Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Alice Lugen
‹Tragedia na Przełęczy Diatłowa›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTragedia na Przełęczy Diatłowa
Data wydania6 maja 2020
Autor
Wydawca Czarne
ISBN978-83-8049-999-7
Format280s. 133×215mm
Cena39,90
Gatunekhistoryczna, non-fiction
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ten okrutny XX wiek: Jednostka – zerem!
[Alice Lugen „Tragedia na Przełęczy Diatłowa” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Jeśli ktokolwiek będzie oczekiwał, że książka Alice Lugen ostatecznie wyjaśni, co wydarzyło się w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku na wschodnim stoku góry Chołatczachl (w północnej części Uralu) – zawiedzie się. Jeśli jednak ograniczy swoje oczekiwania jedynie do poznania kulisów zakończonej tragicznie wyprawy na Otorten i późniejszego fałszowania prowadzonego w jej sprawie śledztwa – uzna „Tragedię na Przełęczy Diatłowa” za pasjonującą lekturę.

Sebastian Chosiński

Ten okrutny XX wiek: Jednostka – zerem!
[Alice Lugen „Tragedia na Przełęczy Diatłowa” - recenzja]

Jeśli ktokolwiek będzie oczekiwał, że książka Alice Lugen ostatecznie wyjaśni, co wydarzyło się w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku na wschodnim stoku góry Chołatczachl (w północnej części Uralu) – zawiedzie się. Jeśli jednak ograniczy swoje oczekiwania jedynie do poznania kulisów zakończonej tragicznie wyprawy na Otorten i późniejszego fałszowania prowadzonego w jej sprawie śledztwa – uzna „Tragedię na Przełęczy Diatłowa” za pasjonującą lekturę.

Alice Lugen
‹Tragedia na Przełęczy Diatłowa›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTragedia na Przełęczy Diatłowa
Data wydania6 maja 2020
Autor
Wydawca Czarne
ISBN978-83-8049-999-7
Format280s. 133×215mm
Cena39,90
Gatunekhistoryczna, non-fiction
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
O autorce książki wiadomo niewiele. Poza tym, że posługuje się pseudonimem, a wcześniej specjalizowała się – jako ghostwriterka – w spisywaniu cudzych wspomnień i biografii. Dwadzieścia sześć – to liczba współtworzonych przez Alice Lugen pozycji (niestety, wydawnictwo nie podaje ani jednego tytułu). Musi robić wrażenie, jednocześnie przekonując, że mamy do czynienia z osobą, która zna się na swoim fachu. Jeśli wierzyć redaktorom Czarnego (a nie ma powodu, aby było inaczej), jest dziennikarką śledczą, w szczególny sposób zainteresowaną historią Związku Radzieckiego i problemami trapiącymi współczesną Rosję. Temat tragedii na Przełęczy Diatłowa badała ponoć przez siedem lat. Na koniec napisała na ten temat reportaż historyczny. Niezwykle wciągający, w interesujący sposób przedstawiający faktu i postaci, ale… właśnie, ani na krok nie przybliżający do rozwiązania zagadki.
Do końca nie ma pewności, jaką rolę chciała przyjąć Lugen: czy jedynie prozaika relacjonującego przebieg zdarzeń i ich konsekwencje, czy też dziennikarza śledczego z prawdziwego zdarzenia, który stara dociec prawdy? Jeśli to pierwsze, to wywiązała się ze swego zadania nadzwyczaj fachowo; w drugim przypadku należałoby mimo wszystko stwierdzić, że w zderzeniu z zagadką, jaką starają się rozwiązać od ponad półwiecza tysiące osób, trafiła na potężną ścianę i odbiła się od niej. Książka nie kończy się bowiem, jak można było tego oczekiwać, żadną próbą rekonstrukcji tego, co zaszło w nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku na wschodnim stoku góry Chołatczachl (zwanej przez zamieszkujących ten region Mansów również Górą Umarłych). Nie pojawia się w niej również żadna nowa hipoteza na temat tego, co spotkało dziewięcioro turystów maszerujących pod kierownictwem Igora Diatłowa ku górze Otorten, którzy nim dotarli do celu, zginęli w bardzo niejasnych i podejrzanych okolicznościach. Świadczących o tym, że w ostatnich minutach bądź godzinach życia czekało ich wielkie cierpienie.
To każe zadać pytanie, jakie w takim razie śledztwo przeprowadziła Lugen. Czy badała jedynie dostępne w Internecie dokumenty i opracowania? Analizowała tylko zachowane zdjęcia i mapy? Ograniczyła się do poddania drobiazgowej wiwisekcji opublikowanych książek? Czy zrobiła coś więcej – na przykład dotarła do archiwów, spotkała się ze świadkami, a raczej – z uwagi na upływ czasu (minęło już przecież prawie sześćdziesiąt lat) – ich znajomymi bądź krewnymi? A może wybrała się na miejsce tragedii? Bo tego właśnie oczekiwalibyśmy po dziennikarzu śledczym. Z treści książki nic takiego nie wynika. Należy więc założyć, że mamy do czynienia z pozycją, która podsumowuje to, co przez parę dekad ustalili i opublikowali inni. I oczywiście nic w tym złego. Ustaliwszy, z jaką formą reportażu mamy do czynienia – po prostu łatwiej przyłożyć odpowiednią miarę.
Tragedia na Przełęczy Diatłowa to zdarzenie, jakie po dziś dzień ogniskuje uwagę tysięcy wielbicieli zagadek i teorii spiskowych na całym świecie. Do tego stopnia, że zajęło już poczesne miejsce w historii popkultury, stając się kanwą – w mniejszym bądź większym stopniu opartych na faktach – filmów (dokumentalnych i fabularnych) oraz książek (w tym beletrystycznych). Ba! nawet gier wideo. We wszystkim tym umyka gdzieś prawdziwy, wprost niewyobrażalny dramat, jaki spotkał uczestników wyprawy. Giną gdzieś ofiary. Alice Lugen przywraca je pamięci, oddaje im należny szacunek i hołd. W kilku rozdziałach przedstawia każdego z osobna, kreśli krótkie portrety psychologiczne oraz sieć wzajemnych powiązań, sympatii i antypatii. Podkreśla tym samym fakt, że byli ludźmi z krwi i kości, których można było lubić bądź nie. Nierzadko, mimo młodego wieku, nieśli już na swoich barkach ciężar życiowych doświadczeń (co dotyczy przede wszystkim Nikołaja Thibeaux-Brignolle’a i Jurija Doroszenko).
Łączyło ich – z jednym wyjątkiem – miasto, w którym studiowali i w którym się poznali: ówczesny Swierdłowsk, obecny Jekaterynburg. Ten wyjątek to Siemion Zołotariow – najstarszy uczestnik wyprawy, który dołączył do grupy niemal dosłownie w ostatniej chwili. Nikt z ekipy Igora Diatłowa, włącznie z samym kierownikiem wyprawy, nie znał go wcześniej. A mimo to, choć taka sytuacja wydaje się nieprawdopodobna, udało mu się „wkręcić”. I, co podkreśla Lugen, nie jest to jedyna zaskakująca rzecz w kontekście Zołotariowa. Mnóstwo tajemnic skrywa jego wcześniejsza biografia (i ewentualne zaangażowanie w czasach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej), ale i – jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – jego „życie po śmierci”. Dzisiaj wiadomo już bowiem, że w mogile na Cmentarzu Iwanowskim w Jekaterynburgu spoczywa zupełnie inny człowiek. Jak do tego doszło? na to pytanie nie ma odpowiedzi. Jak również na wiele innych, związanych z kłamstwami, jakimi Siemion raczył Diatłowa i jego towarzyszy.
Lugen wyraźnie daje do zrozumienia, że coś tu jest nie tak. Że uzyskanie odpowiedzi na pytania związane z Zołotariowem, być może przybliżyłoby rozwiązanie tajemnicy tragedii. Choć równie dobrze mogłoby skutkować jedynie kolejnymi teoriami spiskowymi, których i tak nie brakuje, a które związane są chociażby z miejscem pracy czterech uczestników wyprawy. Jurij (a w zasadzie Gieorgij) Kriwoniszczenko i Thibeaux-Brignolle byli bowiem zatrudnieni w zakładzie atomowym Majak nieopodal Oziorska, jednego z miast, których nie było nawet na ówczesnych mapach Związku Radzieckiego. Tam właśnie kilkanaście miesięcy wcześniej – pod koniec września 1957 roku – doszło do potężnej katastrofy jądrowej (pod wieloma względami przypominającej to, co zaszło trzy dekady później w ukraińskim Czarnobylu). Aleksandr Kolewatow, choć wciąż był studentem Uralskiego Instytutu Politechnicznego, pracował jednocześnie w supertajnym moskiewskim Instytucie 3394, w którym powstawały nowe technologie wykorzystywane przez Kraj Rad w czasie zimnej wojny. Rustem Słobodin z kolei miał etat w tajnym laboratorium znanym jako „Zakład-10”, pod którym krył się Naukowo-Badawczy Instytut Technologii Chemicznej w Swierdłowsku.
Uczestnicy wyprawy nie byli więc „ludźmi z ulicy”. Bywało, że mieli – jak Ludmiła Dubinina czy Kriwoniszczenko – ustosunkowanych rodziców, którzy mogli po śmierci swoich dzieci „poruszyć niebo i ziemię”. A jednak na nic zdały się wpływy i znajomości. Śledztwo prowadzone przez prokuratora Lwa Iwanowa sprowadzono – wbrew jego woli – na fałszywe tory i nagle i niespodziewanie dla rodzin ofiar zamknięto. Dlaczego? Fragmenty książki, w których Lugen stara się to wyjaśnić, są najbardziej interesujące. Mówią bowiem wiele o tym, jak funkcjonował system sowiecki w okresie zimnej wojny. Chociaż był to okres Chruszczowowskiej „Odwilży”, władza wciąż nie liczyła się z obywatelami, a stwierdzenie „tajemnica państwowa” zamykało wszystkie drzwi i sznurowało wszystkie usta. Jest więc „Tragedia na Przełęczy Diatłowa” również znakomitym portretem Związku Radzieckiego lat 50. i 60. ubiegłego wieku – kraju, w którym stosowanie klauzuli tajności doprowadzone zostało do rozmiarów graniczących z paranoją.
Jeśli zatem, o czym mowa była na początku recenzji, ograniczymy swoje oczekiwania wobec książki Lugen i nie będziemy na siłę oczekiwali od autorki rozwiązania nierozwiązywalnej, przynajmniej jak na razie, zagadki i tym samym potraktujemy ją jako reportaż stricte historyczny – dzieło polskiej dziennikarki sprawi nam wiele satysfakcji. Choć często będzie to satysfakcja odczuwana wraz z bólem zgrzytających ze wściekłości zębów. Ale przecież w Kraju Rad zawsze tak było. Trafnie przedstawił to jeszcze przed drugą wojną światową w wierszu „Włodzimierz Iljicz Lenin” legendarny poeta Włodzimierz Majakowski: „Jednostka – zerem, jednostka – bzdurą, sama – nie ruszy pięciocalowej kłody, choćby i wielką była figurą”. Nawet jeżeli tych jednostek było dziewięć – położone na szali nie mogły przeważyć ciężaru państwowej machiny, zwłaszcza gdy za kotarą czaiło się wojsko i – to jedna z hipotez – testowane na północnouralskich poligonach nowe rodzaje broni. Które być może w wyniku błędu człowieka wymknęły się spod kontroli.
koniec
9 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Droga na pewno ma kres
Miłosz Cybowski

25 I 2021

„Koniec wszystkiego” Katie Mack to przystępnie napisane zestawienie różnych wersji końca naszego wszechświata. Co prawda czasami autorkę ponosi fantazja i puszczenie oka do czytelnika staje się nieznośnym mruganiem, ale pamiętajmy, że mamy do czynienia dopiero ze „wschodzącą gwiazdą światowej astrofizyki”.

więcej »

Laurka na jubileusz
Joanna Kapica-Curzytek

24 I 2021

„Muzeum luster” to mocny thriller rozgrywający się w madryckim muzeum Prado. Sporo tutaj akcji i sensacji, ale też mnóstwo ciekawostek związanych ze sztuką. Autorem książki jest hiszpański pisarz Luis Montero Manglano, na co dzień zajmujący się ikonografią.

więcej »

Kiedy budzą się demony
Marcin Mroziuk

23 I 2021

Po filmie Wojciecha Smarzowskiego większości dorosłych nie trzeba już uświadamiać, jak straszne rzeczy działy się na Wołyniu w trakcie II wojny światowej. Tym trudniejszym zadaniem wydaje się więc przybliżenie tych wydarzeń dzieciom i młodzieży. Nie ulega jednak wątpliwości, że Dorota Combrzyńska-Nogala w „Niedokończonej opowieści Pepe” doskonale sobie z nim poradziła.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Krótko o książkach: Tajemnica pewnej wyprawy
— Miłosz Cybowski

Z tego cyklu

Buduj z Hitlerem
— Miłosz Cybowski

Ponury finał szlachetnej idei
— Sebastian Chosiński

Bohater, który się bał
— Sebastian Chosiński

Wielka Historia przy kawiarnianym stoliku
— Sebastian Chosiński

„…to się całkiem nie mieści w głowie”
— Sebastian Chosiński

„W niedzielę nie należy pracować”
— Sebastian Chosiński

„Rzeźnik” z odzyskanego Dzikiego Zachodu
— Sebastian Chosiński

Od socjalisty do komunisty
— Sebastian Chosiński

Kinowe szańce, celuloidowe kamienie
— Sebastian Chosiński

Nad przepaścią…
— Sebastian Chosiński

Tegoż twórcy

Krótko o książkach: Tajemnica pewnej wyprawy
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.