Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Ursula K. Le Guin
‹Wracać wciąż do domu›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWracać wciąż do domu
Tytuł oryginalnyGifts / Powers / Voices / Changing Planes / Always Coming Home
Data wydania13 listopada 2018
Autor
PrzekładMaciejka Mazan, Joanna Wołyńska, Barbara Kopeć-Umiastowska
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklKroniki Zachodniego Brzegu
ISBN978-83-8123-885-4
Format1184s. 150×231mm; oprawa twarda
Cena69,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Dom duszy
[Ursula K. Le Guin „Wracać wciąż do domu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
1 2 »
Zbiorcze wydanie prozy Ursuli K. Le Guin oprócz tytułowego „Wracać wciąż do domu” i wydanego już wcześniej pierwszego tomu trylogii o mieszkańcach Zachodniego Brzegu pt. „Dary” zawiera także niepublikowane wcześniej w Polsce dwa pozostałe tomy („Głosy” i „Moce”) oraz zbiór opowiadań „Międzylądowania”.

Beatrycze Nowicka

Dom duszy
[Ursula K. Le Guin „Wracać wciąż do domu” - recenzja]

Zbiorcze wydanie prozy Ursuli K. Le Guin oprócz tytułowego „Wracać wciąż do domu” i wydanego już wcześniej pierwszego tomu trylogii o mieszkańcach Zachodniego Brzegu pt. „Dary” zawiera także niepublikowane wcześniej w Polsce dwa pozostałe tomy („Głosy” i „Moce”) oraz zbiór opowiadań „Międzylądowania”.

Ursula K. Le Guin
‹Wracać wciąż do domu›

EKSTRAKT:90%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWracać wciąż do domu
Tytuł oryginalnyGifts / Powers / Voices / Changing Planes / Always Coming Home
Data wydania13 listopada 2018
Autor
PrzekładMaciejka Mazan, Joanna Wołyńska, Barbara Kopeć-Umiastowska
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklKroniki Zachodniego Brzegu
ISBN978-83-8123-885-4
Format1184s. 150×231mm; oprawa twarda
Cena69,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Właściwie nie umiem wytłumaczyć, dlaczego nie sięgnęłam po ten tom zaraz po jego wydaniu. Może dlatego, że pierwsza część „Darów”, pomimo otwartego zakończenia wydała mi się zamkniętą opowieścią. Po cichu liczyłam też na to, że w serii zbiorczych wydań ukażą się wszystkie utwory prozatorskie amerykańskiej pisarki i wtedy kupię sobie całość – w innym przypadku nie widziałam zbytniego sensu w dublowaniu książek w swojej biblioteczce. Szczerze pisząc, wolałabym, aby zamiast zbioru wpisów na bloga i tomiku poezji, ukazała się część zawierająca brakujące do kompletu „Oko czapli”, „Jesteśmy snem”, „Dziewczyny Bufallo…”, czy „Otwarte przestworza”. Szkoda, że tak się nie stało, jednak i tak wypada pochwalić Prószyńskiego za serię eleganckich, porządnie wydanych książek zawierających także utwory wcześniej niepublikowane w języku polskim.
W czasach studenckich nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie dla przyjemności i kiedy po kilkuletniej przerwie zaczęłam ponownie, poczułam się, jakbym wróciła do domu. Z twórczością Ursuli K. Le Guin było podobnie o tyle, że jej powieści i opowiadania były lekturami mojego dzieciństwa i lat dorastania, potem zaś sięgałam po nie jedynie sporadycznie. Także w tym przypadku – czytanie „Wracać wciąż do domu” tym właśnie się okazało.
O książkach i wolności
Na temat „Darów”, pisałam już wcześniej, więc nie będę się powtarzać. Moje obawy odnośnie dalszych losów bohaterów okazały się płonne – głównie dlatego, że protagonistami „Głosów” i „Mocy” są inni, Orrec i Gry pojawiają się zaś w tych tomach już jako dorośli ludzie, odpowiednio na drugim i trzecim planie.
„Kroniki Zachodniego Brzegu” są klasyfikowane jako literatura dla nastolatków. Owszem, czytelnik poznaje bohaterów jako dzieci i obserwuje ich dorastanie, ale jeśli porównam te książki ze znanymi mi, ostatnio pisanymi młodzieżówkami fantasy, to różnica jest bardzo duża (na niekorzyść tych nowszych, przeważnie będących prostymi opisami nastoletnich fantazji). Nie ma tutaj dosadnych scen seksu i przemocy, ale tych nigdy w książkach Le Guin nie było. Jeśli zaś chodzi o obraz świata oraz przedstawienie tego, jak bohaterowie znajdują przezeń własną drogę, to powieści te są dojrzalsze i głębsze od zdecydowanej większości obecnie pisanej fantasy dla dorosłych.
Każdy tom trylogii opowiada o relacjach międzyludzkich, braniu odpowiedzialności za siebie i innych, konieczności dokonywania wyboru. Każdy z bohaterów musi zdecydować, co dla niego jest ważne, kim zostać, czemu być wiernym. Są to książki o wartości tradycji i więzi, ale także o tym, że to, co zastane, trzeba kwestionować. Zadawać pytania, czemu służy ustalony porządek rzeczy, co z tego jest wartościowe. Dziecięcy bohaterowie przyjmują okoliczności i zasady, w jakich ich wychowano, jako coś oczywistego, nawet jeśli warunki są trudne czy wręcz okrutne. Potem jednak – każde z nich w nieco innym momencie – uczą się, że nie jest to jedyna możliwa ścieżka – a czasem i tego, że cały system, który wcześniej uważali za uświęcony, opiera się na wyzysku i krzywdzie.
Ursula Le Guin miała rzadki dar tworzenia wiarygodnych społeczności opartych na zasadach odmiennych od tych, na jakich zbudowano szeroko pojętą zachodnią cywilizację. Także tutaj ten talent się objawia – każda przedstawiona na kartach trylogii grupa etniczna ma swoje zwyczaje, poglądy, sposób życia, który uważa za właściwy. Le Guin pokazuje ich wszystkich „od wewnątrz”, sprawia, że czytelnik patrzy na świat ich oczami. To zawsze jest ciekawe doświadczenie. Uważam tę cechę jej pisarstwa za jedną z najcenniejszych; pozwala otworzyć umysł, na krótką chwilę wykroczyć poza siebie i spojrzeć z zewnątrz, zdziwić się czymś, co wcześniej było oczywiste, a zaakceptować coś, co odmienne. Wśród rzeczy, za które jestem życiu wdzięczna, jest to, że miałam okazję poznać twórczość Le Guin na tyle wcześnie, by wpłynęło to na mój sposób postrzegania świata. Tak wielu dorosłych nigdy nie zadało pytań, które postawili sobie bohaterowie „Darów”, „Głosów” i „Mocy”.
Pisarka często pokazuje też swoje światy z innej strony, niż to zwykle bywa w fantasy – jak np. w „Mocach”, gdzie oblężenie miasta zostaje opisane z perspektywy niewolników i kobiet, nie biorących udziału w walkach. Wiarygodność powieściowego uniwersum budują eleganckie opisy, jak choćby te:
„Z morza i wszystkich wychodzących na zachód okien w mieście widać białą górę Sul, otoczoną chmurami, które unoszą się nad nią jak jej sny.”
„Gdyby wieczność miała porę roku, byłaby nią pełnia lata. Jesień, zima, wiosna są zmienne i przechodnie, ale pełnia lata to bezruch. Trwa tylko przez chwilę, lecz dopóki jest, wszyscy czują, że nie może się zmienić.”
„Nad wodą i trzcinami położył się przejrzysty niebieskozielonobrązowy mrok. Wieczorna gwiazda drżała jak kropla wody nisko na zachodzie.”
Aż kusi mnie, by stwierdzić, że dziś, w dobie pośpiesznej, powierzchownej narracji już się tak nie pisze, a już zwłaszcza fantastyki.
„Kroniki zachodniego brzegu” to także opowieść o mocy literatury i miłości do czytania. Słowo pisane otwiera bohaterom oczy na świat poza ich najbliższym otoczeniem, towarzyszy im w trudnych chwilach, daje nadzieję. Wszyscy oni kochają opowieści, przeżywają je, czynią częścią samych siebie, wreszcie – tworzą własne. One uwalniają ich umysły, co z kolei pozwala bohaterom świadomie zmienić swoje życie.
Trylogia nie jest pozbawiona wad – przede wszystkim ktoś, kto zna inne utwory pisarki, dostrzeże pewną powtarzalność motywów, typów postaci, przebiegu fabuły. Stosunkowo bezkrwawe rozwiązanie pewnego wieloletniego konfliktu wydało mi się nieprawdopodobne – ludzie, którzy na rzecz pokoju rezygnują z zemsty i przemocy, gdy mają ją w zasięgu ręki? Widać Le Guin miała lepsze mniemanie o naszym gatunku. Albo przynajmniej przekonanie, że warto propagować postawę zwracania się w stronę tworzenia i porozumienia, zamiast niszczenia i konfliktu. W trzecim tomie wędrówka bohatera nieco mi się dłużyła. Wszystko to blednie jednak w obliczu przyjemności obcowania z dobrą literaturą, która potrafi i skłonić do refleksji, i głęboko wzruszyć (to drugie już od lat mi się nie zdarzyło).
Niebo nad Doliną
„Wracać wciąż do domu” to jedna z najdziwniejszych, jeżeli nie najdziwniejsza z rzeczy, które wyszły spod pióra amerykańskiej pisarki. Książka nietypowa, eksperymentalna. Nie zdobyła wielkiego rozgłosu. Nierzadko zastanawiałam się, co by było, gdyby nazwiska Le Guin nie kojarzono głównie z fantastyką – czy wtedy pozycja ta miałaby szansę dotrzeć do większej liczby odbiorców?
„Wracać…” sprawia wrażenie utworu, który powstał z czystej pasji, z „pisania dla siebie”. To obraz świata, wizja przyszłości inna od standardowych przewidywań SF. Całość jest mozaiką, z której ten świat się wyłania. Znalazła się tutaj opowiedziana w odcinkach historia przypominająca zwykłą mikropowieść. Reszta to natomiast, jak sama autorka nazywa, „okruchy”. Coś w rodzaju notatek etnografa, badającego nowy lud, a więc fragmenty prozy, podania, poezje – od filozoficznych wierszy i pieśni śpiewanych umierającym, po rubaszne przyśpiewki (do oryginalnego wydania dołączona była także kaseta z muzyką, co pokazuje, że Le Guin udało się zarazić swoją wizją innych, gdyż tę muzykę skomponował dla niej znajomy, zaś jeszcze inna osoba narysowała mapy i ilustracje), opisy przedstawień, wywiady z mieszkańcami Doliny, słowniczek… Ale też informacje na temat wierzeń, rytuałów i tabu, symboliki, postrzegania czasu, klasyfikowania form narracyjnych, architektury i planowania miast. Znalazły się tu diagramy pokrewieństwa, fragment stylizowany na wypracowanie dziecka, ba, nawet przepisy kulinarne. Na użytek książki Le Guin wymyśliła gatunki literackie i dramatyczne – oczywiście w tomie znalazły się też przykłady ich realizacji. Co pewien czas pojawiają się mniej lub bardziej klarowne fragmenty, w jakich postać, którą w pewnym przybliżeniu można by nazwać narratorką (poszczególne opowiadania i fragmenty mają swoich narratorów a wiersze – swoje podmioty liryczne), albo może raczej duchem przewodnim tomu, zwraca się bezpośrednio do czytelnika. Czasem odsłania swoje zamysły, czy zaprasza do współudziału w tworzeniu tego świata, do zatrzymania się w pędzie, refleksji, wyjścia do świata, innym razem wygłasza mniej lub bardziej spójny monolog. „Jestem siostrą Adolfa Hitlera oraz Anny Frank” – mówi w jednym z nich.
Społeczeństwo przedstawione we „Wracać…” jest bardzo różne od naszego. Chwilami aż idylliczne – życie poza kieratem dążenia do posiadania więcej niż inni, osiągania więcej niż inni, bycia lepszym. Bez pędu i hierarchii, bez obsesji współczesnej cywilizacji. Życie spokojne, w zgodzie z naturą. Lud Doliny nie pracuje ponad siły, a swój wolny czas wykorzystuje na rytuały i tworzenie sztuki. Choć, jak się głębiej nad tym zastanowić, są to małe społeczności ze wszystkimi tego wadami, całe ich życie obraca się dookoła kultywowania obyczaju. Co, jeśli ktoś nie pasuje do tego wzorca?
1 2 »

Komentarze

04 III 2020   20:58:18

Jak na zamówienie w piątek w Warszawie będzie premiera spektaklu według „Wracać wciąż do domu”. Ciekawe jak im się udała adaptacja.
http://trwarszawa.pl/spektakle/wracac-wciaz-do-domu/

05 III 2020   10:07:13

"Aż kusi mnie, by stwierdzić, że dziś, w dobie pośpiesznej, powierzchownej narracji już się tak nie pisze, a już zwłaszcza fantastyki."
Jeszcze zależy od wydawcy. Wiem z wiarygodnego źródła o kastrowaniu opisów. I nie był to jakiś barokowo wybujały język, hm, jak by to powiedzieć, żeby nie zdradzić zbyt wiele... Może tak: wyobraźmy sobie, że ktoś porównuje pewne kolory do tego, jak opalizuje rozlana na wodzie benzyna. A redakcja: po co takie detale?

05 III 2020   13:57:33

Oficjalna premiera w piątek, ale pierwsze przedstawienie już dzisiaj (05-03), i jest całkiem sporo wolnych miejsc.

05 III 2020   15:35:47

@ Spriggana - ciekawe

Cóż, jest tam bardzo dużo materiału, tylko trzeba by to rozsądnie przebrać. Gdyby to ode mnie zależało - to powybierałabym formy dramatyczne z tekstu, bo są to gotowe sztuki i to jeszcze z opisem inscenizacji i przeplotła je wierszami i piosenkami/pieśniami. Może któreś z monologów Pandory też by się dało włączyć w charakterze interludiów.
Ale widzę, że sądząc z opisu to chyba skupią się na części książki o losach Mówikamień - gdzie jest najwięcej fabuły.

Ważna byłaby także bardzo plastyczna strona - scenografia i kostiumy, żeby były bogate, dopracowane, żeby ktoś wymyślił dla tego ludu też jakąś estetykę, żeby to miało w sobie nieco egzotyki.

Da się to zrobić dobrze, ale trzeba by w to serca i pracy dużo włożyć i przede wszystkim podejść z szacunkiem i zrozumieniem dla literackiego pierwowzoru.

@ Achika
Smutne to bardzo. Mnie się właśnie takie wstawki podobają, one wyróżniają tekst na tle innych, a tak, mamy dziesiątki książek "od sztancy", których światy nie mają ciężaru, które się czyta i zapomina, bo niczym się nie wyróżniają.

W takim razie dobrze, że zdecydowałam się na własną stronę zamiast dalszych prób wysyłania, przynajmiej publikuję tak, jak uważam.

06 III 2020   12:20:20

Trzeba pamiętać, że pomimo tych pięknych, bogatych opisów, powieści LeGuin zawsze były treściwe. Dzisiaj obserwuje się odwrotny trend, książki ciągną się na setki a nawet i tysiąc stron, a literackości w tym za grosz. Jakby tego było mało, fabuły też nie ma zbyt wiele, po lekturze człowiek zastanawia się, co zajmowało tyle czasu i na co właściwie poświęcono tyle papieru, jeżeli po całości w głowie pozostaje tylko kilka niewyraźnych obrazków.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Tukej
Joanna Kapica-Curzytek

24 XI 2020

„Kajś” to reportaż połączony z esejem. Zbigniew Rokita opowiada tu historię swoich rodzinnych korzeni oraz opisuje Śląsk jako teren pogranicza – „pomiędzy”, który znajduje się poza centrum polskiej świadomości.

więcej »

Wszystko, a nawet więcej
Wojciech Gołąbowski

23 XI 2020

Drugie, „poprawione i poszerzone” wydanie książki „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań” jest bardzo obszerną biografią tego przedwojennego aktora i celebryty (w pozytywnym słowa tego znaczeniu). Niestety, wydaje się, że droga do kolejnych „poszerzonych” wydań została zamknięta dwa miesiące temu.

więcej »

Gdy odchodzi stary świat
Joanna Kapica-Curzytek

22 XI 2020

„Człowiek, który znał mowę węży” to powieść fantasy współczesnego estońskiego pisarza Andrusa Kivirähka. Autor sięga do początków chrześcijaństwa w Estonii oraz nawiązuje do motywu walki nowego świata ze starym.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
— Beatrycze Nowicka

Dozwolone do lat osiemnastu
— Beatrycze Nowicka

Ku pognębieniu serc
— Beatrycze Nowicka

Pożądanie do znudzenia
— Beatrycze Nowicka

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie która igrała z ogniem
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.