Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 21 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Gość z Londynu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGość z Londynu
Data wydania1968
Autor
Wydawca Czytelnik
CyklStefan Downar
SeriaZ jamnikiem
Format230s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Zazdrość, chciwość i nienawiść
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Gość z Londynu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć twórczością Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zajmuję się w tej rubryce – w ujęciu chronologicznym – od czterech miesięcy, „Gość z Londynu” jest dopiero trzecią jego „powieścią milicyjną”, jaka ukazała się w formie książkowej. Wszystkie pozostałe były „gazetowcami”. Co świadczy o tym, jaką wagę przykładano do tego typu literatury w latach 60. ubiegłego wieku. Czy słusznie?

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Zazdrość, chciwość i nienawiść
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Gość z Londynu” - recenzja]

Choć twórczością Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zajmuję się w tej rubryce – w ujęciu chronologicznym – od czterech miesięcy, „Gość z Londynu” jest dopiero trzecią jego „powieścią milicyjną”, jaka ukazała się w formie książkowej. Wszystkie pozostałe były „gazetowcami”. Co świadczy o tym, jaką wagę przykładano do tego typu literatury w latach 60. ubiegłego wieku. Czy słusznie?

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Gość z Londynu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułGość z Londynu
Data wydania1968
Autor
Wydawca Czytelnik
CyklStefan Downar
SeriaZ jamnikiem
Format230s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego to – podobnie jak publikowane przed wojną dziełka Stanisława Wotowskiego, Marka Romańskiego, Antoniego Marczyńskiego, Adama Nasielskiego czy zdecydowanie najbardziej znanego spośród nich Tadeusza Dołęgi-Mostowicza – historia polskiej popkultury (choć oczywiście wtedy takiego pojęcia jeszcze nie znano). A tej, jak wiadomo, w naszym kraju zazwyczaj było pod górkę, zwłaszcza w czasach komunistycznych, gdy – przynajmniej od końca lat 40. XX wieku – nie istniały prywatne wydawnictwa książkowe, reperujące swoje budżety publikowaniem pozycji mniej ambitnych, za to mogących liczyć na większe zainteresowanie społeczeństwa. Zapotrzebowanie na współczesne kryminały, masowo produkowane przez pisarzy pokroju Zeydlera-Zborowskiego, było więc ogromne, ale ich podaż odwrotnie proporcjonalna do popytu. Dlatego w ciągu dziesięciu lat – pomiędzy 1958 a 1968 rokiem – twórcy postaci Stefana Downara dane było opublikować zaledwie trzy książki z tym bohaterem w roli głównej. Podczas gdy w prasie ukazało się czternaście kolejnych powieści (plus dwie, w których Downara zabrakło). Znaczący rozdźwięk!
Na szczęście dla autora ta sytuacja zaczęła zmieniać się właśnie od 1968 roku, w którym Zeydlerowi-Zborowskiemu wydano – co nigdy wcześniej nie miało miejsca – dwie powieści. W serii Czytelnika „Z jamnikiem” światło dzienne ujrzał „Gość z Londynu”, natomiast w „Klubie Srebrnego Klucza” Iskier – „Komisarz Bonetti szuka Magdaleny”. Z tą różnicą, że na okładce tej drugiej widniało nie prawdziwe nazwisko pisarza, lecz jego pseudonim – Tomasz Helner. Mogło to być spowodowane tym, że na kartach „Komisarza Bonettiego…”, którego akcja rozgrywała się przede wszystkim we Włoszech, nie pojawiał się major Downar. A tego właśnie oczekiwaliby czytelnicy, biorąc do ręki powieść sygnowaną przez Zeydlera-Zborowskiego. W ten sposób twórcą uchronił swoich wielbicieli przed ewentualnym rozczarowaniem… „Gość z Londynu” okazał się ewenementem z jeszcze innego powodu – był pierwszym kryminałem warszawskiego prozaika, który doczekał się ekranizacji telewizyjnej (do tej pory mógł on liczyć na propagowanie swojej twórczości jedynie poprzez słuchowiska radiowe).
Na tę ekranizację, dokonaną w ramach Teatru Sensacji „Kobra”, trzeba było jednak poczekać sześć lat – do 1974 roku. „Gościa z Londynu” na potrzeby „małego ekranu” zaadaptował Marek T. Nowakowski (nie mylić z nieżyjącym już prozaikiem Markiem Nowakowskim!), który w przedstawieniu zatytułowanym „Śmierć w samochodzie” w roli majora Downara obsadził… Janusza Zakrzeńskiego (w porucznika Olszewskiego wcielił się natomiast Józef Osławski; niestety na ekranie nie pojawili się ani pułkownik Leśniewski, ani serdeczni przyjaciele Downara, czyli Jan Stasiak czy Karol Walczak). Ale dzisiaj interesuje nas jednak pierwowzór literacki, nie zaś oparte na nim przedstawienie telewizyjne! Zeydler-Zborowski postanowił rozpocząć ją od wątku humorystycznego. Downar po powrocie z dwutygodniowego urlopu spędzonego w Kazimierzu Dolnym nudzi się niemiłosiernie; do tego stopnia, że daje się nawet wyciągnąć Walczakowi do filharmonii, chociaż do melomanów nigdy się nie zaliczał. Mimo że oczywiście nikomu nie życzy źle, to jednak marzy mu się wreszcie jakaś interesująca sprawa. Aż tu nagle…
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
…wracając wieczorem do domu, trafia w bramie swojej kamienicy na sekretarkę pułkownika Leśniewskiego, Monikę, która mówi mu o trupie, jakiego widział jej wuj mieszkający w Aninie. Starszy już mężczyzna, pozostający w kiepskich relacjach z mającym swój dom po sąsiedzku krawcem Romanem Kunterem dostrzegł przez szparę w zasłonie leżące na podłodze w pokoju sąsiada ciało mężczyzny. Bał się zawiadomić bezpośrednio MO, wykorzystał więc do tego celu bliską krewną, zatrudnioną w Komendzie Głównej. Downar nie namyśla się długo i natychmiast rusza do akcji, która okazuje się dla niego… wizerunkową katastrofą. Zamiast trupa funkcjonariusze znajdują bowiem manekina. Kunter przyznaje się zaś do głupiego żartu, jakiego ofiarą miał paść wuj Moniki, a jaki rykoszetem uderzył również w asa warszawskiej milicji. Ten wątek został jednak wprowadzony przez Zeydlera-Zborowskiego nie tylko po to, aby ewentualnie rozbawić czytelników; w dalszych częściach powieści okaże się on jeszcze nadzwyczaj istotny. Ale na to trzeba będzie trochę poczekać.
Właściwa intryga zaczyna się gdzie indziej. Sobotnią noc dobrze sytuowany inżynier Marcin Werner i jego małżonka Weronika spędzają na imprezie u znajomych. Do domu docierają bardzo późno, robiąc jeszcze po drodze przystanki na rodzinne kłótnie (są one dla nich czymś najzupełniej naturalnym, albowiem Werner jest chorobliwie zazdrosny o swoją atrakcyjną żonę). Wprowadzając samochód do garażu, inżynier znajduje w nim trupa. Ofiarą jest ich lokator – tytułowy „gość z Londynu” – Edward Sosnowski, któremu dwa tygodnie wcześniej użyczyli dachu nad głową z rekomendacji starego przyjaciela Marcina, przebywającego obecnie na stypendium w stolicy Anglii. Weronika myśli, że sprawcą zabójstwa mógł być jej mąż, któremu nie w smak był fakt, że Sosnowski adorował panią domu. Wątpliwości te rozwiewa doktor Ziemba z Zakładu Medycyny Sądowej, który stwierdza, że Edward został zamordowany mniej więcej czterdzieści osiem godzin wcześniej. Gdy Wernerowie udawali się wieczorem na imprezę, garaż był pusty, co oznacza tyle, że ciało – wraz z samochodem należącym do ofiary – zostało podrzucone pod ich nieobecność. Co oczywiście nie pozwala Downarowi automatycznie skreślić inżyniera z listy podejrzanych.
Pozwala mu za to listę tę poszerzyć o osoby, które miały w przeszłości dostęp do przestronnego garażu Wernerów i mogły dorobić sobie klucze, jak na przykład pracujący w Ministerstwie Handlu Zagranicznego (i z tego powodu przebywający przez parę lat w Anglii) Wiktor Domiecki bądź jego syn Robert. Problem polega jednak na tym, że im bardziej major wgłębia się w sprawę i poznaje relacje łączące osoby z bliższego bądź dalszego kręgu Wernerów, zamiast eliminować kolejnych podejrzanych, wciąż musi przyglądać się nowym. Ciekawe poszlaki pojawiają się także, kiedy funkcjonariusze zaczynają rozpracowywać rodzinę ofiary. Sosnowski przez ponad dwie dekady mieszkał poza krajem, ale w Polsce pozostała jego siostra, której mąż… i tak dalej, i tak dalej. Kręgi na wodzie rozchodzą się coraz szerzej i szerzej. Wszystko to zmusza Downara, by przyjrzeć się pewnemu tajemniczemu i wyjątkowo tragicznemu w skutkach wypadkowi samochodowemu, jaki miał miejsce trzy lata wcześniej pod Łowiczem. Major musi też, chcąc postawić „kropkę nad i”, zwrócić się o pomoc do kolegów ze… Scotland Yardu. W końcu ofiara przybyła do Warszawy z Londynu.
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
Wyszukaj / Kup
Pewne pojawiające się w tekście wskazówki każą umiejscowić akcję książki w 1965 roku. Oznaczałoby to, że na publikację czekała dwa, może nawet trzy lata. Zeydler-Zborowski miał więc czas, aby dopieścić skomplikowaną intrygę – i zrobił to! Na „Gościa z Londynu” składa się bowiem kilka różnych wątków, które umiejętnie przeplatane, sprawiają, że fabuła trzyma w niepewności do samego finału. Wprawdzie pojawiają się tu elementy i schematy wykorzystywane przez pisarza już wcześniej (jak chociażby w takich powieściach, jak „Gdzie jest Joachim Finke?” czy, w nieco mniejszym stopniu, „Dr Orłowski prowadzi śledztwo”), to jednak pojawia się kilka nowych rozwiązań. Zwłaszcza to związane z wypadkiem samochodowym, które parę lat później powielił Andrzej K. Bogusławski w „Świetlistym ostrzu” – powieści, jaka stała się pierwowzorem jednego z najciekawszych odcinków serialu „07 zgłoś się”.
W czasie lektury „Gościa z Londynu” – przypominam! pisanego w połowie lat 60. ubiegłego wieku – uwagę przykuwa także pewne spostrzeżenie. Na słowa Downara: „Ciągle jeszcze za dużo pijanych przy kierownicy” – kierowca milicyjnej warszawy odpowiada: „Ja bym surowsze kary stosował. Pijanemu kierowcy prawo jazdy raz na zawsze bym zabrał, żeby już nigdy w życiu nie siadł za kierownicą. A jakby to był prywatny facet, to bym mu jeszcze wóz skonfiskował na rzecz państwa. Zaraz by się oduczyli prowadzić maszynę po pijanemu. A tak co? Siebie zabijają, przechodniów mordują. Nie wiadomo, co zrobi ten, który jedzie naprzeciwko”. Jak widać, do dzisiaj kwestii tej nie rozstrzygnięto!… Powieść Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego wznowiło wydawnictwo Wielki Sen w 2012 roku, dorzucając do niej powiązane tematycznie opowiadanie „Tajemniczy turysta”, które pierwotnie wydrukowane zostało w wydawanym przez Naczelną Organizację Techniczną w latach 1948-1990 miesięczniku „Horyzonty Techniki”. W numerze 1 z 1962 roku pojawił się jego początek, który był formą konkursu dla czytelników. Mieli oni dopisać swoje własne zakończenie. To, które wymyślił autor, wydrukowano natomiast w numerze czwartym. A o co chodzi? O śmierć przybyłego z Anglii do Warszawy niejakiego Johna Corleya, a tak naprawdę – Antoniego Kozioła, przedwojennego lwowskiego kasiarza, który po kilkunastu latach postanowił odwiedzić ojczyznę. Pytania, jakie Zeydler-Zborowski przedstawił czytelnikom były oczywiste: kto i dlaczego popełnił tę zbrodnię?
koniec
16 lipca 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Marzenie życia
Joanna Kapica-Curzytek

20 VI 2021

„Lecę” Jana Pelczara jest ciekawym zapisem wypowiedzi pilotów na temat różnych aspektów latania. Autor najbardziej koncentruje się na lotnictwie pasażerskim, co pozwala czytelnikom wniknąć w specyfikę tej obrosłej wieloma mitami dziedziny transportu. Książka jest także opowieścią o pasji i spełnianiu życiowych marzeń.

więcej »

Ech, ta magiczna młodzież
Sławomir Grabowski

19 VI 2021

„Scholomance. Mroczna wiedza” Naomi Novik otwiera intrygujący cykl fantasy dla trochę młodszego czytelnika. Znajdziemy w nim szkołę dla dzieci i młodzieży obdarzonej magicznymi zdolnościami… Brzmi znajomo? Owszem, choć powieść stara się nie popaść w sztampowość.

więcej »

PRL w kryminale: „Cygan” zobaczył, żołnierza powiesili…
Sebastian Chosiński

18 VI 2021

Tę książeczkę bardzo łatwo przegapić. Jej objętość i rozmiary są bowiem niewielkie. Seria, w jakiej się ukazywała, po zaledwie trzech latach znikła z rynku wydawniczego. A jednak warto zadać sobie trud i zapolować w antykwariatach na „Różową kopertę”. Powód jest być może tylko jeden, ale za to przekonujący – jej autorem jest dobrze znany z tej rubryki Zygmunt Sztaba.

więcej »

Polecamy

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie

W podziemnym kręgu:

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.