Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 maja 2020
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Szlafrok Barona Boysta›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzlafrok Barona Boysta
Data wydania27 lipca 2009
Autor
Wydawca LTW
CyklStefan Downar
ISBN978-83-7565-075-4
Format260s. 130×195mm
Cena20,40
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Strzeż się nieznajomych w wiśniowych szlafrokach!
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Szlafrok Barona Boysta” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Zygmunt Zeydler-Zborowski był bardzo płodnym twórcą. Począwszy od drugiej połowy lat 50. XX wieku, kiedy to wrócił do pisania po kilkuletniej przerwie, praktycznie każdego roku publikował nową książkę. Do tego dochodziły jeszcze powieści drukowane w gazetach (w odcinkach). Jedną z nich był kryminalno-szpiegowski „Szlafrok barona Boysta”, który w 2009 roku przypomniało Wydawnictwo LTW.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Strzeż się nieznajomych w wiśniowych szlafrokach!
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Szlafrok Barona Boysta” - recenzja]

Zygmunt Zeydler-Zborowski był bardzo płodnym twórcą. Począwszy od drugiej połowy lat 50. XX wieku, kiedy to wrócił do pisania po kilkuletniej przerwie, praktycznie każdego roku publikował nową książkę. Do tego dochodziły jeszcze powieści drukowane w gazetach (w odcinkach). Jedną z nich był kryminalno-szpiegowski „Szlafrok barona Boysta”, który w 2009 roku przypomniało Wydawnictwo LTW.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Szlafrok Barona Boysta›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSzlafrok Barona Boysta
Data wydania27 lipca 2009
Autor
Wydawca LTW
CyklStefan Downar
ISBN978-83-7565-075-4
Format260s. 130×195mm
Cena20,40
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Opublikowany w 1958 roku „Czarny mercedes”, w którym po raz pierwszy pojawiła się postać porucznika (w kolejnych latach oczywiście awansował) Stefana Downara, był udanym „debiutem” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego jako autora „powieści milicyjnych”. Dlaczego słowo debiut wziąłem w cudzysłów? Z oczywistego powodu – ponieważ dekadę wcześniej twórca ten napisał siedem dzieł opublikowanych (czy to w formie książkowej, czy też gazetowej) pod pseudonimem Emil Zorr. Ich akcja rozgrywała się jednak poza Polską, niekiedy w egzotycznych plenerach; podobnie zresztą rzecz miała się ze „Spacerem po suficie” (1957), którą jako pierwszą autor podpisał własnym nazwiskiem. I od tej chwili tak już miało w zasadzie pozostać. Rok później światło dzienne ujrzał natomiast „Czarny mercedes”, który otworzył zupełnie nowy rozdział w twórczości Zeydlera-Zborowskiego. Na kartach tej powieści pojawił się Downar.
Stefan Downar! Porucznik Milicji Obywatelskiej, niezwykle łasy na wdzięki kobiece, ale jednocześnie bardzo oddany swej pracy. Postać dzielnego i inteligentnego, choć niekiedy także naiwnego, funkcjonariusza przypadła do gustu czytelnikom, więc autor często do niej wracał, praktycznie aż do końca swojej kariery pisarskiej, co nastąpiło w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Prawdopodobnie chronologicznie drugim śledztwem prowadzonym (a w zasadzie współprowadzonym) przez Downara, jakie oczywiście zostało opisane przez Zeydlera-Zborowskiego, było to przedstawione w „Szlafroku barona Boysta” – powieści, która swojego książkowego debiutu doczekała się dopiero w 2009 roku. Chociaż czytelnicy, przynajmniej niektórzy, mieli okazję poznać ją pół wieku wcześniej. Pierwotnie bowiem pojawiła się w formie tak zwanego „gazetowca”, drukowanego niemal równocześnie w dwóch dziennikach.
Różnych, ale blisko ze sobą powiązanych, należących do kierowanego przez Stronnictwo Demokratyczne – była kiedyś w Polsce Ludowej taka, koncesjonowana przez komunistów, quasi-partia polityczna (po 1989 roku zresztą także) – wydawnictwa „Epoka”. Najpierw kolejne odcinki „Szlafroku…” pojawiały się w „Kurierze Polskim”, a następnie – z nieco ponad miesięcznym opóźnieniem – w… „Ilustrowanym Kurierze Polskim”. Pierwszy był gazetą ogólnopolską, drugi – regionalną (wydawaną w Bydgoszczy). Jak podają autorzy strony internetowej http://www.gazetowce.klubmord.com/, książka Zeydlera-Zborowskiego ukazywała się na przełomie lat 1958 (w „Kurierze Polskim” w numerach 263-304) i 1959 (numery 2-80). Jeśli w każdym wydaniu znajdował się kolejny odcinek, to musiało ich być – maksymalnie – sto dwadzieścia jeden. Całkiem sporo, jak na „gazetowca”. Po latach okazało się jednak, że to i tak nie była całość.
Wydawnictwu LTW udało się bowiem dotrzeć do, znajdującego się w rękach spadkobierców pisarza, maszynopisu, który był jeszcze obszerniejszy. I właśnie na nim oparto edycję sprzed jedenastu lat. Co ciekawe, „Szlafrok barona Boysta” ma dwóch istotnych bohaterów – głównego i jeszcze główniejszego. Tym pierwszym jest porucznik Downar, drugim – kapitan Jan Stasiak, postać ze wszech miar, jak na realia PRL-u i „powieści milicyjnej”, interesująca i niezwykła. Zacznę od przedstawienia go. W momencie, kiedy rozgrywa się akcja, Stasiak ma trzydzieści osiem lat, mierzy 185 centymetrów, jest wysportowany, ma sylwetkę jak gladiator. Krótko przed wybuchem drugiej wojny światowej pojechał do Anglii, aby studiować na politechnice w Londynie (w powieści nie ma słowa o jego rodzicach, ale z tego wynikałoby, że należeli do ludzi zamożnych, może nawet z elit władzy sanacyjnej). Tam dotarła do niego informacja o niemieckiej napaści na Polskę.
Gdy tylko było to możliwe, zgłosił się do polskiej armii. Służył w lotnictwie, był komandosem, wreszcie trafił do kontrwywiadu (i wykonywał zadania w różnych zakątkach świata). Miał dryg do języków obcych – perfekcyjnie posługiwał się angielskim, francuskim, włoskim, słabiej niemieckim. Po upadku III Rzeszy i zakończeniu wojny zdecydował się na powrót do Polski. Miał nadzieję, że odrodzona z popiołów ojczyzna wykorzysta jego (kontr)wywiadowcze talenty, lecz tutaj się przeliczył. Służył przecież w wojsku Sikorskiego i Sosnkowskiego, a to wzbudzało dużą nieufność – dlatego nie przyjęto go do komunistycznego kontrwywiadu. Mniej oporów miano natomiast w Milicji Obywatelskiej, więc Stasiak – zweryfikowany jako kapitan – przywdział niebieski mundur. Sprytny, inteligentny, nadzwyczaj odważny (na dodatek, co zostaje podkreślone przez Zeydlera-Zborowskiego, ateista) – szybko stał się asem warszawskiego wydziału śledczego.
Mimo pochwał ze strony przełożonych, Stasiak cały czas ma jednak poczucie, że tak naprawdę marnuje swój talent. Że mógłby dokonać znacznie więcej. Być skuteczniejszym niż cała Czerwona Orkiestra. Gdyby tylko dano mu szanse. A skoro ich nie dostaje w służbach (kontr)wywiadowczych, musi jakoś odnaleźć się w milicji. Dlatego wybiera najtrudniejsze misje, często działa „pod przykrywką”. I właśnie w czasie wykonywania takiego zadania go poznajemy. Jest „wtyczką” w działającej na terenie Pomorza Zachodniego bandzie Suchego – niezwykle skutecznej i przez długi czas dla MO nieuchwytnej. Gdy wreszcie nadarza się okazja, by ją rozbić od środka, Stasiak zostaje zdekonspirowany i cudem unika śmierci, uciekając praktycznie spod gilotyny. Z miejsca zadaje też sobie pytanie, kto mógł go zdradzić, skoro o wykonywanej przez niego misji wiedziały tylko dwie (a w zasadzie trzy) osoby: najbliższy przyjaciel, major Adam Szymański (i jego piękna żona, dziennikarka Anna), oraz kapitan Kazimierz Borecki.
Nieudana szczecińska eskapada Stasiaka to jedynie wstęp do szeroko zakrojonej intrygi. Tego samego dnia, gdy kapitan razem z Szymańskim rozważa potencjalne źródło przecieku, zostaje zastrzelony Borecki. Na miejscu zdarzenia Jan znajduje ślady świadczące – z dużym prawdopodobieństwem – o obecności w mieszkaniu Kazika, gdzie doszło do zbrodni, Anny. Nie mówi jednak o tym przyjacielowi. Chce sam dociec prawdy. Niestety, utrudnia mu to uczucie, jakie od dawna żywi do dziennikarki. Ma co do niej pewne podejrzenia, ale nie znajduje w sobie odwagi ani przekonania, by poinformować o nich swoich przełożonych. Co w dalszym ciągu ma katastrofalne skutki. Wkrótce zresztą dochodzenie w sprawie zabójstwa Boreckiego Stasiak musi przekazać porucznikowi Downarowi, bo sam otrzymuje inne zadanie – we współpracy z kontrwywiadem (i kapitanem Jasińskim) ma zająć się rozpracowaniem świetnie działającej na terenie Polski organizacji szpiegowskiej, pracującej na rzecz wywiadu zachodnioniemieckiego.
Zanim do tego przystępuje, przeżywa dramatyczne zdarzenie – zostaje porwany i wywieziony w nieznane miejsce (pod Warszawą), gdzie spotyka się z tajemniczym baronem Rudolfem Boystem. Ten, jak się okazuje, wie o Stasiaku wszystko, nawet to, że w czasie wojny w Londynie miał romans z agentką Ruth Knighton, która – tego Jan dowiaduje się dopiero teraz – tak naprawdę była Niemką i szpiegowała dla Abwehry. Boyst składa kapitanowi wielce intratną propozycję przejścia na drugą stronę, służby dla „demokratycznego” Zachodu. Jana to bardzo mile łechce. Bo skoro obcy agenci zadali sobie tyle trudu, by go pozyskać, to znaczy, że go bardzo cenią. Współpracując z nimi, może liczyć zaś nie tylko na świetne zarobki, ale również ekscytujące przygody. Znacznie bardziej emocjonujące niż uganianie się za bandytami na warszawskich ulicach. Na dodatek Stasiak nie musi odpowiadać od razu, dostaje czas na zastanowienie się i zostaje odwieziony do domu. Następnego dnia w komendzie nikogo nie informuje o spotkaniu z Boystem.
Jak gdyby nigdy nic, przygotowuje się do wyjazdu, który jest elementem misji powierzonej mu przez pułkownika Konarza i kapitana Jasińskiego. Tymczasem w Warszawie pozostaje Downar, na którego barki spada wkrótce jeszcze jedno morderstwo, które – bez najmniejszych wątpliwości – związane jest ze śmiercią kapitana Boreckiego. Trzeba przyznać, że w „Szlafroku…” naprawdę sporo się dzieje. Zeydler-Zborowski nie ogranicza swojej wyobraźni; nie ogranicza jej także otaczająca pisarza siermiężna peerelowska rzeczywistość. Jakby jej nie dostrzegał. Polska końca lat 50. robi wrażenie normalnego kraju, który niczym specjalnym nie różni się od Francji czy Anglii. W powieści nie brakuje dłużyzn; nie do końca usprawiedliwiony jest zajmujący kilkadziesiąt stron wątek miłosnych perypetii Stasiaka w sopockim Grand Hotelu. Owszem, jakoś tam wiąże się z głównym nurtem, ale gdyby go w ogóle nie było, powieść na niczym by nie straciła, a akcja jedynie zyskała na wartkości.
„Szlafrok barona Boysta” jest bardzo sprawnie opowiedzianą historią jednocześnie kryminalną i szpiegowską. Przy czym oba gatunki sensacyjne współistnieją tu obok siebie na zasadach partnerskich. Wielbicieli prozy detektywistycznej na pewno zainteresuje śledztwo w sprawie śmierci Boreckiego (i nie tylko), z kolei wielbicieli opowieści szpiegowskich – misja Stasiaka połączona z kuszeniem kapitana przez obcy wywiad. Od pewnego momentu całość wyraźnie rozpada się na dwie części, jakbyśmy mieli do czynienia z dwiema odrębnymi książkami wrzuconymi do wspólnego worka. Podkreśla to ekspozycja głównych bohaterów: Downar operuje w Warszawie, Stasiak rusza w świat. Na szczęście Zeydler-Zborowski ma tyle talentu, że w finale potrafi wszystko razem spiąć ze sobą – i to nawet w efektowny sposób. Tajemnice zostają wyjaśnione, sprawcy przestępstw ujęci, a dzielny kapitan… niech to pozostanie niedopowiedziane.
koniec
2 kwietnia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Jak szmirus ze szmirusem
Joanna Kapica-Curzytek

27 V 2020

Raptularz, dziennik, łże-dziennik – tak właśnie nazywał autor tom swoich zapisków wydanych pod tytułem „Kalendarz i klepsydra”. To bez wątpienia coś więcej, a to „coś” okazuje się w dodatku zaskakująco aktualne.

więcej »

Krótko o książkach: Świat na opak
Miłosz Cybowski

26 V 2020

Nominowany do Hugo i nagrodzony BSFA „Odwrócony świat” Chrostophera Priesta to solidna porcja fantastyki w stylu retro, która jednocześnie zadaje jak najbardziej aktualne pytania o naszą percepcję rzeczywistości.

więcej »

Algorytm jest sztuką?
Joanna Kapica-Curzytek

25 V 2020

Technologie cyfrowe rozwijają się nader dynamicznie i w wielu dziedzinach naszej działalności ułatwiają życie. A co z twórczością artystyczną, do tej pory zarezerwowaną dla ludzi? „Kod kreatywności” przekonuje, że i tutaj algorytmy zaczynają mieć wiele do powiedzenia.

więcej »

Polecamy

Wszyscy jesteśmy androidami

Na rubieżach rzeczywistości:

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Nowe rozdanie
— Marcin Knyszyński

Prawdziwe kłamstwa
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Chirurgiczna precyzja i międzynarodowi szpiedzy
— Sebastian Chosiński

Psychiatry nie oszukasz!
— Sebastian Chosiński

Mąż, żona, kochanek, kochanki i szpiedzy
— Sebastian Chosiński

W poszukiwaniu ducha
— Sebastian Chosiński

Czy w Polsce Ludowej byli seryjni zabójcy?
— Sebastian Chosiński

Sobota to dla adwokatów niebezpieczna pora
— Sebastian Chosiński

Kanarki nie lubią cyjanku
— Sebastian Chosiński

Odpowiedź na „Złego”
— Sebastian Chosiński

Urka, szlamiarz i sikor
— Sebastian Chosiński

Sfinks, zdrada i najgłupsza wpadka świata
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Samotnik bez Imienia
— Sebastian Chosiński

Klasyka kina radzieckiego: Zaczęło się pod Kurskiem
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: W cieniu kościelnej wieży
— Sebastian Chosiński

Dark Phoenix – Fatal Wonder Woman
— Sebastian Chosiński

East Side Story: Z góry czasami widać lepiej
— Sebastian Chosiński

Non omnis moriar: Z duszą na ramieniu
— Sebastian Chosiński

W otchłani jazzu
— Sebastian Chosiński

Tu miejsce na labirynt…: Okrzyk radości? I szczęścia!
— Sebastian Chosiński

W kraju zbożem i mlekiem płynącym
— Sebastian Chosiński

Strach z przeszłości
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.