Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 13 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Śpiewający żółw›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚpiewający żółw
Data wydania14 sierpnia 2013
Autor
Wydawca LTW
SeriaZ pistoletem
ISBN978-83-7565-292-5
Format216s. 130×195mm
Cena22,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Od Tatr do Bałtyku
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Śpiewający żółw” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Śpiewającym żółwiem” Zygmunt Zeydler-Zborowski zapoczątkował nowy wątek w swojej twórczości. Pozazdrościł chyba majorowi Stefanowi Downarowi popularności i postanowił ogrzać się nieco w jego blasku. Tym samym na arenę wkroczyła postać… Zygmusia – poczytnego autora kryminałów, który mając zacięcie detektywistyczne, pomaga Milicji Obywatelskiej w prowadzeniu skomplikowanych śledztw.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Od Tatr do Bałtyku
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Śpiewający żółw” - recenzja]

„Śpiewającym żółwiem” Zygmunt Zeydler-Zborowski zapoczątkował nowy wątek w swojej twórczości. Pozazdrościł chyba majorowi Stefanowi Downarowi popularności i postanowił ogrzać się nieco w jego blasku. Tym samym na arenę wkroczyła postać… Zygmusia – poczytnego autora kryminałów, który mając zacięcie detektywistyczne, pomaga Milicji Obywatelskiej w prowadzeniu skomplikowanych śledztw.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Śpiewający żółw›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚpiewający żółw
Data wydania14 sierpnia 2013
Autor
Wydawca LTW
SeriaZ pistoletem
ISBN978-83-7565-292-5
Format216s. 130×195mm
Cena22,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Fakt, że Zygmunt Zeydler-Zborowski postanowił wykorzystywać odtąd na kartach swoich powieści sam siebie, wymusił na nim również pewną zmianę stylistyczną – „Śpiewający żółw” jest bowiem pierwszą książką wykorzystującą postać Stefana Downara, w której narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Wszystkie wydarzenia poznajemy więc z punktu widzenia Zygmunta (dla przyjaciół: Zygmusia), którego nazwiska wprawdzie nie poznajemy, ale co do jego tożsamości chyba żadnych wątpliwości mieć nie można. Zwłaszcza, że – jako bohater książkowy – rozmawiając z pewną panią, wypowiada takie oto (dość krytyczne słowa, jakby żywcem wyjęte z nieprzychylnej mu recenzji Stanisława Barańczaka): „Moje powieści określam jako lekturę kolejowo-grypową. Jestem zadowolony, jeśli ktoś, czytając moją książkę, zapomniał o katarze, albo niepostrzeżenie odbył podróż z Warszawy do Krakowa. Ten rodzaj literatury ma swoją specyficzną funkcję”.
„Śpiewający żółw” jest kolejnym z nadzwyczaj licznych „gazetowców” autorstwa Zeydlera-Zborowskiego. Po raz pierwszy wydrukował go warszawski „Express Wieczorny” jesienią 1968 roku (w numerach od 215 do 276), a potem przedrukowały, tym razem nie zmieniając tytułu (co niekiedy czyniono), „Wieczór Wrocławia” (1968) oraz „Dziennik Łódzki” i „Dziennik Wieczorny” (oba w 1969 roku). To ostatnie pismo to popołudniówka wychodząca w Bydgoszczy w latach 1959-2000, znana głównie z publikacji rysunków i komiksów Jerzego Wróblewskiego, która z czasem dorobiła się własnego etatowego dostarczyciela kryminałów milicyjnych – Tadeusza Żołnierowicza (tym autorem też zapewne kiedyś zajmiemy się w tej rubryce). Na pierwsze książkowe wydanie „Śpiewającego żółwia” wielbiciele majora Downara musieli poczekać aż do 2011 roku, kiedy powieść tę przypomniało klubowe wydawnictwo Wielki Sen.
Książka ma tak naprawdę dwóch głównych bohaterów – obok Downara jest to wspomniany już Zygmunt – warszawski pisarz, który, aby się utrzymać, masowo produkuje kryminały dla gazet. Wypisz, wymaluj – Zeydler-Zborowski. Pewnego dnia kontaktuje się z nim listownie nieznajomy mężczyzna, który w błagalnym tonie prosi go o spotkanie. Wszystko odbywa się w absolutnej tajemnicy i przypomina wyimki z powieści szpiegowskich. Zygmunt nie byłby jednak sobą, gdyby cały ten entourage go nie zaintrygował do tego stopnia, aby skorzystać z nietypowego zaproszenia. W efekcie spotyka się z obcym mężczyzną, który oznajmia mu, że bandyci porwali jego małżonkę i teraz trzymają go w szachu. Potrzebuje więc pomocy, ale nie ma zamiaru zwracać się o nią do Milicji Obywatelskiej; jednocześnie zanim zdradzi pisarzowi cokolwiek konkretnego, próbuje na nim wymóc obietnicę, że ten nie uda się do stróżów prawa. A kiedy Zygmunt odmawia – rozmowa się kończy.
Kilka dni później pisarz zapomina o dziwnym spotkaniu; jego głowę zaprząta wyprawa – wraz z żoną Bożeną – na zimowy urlop w Zakopanem. Mają tam spędzić cały miesiąc, co prawda w oddzielnych pensjonatach, ale to akurat dla Zygmunta dobre rozwiązanie, bo dzięki temu będzie mógł popracować nad nową powieścią. Po drodze zatrzymują się jeszcze w Krakowie, gdzie pisarz spotyka się ze swoim przyjacielem z czasów partyzantki, a teraz – majorem Komendy Wojewódzkiej w grodzie pod Wawelem. Próbuje wydobyć od niego jakieś ciekawe informacje, ale kiedy Henryk Narzycki odpowiada, że z poważniejszych rzeczy to była u nich ostatnio tylko „sprawa Kota” (chodzi oczywiście o Karola Kota, tak zwanego „wampira z Krakowa”), ale to akurat Zygmunta nie interesuje. Trzeba przyznać, że to intrygująca dygresja – z jednej strony autor powieści oznajmia czytelnikowi, że trzyma rękę na pulsie i wie, co się w kraju dzieje, z drugiej jednak – odrzuca możliwość zajęcia się tematem, który mocno bulwersował w tamtym czasie opinię publiczną.
Może dlatego, że doskonale zdaje sobie sprawę, iż mogłoby go to narazić na kłopoty z cenzurą, bo przecież – jak stwierdzono parę lat później przy okazji śledztwa w sprawie „Wampira z Zagłębia” – w Polsce Ludowej nie ma seryjnych morderców. Na szczęście dla niego parę dni później Zygmuntowi trafia się w końcu trup. W jednym z szałasów pasterskich na Hali Olczysko znalezione zostaje ciało mężczyzny, który został otruty cyjankiem. Zanim wyzionął ducha, zdążył zapisać na kartce kilka zdań – wzywał w nich pomocy i wspomniał coś o… „śpiewającym żółwiu”. Zabójstwo wydaje się na tyle skomplikowane, że dochodzenie zostaje oddane w ręce milicjantów z Krakowa. Przyjeżdża więc do Zakopanego major Narzycki, odnajduje Zygmunta i po starej znajomości zabiera go na miejsce zdarzenia. Jakież jest zdziwienie pisarza, kiedy w denacie rozpoznaje człowieka, z którym spotkał się kilka dni wcześniej w Warszawie i który błagał go o pomoc.
Tym sposobem sprawa nabiera rozmachu i naturalną koleją wydarzeń zostaje w nią włączony major Stefan Downar – oficer Komendy Głównej MO. Najważniejsza jest teraz bowiem identyfikacja zwłok, przy których nie znaleziono żadnych dokumentów! Mozolna praca przynosi jakieś efekty, ale przełomem w śledztwie zdaje się być co innego – do MO zgłasza się poszukująca zaginionego męża Anna Schreinert, obywatelka austriacka, ale w połowie Polka, która nie tak dawno przyjechała do kraju przodków wraz z mężem Henrykiem. Ten zaś urodził się kilka lat przed wojną w Białymstoku, choć później jego rodzice wyemigrowali na Zachód. Teraz posiada paszport szwajcarski. Annę tym bardziej niepokoi zniknięcie Henryka, że – jak twierdzi – cierpi on na manię prześladowczą i w przeszłości nawet leczył się psychiatrycznie. Nie trzeba być jasnowidzem, aby szybko dojść do wniosku, że ów anonimowy trup znaleziony w Zakopanem, to właśnie Henryk Schreinert. A przynajmniej tak się wydaje…
Trzeba przyznać, że Zeydler-Zborowski dużo namieszał w „Śpiewającym żółwiu”. Jednakże w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Fabuła pomyślana jest z rozmachem, pojawia się sporo wątków pobocznych, ciekawie wypada opis codziennej milicyjnej pracy dochodzeniowej. I tylko jedno pobrzmiewa fałszywą nutą – „zabawa” narratora w prywatnego detektywa. Choć autor znajduje ku temu przekonującą przesłankę, powieściowy Zygmuś bywa mimo wszystko nieco irytujący – zarówno dla majora Downara, jak i dla czytelników. Na szczęście pewne niedostatki rekompensuje impet, z jakim rozwija się fabuła. Dość powiedzieć, że prowadząc śledztwo, akcja przenosi się z Zakopanego do Trójmiasta, po drodze zahaczając o pewną podwarszawską miejscowość i Bydgoszcz. Szkoda jednak, że w kontekście wcześniejszych powieści Zeydlera-Zborowskiego, nie ma w „Śpiewającym żółwiu” nic szczególnie oryginalnego. Wszystko to, przynajmniej jeśli chodzi o przyczyny zabójstwa dokonanego na Hali Olczysko, pojawiało się już w innych książkach warszawskiego pisarza. Nieco inne są okoliczności, nowi – vide Zygmuś – bohaterowie, ale wszystko pozostałe jest po staremu. Nawet przewijający się w tle… major kontrwywiadu Jan Stasiak.
koniec
9 lipca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Inspiracja do buntu
Joanna Kapica-Curzytek

13 V 2021

„Czasami, kiedy się tego najmniej spodziewasz (…) – lądujesz w nowym miejscu, w towarzystwie nowych ludzi i uczysz się nowych rzeczy”, tak zaczyna się „Kawiarnia na końcu świata”, która może zainspirować czytelników do zmiany podejścia do życia.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Pokonani, ale nie zwyciężeni
Sebastian Chosiński

12 V 2021

19 kwietnia przypadła kolejna rocznica wybuchu powstania w getcie warszawskim. I z tej właśnie okazji wydawnictwo MG opublikowało nową powieść historyczną Roberta Żółtka – „Ogień i pył. Ostatnia wiosna Mordechaja Anielewicza”, która jest niemal kronikarską, choć przedstawioną w formie beletrystycznej, relacją z przebiegu tego skazanego od samego początku na klęskę zrywu.

więcej »

Prawda ukryta pod powierzchnią
Marcin Mroziuk

11 V 2021

Wbrew znanemu powiedzeniu „Zimne wody Wenisany” spokojnie można byłoby ocenić po okładce, bo krótka powieść Linor Goralik jest równie zachwycająca jak przepiękne rysunki Rocha Urbaniaka. Szkoda tylko, że to zaledwie początek tej fantastycznej historii, a wewnątrz nie ma już żadnych ilustracji.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.