Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Rebecca F. Kuang
‹Wojna makowa›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna makowa
Tytuł oryginalnyThe Poppy War
Data wydania12 lutego 2020
Autor
PrzekładGrzegorz Komerski
IlustracjePrzemysław Truściński
Wydawca Fabryka Słów
CyklWojna makowa
ISBN978-83-7964-528-2
Format640s. 135×205mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

O dziewczynie która igrała z ogniem
[Rebecca F. Kuang „Wojna makowa” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W „Wojnie makowej” Rebecca F. Kuang wprawdzie po raz kolejny rozgrywa dobrze znane motywy fantasy, jednak czyni to bardzo przyzwoicie.

Beatrycze Nowicka

O dziewczynie która igrała z ogniem
[Rebecca F. Kuang „Wojna makowa” - recenzja]

W „Wojnie makowej” Rebecca F. Kuang wprawdzie po raz kolejny rozgrywa dobrze znane motywy fantasy, jednak czyni to bardzo przyzwoicie.

Rebecca F. Kuang
‹Wojna makowa›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWojna makowa
Tytuł oryginalnyThe Poppy War
Data wydania12 lutego 2020
Autor
PrzekładGrzegorz Komerski
IlustracjePrzemysław Truściński
Wydawca Fabryka Słów
CyklWojna makowa
ISBN978-83-7964-528-2
Format640s. 135×205mm
Cena49,90
Gatunekfantastyka
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Do książek wychwalanych i zbierających nagrody (zwłaszcza w ostatnich latach) zwykle podchodzę z pewną dozą nieufności – czy naprawdę są one tak dobre, czy to jedynie wynik promowania pewnych autorów. Na szczęście „Wojna makowa” okazała się naprawdę porządną książką fantasy. Gdybym miała określić ją jednym słowem, byłby to przymiotnik „solidna”. W znajdujących się na końcu podziękowaniach Kuang pisze „my, imigranci, umiemy ciężko pracować” – i tak, widać w jej debiutanckiej powieści tę włożoną pracę. Doceniam konsekwencję w prowadzeniu wątków i postaci. Całość sprawia wrażenie konstrukcji przemyślanej i starannie budowanej. Nie czuje się, że to debiut, ani że powieść wyszła spod pióra niewiele ponad dwudziestoletniej dziewczyny.
„Wojna makowa” zdecydowanie wybija się tle innych książek pisanych przez anglojęzyczne autorki, a opowiadających o losach magicznie uzdolnionych dziewczyn. Przede wszystkim nie ma tutaj bohaterki, która zachowuje się głupio, ale wszyscy wokół uważają ją za cudowną tudzież przeznaczoną do wyższych celów. Nie pojawiają się tu też ckliwe wątki miłosne. Rin, bo tak nazywa się protagonistka, każde swoje osiągnięcie okupuje wyrzeczeniami i poświęceniem. Autorka nie oszczędza swojej bohaterki – i to nie tylko, jeśli chodzi o przeciwności losu, jakie napotyka ona na swojej drodze, ale też o sposób jej portretowania punktujący także słabości, wady i błędy Rin. Swego czasu, pisząc o „Szarej siostrze” zarzuciłam Markowi Lawrence’owi nieumiejętne przedstawienie dorastającej Nony i zastanawiałam się, jak mogłaby zachowywać się dziewczyna żyjąca w trudnych warunkach. Teraz myślę, że może tak jak Rin. Podoba mi się to, że Kuang nie pomija tych aspektów bycia kobietą, o których autorzy wolą nie wspominać. Również w opisie wojny, choć brutalnym, widać kobiecą perspektywę – brak tutaj jakichkolwiek zachwytów na epickością tudzież bohaterstwem. W pamięć zapadł mi zwłaszcza bardzo sugestywny opis rzezi ludności cywilnej w pewnym mieście, tym bardziej przerażający, że wzorowany na masakrze dokonanej przez wojska japońskie w Nankinie.
Ze względu na wartką akcję, konstrukcję fabuły, wiarygodniej zachowujących się bohaterów oraz brak głupot psujących odbiór, „Wojna makowa” prezentuje się także lepiej od znanych mi książek autorów takich jak Peter V. Brett czy Brent Weeks.
Powieść Kuang jest tylko i aż dobrą realizacją znanych motywów fantasy. Nie ma tutaj gry z konwencją. To kolejna, choć spisana w modnym w ostatniej dekadzie nieco mroczniejszym klimacie, historia o sierocie, która zdobywa moc i walczy przeciwko najeźdźcom. W tym przypadku moc ma cenę większą niż zazwyczaj (bardzo przyjemny pomysł z bogami), a sierota nie okazuje się szlachetną wybawicielką, jednak ogólny zrąb fabuły zostaje zachowany. Choć, trzeba przyznać, autorka zaskoczyła mnie zakończeniem pewnego wątku. Jako że „Wojna…” to pierwszy tom trylogii, spodziewałam się, że będzie on rozwijany dalej, a tu się okazało, że jednak nie – co akurat jest ciekawe, bo czyni część drugą mniej przewidywalną.
Cieszy, że Kuang osadziła akcję powieści w świecie inspirowanym Dalekim Wschodem – zdecydowanie wciąż mało jest na polskim rynku1) książek fantasy osadzonych w realiach kojarzących się z Azją. Żałuję, że autorka skupiła się przede wszystkim na akcji, przez co zabrakło dokładniej nakreślonego tła. Nie znaczy to, że nie ma tu opisów, ale ja nie pogniewałabym się, gdyby było ich więcej. Rozumiem, że teraz panuje taka moda, niekiedy też, jak słyszałam, to redaktorzy każą pisarzom „odcedzać” swoje powieści ze zdań budujących klimat i kreślących wizję. Może i zmniejsza to szansę na znudzenie czytelnika, ale po drodze utracone zostaje wrażenie zanurzenia się w obcym świecie, które stanowi jeden z głównych powodów, dla jakich po fantasy sięgam. W „Wojnie…”, podobnie jak w „Królach Dary” Kena Liu, jednak tych quasi-Chin okazało się – dla mnie przynajmniej – nieco za mało. Ucieszyłabym się też, gdyby imiona i nazwy miejsc brzmiały jeszcze bardziej egzotycznie.
Z drobnych rzeczy – trochę wybijają z rytmu kolokwialnie brzmiące przekleństwa2), niekiedy też bohaterowie używają słownictwa, lub dysponują wiedzą zbyt bliską naszej współczesności. Warto natomiast pochwalić dobry przekład i wyjątkowo dobrą jak na powieści fantasy korektę.
Zabrakło mi w „Wojnie…” nie do końca uchwytnego „czegoś więcej”, odróżniającego te książki, które hołubi się w czytelniczych wspomnieniach od tych, które po prostu przeczytało się z zadowoleniem3), ale zamierzam po tom kolejny sięgnąć. A autorce życzę, żeby sukces pozwolił jej rozwinąć skrzydła.
koniec
12 maja 2020
1) Na anglojęzycznym sytuacja się zmienia, czego świadectwem niech będzie choćby ten wpis.

2) Ponieważ zwrócono na to uwagę także w jednej z anglojęzycznych recenzji, rozumiem, że nie jest to kwestia przekładu.

3) Chociaż wciąż zastanawiam się, na ile to kwestia jakości książki, a na ile wieku i ilości przeczytanych powieści fantasy – z czasem niestety, coraz więcej potrzeba, by zrobić na mnie wrażenie.

PS. Przy okazji pozwalam sobie przypomnieć link do mojej strony autorskiej, zwłaszcza, że nie tak dawno dodałam do niej kolejne opowiadania.

Komentarze

« 1 2 3 4
30 V 2020   15:27:16

Z "Pamięci..." przeczytałam pierwszy tom, ale chyba za późno, bo choć był ładny świat, to jakoś mnie trochę znudziło i już dalej nie czytałam. Pewnie, jak bym przeczytała tę książkę w czasach podstawówki, to by mi się bardziej spodobała.

Natomiast widzę, że jest ostatnimi laty trend, żeby fantasy osadzać w bardziej róźnorodnych, że tak powiem "etnicznych tłach", więc może doczekamy się więcej.

30 V 2020   16:44:36

No u mnie tez nie zaiskrzyło. Niby solidnie wykonana robota, ładny język, przemyślany świat i parę barwnych postaci, ale Williams niestety ma tendencję do przynudzania. Końcowy twist jest całkiem oryginalny, ale żeby do niego dojść trzeba się trochę przemęczyć.

Czytałem to niedługo po "Pieśni Lodu i Ognia" i jak na dłoni było widać, że Martin sporo z tego świata zapożyczył.

Niedawno wyszła kontynuacja, ale jakoś mnie nie ciągnie.

Jestem jak najbardziej za "etnicznymi tłami". To co było świeże i tajemnicze w XX wieku, czyli motywy celtycko-nordyckie, teraz często trąci stęchlizną.

« 1 2 3 4

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Odważni, z pewnością siebie
Joanna Kapica-Curzytek

7 VII 2020

„Skoczkowie. Przerwany lot” przybliża nam piękny rozdział historii polskich sportów zimowych w latach międzywojennych, który po wybuchu wojny zmienił się w historię ruchu oporu przeciwko hitlerowskim okupantom.

więcej »

Niebezpieczna lektura
Marcin Mroziuk

6 VII 2020

Motyw przenoszenia się bohatera z naszego świata do innej rzeczywistości nie jest oczywiście niczym nowym. I chociaż wykorzystująca go powieść Alix E. Harrow nie może się równać choćby z dziełami Lewisa Carrolla czy C.S. Lewisa, to „Dziesięć tysięcy drzwi” okazuje się pozycją wartą uwagi.

więcej »

Suwerenność istoty rozumnej
Joanna Kapica-Curzytek

5 VII 2020

„Zew plemienia” to subiektywne credo politycznych poglądów Maria Vargasa Llosy, opowiedziane poprzez sylwetki ważnych dla niego intelektualistów.

więcej »

Polecamy

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej

Na rubieżach rzeczywistości:

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Odcina go połyka wypluwa i ginie
— Beatrycze Nowicka

Niezniszczalne
— Beatrycze Nowicka

Historie rozmaite
— Beatrycze Nowicka

Brulion podróżny
— Beatrycze Nowicka

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Moje 10 lat z Esensją
— Beatrycze Nowicka

Stale płynne
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.