Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sue Burke
‹Semiosis›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSemiosis
Data wydania6 lutego 2018
Autor
Wydawca TOR
CyklSemiosis
ISBN978-0-7653-9135-3
Format336s. 164×244mm; oprawa twarda
Cena$ 25,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Cudzego nie znacie: Przychodzimy w pokoju, obcy bambusie
[Sue Burke „Semiosis” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jak wiele innych powieści sf publikowanych w ostatnich latach, także „Semiosis” Sue Burke zalicza się do książek z przesłaniem. I, jak chociażby w „Embers of War”, bywa ono ciężkie do wytrzymania.

Miłosz Cybowski

Cudzego nie znacie: Przychodzimy w pokoju, obcy bambusie
[Sue Burke „Semiosis” - recenzja]

Jak wiele innych powieści sf publikowanych w ostatnich latach, także „Semiosis” Sue Burke zalicza się do książek z przesłaniem. I, jak chociażby w „Embers of War”, bywa ono ciężkie do wytrzymania.

Sue Burke
‹Semiosis›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSemiosis
Data wydania6 lutego 2018
Autor
Wydawca TOR
CyklSemiosis
ISBN978-0-7653-9135-3
Format336s. 164×244mm; oprawa twarda
Cena$ 25,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
„Semiosis” opisuje losy niewielkiej grupy ludzi, którzy opuścili targaną wojnami i problemami ekologicznymi Ziemię i ruszyli na poszukiwanie nowego domu. Po wielu latach międzygwiezdnej podróży dotarli na Pax, jak nazwali planetę, i rozpoczęli trudną walkę o przetrwanie i dostosowanie świata do własnych potrzeb. Zgodnie ze swoimi pacyfistycznymi przekonaniami (otwarcie przedstawionymi w konstytucji, którą każdy z nich musiał podpisać przed podróżą), koloniści chcieli zbudować nowe, funkcjonujące w pokoju społeczeństwo. Jednym z wielu wątków poruszanych przez Burke w tej powieści jest próba przedstawienia, jak trudne, nawet w tak niewielkiej społeczności, jest to zadanie.
Forma początkowych rozdziałów sugeruje, że powieść będzie opisywała losy kolejnych pokoleń kolonistów, poczynając od tych, którzy pamiętali jeszcze życie na Ziemi, przez ich potomstwo, znające swoją ojczystą planetę jedynie z opowieści, po wnuki i prawnuki, dla których przeszłość ma wymiar na poły mityczny. Im dalej w przedstawioną historię, tym więcej można dostrzec związków między „Semiosis” a cyklem Becketta „Ciemny Eden”, szczególnie w sferze stopniowego przystosowywania się (tak biologicznego, jak i mentalnego) ludzi do życia w nie do końca gościnnym środowisku Pax. Również problemy międzypokoleniowe są bardzo silnie uwidocznione, lecz o ile w „Ciemnym Edenie” był to jednorazowy bunt młodych przeciw zastanym prawom, o tyle w „Semiosis” mamy do czynienia z regularnie przewijającymi się przemianami i burzliwymi konfliktami (nie zawsze prowadzącymi do przemocy, choć i jej tu nie brakuje) między starszymi a młodszymi kolonistami. Nie jest jednak przez długi czas wiadome, w jakim kierunku zmierza powieść i czy będzie to historia o przetrwaniu, szeroko rozpisana opowieść o następujących z pokolenia na pokolenie przemianach, czy jeszcze coś innego.
Burke chciała stworzyć powieść, w której wątki science są równie istotne co wątki fiction. Nie jestem biologiem, więc ciężko mi ocenić, jak bardzo realistyczne są opisy funkcjonowania roślin oraz wnioski, do jakich z czasem dochodzą ludzie na temat flory Pax. Jest to jeden z wątków, który od samego początku zajmuje bardzo wiele miejsca w powieści. Choć przyznać trzeba, że początkowa „konfrontacja” między ludźmi a winoroślą, która w pewnym momencie zaczęła produkować trujące owoce, nie zapowiada wcale tak silnie biologicznego aspektu powieści.
Każdy rozdział to nie tylko nowe problemy, z jakimi muszą borykać się ludzie, ale też inny bohater, z którego punktu widzenia możemy obserwować wydarzenia. Od botanika, będącego wśród pierwszych kolonistów i którego wczesny osąd silnie wpłynął na strach całej społeczności wobec roślin, przez młodą niepokorną dziewczynę, która, niczym bohater „Ciemnego Edenu”, zbuntowała się przeciw zachowawczej starszyźnie i doprowadziła do eksodusu prawie wszystkich mieszkańców, aż po stosunkowo mało wyraziste postaci znajdujące się w centrum kilku końcowych rozdziałów. Bardzo dobrze została oddana różnorodność i odmienność bohaterów, zarówno pod względem charakteru, jak i ich perspektywy i wspomnianego już podejścia do przeszłości i Ziemi. Czym innym martwią się pierwsi koloniści, co innego trapi przedstawicieli kolejnych pokoleń.
Nie jestem w pełni przekonany do podjętych przez Burke prób przedstawienia, obok perspektywy ludzi, także punktu widzenia „obcego”. To zwykle dość karkołomne, ale przede wszystkim bardzo trudne zadanie. Podołał mu całkiem nieźle Peter Hamilton w „Gwieździe Pandory”, ale również Feliks W. Kres przedstawiając Alerczyków w „Północnej granicy” czy odmienność kotów i sępów w „Grombelardzkiej legendzie”. Zwykle jednak pisarzom takie próby wychodzą co najwyżej średnio i właśnie do ich grona należałoby zaliczyć Burke. Bo choć przedstawiony na kartach „Semiosis” inteligentny, rozrośnięty bambus o przybranym imieniu Stevland rzeczywiście myśli w zupełnie innych kategoriach niż ludzie, to jednak poza nieco odmiennymi priorytetami nie czuć jego faktycznej obcości.
O wiele lepiej wypada opisanie wydarzeń, w których perspektywa Stevlanda jest nam jeszcze nieznana, kiedy ludzie dopiero poznają swojego „sojusznika” i metodą prób i błędów starają się nawiązać z nim jakieś porozumienie. Można odnieść wrażenie, że Burke zdecydowała się pójść na skróty i zamiast trzymać czytelnika w ciągłej niepewności i budować na niej niełatwe relacje między światem fauny i flory, w pewnym momencie po prostu czyni z rośliny jednego z bohaterów swojej powieści. Dzięki temu znika tajemnica związana z tym, jak Stevland postrzega ludzi, ale za to dowiadujemy się, że główne przesłanie książki – czyli uniwersalne dążenie do pokoju – może być wartością międzygatunkową.
koniec
6 maja 2020

Komentarze

06 V 2020   19:30:38

Jak na botanika, to międzygatunkowe uniwersalne dążenie do pokoju brzmi mocno utopijnie. Ewolucja to nieustanna rywalizacja, walka o przetrwanie i wykorzystywanie okazji, a nie dążenie do pokoju, harmonii i takie tam.

06 V 2020   19:33:52

Nie wiem jak książka, bo nie czytałem, ale tytuł recenzji to absolutny majstersztyk.

06 V 2020   20:07:46

Uściślam, bo może w tym ostatnim akapicie nie wyszło to jednoznacznie: dążą do pokoju głównie ludzie, szerząc swoją pacyfistyczną ideologię w świecie zdominowanym przez rośliny. Ostatecznie (SPOILER) udaje im się nawet przekonać Stevlanda do tego, żeby mimo wszystko okazać współczucie i pogodzić się ze stratami, zamiast zabijać. Pod tym względem to obcy przejmuje ludzką ideologię i wszyscy kończą szczęśliwie. Co nie zmienia faktu, że nie aż tak rozwinięte rośliny mieszkające na Pax nie należą do przesadnie pokojowo nastawionych i dbają tylko o własny interes.

07 V 2020   20:54:43

@ el Lagarto

I tak i nie. Stabilne ekosystemy stanowiące ostatni etap sukcesji ekologicznej to ekosystemy o dużej bioróżnorodności i skomplikowanej sieci powiązań. Może i ten stan równowagi nie jest zamierzony (i oczywiscie nie jest pozbawiony rywalizacji), ale się wytwarza. Sądzę, że dlatego, że w sytuacji, w której jakiś organizm zyskałby zbyt dużą przewagę nad resztą, albo w końcu znalazłaby się na niego przysłowiowa "kryska" albo wyeksploatowałby środowisko tak, że ekosystem by się załamał. Więc jeśli nie dojdzie do takich dysproporcji, powstaje układ bardziej zbilansowany.

Jako ciekawostkę dodam rzecz wyczytaną w książce o fitoplanktonie - autor rozdziału uważał za zagadkową aż taką obfitość gatunkową, jaka tam występuje - przy stosunkowo niewielu niszach ekologicznych. Podobno nie pasuje to do obecnych modeli.

A jeszcze - większość gatunków roślin wchodzi w mikoryzy (czyli symbiozę z grzybami). W uproszczeniu, grzyb w zamian za cukry wspomaga pobieranie przez roślinę wody i soli mineralnych. Tyle że roślina jest w stanie też zrobić to sama, tylko mniej efektywnie. Oznacza to, że rośliny wchodzą w mikoryzę wtedy, kiedy warunki środowiska są pośrednie. Jak jest duża obfitość wody i soli mineralnych nie wchodzą, bo nie ma po co, jak jest bardzo mała, też nie wchodzą, bo każdy "gra pod siebie".

09 V 2020   21:52:19

Ciekawe.Zważywszy, że jestem lajkonikiem biologicznym, dziękuję za doprecyzowanie.

Wygląda na to, że "Semiosis" Sue Burke warto co najmniej przekartkować, ale przypuszczam, że Petera Wattsa (też biologa) koncepcyjnie i tak nie przeskoczy.

10 V 2020   01:34:04

Zawsze chętnie :)

Dochodzi też prosty argument dla naszego botanika - skoro nim jest, to znaczy, że rośliny go fascynują.
Jeśli więc bambus i ludzkość pójdą na wyniszczenie, to albo przepadnie ludzkość, co pewnie botanikowi byłoby nie w smak, albo bambus, być może pierwsza (nie znam powieściowego uniwersum, a nawet jeśli nie, to nowa i ciekawa) obca inteligentna istota, którą botanik pewnie wolałby poznać lepiej.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Żyje się tylko raz
Joanna Kapica-Curzytek

4 VIII 2020

Komedia romantyczna „Lista, która zmieniła moje życie” bawi i wzrusza.

więcej »

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
Sebastian Chosiński

3 VIII 2020

W dwa lata po poświęconej aneksji, a następnie okupacji, Półwyspu Krymskiego książce „Krym. Znikający półwysep” Paweł Semmler wydał nie mniej interesujący reportaż dotyczący współczesnej Rosji. „Rosja we krwi” (z podtytułem: „Terroryzm dwóch dekad”) to nadzwyczaj interesująca opowieść o walce Kremla z fundamentalistami islamskimi. Walce, która toczy się nie tylko na Kaukazie Północnym.

więcej »

Krótko o książkach: Z nadzieją patrzmy w przyszłość
Miłosz Cybowski

2 VIII 2020

Z jednej strony powstałe w 1969 roku „Skrzydła nocy” Roberta Silverberga zaliczać należałoby do nurtu sf, który nie wróży zbyt dobrze ludzkości. Z drugiej jednak strony zakończenie mówi wprost, że zawsze jest jakaś nadzieja.

więcej »

Polecamy

Faust musi przegrać

Na rubieżach rzeczywistości:

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Z tego cyklu

Kosmiczny grzyb w natarciu
— Miłosz Cybowski

Raz lepiej, raz gorzej
— Miłosz Cybowski

Wybrańców dwóch (a właściwie dwoje)
— Miłosz Cybowski

Droga do odkupienia
— Miłosz Cybowski

Za tych, co na morzu
— Miłosz Cybowski

Uratuj świat raz jeszcze
— Miłosz Cybowski

Niekończąca się wojna
— Miłosz Cybowski

Myślę, że nie dzieje się nic
— Miłosz Cybowski

Za dużo Meksykanów
— Joanna Kapica-Curzytek

Nie tylko o wampirach
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.