Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 4 sierpnia 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jack Campbell
‹Zaginiona flota. Nieulękły›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZaginiona flota. Nieulękły
Tytuł oryginalnyThe Lost Fleet: Dauntless
Data wydania7 maja 2012
Autor
PrzekładRobert J. Szmidt
Wydawca Fabryka Słów
CyklZaginiona flota
ISBN978-83-7574-725-6
Format416s. 125×195mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Zabiedzona flota: Nielotny
[Jack Campbell „Zaginiona flota. Nieulękły” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Zaginiona flota. Nieulękły” Jacka Campbella to wydany już jakiś czas temu pierwszy tom jednego z już kilkunastu cykli gwiezdnych potyczek, jakie zagościły na naszym rynku. Niestety, trudno zaliczyć go do czołówki peletonu.

Jarosław Loretz

Zabiedzona flota: Nielotny
[Jack Campbell „Zaginiona flota. Nieulękły” - recenzja]

„Zaginiona flota. Nieulękły” Jacka Campbella to wydany już jakiś czas temu pierwszy tom jednego z już kilkunastu cykli gwiezdnych potyczek, jakie zagościły na naszym rynku. Niestety, trudno zaliczyć go do czołówki peletonu.

Jack Campbell
‹Zaginiona flota. Nieulękły›

EKSTRAKT:40%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZaginiona flota. Nieulękły
Tytuł oryginalnyThe Lost Fleet: Dauntless
Data wydania7 maja 2012
Autor
PrzekładRobert J. Szmidt
Wydawca Fabryka Słów
CyklZaginiona flota
ISBN978-83-7574-725-6
Format416s. 125×195mm
Cena39,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
John G. Hemry, tworzący na ogół pod pseudonimem „Jack Campbell”, zbudował sobie w miarę rozsądne podwaliny cyklu. Jako bohatera obrał byłego dowódcę okrętu, który po utracie jednostki przehibernował stulecie w zagubionej w pustce kosmosu kapsule ratunkowej. Odnaleziony i odmrożony zostaje poinformowany, że jest obecnie ideałem gwiezdnego wojownika. Wszyscy w niego wierzą, wszyscy postępują według jego – wykoślawionych bądź wręcz zmyślonych – zaleceń, i wszyscy oczekują cudu. Bo flota Sojuszu jest teraz osaczona przez przeważające siły Syndykatu i lada moment prawdopodobnie zostanie zmieciona, co skończy się upadkiem całego imperium, pozbawionego siły zbrojnej. Bohater nie dość więc, że musi borykać się z okazywanym na każdym kroku uwielbieniem, w jego odczuciu absolutnie nieuzasadnionym, że ma problemy z dostosowaniem się do zmienionych warunków rzeczywistości, to jeszcze – w wyniku splotu okoliczności – zostaje postawiony na czele całej floty…
Początek „Nieulękłego” jest całkiem ciekawy. Akcja rozpędza się gładko i dynamicznie, bez problemu zasysając uwagę czytelnika i leciutko przyspieszając rytm serca. Ale już za pierwszym zakrętem autor rozstawia przed pędzącą lokomotywą akcji ceglany mur. Ten mur nazywa się taktyka gwiezdnego boju. Proza, jak dotąd w miarę prawidłowo się rozwijająca, choć lekko Resnickująca (uwagami na ogół wymienia się z szacunkiem, ogłasza się słuszność cudzych uwag, rozmawia się uprzedzająco grzecznie i używa bardzo logicznych argumentów, unikając przy tym najmniejszych wzburzeń emocjonalnych), skacze nagle na główkę w krainę różowych słoni, tęczowych piłek i brokatowych wampirów.
Otóż – zgodnie z podanymi regułami – najpierw wódz gwiezdnej floty komunikuje rozkaz na wirtualnej odprawie. Zaraz potem… następuje dyskusja. Tworzą się koterie. Wybuchają spory. Już w zasadzie w trakcie bitwy, bo przecież wróg nie czeka na zakończenie procedury decyzyjnej. Gdy oficerowie przypadkiem dojdą do konsensusu – co zdaje się być raczej niemożliwe w takich realiach – to na widok floty przeciwnika i tak WSZYSCY ruszają ile fabryka dała, byle tylko pierwszemu wpaść na wroga i dać mu łomot. Bez zastanowienia, bez szyku, bez sensu. To ja się zapytowywuję: JAK ONI WYTRWALI TE STO LAT WOJNY? Jakim cudem wróg nie rozniósł im przez ten czas kompletu floty i nie podbił planet, skoro ich cała taktyka to „huzia na józia” i wystarczy ustawić na trasie trochę niespodzianek, żeby spokojnie dotłuc pozostałe resztki? Cóż to za piramidalną bzdurę sobie Hemry wymyślił? Żeby było ciekawiej – wróg stosuje identyczną taktykę. Bo tak. Bo, jak rozumiem, ludzi z inteligencją powyżej progu owczarka niemieckiego wymiotło po obu stronach do szczętu w poprzednich bitwach i teraz wszyscy używają statków jak bardziej skomplikowanej wersji maczug.
Ale oczywiście nie tylko bzdurna taktyka jest problemem. Problemem jest też sam bohater. Mamy wojnę praktycznie totalną, o dominację w kosmosie, ale nasz gieroj – dowódca całej floty – drży, że podczas ostrzału orbitalnej bazy mógłby ucierpieć któryś z cywili na planecie poniżej. Mamy niebezpieczny wrogi okręt na kursie, ale smutek ogarnia bohatera, że dzielna obca załoga zaraz zginie i nikogo nie uda się uratować. Po czym okazuje się, że przez sto lat wojny w jakiś sposób zrezygnowano na przykład z brania jeńców i obecnie przejętą jednostkę szabruje się z przydatnego sprzętu, a następnie… wysadza. Z załogą w środku. Czemu więc członkowie załóg byli zszokowani, gdy wróg rozwalił udającą się na negocjacje pokojowe admiralicję? Przecież olewanie jakichkolwiek zasad to w tym świecie standard. Czy w takim razie okrętami latają wyłącznie samobójcy, którzy mustrują się na pewną, rychłą śmierć? Bo przy takiej „taktyce”, i tak różowych perspektywach w przypadku przegranej, szanse na przeżycie byle starcia są na poziomie pomijalnego błędu statystycznego. A przecież jeszcze gdzieś tam jest mowa o jakimś honorze i hipotetycznym łamaniu prawa wojennego. Jakiego, skoro proceder trwa od lat, i jest powszechnie akceptowany?
Wszystko to zaś zalewa miałka pulpa fabularna. Dialogi są krojone od sztancy, bez ikry, z silnym ugrzecznieniem i często bolesną naiwnością, a do tego popstrzone są wielkimi, szumnymi słowami, nie mającymi przełożenia na rzeczywistość. Te wszystkie „potworne”, „druzgocące”, „imponujące”, „przerażające” robią z kwestii dialogowych co najwyżej pretensjonalną bufonadę. I to ciągłe okazywanie zaufania i dziękowanie za okazanie zaufania. Wszystko zaś po to, by podkreślić, że nasz bohater – odmrożony po stuletniej hibernacji i wychowany na starych, dobrych zasadach – jest inteligentny, szlachetny i wyrozumiały, podczas gdy jego oponenci prędzej czy później wychodzą na skarlałych intelektualnie prostaków i durniów. A to nie wszystko. Jest jeszcze prymitywna psychologia postaci, śmiesznie dęte pozy i wyczuwalny absmaczek fabularnych szwów rodem z marnych powieści młodzieżowych, w których co jakiś czas trzeba wykładać mniej pojętnym czytelnikom absolutne oczywistości i rozdzielać jaskrawą granicą tych „dobrych” od „złych”.
„Nieulękłego” traktuję więc jako swój pierwszy, i zarazem ostatni kontakt z prozą Campbella. Nie widzę sensu czytania kolejnych tomów – już jedenastu po polsku!1) – skoro autor niezbyt poważnie traktuje czytelnika, serwując mu space operę na poziomie schyłkowego Resnicka, szorującego po literackim dnie serią „Starship”. Jeśli jednak ktoś poszukuje bardzo, ale to bardzo niewymagającej, szybko się czytającej militarystycznej rąbanki kosmicznej, i nie przeszkadza mu wdepnięcie w przeżutą do cna gumę, która na kolejnych kilka tysięcy stron przylepi mu się do czytelniczego buta, to proszę bardzo – droga wolna. W końcu z jakiejś przyczyny Fabryka Słów ciągle wydaje Campbella, a spora liczba czytelników nieustannie komplementuje nowe odsłony dramatu…
koniec
20 maja 2020
1) Oprócz sześciu części „Zaginionej floty” w skład cyklu wchodzi jeszcze odpryskowy pięcioksiąg „Przestrzeń zewnętrzna”, którego ostatnia część wyszła po polsku dosłownie dwa miesiące temu. Naturalnie Hemry/Campbell nie spoczął na laurach i do ewentualnego przetłumaczenia został jeszcze czterotomowy cykl „The Lost Stars”, rozgrywający się w przestrzeni Syndykatu, oraz trzytomowy, prequelowy „The Genesis Fleet”.

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Żyje się tylko raz
Joanna Kapica-Curzytek

4 VIII 2020

Komedia romantyczna „Lista, która zmieniła moje życie” bawi i wzrusza.

więcej »

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
Sebastian Chosiński

3 VIII 2020

W dwa lata po poświęconej aneksji, a następnie okupacji, Półwyspu Krymskiego książce „Krym. Znikający półwysep” Paweł Semmler wydał nie mniej interesujący reportaż dotyczący współczesnej Rosji. „Rosja we krwi” (z podtytułem: „Terroryzm dwóch dekad”) to nadzwyczaj interesująca opowieść o walce Kremla z fundamentalistami islamskimi. Walce, która toczy się nie tylko na Kaukazie Północnym.

więcej »

Krótko o książkach: Z nadzieją patrzmy w przyszłość
Miłosz Cybowski

2 VIII 2020

Z jednej strony powstałe w 1969 roku „Skrzydła nocy” Roberta Silverberga zaliczać należałoby do nurtu sf, który nie wróży zbyt dobrze ludzkości. Z drugiej jednak strony zakończenie mówi wprost, że zawsze jest jakaś nadzieja.

więcej »

Polecamy

Faust musi przegrać

Na rubieżach rzeczywistości:

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Wątpliwa reklamówka
— Jarosław Loretz

Krok w dobrą złą stronę
— Jarosław Loretz

Kryminalna grabież czasu
— Jarosław Loretz

Anioł w zielonych kaloszach
— Jarosław Loretz

Nazwobójca
— Jarosław Loretz

Siódma dusza po kisielu
— Jarosław Loretz

Wąż zwany Hydrą
— Jarosław Loretz

Pół-wampiry i pół-Niemcy
— Jarosław Loretz

Kiedy rozum śpi, budzą się upiory
— Jarosław Loretz

Światło wiekuiste
— Jarosław Loretz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.