskonale pamięta Powstanie Styczniowe, jednak w praktyce zaczęła chyba istnieć dopiero w momencie pojawienia się w życiu siostrzenicy, bo żadnych wspomnień, doświadczeń czy nawyków nie ma, albo doskonale się z nimi kryje. O tym, że pozostałe pojawiające się w fabule postaci mają niewiele jakichkolwiek cech poza imionami i kolorem włosów, nie muszę już chyba wspominać 1).
Co więc wypełnia te trzysta kilkadziesiąt stron? Ano wodolejstwo. Straszliwe, niepowstrzymane wodolejstwo, nic nie wnoszące opisy (jak ten ze śniadaniem), powtarzanie tych samych informacji po kilka razy oraz rozwlekłe dialogi. Na przykład od strony 173 do 175 ciągnie się rozmowa, w której córka czarodziejów, zadająca się na co dzień z umarłymi, z uporem twierdzi, że demonów nie ma. Oto fragmenty:
„Ida prychnęła lekceważąco.
– Nie prychaj mi tu, bardzo proszę, tylko się łaskawie skup, bo mamy do pogadania – żachnął się Duch. – Sprawa jest poważna.
– Znaczy, o co chodzi?
– O demony.
– Aha. Państwo pozwolą do wyjścia, drzwi są tam. Żegnam, pa, pa.
– Ida! – zdenerwował się Duch. – Nie czas na wygłupy.
– Więc przestań mi tu chrzanić o demonach na dzień dobry. Sam zacząłeś.
– To nie żarty, Ida. (…)
– Demonów nie ma, kochany mój. (…)
– Teraz nie znajdziemy innego medium, więc to ciebie trzeba będzie wtajemniczyć. I to szybko, bo one już tu są.
– Kto?
– Nie kto, tylko co – poprawił niecierpliwie. Przysunął się jeszcze bliżej i wymamrotał niemal bezgłośnie: – Demony.
Ida parsknęła śmiechem. Gdy jej przeszło, popukała się w czoło.
– No dobra, idźcie sobie. Nie mam czasu na takie głupoty.
(…) – Duch nie opowiada głupot. Mówi najprawdziwszą prawdę. Wczoraj jeszcze nie byliśmy pewni, ale teraz je czujemy. Czujemy wyraźnie.
– Demony?
– Tak.
– W mojej kamienicy?
– Tak.
– Poszaleliście?
– Ta… Nie!
Ida zachichotała. Zwróciła się do Różyczki, którą zawsze uważała za najrozsądniejszą z całego tego żywego inaczej trio.
– Ty też je czujesz?
– Mhm – przytaknęła duszka.
– I dlatego płaczesz?
– Mhm…”
A tak filozofuje bohaterka, ukrywając się przed opętanymi zombiakami:
„Ida dała nurka za stół. Cichutko rozsunęła krzesła, uniosła obrus i wpełzła pod blat. Na filmach i w powieściach bohaterki właśnie tak robią w obliczu zagrożenia, czyż nie? No, to już zależy od filmu czy powieści. Jeśli głównym dobrym charakterem jest młoda i koniecznie piękna kobieta znająca wszystkie możliwe sztuki walki i nierozstająca się z pistoletem, kataną czy karabinem, powinna raczej zrobić z tego pistoletu, katany czy karabinu użytek, zamiast chować się pod stołem. Ale jeśli mówimy o biednej, zagubionej bohaterce filmu czy powieści grozy, to już zupełnie inna bajka. Ta ma niepodważalne prawo do chowania się, wpadania w histerię, do pisków, wrzasków, nerwowego obgryzania paznokci oraz do podejmowania decyzji niedorzecznych i nielogicznych, dyktowanych przez panikę i wybujałą wyobraźnię. No bo żeby wierzyć, że krycie się pod stołem jest w stanie ochronić przed demonami, naprawdę trzeba myśleć wyjątkowo nieracjonalnie.”
Mogłabym podać jeszcze kilka przykładów takiej waty słownej, ale to wymagałoby zdradzenia większej liczby informacji, niż godzi się ujawniać w recenzji. W każdym razie z jednej strony występuje lanie wody, z drugiej – ma się wrażenie, że pewnych rzeczy zwyczajnie nie chciało się autorce wymyślać i specjalista od czarów stwierdza, na przykład, że „podczas rytuałów Rada i Brutus rzucili wspólnie jakimś hokusem-pokusem i teraz możemy z nią gadać”. Jakimś hokusem-pokusem. To mniej więcej tak, jakby policjant podsumował prowadzone przez siebie dochodzenie „i przymknęli go z jakiegoś tam paragrafu”. Ale za to wiemy, jaką jajecznicę lubi Ida i jakiego koloru jest jej kubek.
Opisy demonów, potworów i upiornych wizji są kiczowate do bólu („strach zacisnął jej na gardle lodowate dłonie”), tego jednak szczegółowo analizować nie będę, bo akurat innym czytelnikom taki styl może się spodobać. Gorzej, że w nich również powtarzają się po kilka razy te same frazy: „rozgrzane do czerwoności tęczówki”, „długaśne zębiska” czy „krew gęsta jak miód”. Albo taki kwiatek: „Jak zahipnotyzowana obserwowała wyłaniające się z czarnych oparów demony. Jeden po drugim wyłaziły z czarnych kłębów (…)”. Jednym słowem – ta książka cierpi na dotkliwy brak redaktora, i to nie takiego, który tylko figuruje w stopce, ale takiego porządnego, który pociąłby bezlitośnie dialogi, powyrzucał z opisów zbędne przymiotniki i zwrócił uwagę na pewne niekonsekwencje. Na przykład na stronie 68 grób jest „nieco zapadniętą, porośniętą mchem mogiłką”, a już na 71. ma marmurową płytę (marmurową! nawet nie z lastryka! a nie leży tam żaden milioner, tylko jakiś pijaczek), zaś Ida w akademiku rysuje na ścianach symbole ochronne (to akurat była bardzo sympatyczna scena), ale kilka rozdziałów dalej w ogóle w tego typu zabezpieczenia nie wierzy. Kolor oczu jednej z postaci jest trzy razy wspomniany na jednej tylko stronie: „miodowe oczy”, „bursztynowe tęczówki” i znów „miodowe oczy” (strona 239), natomiast pewna obecna przez połowę książki nie-do-końca-zmarła postać ciągle powtarza, jak bardzo chciałaby wrócić do swojego ciała, i przy tym nawet się nie zająknie, za jakimż to życiem czy bliskimi tęskni. A to tylko dwa z licznych przykładów kompletnego niewyważenia informacji, które profesjonalna redakcja też powinna wyłapać.
Powszechnie uznaje się, ze bohater powieści powinien w jej trakcie przejść jakąś przemianę, rozwinąć się, dorosnąć czy w jakiś inny sposób stać się nieco inny, niż był na początku. Ida, owszem, zmienia się. Staje się pyskata, syczy i warczy na wszystkich, ogólnie – z całkiem miłej, nieco buntowniczej studentki zmienia się w niesympatyczne, burkliwe babsko. Ciekawe, czy taki był zamysł autorki.
koniec
9 lutego 2020
1) Aczkolwiek jedna z postaci drugoplanowych maniakalnie piecze i gotuje w chwilach zdenerwowania, i jest to bardzo sympatyczny pomysł.

Komentarze

10 II 2020   18:42:05

Nie czytałem, ale...

1. Opis jajecznicy jest OK, aż ślinka cieknie.

2. Anachronizmy (nie tylko zwrot "panienko") są więcej niż typowe dla fantasy rozgrywającej się we współczesnych realiach. Elementy kojarzące się z feudalizmem są wrzucone do naszego świata (książęta, zamki, miecze itepe), a Harry Potter jest tego świetnym przykładem. BTW po co Harry nosi okulary skoro w świecie zaawansowanej magii mógłby sobie magicznie poprawić wzrok?

3. Stworzenia, w które ktoś nie wierzy w świecie mitycznych stworzeń to już właściwie standard w fantasy. U Sapkowskiego gdzie nie spluniesz strzygi, kikimory i dżiny, ale złoty smok i feniks to już fantazja i bujda na resorach. U G. Martina nikt nie kwestionuje historycznego istnienia smoków, ale istoty z którymi zmaga się Straż przy Murze uważane są za czczą fantazję. O ile pamiętam nawet wilkory traktowane były jako zwierzęta niemal baśniowe.
Z kolei we "Lwie, czarownicy i starej szafie" Lewisa dla Narnijczyków legendarnymi istotami są mnisi i leśnicy.

Przykłady można mnożyć. Fragment o duchach/demonach to nie lapsus p. Raduchowskiej, tylko celowy zabieg humorystyczny (rzecz jasna nie każdego musi to śmieszyć)
W ramach świata przedstawionego ktoś, kto rozmawia z duchami, ma prawo nie wierzyć w demony. Zresztą praktykowanie spirytyzmu w świecie realnym, również nie implikuje wiary w demony, co miewa opłakane skutki.

4. Szaman i szamanizm to terminy mające konkretne znaczenie w religioznawstwie. Taka już uroda fantasy, że miesza w kotle czarownicy nazwy i pojęcia, byle dobrze brzmiały i się fantastycznie kojarzyły.

10 II 2020   19:57:11

No, psychopompka, która neguje istnienie demonów, mogłaby być nawet zabawna, gdyby ten żart nie był rozwleczony na trzy strony.

10 II 2020   20:20:15

Rozwleczony na trzy strony? Nikt nie zaprzeczy, że zmienia to postać rzeczy.

11 II 2020   10:27:57

Że się tak wyrażę: lubię Twe komentarze.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Przez szacunek dla zwierząt
Wojciech Gołąbowski

22 II 2020

Wydana oryginalnie w 1931 roku powieść dla młodzieży „Topsy i Lupus” jest nie tylko historyjką o przygodach dwóch tytułowych psów. Jej głównymi bohaterami nie jest także para małoletnich kuzynów, przemierzających w ówczesnych czasach prawie-samotnie w poprzek całą Rzeczpospolitą. Przede wszystkim traktuje o mądrości zwierząt.

więcej »

Krótko o książkach: Nie podawać w wątpliwość
Joanna Kapica-Curzytek

21 II 2020

Książka „Niewiarygodne” powstała na podstawie artykułu, którego autorzy zostali wyróżnieni w 2016 roku nagrodą Pulitzera w kategorii dziennikarstwa śledczego. Na zawartych tu faktach oparty został też serial Netflixa.

więcej »

PRL w kryminale: „Dzień codzienny” mieszkańców Wrocławia
Sebastian Chosiński

20 II 2020

Czwarta z sześciu mikropowieści Jerzego Edigeya wydanych w cyklu „Ewa wzywa 07…” jest jedną z najsłabszych. Fabularnie i stylistycznie. Co może dziwić tym bardziej, że autor opisał w niej rzeczywiste wydarzenia, które wydawały się wręcz doskonałym materiałem wyjściowym. Niestety, pisarz ewidentnie zarżnął temat, czyniąc z „Tajemnicy starego kościółka” nadzwyczaj ciężkostrawne danie.

więcej »

Polecamy

Pif-Paf! Zium!

Na rubieżach rzeczywistości:

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

„Normalni” szaleńcy
— Marcin Knyszyński

Dwadzieścia sroczych ogonów
— Marcin Knyszyński

Kto tu jest chory?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Krótko o książkach: Pech i krwawe demony
— Anna Nieznaj

Esensja czyta: Lipiec 2015
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Tegoż twórcy

Kiedy oślepią cię czarne światła
— Anna Nieznaj

Esensja czyta: Lipiec 2015
— Miłosz Cybowski, Beatrycze Nowicka, Joanna Słupek, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Ida po drugiej stronie lustra
— Magdalena Kubasiewicz

Tegoż autora

Mmm? Eee… Ach!
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Gdyby Dilbert pracował w Mordorze
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Najwięcej rozumu ma papuga
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Kadr, który… może cię przygnieść
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Azaliż jestem stróżem brata mego? No nie bardzo, bo mam dopiero 10 lat…
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Brokat, kocięta i tajni agenci
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Podążaj za białą gęsią
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Nieubłagana struktura opowieści
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Miłość, szmaragd i renifer
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Prymas zwalcza grzywki
— Agnieszka ‘Achika’ Szady

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.