Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Marek Krajewski
‹Pomocnik kata›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPomocnik kata
Data wydania20 maja 2020
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-6024-5
Format400s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena44,99
Gatunekhistoryczna, kryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Prometeusze na sowieckim widelcu
[Marek Krajewski „Pomocnik kata” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Gdy dwa lata temu podczas spotkania autorskiego w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wągrowcu Marek Krajewski zapowiedział, że będzie zajmował się beletrystyką jeszcze przez dziesięć lat, a potem, zapewniwszy sobie godne życie na pisarskiej emeryturze, wróci do zgłębiania kwestii filologicznych – ucieszyłem się, że wciąż czeka mnie lektura przynajmniej dziesięciu interesujących retro-kryminałów. Tymczasem już po tej zapowiedzi autor podkręcił tempo i obecnie wydaje kolejną powieść średnio co pół roku. Najnowszą jest „Pomocnik kata”.

Sebastian Chosiński

Prometeusze na sowieckim widelcu
[Marek Krajewski „Pomocnik kata” - recenzja]

Gdy dwa lata temu podczas spotkania autorskiego w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Wągrowcu Marek Krajewski zapowiedział, że będzie zajmował się beletrystyką jeszcze przez dziesięć lat, a potem, zapewniwszy sobie godne życie na pisarskiej emeryturze, wróci do zgłębiania kwestii filologicznych – ucieszyłem się, że wciąż czeka mnie lektura przynajmniej dziesięciu interesujących retro-kryminałów. Tymczasem już po tej zapowiedzi autor podkręcił tempo i obecnie wydaje kolejną powieść średnio co pół roku. Najnowszą jest „Pomocnik kata”.

Marek Krajewski
‹Pomocnik kata›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPomocnik kata
Data wydania20 maja 2020
Autor
Wydawca Znak
CyklEdward Popielski
ISBN978-83-240-6024-5
Format400s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena44,99
Gatunekhistoryczna, kryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Przyglądając się książkom Marka Krajewskiego publikowanym od 2018 roku, można dostrzec pewną prawidłowość – wrocławski pisarz postanowił na przemian poświęcać swój czas Eberhardowi Mockowi i Edwardowi Popielskiemu. Dlatego po rozgrywającym się w Breslau przed pierwszą wojną światową „Pojedynku” (2018) pojawiła się poświęcona z kolei Łyssemu (tak nieprzejednanego komisarza ze Lwowa nazywają miejscowi przestępcy) „Dziewczyna o czterech palcach” (2019); krótko potem do rąk czytelników trafił rozgrywający się w światku wrocławskich Żydów „Golem” (2019), a tuż po nim – „Pomocnik kata” (2020), w którym ponownie pierwsze skrzypce gra Popielski. I to wszystko w odstępach półrocznych, podczas gdy przez poprzednie dwie dekady Krajewski twardo trzymał się zasady – jeden kryminał na rok (odstępstwa pojawiły się tylko w przypadku dwóch napisanych we współpracy z Mariuszem Czubajem współczesnych książek o komisarzu Jarosławie Patrze, czyli „Alei samobójców” oraz „Róż cmentarnych”).
Komisarz Edward Popielski po raz pierwszy pojawił się w szóstej powieści poświęconej Mockowi – „Głowie Minotaura” (2009) – by przez kolejnych sześć lat stać się sztandarowym bohaterem Krajewskiego. W tym czasie trafiały się wrocławianinowi powieści lepsze („Liczby Charona”), średnie („W otchłani mroku”) i słabe („Władca liczb”). W pewnym momencie można było nawet odnieść wrażenie, że Popielski jako postać książkowa jest „skończony”, że wyczerpał swój potencjał i najlepsze, co będzie można z nim zrobić, to pozwolić mu heroicznie zginąć, a potem pogrzebać i nigdy już do niego nie wracać. Krajewski wybrał jednak inne rozwiązanie, postanawiając dać Łyssemu drugą szansę – i dokonał restartu całej serii. Tym sposobem w „Dziewczynie o czterech palcach” pojawił się zupełnie nowy, choć wciąż ten sam, lwowski komisarz – o kilkanaście lat młodszy, sprawniejszy fizycznie i z jeszcze większym zamiłowaniem do ryzykanctwa.
Przy okazji zaszła też istotna zmiana gatunkowa. O ile wszystkie poprzednie powieści z Popielskim (począwszy od „Głowy Minotaura”, a na „Arenie szczurów” skończywszy) były typowymi kryminałami retro, o tyle te powstające już po restarcie są klasycznymi powieściami szpiegowskimi, w których wątki kryminalne dodawane są jedynie dla smaku. Widać Krajewski w ostatnich latach rozsmakował się w popularnej literaturze okresu międzywojennego, której jednym z naczelnych motywów była walka polskich służb specjalnych z wywiadem i kontrwywiadem sowieckim – i postanowił przedstawić własną jej wersję. W „Pomocniku kata” jako punkt wyjścia potraktował autentyczne wydarzenie, jakim był dokonany 7 marca 1927 roku na jednym z warszawskich dworców kolejowych zamach na radzieckiego ambasadora (a gwoli ścisłości: posła nadzwyczajnego i ministra pełnomocnego) Piotra Wojkowa. Dokonał go mieszkający w Polsce niespełna dwudziestoletni Białorusin Borys Kowerda.
W ten wątek Krajewski wpisał całkowicie fikcyjną opowieść o tym, co poprzedziło zamach i co było jego bezpośrednim następstwem. Choć czy na pewno „całkowicie fikcyjną”? Wrocławianin uznał bowiem, że sporo racji może mieć obecny (i były) dyrektor Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych Sławomir Dębski, który przed trzema laty opublikował w kwartalniku „Polski Przegląd Dyplomatyczny” artykuł „Zagadka zamachu na Piotra Wojkowa, sowieckiego posła w Warszawie 7 czerwca 1927 r. – nieznany dokument polskiego MSZ rzuca nowe światło”, w którym pojawiła się teza, że za zabójstwem Wojkowa mógł stać radziecki wywiad wojskowy, w skrócie zwany Razwieduprem (co było akronimem utworzonym od „разведывательное управление”, czyli „zarząd wywiadowczy”). Teza ta była na tyle intrygująca, że świetnie nadawała się do rozwinięcia w formie powieściowej. Dyrektor Dębski zrobić tego oczywiście nie mógł, więc wyręczył go ceniony beletrysta Krajewski. Dzięki temu mógł on po raz kolejny sięgnąć po postać komisarza Popielskiego i, co najważniejsze, wyciągnąć go ze Lwowa i rzucić na znacznie szerszą arenę wydarzeń.
Akcja rozpięta została bowiem pomiędzy Wilnem a Warszawą, pomiędzy mazowieckim Sierpcem (gdzie od 1915 do 1945 roku mieściło się odgrywające ważną rolę w „Pomocniku kata” więzienie) a Świętym Krzyżem na Kielecczyźnie (pojawiającym się również w kontekście znajdującego się tam ciężkiego zakładu penitencjarnego), by w finale zaprowadzić czytelnika nad przecinającą Wołyń granicę polsko-radziecką. Nie byłoby tego rozmachu geograficznego, gdyby nie zaprzęgnięta do fabuły… „idea prometejska”, będąca w drugiej połowie lat 20. ubiegłego wieku bardzo śmiałym konceptem politycznym, któremu sprzyjał Henryk Józewski, jedna z kluczowych postaci w książce Krajewskiego. Zresztą nie jedyna mająca swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Kolejnymi są chociażby pułkownik Tadeusz Schaetzel, ówczesny szef Dwójki (Oddziału II), to jest polskiego wywiadu wojskowego, czy prezes Tadeusz Chłapowski – prominentny działacz Krajowego Towarzystwa Naftowego (którego Popielski dobrze poznał już przy okazji akcji opisanej w „Dziewczynie o czterech palcach”).
Pierwsze dwie (z pięciu) części powieści opisują wydarzenia poprzedzające zamach na ambasadora Wojkowa i samo to dramatyczne wydarzenie, po którym Borys Kowerda – wbrew przekonaniu Edwarda Popielskiego – dostaje nadzwyczaj surowy wyrok więzienia, co zresztą wywołuje w komisarzu ogromne (i jak najbardziej usprawiedliwione sytuacją) wyrzuty sumienia. Na szczęście dzięki zaskakującemu zbiegowi okoliczności w dalszym ciągu książki lwowianin dostaje szansę, aby choć częściowo naprawić swój – wynikający z nieświadomości (która jest jednak tylko drobną okolicznością łagodzącą) – błąd. A przy okazji rozprawić się z działającą na terenie Polski i sięgającą naprawdę głęboko – do biurek polskich wojskowych i polityków – agenturą sowiecką. Popielski jest więc wyjątkowo zdeterminowany. I odpowiednio wkurzony. A to jak najlepiej wróży lekturze. „Pomocnik kata” ma wszystkie plusy „Dziewczyny o czterech palcach”, ale jest od niej jeszcze bardziej wciągający. Nie da się ukryć, że sięgnięcie do autentycznych zdarzeń sprzed prawie stu lat wyszło powieści na dobre.
Kiedyś chwyciłbym się za głowę, przeczytawszy następujące zdanie: „Od jakiegoś czasu z większą niecierpliwością czekam na kolejne książki z komisarzem Popielskim, aniżeli z Eberhardem Mockiem” – ale się nie chwycę, bo w końcu to ja je napisałem!
koniec
2 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Uśmiech towarzyszki Kamli
Anna Nieznaj

24 II 2021

Polityczny esej połączony z reportażem z partyzanckiego przemarszu to w wykonaniu prozaiczki światowej klasy broń niezwykle niebezpieczna. Arundhati Roy w „Indiach rozdartych” wrzuca czytelnika w sam środek krwawego konfliktu, opisanego z liryczną pasją.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Pięścią w Armię Czerwoną!
Sebastian Chosiński

23 II 2021

Drugi tom powieści Romana Orwid-Bulicza, „Jeśli jutro wojna…” jest bezpośrednią kontynuacją tego, co autor przedstawił w pierwszym. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika, to dzieło historyczne, ale dla autora było pisaną niemal na gorąco – zaledwie kilka lat po zaistniałych wydarzeniach – kroniką czasów instalowania rządów komunistycznych w powojennej Polsce.

więcej »

Polecamy

Lęk i odraza w Kalifornii

Na rubieżach rzeczywistości:

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

O świecie, którego już nie ma
— Sebastian Chosiński

Miłość szczęścia nie daje
— Sebastian Chosiński

Gdy piosenka wyszła z wojska…
— Sebastian Chosiński

Chędożenie karlicy
— Sebastian Chosiński

Najeźdźcy z Maghrebu i okrutni sekciarze
— Sebastian Chosiński

Policjant śmie wątpić!
— Sebastian Chosiński

Co za porąbana rodzinka!
— Sebastian Chosiński

Bystanders w czasach pogardy
— Sebastian Chosiński

Słowo Boże nie zawsze niesie otuchę
— Sebastian Chosiński

Gdy coś nie istnieje, to istnieje tym bardziej
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.