Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zofia Kossak
‹Topsy i Lupus›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTopsy i Lupus
Data wydania2015
Autor
IlustracjeDorota Łoskot-Cichocka
Wydawca Servire Veritati
ISBN978-83-88162-81-7
Format184s. 160×220mm
Cena30,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Mała Esensja: Przez szacunek dla zwierząt
[Zofia Kossak „Topsy i Lupus” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Wydana oryginalnie w 1931 roku powieść dla młodzieży „Topsy i Lupus” jest nie tylko historyjką o przygodach dwóch tytułowych psów. Jej głównymi bohaterami nie jest także para małoletnich kuzynów, przemierzających w ówczesnych czasach prawie-samotnie w poprzek całą Rzeczpospolitą. Przede wszystkim traktuje o mądrości zwierząt.

Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Przez szacunek dla zwierząt
[Zofia Kossak „Topsy i Lupus” - recenzja]

Wydana oryginalnie w 1931 roku powieść dla młodzieży „Topsy i Lupus” jest nie tylko historyjką o przygodach dwóch tytułowych psów. Jej głównymi bohaterami nie jest także para małoletnich kuzynów, przemierzających w ówczesnych czasach prawie-samotnie w poprzek całą Rzeczpospolitą. Przede wszystkim traktuje o mądrości zwierząt.

Zofia Kossak
‹Topsy i Lupus›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTopsy i Lupus
Data wydania2015
Autor
IlustracjeDorota Łoskot-Cichocka
Wydawca Servire Veritati
ISBN978-83-88162-81-7
Format184s. 160×220mm
Cena30,—
Gatunekdla dzieci i młodzieży
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Powieść rozpoczyna się przedstawieniem głównych postaci. Julek ma dziesięć lat, a jego stryjeczny brat Władek dwa lata więcej. Wkrótce wyjadą na naukę do gimnazjum, więc korzystają póki mogą z radości wiejskiego lata – wraz ze swymi wiernymi towarzyszami: półtorarocznym muskularnym wilczurem Lupusem (z którego błyszczących oczu wyzierają zuchwałość, wesołość i spryt) oraz jego żywym przeciwieństwem: grubym francuskim półbuldogiem o kwadratowej komicznej mordzie, wielkich, sterczących sztywno uszach nietoperza i krótkiej sierści (którego wystające kły nadają mu groźny wygląd, maskując jego lękliwe i łagodne usposobienie) o imieniu Topsy.
Psy te Zofia Kossak – autorka powieści – znała doskonale, gdyż mieszkały z jej rodzicami od szczeniaka. Na tyle, że przez sporą część książki świat oglądamy ich właśnie oczami, czytamy ich rozmowy ze sobą i innymi zwierzętami, poznajemy także ich myśli – i wygląda to bardzo wiarygodnie. Spisując ich wymyśloną wielką przygodę, do umiejętności zwierząt pisarka dodała niewiele. Bazując na prawdziwych – jak sama dodała w przypisie – eksperymentach naukowych (o których zapewne czytała w prasie lub stosownych opracowaniach) z psem z Mannheim oraz końmi z Elberfeldu (w treści poznajemy ich efekty dzięki opowieści odwiedzającego dom profesora), przydała Topsemu umiejętność – przychodzącą stopniowo, na skutek cierpliwej nauki – liczenia, układania obrazków z klocków oraz – co brzmi najbardziej fantastycznie – porozumiewania się z ludźmi przy pomocy specjalnego alfabetu, gdzie każdą literę zastępuje odpowiednia liczba uderzeń łapą. Niech jednak Was nie zniechęca wizja psa składającego zdania w języku polskim literka po literce! To tylko pretekst…
Staje się bowiem tak, że krótko przed początkiem następnych wakacji Topsy trafia do przejeżdżającego przez Bielsko-Białą cyrku. Dla uproszczenia (i niezdradzania fabuły) powiedzmy, że zostaje porwany. Właściciel objazdowego przedstawienia, gruby dyrektor Slawiczek, doskonale zdaje sobie sprawę z wartości takiego zwierzęcia – oraz z tego, że jego właściciele będą go szukać. Zarządza więc wyjazd… Gdy Julek i Włodek wracają ze szkoły, dowiadują się o zniknięciu psa – oraz ich kolegi Francka, który szedł ponoć do Bielska szukać pracy i też zaginął bez śladu. Wkrótce rodzina otrzymuje tajemniczy anonim, informujący o przetrzymywaniu Topsego przez cyrk „Gloria” – który, jak się dorośli szybko dowiadują – z Bielska wyjechał już do Katowic. Julek w trakcie roku szkolnego został harcerzem, Władek był nim już wcześniej, pytają więc rodziców o pozwolenie na to, by sami mogli dogonić cyrk i, sprawdziwszy, czy naprawdę jest w nim Topsy, zawiadomić o sprawie policję. Rodzice zgadzają się na to i otaczają chłopców dyskretną opieką: pisząc listy do znajomych oraz policji, prosząc w nich o udzielenie pomocy w razie potrzeby.
Julek jest dość łatwowiernym, naiwnym chłopcem, przez co łatwiej wpadającym w tarapaty. Nasi przyjaciele szybko przez niego tracą wszystkie pieniądze. Władek, dwa lata starszy (w tym momencie mający więc ok. 13 lat), jest wyraźnie o te dwa lata mądrzejszy. Trasa, którą przebywa cyrk – a w ślad za nim chłopcy – nie jest żadną tajemnicą, wydrukowana została na wewnętrznej stronie okładki, a także była jedną z przyczyn cenzury narzuconej na wydania w czasach PRL: z Bielska na północ do Katowic i Lublińca (do granicy z Niemcami), a stamtąd przez Kraków i Przemyśl do Lwowa, Brodów i Krzemieńca (do granicy z ZSRR, w powieści zwanym Bolszewią, przedstawionym zdecydowanie i jednoznacznie negatywnie). W tej podróży – odbywanej pociągiem, autem oraz na piechotę – chłopcy poznają wiele ciekawych osób. Uczciwie pracując (m.in. pomagając w polu) by zdobyć pieniądze na żywność i dalszy transport, zyskują szacunek dorosłych, z którymi rozmowy stanowią pretekst, służący pisarce do przedstawienia innych historii i ciekawostek, dowodzących wysokiej inteligencji zwierząt – także tych „zwyczajnych”, znanych (wówczas) z każdego gospodarstwa domowego. W tej sytuacji nie dziwi także włożona w usta jednego z rozmówców pochwała wegetarianizmu.
Wydaje się, że właśnie przedstawienie mądrości „zwykłych” zwierząt było głównym celem spisania tej powieści. Przekonanie dzieci i młodzieży, że nie te (a raczej: nie tylko te) zwierzaki są mądre, które potrafią wykonywać przeróżne „sztuczki”, lecz – na swój sposób – wszystkie. Że rozum ma i pies, i koń, i osioł, i papuga – wszystkim im należy się więc stosowny szacunek.
Nie tylko jednak opisy zachowań zwierząt potrafią czytelnika – także współczesnego – wzruszyć (jak choćby opowieść o ośle, przeczuwającym swój koniec). Przedstawiając świat ówczesny, Zofia Kossak opisała go wiernie, realistycznie, niektóre fragmenty kierując jednak jakby do czytelnika starszego. Na zakończenie pozwolę sobie zacytować właśnie taki, dość długi akapit (ba! to jest jedno zdanie!), opowiadający o życiu codziennym objazdowego cyrku. Spisany ekspresyjnym językiem, wyróżniającym się na tle reszty, zamieszczony, jak sądzę, nie po to, by porwanie psa usprawiedliwić, lecz raczej – by czytelnik mógł zrozumieć, dlaczego artyści zachowali się tak, jak się zachowali. A może też po to, by dzieci nie chciały „w świat z cyrkiem iść”?
Cyrk nie zatrzymywał się nigdzie dłużej, jak dwa, trzy dni, trzeba było przeto prawie codziennie niezliczoną ilość ławek składanych, skrzyń, płócien zapakować, przewieźć, wyładować, rozbić, złożyć, zaciągnąć, zasznurować, wklinować w ziemię, rozstawić, rozlepić afisze, założyć przewody dla oświetlenia, przebrać się, na cuchnącą od potu i brudu koszulę wciągnąć śnieżne atłasowe ubranie z różową kryzą, ubielić twarz, wdziać na nią beztroski uśmiech, jak się wkłada przyprawiony nos, sprężyć zmęczone, utrudzone muskuły, by utrzymywały w równowadze ciało, ryzykować skręcenie karku, patrzeć tępo w setki roześmianych, szczęśliwych twarzy, myśleć, że dobrze, iż biją brawa, bo dyrektor będzie kontent, lecz niedobrze, bo trzeba będzie bisować najtrudniejszy efektowny skok w powietrzu, a sił już brak, nareszcie po przedstawieniu z westchnieniem ulgi zedrzeć z siebie uśmiech, nos, atłasy – dowiedzieć się, że wieczerzy nie ma, bo Michalina nie zdążyła jej ugotować i z pustym żołądkiem, pustą głową, zwalić się na wiązkę słomy, czy worek, by wśród zwierzęcego smrodu i zaduchu przespać cztery godziny dzielące od świtu.
koniec
22 lutego 2020

Komentarze

22 II 2020   13:48:03

Yay, Topsy i Lupus!!! Uwielbiałam tę książkę i wypożyczałam z biblioteki chyba ze cztery razy. Tylko że... kompletnie nie pamiętam, że tam była jakaś wędrówka jakichś dzieci! Pamiętam tylko rozmawiające między sobą zwierzęta (bardzo realistycznie - porozumiewały się w dużej mierze fuknięciami i prychnięciami), okrutnego dyrektora cyrku i owszem - poszukiwania pieska, chociaż mam wrażenie, że prowadzone głównie przez jego czworonożnego kumpla... Czy to możliwe, że wydano jakąś wersję okrojoną? Skoro piszesz o cenzurze?
...nawiasem mówiąc, kto tej pięknej książce dał taką infantylną okładkę, ratunku, to powinno być karalne. "Moje" wydanie miało śliczne, realistyczne grafiki, chyba Janusza Grabiańskiego.

22 II 2020   19:25:37

Cenzura PRL-owska polegała na skróceniu trasy na wschód do Przemyśla. Wycięto Kresy i zapewne negatywny stosunek do tego, co za wschodnią granicą.

22 II 2020   21:10:07

Cenzura nie tylko usunęła opis tego, co znajdowało się za wschodnią granicą - faktycznie bardzo, bardzo negatywny. Zmieniono też jedno wydarzenie, kluczowe dla akcji i losów Topsy'ego.
Miałam przyjemność przeczytać tą książkę w wersji zmienionej, a potem dostać w swoje ręce wydanie przedwojenne - jako dziecko nie orientujące się jeszcze w cenzurze byłam zdumiona rozbieżnościami.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zwycięzca bierze wszystko
Joanna Kapica-Curzytek

7 III 2021

Czechosłowacja lat 70. XX wieku, pokazana w „Legendzie o języku”, wcale nie wydaje się takim złym miejscem do życia. Można zrobić karierę, można studiować… Można w zasadzie wszystko, jeśli tylko nie wychodzi się poza reguły gry z wszechobecnym reżimem.

więcej »

Klasyka fantastyki outsiderskiej
Sławomir Grabowski

6 III 2021

Proza R. A. Lafferty’ego, choć czasem nie najłatwiejsza w odbiorze, jest zdecydowanie warta przypomnienia. „Najlepsze opowiadania” ukazują też oczywistą prawdę, że science fiction to raczej literatura krótkich form niż powieści, a także niesamowitych pomysłów, ukazujących świat z innej perspektywy, kwestionującej antropocentryzm.

więcej »

PRL w kryminale: Polskie porachunki pod italskim niebem
Sebastian Chosiński

5 III 2021

Tak, ten moment musiał w końcu nadejść! Zwłaszcza że w Polsce Ludowej dość rygorystycznie przestrzegano przepisów emerytalnych. Kto przekroczył odpowiedni wiek, był wysyłany na „zieloną trawkę”. Nawet doświadczony oficer milicji nie mógł być wyjątkiem. Nie powinno więc dziwić, że wydana w 1984 roku powieść Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego została zatytułowana „Major Downar przechodzi na emeryturę”. Ale czy na pewno?

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Różnorodny świat zwierząt
— Joanna Kapica-Curzytek

Za dużo grzybów w barszczu
— Marcin Mroziuk

Słodka pokusa
— Marcin Mroziuk

Zdziwniej i zdziwniej
— Wojciech Gołąbowski

Dzieje się sporo!
— Joanna Kapica-Curzytek

Poszukiwacze przygód łatwo nie rezygnują
— Marcin Mroziuk

Perypetie szkolne i ogrodowe
— Marcin Mroziuk

Kura, cenzura oraz wiele innych rzeczy
— Joanna Kapica-Curzytek

Staruszek nie trzeba się bać
— Marcin Mroziuk

Odwaga ma swoje granice
— Marcin Mroziuk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.