Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Lech Terpiłowski
‹Taniec na linie›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTaniec na linie
Data wydania5 czerwca 2019
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Pierwsze śliwki robaczywki
[Lech Terpiłowski „Taniec na linie” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kto kryje się za pseudonimem Lech Terpiłowski, który został podpisany jako autor powieści „Taniec na linie” – nie wiadomo. Jak się wydaje, nie wie tego nawet Helena Sekuła, która – jak sama twierdzi – współpracowała z osobą używającą tej tożsamości. Można więc uznać ją za współautorkę dzieła, o czym świadczy chociażby fakt wykorzystania postaci majora Korosza, który pojawił się również w późniejszych książkach Sekuły.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Pierwsze śliwki robaczywki
[Lech Terpiłowski „Taniec na linie” - recenzja]

Kto kryje się za pseudonimem Lech Terpiłowski, który został podpisany jako autor powieści „Taniec na linie” – nie wiadomo. Jak się wydaje, nie wie tego nawet Helena Sekuła, która – jak sama twierdzi – współpracowała z osobą używającą tej tożsamości. Można więc uznać ją za współautorkę dzieła, o czym świadczy chociażby fakt wykorzystania postaci majora Korosza, który pojawił się również w późniejszych książkach Sekuły.

Lech Terpiłowski
‹Taniec na linie›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTaniec na linie
Data wydania5 czerwca 2019
Autor
Wydawca Wielki Sen
SeriaSeria z Warszawą
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Helena Sekuła (po mężu Skuteli) to ostatnia żyjąca autorka klasycznych „powieści milicyjnych” z czasów Polski Ludowej (tworząca także pod nazwiskiem Turbacz). Urodziła się w Warszawie w sierpniu 1927 roku. Kiedy wybuchła wojna, rodzina przeniosła się na wschód, w rejon Białegostoku, ale po zakończeniu działań zbrojnych szybko wróciła do stolicy. Młoda Helena znalazła pracę w resorcie, ostatecznie dochrapując się stanowiska referenta prasowego w Komendzie Głównej Milicji Obywatelskiej. Talent literacki na pewno był bardzo przydatny w jej pracy. Często także zgłaszali się do niej z prośbą o pomoc autorzy opowiadań i powieści, których bohaterami był dzielni funkcjonariusze MO, a jej wsparcie nierzadko wykraczało poza zwyczajowe ramy udzielania rad i prostowania nieścisłości. Tak zapewne wyglądała również kooperacja z Lechem Terpiłowskim.
Kto to? Na okładce książkowego wydania „Tańca na linie” znajduje się uwaga – oparta na relacji Sekuły – że „współpracowała z osobą, która podpisała się jako Lech Terpiłowski”. Idźmy tym tropem: „podpisała się”, czyli można wnioskować, że w rzeczywistości tak się nie nazywała. Zatem był to pseudonim literacki. Problem w tym, że Helena Sekuła nie pamięta czyj. Dodaje natomiast, iż „jej nazwisko jako współautorki nie zostało uwzględnione”. A to z kolei można zinterpretować tak, że wsparcie udzielone przez milicyjną urzędniczkę Terpiłowskiemu było na tyle istotne, iż poczuwała się ona do współautorstwa dzieła. Dlaczego nie domagała się więc uwzględnienia swoich praw? Może dlatego, że pierwodruk „Tańca…” miał miejsce w gazecie, a potem – przez prawie sześćdziesiąt lat – nikt do tego tekstu nie wracał. Zwyczajnie popadł on w zapomnienie. Dopiero w 2019 roku powieść przypomniało wydawnictwo Wielki Sen w swojej serii „Z warszawą” (chodzi o markę samochodu).
Pierwotnie „Taniec na linie” ukazał się w 1960 roku w dwudziestu sześciu odcinkach w wychodzącym w Łodzi i regionie łódzkim dzienniku pezetpeerowskim „Głos Robotniczy”. Było to pismo o sporym nakładzie, ale dostępne jednak tylko w centralnej Polsce. Co ciekawe, prawdopodobnie żadna inna gazeta, co wtedy często się zdarzało, nie przedrukowała powieści. Czy dlatego, że była ona po prostu słaba? Możliwe, choć przecież niejednokrotnie zdarzało się drukować w prasie w odcinkach większe gnioty. W każdym razie Helena Sekuła musiała poczuć się urażona odsunięciem jej na boczny tor, co zaowocowało tym, iż teraz postanowiła pisać już wyłącznie na własny rachunek. Wątki obecne w „Tańcu na linie” wykorzystała w swej debiutanckiej powieści „Tęczowy cocktail”, która ukazała się w 1962 roku w serii Iskier Klub Srebrnego Klucza. Jeżeli jednak informacje podawane przez autorów strony http://www.gazetowce.klubmord.com/ są w pełni wiarygodne – a nie ma powodu, aby w to wątpić – to jeszcze wcześniej powstał „Złoty blues” (drukowany na łamach „Kuriera Polskiego” na przełomie lat 1961/1962).
W każdym razie i w „Złotym bluesie”, i w „Tęczowym cocktailu”, i w kilku późniejszych tekstach Sekuły pojawia się ten sam milicyjny bohater – major Korosz (w „Tańcu…” nazywany Heniem, następnie Stefanem). W swym pierwszym powieściowym dochodzeniu musi zmierzyć się on z wyjątkowo dobrze zorganizowaną, nadzwyczaj perfidną i pozbawioną skrupułów międzynarodową siatką przemytniczą, która swoimi mackami oplata także Polskę. Na czym polega jej perfidia? Przede wszystkim na tym, że szefostwo bandy, na stałe rezydujące w Wiedniu, poprzez swoich ludzi rozsianych od Bałtyku po Tatry wykupuje cenne dewizy i dzieła sztuki (które następnie przemycane są poza granice), płacąc za nie niewiele wartymi zegarkami oraz… narkotykami. Z jednej strony odbywa się więc drenaż ekonomiczny i kulturalny, z drugiej – zdrowa tkanka polskiego socjalistycznego społeczeństwa, dotyczy to zwłaszcza ludzi młodych, wciągana jest w potworny nałóg.
Że zajmują się tym przybysze ze „zgniłego Zachodu”, trudno się dziwić, ale najgorsze, że w procederze tym aktywnie uczestniczą również Polacy. Jakim trzeba być wyzutym z poczucia przyzwoitości zaprzańcem, aby wyżej stawiać własne korzyści materialne nad dobro narodu! Takim ludziom nie należy się szacunek. Takich ludzi należy bezwzględnie eliminować ze społeczeństwa. I tym właśnie zajmują się major Korosz oraz pomagający mu kapitan Andrzej Osiecki, którzy nadzorują sprawę o kryptonimie TZ-96. Biorąc pod uwagę to, czym w Komendzie Głównej zajmowała się Sekuła, można podejrzewać, że podobne zdarzenia, jak te opisane w „Tańcu na linie”, rzeczywiście miały miejsce. „Podobne” nie oznacza jednak, że takie same – nie należy więc traktować tej powieści jako zbeletryzowanego reportażu. Chociaż miejscami przyjmuje on taką formę literacką, bardzo zbliżoną do sposobu, w jakim prowadził narrację Jacek Wołowski.
Fragmenty „Tańca…” pisane są w czasie teraźniejszym, inne znów w przeszłym. Może to wynikać z tego, że różne odcinki tworzyli różni autorzy, którzy niekoniecznie przykładali wagę do zachowania stylistycznej jednorodności. Czasami można się też pogubić w tym, gdzie w danym momencie rozgrywa się akcja. Przeskoki bywają bowiem nagłe i nie zawsze uwzględniane są w toku narracji. Na szczęście im bliżej finału, tym robi się ciekawiej. Na koniec autorzy fundują nawet czytelnikom pościg samochodowy w prawdziwie zachodnim stylu. Mimo to „Taniec na linie” nie zasługuje na szczególną uwagę, rozłazi się i stylistycznie, i fabularnie. Niezwykle ciekawy wątek zostaje najpierw wyeksponowany, a potem, nie wiedzieć czemu, zepchnięty na dalszy plan. Chodzi o nieco demoniczną postać Barbary Kalmann, członkini szajki. Na pewno dałoby się z niej wycisnąć znacznie więcej. Fakt, że tego nie zrobiono, należy spisać na karb tego, jak powieść powstawała.
koniec
5 marca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Różnorodny świat zwierząt
Joanna Kapica-Curzytek

1 III 2021

Mała małpka zgubiła swoją mamę. Z pomocą przychodzi motylek. Musi tylko się dowiedzieć, jak mama wygląda.

więcej »

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.