Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Barbara Gordon
‹Błąd porucznika Kwaśniaka›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBłąd porucznika Kwaśniaka
Data wydania1983
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
ISBN83-207-0603-3
Format40s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Przeciętny milicjant i zniknięty dyrektor
[Barbara Gordon „Błąd porucznika Kwaśniaka” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W ciągu trzynastu lat w wydawanej przez Iskry serii mikropowieści kryminalnych „Ewa wzywa 07…” Barbara Gordon (a właściwie Larysa Zajączkowska-Mitzner) opublikowała cztery pozycje. Wydany w 1983 roku „Błąd porucznika Kwaśniaka” był ostatnią z nich. Co najważniejsze, najbardziej udaną!

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Przeciętny milicjant i zniknięty dyrektor
[Barbara Gordon „Błąd porucznika Kwaśniaka” - recenzja]

W ciągu trzynastu lat w wydawanej przez Iskry serii mikropowieści kryminalnych „Ewa wzywa 07…” Barbara Gordon (a właściwie Larysa Zajączkowska-Mitzner) opublikowała cztery pozycje. Wydany w 1983 roku „Błąd porucznika Kwaśniaka” był ostatnią z nich. Co najważniejsze, najbardziej udaną!

Barbara Gordon
‹Błąd porucznika Kwaśniaka›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBłąd porucznika Kwaśniaka
Data wydania1983
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
ISBN83-207-0603-3
Format40s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W sumie w serii tej w ciągu nieco ponad dwudziestu lat ukazało się sto czterdzieści sześć pozycji. Wkład Barbary Gordon nie był więc szczególny pod względem ilościowym. Ale przecież – wiem, to truizm – liczy się przede wszystkim jakość. A z tą u łódzko-warszawskiej pisarki nigdy nie było źle. Wszak byli autorzy, którym po wydaniu jednej książeczki nie złożono już następnej propozycji. Romans Larysy Zajączkowskiej-Mitzner (to jej prawdziwe personalia) z kryminalnym cyklem „Ewa wzywa 07…” rozpoczął się wcześnie; pierwsza mikropowieść „Filiżanka czarnej kawy” (1970) ukazała się jako szesnasta w kolejności; rok później światło dzienne ujrzało „Bez atu” (z numerem dwudziestym ósmym), a po dziewięciu latach przerwy – jako pozycja sto czternasta – „Dolina nocy”. Listę tę zamyka „Błąd porucznika Kwaśniaka”, który do sprzedaży trafił w 1983 roku, chociaż w tekście znajdują się pewne przesłanki sugerujące, że mógł on powstać znacznie wcześniej, może nawet w połowie lat 70.
Intryguje już informacja, jaka znalazła się na stronie tytułowej mikropowieści (cytuję ją w całości): „Być może niektórym czytelnikom historia ta wyda się nieprawdopodobna, ale zapewniam, że zdarzyła się ona w rzeczywistości. Opowiedział mi ją pewien ekspert medycyny sądowej, gdy zapytałam go o najbardziej niezwykły wypadek w jego praktyce”. Taki odautorski wstęp jedynie zaostrzał apetyt. Akcja „Błędu…” zaczyna się pewnej czerwcowej nocy, a tłem wydarzeń jest, jak można się domyślać, prowincjonalne miasto gdzieś na Dolnym Śląsku, w każdym razie w promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Opola. Na miejscowych ogródkach działkowych w ciągu dnia tętni życie, ale są i tacy, którzy zostają w postawionych na nich domkach również na noc. Jak chociażby emerytowany kolejarz Mateusz Łukasik, który z żoną Apolonią spędza tam całe wakacje. Ta noc, od której zaczyna się powieść, nie jest jednak taka, jak wszystkie dotychczasowe.
Kobietę budzi bowiem krzyk, jak zeznaje później w śledztwie, „jakby człowieka mordowano”. Wystraszona, wyrywa z twardego snu swego męża i prosi, aby sprawdził, czy coś poważnego się nie wydarzyło. Mateusz zbywa jednak żonę – raz, że jest bardzo śpiący, dwa, że nie ma wcale zamiaru narażać się i chodzić po nocy w pojedynkę, zwłaszcza jeżeli na działkach grasują jacyś bandyci. Dopiero rano postanawia zajrzeć do swego sąsiada, którym jest dyrektor miejscowego muzeum regionalnego Kazimierz Nowak. Nie zastaje go, ale jest za to jego młodsza o trzydzieści lat żona Jolanta oraz jej przyjaciel z dawnej pracy (kobieta przed ślubem pracowała w okienku na poczcie), listonosz Zenek Sikora. Przekonują oni Łukasika, że nic złego się nie wydarzyło. Ale z czasem okazuje się, że mogli się mylić… Nowak nie wraca bowiem do domu, nie pojawia się także, mimo nawału obowiązków, w miejscu pracy.
Po trzech tygodniach Jolanta, ponaglana przez Zenka, decyduje się zawiadomić o zadziwiającym zniknięciu męża Milicję Obywatelską. Ostatecznie sprawa trafia – trochę na „odczep się” – na biurko porucznika Jana Kwaśniaka, którego nawet jego bezpośredni przełożony określa mianem „mister przeciętności”. Czy ktoś taki może rozwiązać zagadkę? Bo co to za stróż prawa, którego porzuciła żona i który mieszka z matką. Który nie pije i nie pali. Którego nie interesuje piłka nożna. Który w wolnych chwilach czyta książki historyczne i chodzi z matką na wystawy. Z drugiej strony patrząc, skoro poszukiwanym jest dyrektor muzeum – to może właśnie Kwaśniak nadaje się najbardziej do roli poszukującego. W każdym razie poważnie traktujący swoje służbowe obowiązki porucznik przystępuje do badania sprawy. Nie ma oczywiście pojęcia, dokąd go ona zaprowadzi, lecz – na szczęście dla czytelnika – okaże się niezwykle zagmatwaną i ze wszech miar zajmującą. Na dodatek pozwalającą autorce przyjrzeć się bliżej specyfice handlu zabytkami w Polsce Ludowej.
Że Kwaśniak nie jest herosem ze stali ani też tytanem intelektu na miarę Sherlocka Holmesa czy porucznika Columbo (choć tego drugiego może akurat pod pewnymi względami przypominać), nie oznacza jednak, że jest kompletnym nieudacznikiem, który nadaje się jedynie do przeganiania staruszek przechodzących w niedozwolonym miejscu przez jezdnię. Ma mimo wszystko pewne cechy, które czynią go przyzwoitym śledczym – jest skrupulatny, pracowity i potrafi łączyć fakty. Nie jest mu też obca głębsza refleksja nad sprawą, co skłania go do zadawania sobie coraz bardziej dociekliwych pytań. Jeśli to prawda, co na początku stwierdziła autorka, że fabułę „Błędu…” napisało życie, trzeba przyznać, że bardzo się postarało. Historia poszukiwań Kazimierza Nowaka obfituje w zaskakujące zwroty akcji i jest bardzo nieoczywista. Włącznie z finałem, który rozgrywa się na wiedeńskim bruku, nad brzegiem Dunaju.
Spośród autorów peerelowskich „powieści milicyjnych” Barbara Gordon wyróżniała się jednym – kulturą słowa i zazwyczaj nienagannym stylem. Nawet jeżeli czasami można narzekać na intrygę, jej książki wciąż fajnie się czyta – są napisane wartko i znamionują nieprzeciętny talent literacki. Poza tym, w przeciwieństwie do wielu innych, są dopracowane, co – przynajmniej po części – można wyjaśnić tym, że nie powstawały jako tak zwane „gazetowce”, pisane często z dnia na dzień, bywało pewnie, że i na kolanie. W efekcie „Błąd porucznika Kwaśniaka” nawet po prawie czterech dekadach, jakie minęły od pierwszej publikacji, robi pozytywne wrażenie. A czym jest ów tytułowy „błąd”? Zdradzić oczywiście nie mogę, ale niech starczy sugestia, że wiąże się z płcią piękną. Jak widać, na jej uroki nie pozostaje obojętny nawet „arcyprzeciętny” milicjant z prowincjonalnej komendy. Czy rzutuje to na przebieg śledztwa? Cóż, konsekwencje mogą być poważne.
koniec
13 lutego 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zwycięzca bierze wszystko
Joanna Kapica-Curzytek

7 III 2021

Czechosłowacja lat 70. XX wieku, pokazana w „Legendzie o języku”, wcale nie wydaje się takim złym miejscem do życia. Można zrobić karierę, można studiować… Można w zasadzie wszystko, jeśli tylko nie wychodzi się poza reguły gry z wszechobecnym reżimem.

więcej »

Klasyka fantastyki outsiderskiej
Sławomir Grabowski

6 III 2021

Proza R. A. Lafferty’ego, choć czasem nie najłatwiejsza w odbiorze, jest zdecydowanie warta przypomnienia. „Najlepsze opowiadania” ukazują też oczywistą prawdę, że science fiction to raczej literatura krótkich form niż powieści, a także niesamowitych pomysłów, ukazujących świat z innej perspektywy, kwestionującej antropocentryzm.

więcej »

PRL w kryminale: Polskie porachunki pod italskim niebem
Sebastian Chosiński

5 III 2021

Tak, ten moment musiał w końcu nadejść! Zwłaszcza że w Polsce Ludowej dość rygorystycznie przestrzegano przepisów emerytalnych. Kto przekroczył odpowiedni wiek, był wysyłany na „zieloną trawkę”. Nawet doświadczony oficer milicji nie mógł być wyjątkiem. Nie powinno więc dziwić, że wydana w 1984 roku powieść Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego została zatytułowana „Major Downar przechodzi na emeryturę”. Ale czy na pewno?

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.