Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 7 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Mark Lawrence
‹Święta siostra›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwięta siostra
Tytuł oryginalnyHoly Sister
Data wydania23 sierpnia 2019
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklKsięga Przodka
ISBN978-83-7480-717-3
Format384s. oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Niezniszczalne
[Mark Lawrence „Święta siostra” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zamykająca cykl o Nonie Grey „Święta siostra” okazała się lepsza niż tom drugi, niemniej odniosłam wrażenie, że potencjał historii o mniszkach z klasztoru Świętej Łaski nie został w pełni wykorzystany.

Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
[Mark Lawrence „Święta siostra” - recenzja]

Zamykająca cykl o Nonie Grey „Święta siostra” okazała się lepsza niż tom drugi, niemniej odniosłam wrażenie, że potencjał historii o mniszkach z klasztoru Świętej Łaski nie został w pełni wykorzystany.

Mark Lawrence
‹Święta siostra›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwięta siostra
Tytuł oryginalnyHoly Sister
Data wydania23 sierpnia 2019
Autor
PrzekładMichał Jakuszewski
Wydawca MAG
CyklKsięga Przodka
ISBN978-83-7480-717-3
Format384s. oprawa twarda
Cena39,—
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Czerwona siostra” stanowiła intrygujące otwarcie i sprawiła, że po kolejnych tomach „Księgi Przodka” wiele się spodziewałam. „Szara siostra” rozczarowała zarówno kierunkiem, w jakim fabuła się rozwinęła, jak i sposobem jej poprowadzenia – do tego stopnia, że choć zaopatrzyłam się w tom trzeci niedługo po premierze, przeleżał on na półce niemal pół roku. Na szczęście, „Święta siostra” okazała się lepsza od poprzedniczki, chociaż nie można powiedzieć, by dorównywała części pierwszej.
W finale opowieści o Nonie akcja gwałtownie przyspiesza. Sprawia to, że czyta się go bardzo szybko i bez znudzenia, choć chwilami odnosiłam wrażenie, że cały ten pośpiech ma, przynajmniej częściowo, maskować niedostatki fabuły i usprawiedliwiać brak rozbudowywania portretów psychologicznych głównych bohaterów. Zresztą, nie tylko psychologicznych – wielu postaciom przydałoby się poświęcić więcej miejsca, bo poza Arabellą i Zole pozostałe koleżanki Nony pozostają bezbarwne i trudno do nich żywić jakiekolwiek uczucia.
Lawerence już wcześniej lubił przeplatać ze sobą wątki toczące się w różnym czasie – skonstruował w ten sposób dwa ostatnie tomy trylogii o Jorgu Ancrathu oraz finał cyklu o księciu Jalanie. Rozumiem, że mógł uznać ten sposób narracji za swój znak rozpoznawczy, albo po prostu nie żywić zamiłowania do klasycznej, linearnej konstrukcji fabuły. Niemniej nadużywane rozwiązanie przestaje być oryginalne, w dodatku zabrakło tu pewnej finezji. Zamiast efektu zaskoczenia, autor „Księcia cierni” uzyskał wrażenie braku podbudowy niektórych kwestii i zmarnowania potencjału. Jako przykład niech posłuży podawana niedaleko początku tomu informacja o tym, że Nona sypia ze swoim znajomym spoza klasztoru. Ani nie zostało to odpowiednio wprowadzone (w tomie poprzednim może ze dwa razy wspomniano, jak to mężczyzna ów wydawał się dziewczyną zainteresowany), ani nie ma żadnego znaczenia dla rozwoju fabuły. Jeszcze ważniejszą kwestią jest usunięcie z areny wydarzeń jednej z najciekawszych postaci cyklu, w której nakreślenie Lawrence włożył sporo pracy w tomie poprzednim. Niektóre rozwiązania fabularne wydają się strasznie naciągnięte: oto okazuje się, że cesarz pojednał się z siostrą, która przecież otwarcie opowiedziała się przeciw niemu, a dziewczyna szpiegująca i działająca na szkodę zakonu Słodkiej Łaski, została na powrót przyjęta w jego progi. Autor wprawdzie wtrąca zdawkowe wyjaśnienia tego, jednak nie brzmią one przekonująco. Nie wiem też, po co było znów powracać do tematu nauki Nony w klasztorze – szczęśliwie dość szybko zostaje on porzucony na rzecz wydarzeń o znacznie większym zasięgu.
Te ostatnie przynajmniej zostały opisane wciągająco. Lawrence’owi udała się też jedna prawdziwie epicka i pobudzająca wyobraźnię scena, w której pewna staruszka staje naprzeciw oddziału bojowych magów. W ogniu bitwy tym bardziej rzuca się w oczy niezniszczalność głównych bohaterek – nieważne, jak mocno zostaną ranne i ile krwi stracą, Nona oraz jej wybrane towarzyszki nie tracą możliwości bojowych, o życiu nie wspominając (inna sprawa, że autor sygnalizował to już od początku, pisząc, że jeśli ktokolwiek pragnie zabić mniszkę ze Słodkiej Łaski, powinien przyprowadzić ze sobą całą armię). Jak widać, cała armia to i tak za mało. Osobiście wolę cykle fantasy, gdzie magia opisana zostaje bardziej konsekwentnie. Powtarzające się sytuacje, w których najpierw podobno nie dało się czegoś zrobić, a potem postaci tego dokonują, osłabiają dramaturgię całości. A już pomysł na to, by dać Nonie możliwość fizycznej i psychicznej teleportacji w czasie bitwy, uważam za pewną przesadę, choć rozumiem, że autor zrobił to, by przedstawić obraz walk w kilku miejscach oraz spleść wydarzenia ze „Świętej siostry” z wypadkami przedstawionymi w prologach części poprzednich.
Na podstawie powyższych narzekań można by sądzić, że lektura mi się nie spodobała. A jednak, pomimo wzmiankowanych kwestii, ostatni tom „Księgi Przodka” przeczytałam z zainteresowaniem. Po lekturze „Czerwonej siostry” spodziewałam się, że więcej wydarzeń będzie się rozgrywać na Lodzie, miałam też nadzieję na jakieś smakowite szczegóły dotyczące Starożytnych. Oczekiwania te nie zostały spełnione, jednak ponieważ Lawrence napisał wcześniej dwie trylogie połączone wspólnym uniwersum, przypuszczałam, że może miał w planach powrót na Abeth. Moje przewidywania okazały się słuszne – w krajach anglojęzycznych już wkrótce ukaże się tom pierwszy „Księgi Lodu”, której bohaterką będzie dziewczyna z Plemion. Liczę na to, że trylogia ta ukaże się także w Polsce, bo chętnie dowiedziałabym się więcej o tajemnicach tego świata i Drodze, po cichu liczę też na ponowny, choćby epizodyczny występ Zole, którą zdążyłam już polubić.
koniec
8 marca 2020
PS. Jeżeli chodzi o wydanie, to w kilku miejscach (a nie tylko tam, gdzie pewna postać się przejęzycza) Nona została nazwana Niną. Poza tym tłumacz pokpił sprawę i to wielokrotnie, uporczywie nazywając akolitkę „dziewczyną z Szarego”. Tylko że, jak sprawdziłam w tomie pierwszym, rodzinna wioska bohaterki nie miała nazwy. Ponieważ Nona miała na nazwisko Grey, możliwe, że w oryginale padało coś w rodzaju „Grey girl”, co zostało przetłumaczone tyleż radośnie, co bez sensu. Tłumacz, zabierając się do przekładu kolejnego tomu cyklu, jeśli zdążył już zapomnieć, jakich nazw własnych używał, powinien je sobie odświeżyć. Żeby to jeszcze chodziło o jakąś mało ważną nazwę miejscowości, czy miano postaci dalekiego planu, ale taka wpadka przy głównej bohaterce? Mój egzemplarz książki został też niestety odwrotnie wklejony w okładkę.

PPS. Przypominam link do mojej strony autorskiej.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zwycięzca bierze wszystko
Joanna Kapica-Curzytek

7 III 2021

Czechosłowacja lat 70. XX wieku, pokazana w „Legendzie o języku”, wcale nie wydaje się takim złym miejscem do życia. Można zrobić karierę, można studiować… Można w zasadzie wszystko, jeśli tylko nie wychodzi się poza reguły gry z wszechobecnym reżimem.

więcej »

Klasyka fantastyki outsiderskiej
Sławomir Grabowski

6 III 2021

Proza R. A. Lafferty’ego, choć czasem nie najłatwiejsza w odbiorze, jest zdecydowanie warta przypomnienia. „Najlepsze opowiadania” ukazują też oczywistą prawdę, że science fiction to raczej literatura krótkich form niż powieści, a także niesamowitych pomysłów, ukazujących świat z innej perspektywy, kwestionującej antropocentryzm.

więcej »

PRL w kryminale: Polskie porachunki pod italskim niebem
Sebastian Chosiński

5 III 2021

Tak, ten moment musiał w końcu nadejść! Zwłaszcza że w Polsce Ludowej dość rygorystycznie przestrzegano przepisów emerytalnych. Kto przekroczył odpowiedni wiek, był wysyłany na „zieloną trawkę”. Nawet doświadczony oficer milicji nie mógł być wyjątkiem. Nie powinno więc dziwić, że wydana w 1984 roku powieść Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego została zatytułowana „Major Downar przechodzi na emeryturę”. Ale czy na pewno?

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Zatrzymać koło
— Beatrycze Nowicka

Krok wstecz
— Beatrycze Nowicka

Lód, gniew i entropia
— Beatrycze Nowicka

Koń i wieża
— Beatrycze Nowicka

Tako rzecze Jorg
— Beatrycze Nowicka

Zabili mu psa
— Beatrycze Nowicka

A ono się pali. Tak, to jest coś
— Beatrycze Nowicka

Po pociągach nie zostały już nawet kości
— Beatrycze Nowicka

Tegoż autora

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Trochę barw
— Beatrycze Nowicka

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Tęczowa teologia sukcesu
— Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.