Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 12 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zofia Kossak
‹Puszkarz Orbano›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuszkarz Orbano
Data wydania2017
Autor
IlustracjeBartłomiej Grudzień
Wydawca Servire Veritati
ISBN978-83-88162-89-3
Format201s. 145×205mm
Gatunekdla dzieci i młodzieży, historyczna
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Mała Esensja: Na własne życzenie
[Zofia Kossak „Puszkarz Orbano” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Faktem historycznym jest upadek Konstantynopola w maju 1453 roku, zdobytego przy użyciu wielkich dział (bombard) wykonanych przez węgierskiego inżyniera Orbana, którego projekty zostały wcześniej w stolicy Cesarstwa Wschodniorzymskiego wyśmiane. Zofia Kossak w „Puszkarzu Orbano” (wydanej w 1936 roku) przydała mu nastoletniego syna i poprowadziła akcję głównie oczami chłopaka.

Wojciech Gołąbowski

Mała Esensja: Na własne życzenie
[Zofia Kossak „Puszkarz Orbano” - recenzja]

Faktem historycznym jest upadek Konstantynopola w maju 1453 roku, zdobytego przy użyciu wielkich dział (bombard) wykonanych przez węgierskiego inżyniera Orbana, którego projekty zostały wcześniej w stolicy Cesarstwa Wschodniorzymskiego wyśmiane. Zofia Kossak w „Puszkarzu Orbano” (wydanej w 1936 roku) przydała mu nastoletniego syna i poprowadziła akcję głównie oczami chłopaka.

Zofia Kossak
‹Puszkarz Orbano›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuszkarz Orbano
Data wydania2017
Autor
IlustracjeBartłomiej Grudzień
Wydawca Servire Veritati
ISBN978-83-88162-89-3
Format201s. 145×205mm
Gatunekdla dzieci i młodzieży, historyczna
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Puszkarz, czyli wytwórca armat, zwanych bombardami. Pierwotnie budowane były z listew łączonych pierścieniami, na przełomie XIV i XV wieku udoskonalono je i zaczęto odlewać z brązu. Miały krótką lufę, szerszą u wylotu niż na dnie, a nośność ich wynosiła 200-600 metrów. W połowie XV wieku Węgier (prawdopodobnie) z pochodzenia, niejaki Orbano, przedstawia plany super-bombardy (o innym nieco kształcie) doży Wenecji oraz podeście Genui, ci jednak wyśmiewają go, uważając za szaleńca – zwłaszcza gdy twierdzi, że „o dwie mile poniesie pocisk blisko półtora tysiąca funtów ważący”, a co więcej, mieć przy tym będzie jeszcze impet by skruszyć mur, w który uderzy.
Wraz z całą swą rodziną konstruktor przenosi się więc do Konstantynopola, uważanego za siedlisko wiedzy, nauki. Tu dokańcza prace, wszystko wylicza (wraz z kosztami odlania potwora długiego na kilka metrów), po czym przedstawia projekt cesarzowi, zwierzchnikowi sił zbrojnych, cesarskiemu doradcy – z podobnym efektem. Bliski obłędu, wybiega z pałacu, a nie chcąc zmarnować dziesięciu lat pracy, odchodzi z miasta, gotów udać się choćby do diabła, jeśli ten go zechce wysłuchać…
…i spotyka go w osobie sułtana tureckiego, Mehmeda II. Ten uważa zdobycie Bizancjum za cel swego życia, a już raz zmuszony do przerwania oblężenia i wycofania się, przyjmuje Orbana z otwartymi ramionami, gotów wydać fortunę na odlanie bombardy zdolnej zniszczyć przemyślne mury miasta.
Umocnienia te są wysokie, grube i położone jedne za drugimi. Od wieków zapewniają bezpieczeństwo mieszkańcom – Grekom, Italczykom, Genueńczykom i przedstawicielom wielu innych narodów cesarstwa, żyjącym w lekceważącym zagrożenie błogostanie. Zajęci rozrywkami, bogaceniem się z handlu oraz korupcji, nie chcą zauważyć, że mury te nie tyle zaczynają się sypać, co na skutek wieloletnich zaniedbań nadają się jedynie do natychmiastowego remontu. Przybyły z Rzymu kardynał ofiaruje na ten cel własne pieniądze, ale te – jak się wkrótce okazuje – trafiają głównie do kieszeni ważnych osób, a same roboty przy murze prowadzone są byle jak, najtańszym kosztem, głównie w celu pisania zadowalających wszystkich raportów.
Ilustracja z książki
Ilustracja z książki
Mieszkańcy stolicy wierzą w kilka przepowiedni. Jedna z nich mówi, że jeśli nawet wróg wedrze się do miasta, nie przekroczy kolumny Konstantyna Wielkiego, bo wtedy z nieba zstąpi anioł i wszystkich ocali. Druga, że nikt nie zdobędzie miasta, nim statki nie będą płynąć po lądzie. Ale o ile ta pierwsza nigdy się nie spełniła (mieszkańcy, którzy tam się zgromadzili, zostali w większości wymordowani), o tyle historycy potwierdzają, że wypełnienie się drugiej istotnie miało miejsce. Turecka flota, nie mogąc wedrzeć się do zatoki Złotego Rogu (wejście chronione było między innymi przez gruby, rozciągnięty w poprzez łańcuch) i znajdującego się w niej portu, przy pomocy wozów drewnianych, bali drewna i sił tysięcy niewolników przewiozła kilkadziesiąt okrętów ścieżką przez wzgórza Galackie, wodując je w bezpiecznej odległości od strzeżonego wejścia.
Na te wydarzenia spoglądamy głównie oczami nastoletniego Mario Orbano, syna puszkarza. Będąc świadkiem odejścia ojca, nie chce uwierzyć, że przeszedł na stronę Turków. By obalić tę pogłoskę, potajemnie przekrada się do obozu wroga, gdzie o mało nie zostaje zabity na miejscu – ale, ku swemu zdziwieniu, ocala go jego własne nazwisko. Skoro jest synem ważnej postaci, której sprzyja sam sułtan, może po obozie poruszać się swobodnie. Z przerażeniem odkrywa, że istotnie – ojciec, uważany za zmarłego, pomaga śmiertelnemu wrogowi zdobyć własne miasto, skazując rodzinę na niechybną śmierć.
Mapa oblężenia Konstantynopola, z zaznaczonym lądowym przejściem floty.<br/>Za: commons.wikimedia.org
Mapa oblężenia Konstantynopola, z zaznaczonym lądowym przejściem floty.
Za: commons.wikimedia.org
Powieść pochyla się nad wieloma zagadnieniami – obok wspomnianej już drążącej państwo korupcji i rozleniwiającego błogostanu, poprzez brak umiejętności i siły charakteru osób stojących na wysokich stanowiskach, po te najważniejsze: czy winna jest broń, czy ręka, która tej broni używa? Czy inżynier i wytwórca armaty ponosi winę za skutki jej użycia? Czy winny zagładzie miasta jest ten, który został przezeń wyśmiany i odtrącony, czy raczej bardziej ci, którzy żyjąc w nim, nie zamierzają wydawać ani grosza na sposobienie się do jego obrony, za wszelkie zło zrzucając zawsze winę na innych?
Ucząc historii i, po części, geografii tego rejonu, Zofia Kossak nie potrafiła jednak nadać „Puszkarzowi Orbano” takiej porywającej mocy, jak to było w przypadku powieści „Topsy i Lupus”. Znając losy miasta, wiedząc z góry, jak się wszystko skończy, nie potrafiłem się wciągnąć w akcję, w wewnętrzną (a potem całkiem zewnętrzną także) walkę chłopaka, w jego rozterki i próby ratowania stolicy. W końcu skoro Bizancjum postanowiło zginąć „na własne życzenie” (a rodzinie puszkarza udało się wcześniej bezpiecznie opuścić miasto), czymże się tu przejmować?
koniec
26 lutego 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Na kresach imperium
Miłosz Cybowski

11 IV 2021

Wydaje się, że główną z zalet monografii „Wojna rosyjsko-perska 1826-1828” Pawła Borawskiego miała być niszowość poruszanego tematu, który nie doczekał się zbyt wiele uwagi ze strony polskich historyków. To jednak zbyt mało, by uczynić z książki interesującą lekturę.

więcej »

Wyjątkowa
Joanna Kapica-Curzytek

10 IV 2021

Dystopijna powieść „Klara i słońce” pokazuje nam, jak może wyglądać transhumanistyczny świat, w którym człowiek współistnieje z inteligentną maszyną, zaprojektowaną, by przezwyciężać jego ograniczenia. To rzeczywistość budząca niejedną refleksję.

więcej »

PRL w kryminale: Kto chce „oskubać” piękną nastolatkę?
Sebastian Chosiński

9 IV 2021

„Goryl z Wołomina” to druga z czterech powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, jakie ukazały się drukiem dopiero po śmierci pisarza. W książce nie pojawia się wprawdzie żadna data ani inna wskazówka, które pozwoliłyby określić dokładniej czas powstania tego kryminału, ale chyba nie będzie obarczone zbyt dużym błędem stwierdzenie, że musiało się to stać w drugiej połowie lat 80. ubiegłego wieku.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Przyznać się proszę – kto wrzucił komiks do pralki?
— Wojciech Gołąbowski

Powrót trudny w dwójnasób
— Wojciech Gołąbowski

Grunt to dawkowanie
— Wojciech Gołąbowski

I kto to mówi
— Marcin Mroziuk

Różnorodny świat zwierząt
— Joanna Kapica-Curzytek

Za dużo grzybów w barszczu
— Marcin Mroziuk

Słodka pokusa
— Marcin Mroziuk

Zdziwniej i zdziwniej
— Wojciech Gołąbowski

Dzieje się sporo!
— Joanna Kapica-Curzytek

Poszukiwacze przygód łatwo nie rezygnują
— Marcin Mroziuk

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.