Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 5 lipca 2020
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Laska dyrektora Osieckiego›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLaska dyrektora Osieckiego
Data wydania17 marca 2014
Autor
Wydawca LTW
CyklStefan Downar
ISBN978-83-7565-333-5
Format206s. 130×195mm
Cena23,30
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Agenci Gehlena są bez szans!
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Laska dyrektora Osieckiego” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Stęsknieni za majorem Stefanem Downarem wielbiciele „powieści milicyjnych” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zapewne z radością przyjęli pojawienie się latem 1967 roku na łamach „Expressu Wieczornego” pierwszego odcinka „Laski dyrektora Osieckiego”. Co prawda nie zaistniał w nim jeszcze sympatyczny major MO, ale za to dał o sobie znać jego dobry druh, oficer polskiego kontrwywiadu Jan Stasiak. A to dobrze wróżyło na przyszłość…

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Agenci Gehlena są bez szans!
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Laska dyrektora Osieckiego” - recenzja]

Stęsknieni za majorem Stefanem Downarem wielbiciele „powieści milicyjnych” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zapewne z radością przyjęli pojawienie się latem 1967 roku na łamach „Expressu Wieczornego” pierwszego odcinka „Laski dyrektora Osieckiego”. Co prawda nie zaistniał w nim jeszcze sympatyczny major MO, ale za to dał o sobie znać jego dobry druh, oficer polskiego kontrwywiadu Jan Stasiak. A to dobrze wróżyło na przyszłość…

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Laska dyrektora Osieckiego›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułLaska dyrektora Osieckiego
Data wydania17 marca 2014
Autor
Wydawca LTW
CyklStefan Downar
ISBN978-83-7565-333-5
Format206s. 130×195mm
Cena23,30
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wróżba okazała się prawdziwa. Bo, przynajmniej tak było do tej pory, gdzie pojawiał się Jan Stasiak, w ślad za nim objawiał się również Stefan Downar (bądź na odwrót). Było to o tyle istotne, iż w chronologicznie poprzedniej powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego – drukowanym w „Kurierze Polskim” „Zabrakło partnera do brydża” (później znanym także jako „Polowanie na jastrzębia”) – Downara nie było, a pozbawiona tej postaci historia wypadła zaskakująco blado i nieprzekonująco. Teraz, być może chcąc zrekompensować czytelnikom wszelkie niedogodności, pisarz dodał majorowi z Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej do kompletu także Stasiaka, jego starego przyjaciela z kontrwywiadu, czyli – podporządkowanego Służbie Bezpieczeństwa – Departamentu II Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ich współpraca zawsze układała się bardzo harmonijnie, czego dowodziły sprawy opisane wcześniej w „Szlafroku barona Boysta” (1958-1959), „Akcji Rudolf” (1962-1963) oraz „Szantażu” (1963-1964).
„Laska dyrektora Osieckiego” pierwotnie ukazała się w odcinkach na łamach warszawskiej popołudniówki „Express Wieczorny” (w numerach od 173/174 do 241 z 1967 roku), a potem przedrukowana została przez trzy regionalne czasopisma – „Dziennik Łódzki” (1968), lubelski „Sztandar Ludu” (1968) oraz śląski „Dziennik Zachodni” (1969). Na pierwsze wydanie książkowe powieści trzeba jednak było poczekać aż do 2011 roku, kiedy to w serii „Z warszawą” (chodzi o markę samochodu, nie miasto!) opublikowało ją wydawnictwo Wielki Sen. To, co mogło zaskakiwać najbardziej, to – wprawdzie częściowe, ale zdecydowanie rzucające się w oczy – podobieństwo fabularne do „Polowania na jastrzębia”. Podobnie jak w przypadku milicyjnego dochodzenia w sprawie zabójstwa zootechnika Macieja Sławińskiego, akcja ogniskuje się wokół wydarzeń, jakie mają miejsce w… stadninie koni. W poprzedniej powieści – tej bez Downara – w niewesołej sytuacji znalazł się dyrektor Czesław Kuczewski, teraz w jeszcze większe tarapaty wpadł zajmujący to samo stanowisko Henryk Osiecki.
Trudno to uznać za przypadek, należy więc stwierdzić, że Zeydler-Zborowski zwyczajnie dokonał swoistego autoplagiatu. Na szczęście tym razem ominął wszystkie mielizny, dzięki czemu w porównaniu z „Polowaniem…” „Laska dyrektora Osieckiego” prezentuje się nieporównywalnie ciekawiej. A wszystko zaczyna się od napisanego na maszynie donosu, który trafia na biurko przełożonego Stasiaka, pułkownika kontrwywiadu Gernera. Jest w nim mowa o tym, że udający się samolotem LOT-u do Berlina (a potem dalej, aż do Akwizgranu, by tam wziąć udział nie tylko w zawodach hippicznych, ale także rozmowach handlowych) dyrektor Henryk Osiecki będzie przemycał w swojej bambusowej lasce mikrofilmy z materiałami szpiegowskimi. Informacja wydaje się absurdalna, ale sprawdzić ją trzeba. Wysłany na Okęcie Stasiak wstrzymuje odlot, odnajduje na pokładzie maszyny wskazaną osobę, prosi ją o pokazanie wzmiankowanego przedmiotu, po czym odkręca gałkę i…
Wszystko jak w donosie – w wydrążonym wnętrzu laski znajduje się mikrofilm z, jak się potem okazuje, zdjęciami obiektów wojskowych. Osiecki zostaje zatrzymany. Kilka elementów, poza przyłapaniem go na gorącym uczynku, świadczy bowiem przeciwko niemu. Chociażby ten, że dwa lata temu był przez trzy tygodnie w Hamburgu, gdzie odwiedził siostrę. A skąd ona tam się wzięła? W czasie wojny została wywieziona w okolice Drezna, gdzie pracowała jako pielęgniarka. Opiekowała się rannym żołnierzem Wehrmachtu, w którym później zakochała się i – to już po wojnie – wyszła za mąż i przeniosła się na stałe do Republiki Federalnej Niemiec. Kto wie, może właśnie podczas spotkania rodzinnego po latach Osiecki został zwerbowany i przeszkolony przez obcy wywiad. Taką ewentualność muszą brać pod uwagę Stasiak i Gerner. Ale jest jednak pewna rzecz, która nie daje im spokoju. Kto napisał anonim? Skąd o wszystkim wiedział? Czym się kierował?
By przyjrzeć się sprawie na miejscu, do stadniny zostaje skierowany Stasiak. Pojawia się tam incognito – wprawdzie pod swoim nazwiskiem, ale nie jako oficer kontrwywiadu, lecz… nowy zastępca dyrektora Osieckiego. O całej mistyfikacji powiadomiona jest jedynie żona dyrektora, nie wiedzą o niej natomiast nawet jego dzieci (oboje jeszcze w wieku szkolnym). Stadnina w dużej mierze utrzymuje się z organizowania tak zwanych „wczasów w siodle” (w epoce Gomułki cieszyły się one sporą popularnością), z których korzystają przede wszystkim turyści z zagranicy – głównie z Francji, Szwajcarii, Niemiec. Z ramienia „Orbisu” opiekuje się nimi urzekająca urodą (Zeydler-Zborowski nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił!) Józefina Vaudrin, w połowie Polka, w połowie Francuzka. Jej wdziękom mało kto potrafi się oprzeć. Nie udało się to także samemu dyrektorowi Osieckiemu, który przerwał romans dopiero, gdy przekonał się, że kochanka nie jest mu wierna.
Turyści z Zachodu, leśna okolica, w której nie brakuje miejsc mogących interesować wrogie Polsce Ludowej wywiady i, przynajmniej jak dotąd, bez większych problemów wyjeżdżający do Niemiec dyrektor stadniny – wszystko zdaje się pasować. Stasiak ma więc twardy orzech do zgryzienia. I nie wiadomo, jak długo by go jeszcze zgryzał, gdyby nie pewne tragiczne zdarzenie w… Warszawie. W windzie w jednej z kamienic zostaje znalezione ciało mężczyzny. Nie ma on przy sobie żadnych dokumentów. Bielizna wskazuje na to, że może być obcokrajowcem, chociaż marynarkę na sobie ma polską. Prowadzący dochodzenie w tej sprawie major Downar podejrzewa, że choć ofiara nie mieszkała w tym budynku (ba! nikt z mieszkańców nie przyznaje się nawet do znajomości z nią), to jednak zbrodni dokonano właśnie tam, gdzie potem porzucono ciało. Najważniejsza wydaje się identyfikacja zwłok, bez niej trudno będzie ruszyć się z miejsca. Kiedy to się w końcu udaje, trop wiedzie do stadniny dyrektora Osieckiego, a gdzieś w oddali na horyzoncie majaczy postać pięknej Józefiny.
Okazuje się więc, że chociaż Stasiak i Downar prowadzą dwa odrębne śledztwa – sprawa tak naprawdę jest ta sama. Aby te dwa wątki połączyć w jedno, Zeydler-Zborowski musiał się trochę nagimnastykować. Najważniejsze jednak, że zrobił to w sposób, który ani nie razi sztucznością, ani nie obraża inteligencji czytelnika. Czasami gdzieś tam widać w narracyjnym potoku dwie czy trzy mielizny, ale na szczęście nie wstrzymują one biegu wydarzeń ani nie wywracają łódki. Nie oznacza to oczywiście, że mamy do czynienia z kryminałem idealnym. „Laska dyrektora Osieckiego” to typowe „literackie dziecko” swoich czasów, stąd pojawienie się na kartach powieści czyhającego na tajemnice Polski Ludowej zachodnioniemieckiego wywiadu, jak i pogrobowców Hitlera. Przekaz propagandowy jest w tym przypadku jasny – chociaż od zakończenia wojny minęło już ponad dwadzieścia lat, wciąż nie można im ufać. Bo wciąż knują i kombinują, jak odebrać nam ziemie niegdyś do nich należące.
Na szczęście mamy tak doskonałych funkcjonariuszy, jak Jan Stasiak i Stefan Downar. Oni na to nie pozwolą. Zdemaskują każdego zewnętrznego wroga ludowej ojczyzny! A i samo społeczeństwo jest coraz bardziej świadome. Czego między innymi ma dowodzić długa tyrada wygłoszona przed pułkownikiem Gernerem przez Elżbietę Osiecką, żonę podejrzanego o szpiegostwo dyrektora stadniny, która tak mówi (czytelnik z epoki mógł chyba w tym momencie odnieść wrażenie, że czyta przemówienie jakiegoś partyjnego kacyka średniego szczebla): „Henryk jest najbardziej lojalnym obywatelem Polski Ludowej. Pochodzi wprawdzie z rodziny ziemiańskiej, ale zdaje sobie doskonale sprawę z konieczności przemian społecznych. Oboje z mężem rozumiemy, że pewne formy przeżywają się i że w tej chwili znaleźliśmy się na nowym etapie historycznego rozwoju. Nie przeczę, że mój mąż nieraz narzeka na różne trudności, niedociągnięcia, na biurokrację, na to, że nie może na przykład zakupić dla stada wędzideł czy popręgów. Ale w końcu każdy z nas na coś tam trochę narzeka”. Przy takim poziomie polityczno-propagandowego wyrobienia żadni agenci Reinharda Gehlena, prezydenta Bundesnachrichtendienst (czyli Federalnej Służby Wywiadowczej RFN), nie mają szans!
koniec
18 czerwca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Suwerenność istoty rozumnej
Joanna Kapica-Curzytek

5 VII 2020

„Zew plemienia” to subiektywne credo politycznych poglądów Maria Vargasa Llosy, opowiedziane poprzez sylwetki ważnych dla niego intelektualistów.

więcej »

Mała Esensja: Droga do ołtarza pełna przeszkód
Marcin Mroziuk

4 VII 2020

W „Komnacie szeptów” zagadka goni zagadkę a przygoda przygodę. W napięciu obserwujemy tutaj wydarzenia rozgrywające się w kilku krajach, zarówno współcześnie, jak i przed kilkoma wiekami. Mimo tego bogactwa wątków dziewiąty tom „Kronik Archeo” w porównaniu z poprzednimi wypada jednak nieco słabiej. Na szczęście nie zmienia to faktu, że książka Agnieszki Stelmaszyk i tak może podobać się młodym czytelnikom.

więcej »

Czas czytelnika w rękach czytelnika
Dawid Kantor

3 VII 2020

Po lekturze „Końca śmierci” wieńczącego trylogię „Wspomnienie przeszłości Ziemi” czułem się usatysfakcjonowany zaproponowanym przez autora przebiegiem akcji oraz zakończeniem, które – choć nieco przeszarżowane – było jednoznaczne i nie pozostawiało czytelnika w interpretacyjnej konsternacji. Jakże wielkie było zatem moje zdziwienie, gdy dowiedziałem się o planach wydania kolejnej powieści ze świata stworzonego przez Cixina Liu, czyli „Odzyskania czasu”, w dodatku napisanej przez innego autora. (...)

więcej »

Polecamy

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej

Na rubieżach rzeczywistości:

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

„I Have a Dream”
— Marcin Knyszyński

Koszmarna teofania
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.