Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Jewgienij Gulakowski
‹Planeta do kontaktu›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlaneta do kontaktu
Tytuł oryginalnyПланета для контакта [Płanieta dla kontakta]
Data wydania20 lipca 2018
Autor
PrzekładTadeusz Gosk
Wydawca Solaris
SeriaGalaktyka Gutenberga
ISBN9788375903393
Format220s.
Cena29,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Za siedmioma odległymi galaktykami…
[Jewgienij Gulakowski „Planeta do kontaktu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć w czasach PRL-u radziecka fantastyka naukowa bez trudu trafiała do rąk czytelników nad Wisłą, Jewgienij Gulakowski nie miał wielkiego szczęścia. Do 1989 roku na język polski przetłumaczono zaledwie jedną z jego książek – mikropowieść „Planeta 412 bis”. Dopiero od ubiegłego roku wydawnictwo Stalker Books publikuje inne jego dzieła, nie zapominając przy tym o przypomnieniu prozy już znanej. Tym razem jednak pod właściwym tytułem – „Planeta do kontaktu”.

Sebastian Chosiński

Za siedmioma odległymi galaktykami…
[Jewgienij Gulakowski „Planeta do kontaktu” - recenzja]

Choć w czasach PRL-u radziecka fantastyka naukowa bez trudu trafiała do rąk czytelników nad Wisłą, Jewgienij Gulakowski nie miał wielkiego szczęścia. Do 1989 roku na język polski przetłumaczono zaledwie jedną z jego książek – mikropowieść „Planeta 412 bis”. Dopiero od ubiegłego roku wydawnictwo Stalker Books publikuje inne jego dzieła, nie zapominając przy tym o przypomnieniu prozy już znanej. Tym razem jednak pod właściwym tytułem – „Planeta do kontaktu”.

Jewgienij Gulakowski
‹Planeta do kontaktu›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPlaneta do kontaktu
Tytuł oryginalnyПланета для контакта [Płanieta dla kontakta]
Data wydania20 lipca 2018
Autor
PrzekładTadeusz Gosk
Wydawca Solaris
SeriaGalaktyka Gutenberga
ISBN9788375903393
Format220s.
Cena29,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jewgienij Jakowlewicz Gulakowski był jednym z tych klasyków radzieckiej fantastyki, który pozostał bardzo aktywny także w czasach po upadku Związku Radzieckiego. Trudno jednak ocenić, jak wartościową prozę tworzył po 1991 roku, ponieważ polscy wydawcy nie odważyli się sięgnąć po jego najnowsze dzieła. Dobrze chociaż, że Solaris (przepoczwarzony niedawno w Stalker Books) postanowił przypomnieć jego prozę sprzed politycznego przełomu. Gulakowski urodził się w 1934 roku w Kazaniu; studiował najpierw na miejscowym uniwersytecie, a następnie w mołdawskim Kiszyniowie. Z wykształcenia był geologiem i jako geolog początkowo pracował. Jego pierwsze próby prozatorskie dotyczyły też przedstawicieli tego właśnie zawodu. Z czasem jednak coraz bardziej wciągała go fantastyka naukowa. Pierwsze opowiadanie science fiction – zatytułowane „Błąd” – opublikował w 1964 roku; pierwszą powieść utrzymaną w tym gatunku – piętnaście lat później. Była to poświęcona postaci międzygwiezdnego inspektora Rotanowa „Pora mgieł”, która doczekała się zresztą dwóch kontynuacji w postaci „Długiego wschodu na Ennie” (1984) oraz – powstałych po ponad dwóch dekadach – „Kronik inspektora Rotanowa” (2006).
Gulakowski był bardzo płodnym autorem; tym bardziej może dziwić, że jeszcze w czasach komunistycznych tylko jedna z jego książek doczekała się tłumaczenia na język polski (w jak zwykle świetnym przekładzie Tadeusza Goska). Chodzi o doskonałą mikropowieść „Planeta do kontaktu” (1976), którą Iskry opublikowały – w poczytnej serii „Fantastyka / Przygoda” – pod zmienionym tytułem „Planeta 412 bis”. Stało się to trzy lata po premierze. Mogło się wydawać, że teraz pójdzie już z górki i na kolejne tłumaczenia nie trzeba będzie zbyt długo czekać. Tymczasem w pierwszej połowie lat 80. ukazały się jedynie – na łamach fanowskiego „Kwazaru” (czasopisma wydawanego przez poznański Klub Miłośników Fantastyki Naukowej „Orbita” – fragmenty „Pory mgieł” oraz w dwóch częściach opowiadanie „Atlanci władają niebem”. A potem na ponad trzydzieści lat zapomniano w Polsce o Gulakowskim. Dopiero rok po śmierci pisarza Solaris w ramach „Galaktyki Gutenberga” wznowił „Planetę do kontaktu” (a w ślad z nią wydał też „Porę mgieł” i „Długi wschód na Ennie”).
Oś fabularną „Planety…” stanowi los międzygwiezdnej wyprawy badawczej, która wyruszyła z Ziemi i zmierza do… tego się nie dowiadujemy. Jest to zresztą i tak sprawa drugorzędna, ponieważ kosmonauci nie docierają do wyznaczonego celu. Lecący w nadprzestrzeni statek ulega bowiem awarii, psują się kolejne układy, których pokładowe roboty nie są w stanie naprawić. W efekcie centralny automat wypycha okręt w normalną przestrzeń i wybudza znajdującą się w stanie anabiozy załogę. Ta nie ma pojęcia, w jakiej części Wszechświata się znajduje; mimo to zapada decyzja, aby wylądować na jednej z pobliskich planet. Nawigator i Energetyk czynią cuda, aby szczęśliwie dotrzeć na jej powierzchnię. Niestety, to się nie udaje – statek eksploduje w przestrzeni kosmicznej, ale tuż przed wybuchem w szalupie ratunkowej uciekają z jego pokładu Fizyk, Doktor, Cybernetyk i Praktykant (Dmitrij Rajkow). Uratowali głowy, ale sytuacja, w jakiej się znajdują, nie jest godna zazdrości. Nie wiedzą, gdzie są, czego można się spodziewać, a przede wszystkim nie mają pojęcia, jakie są szanse na ratunek.
Planeta kryje wiele tajemnic. Nie ma na niej wirusów. Nie istnieje biosfera, chociaż występuje tlen. Stwierdzają również silne promieniowanie, chociaż nie wiedzą, co jest jego źródłem. Mimo beznadziejnej sytuacji, chcą podjąć walkę o przetrwanie. W tym celu dzielą się na dwie grupy i ruszają w teren, aby zdobyć jakiekolwiek informacje na temat miejsca, w którym się znaleźli. Szybko okazuje się, że nie szczędzi im ono niespodzianek – zwłaszcza pod względem geologicznym. Bazaltowe skały co rusz przeistaczają się w coś innego; kosmonauci odnoszą wrażenie, że ulegają halucynacjom, choć równie dobrze może to być skutek działań miejscowej, wysoko rozwiniętej cywilizacji. Z drugiej strony jednak wszystko wskazuje na to, że planeta nie jest zamieszkała. Dopiero z czasem Ziemianie przekonują się, z czym mają do czynienia… Nie bez powodu doświadczony Fizyk w pewnym momencie oznajmia Praktykantowi: „Szukamy braci w rozumie. Czasami znajdujemy rozumne rośliny lub prymitywne ameby i nagle stykamy się z czymś, czego nawet w pierwszej chwili nie można określić”. Jakiś czas później rozwija swą myśl, mówiąc: „(…) wszystko wskazuje na to, że prawdziwy kontakt jest chyba niemożliwy… (…) Mamy zbyt odmienne systemy myślenia i percepcji”.
Należy jednak pamiętać, że zdecydowana większość radzieckiej fantastyki naukowej prezentowała nurt optymistyczny. W tym przypadku Gulakowski wpisywał się w ogólny trend; ostatecznie więc Fizyk nie ma racji. Problem z „pierwszym kontaktem” tkwi tu w czym innym – wątpliwościach, czy ludzkość dojrzała do tego, aby przyjąć błogosławieństwo zetknięcia się z obcą cywilizacją, stojącą na nieporównywalnie wyższym poziomie rozwoju. „Planetę do kontaktu” można zatem czytać na dwóch poziomach. Po pierwsze jest to świetna, aczkolwiek mało rozrywkowa (w kontekście rozrywki „gwiezdnowojennej”), powieść science fiction o lądowaniu Ziemian na odległej od Terry obcej planecie. Po drugie jest to popularnonaukowy traktat filozoficzny, w którym autor stawia fundamentalne pytania, dotyczące przyszłości rasy ludzkiej. Choć nie unika też zakamuflowanych rozważań natury religijnej. Bo kimże staje się – pośród innych ludzi – człowiek, który zdobywa niewyobrażalną wiedzę i nadzwyczajną moc? Jakie towarzyszą mu w takiej sytuacji pokusy? Stawianie pytań nie oznacza jednak automatycznie udzielania odpowiedzi. Nawet jeśli Gulakowski co nieco sugeruje, trud ten przerzuca mimo wszystko na barki czytelników. I w tym – między innymi – tkwi siła „Planety do kontaktu”.
koniec
7 sierpnia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Z kociej perspektywy
Marcin Mroziuk

25 X 2021

W „Mruczandzie na trzy rodziny i jedną kamienicę” Grzegorz Kasdepke z poczuciem humoru sportretował mieszkańców pewnego dwupiętrowego budynku na warszawskiej Saskiej Kępie, których zachowania niejednokrotnie wprawiają w zdumienie pewnego szarego dachowca. Obserwując ich perypetie, młodzi czytelnicy będą z pewnością doskonale się bawić.

więcej »

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Duch czy Demiurg?
Sławomir Grabowski

23 X 2021

„Gnoza” Michała Cetnarowskiego nie rozczarowuje jako pełnoprawna powieść SF z trochę wyższej półki – może trochę epigońska, ale nadrabiająca ciekawym konceptem, choć dalekim od naukowej ortodoksji.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Internacjonalizm międzygalaktyczny
— Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Poobiednie lenistwo
— Sebastian Chosiński

Śpij, kochanie, po słonecznej stronie ulicy
— Sebastian Chosiński

Ballady i impro-romanse
— Sebastian Chosiński

Puma skacząca do gardeł wampirów
— Sebastian Chosiński

Mroczna zatoka
— Sebastian Chosiński

Zdradzona i porzucona
— Sebastian Chosiński

Znaki na niebie i ziemi
— Sebastian Chosiński

Noir w kolorze… żółtym
— Sebastian Chosiński

Miłość w cieniu katastrofy
— Sebastian Chosiński

Na Dzikim Zachodzie i w kraju Łokietka
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.