Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Kardynalny błąd›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKardynalny błąd
Data wydania1976
Autor
Wydawca Iskry
CyklStefan Downar
SeriaEwa wzywa 07…
Format38s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Nie poznasz wariatki po stroju
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Kardynalny błąd” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po lekturze kolejnej opublikowanej w serii Iskier „Ewa wzywa 07…” (mikro)powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego można dostrzec pewną prawidłowość. Przede wszystkim tę, że są one słabsze od tekstów pełnowymiarowych (choćby „gazetowców”), w których pisarz miał czas i miejsce, aby rozwijać najważniejsze w jego dziełach wątki kryminalny i obyczajowy. „Kardynalny błąd” tezę tę potwierdza.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Nie poznasz wariatki po stroju
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Kardynalny błąd” - recenzja]

Po lekturze kolejnej opublikowanej w serii Iskier „Ewa wzywa 07…” (mikro)powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego można dostrzec pewną prawidłowość. Przede wszystkim tę, że są one słabsze od tekstów pełnowymiarowych (choćby „gazetowców”), w których pisarz miał czas i miejsce, aby rozwijać najważniejsze w jego dziełach wątki kryminalny i obyczajowy. „Kardynalny błąd” tezę tę potwierdza.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Kardynalny błąd›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKardynalny błąd
Data wydania1976
Autor
Wydawca Iskry
CyklStefan Downar
SeriaEwa wzywa 07…
Format38s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
O tym, że (mikro)powieści Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, ukazujące się w poczytnej serii wydawnictwa Iskry „Ewa wzywa 07…”, nie były publikowane według chronologii ich powstania – wspominałem już wcześniej. Pierwszy w kolejności był, noszący numer szósty, „Złoty centaur” z 1969 roku; dwa kolejne twórca postaci majora Stefana Downara napisał rok później, ale ujrzały one światło dzienne w wersji książkowej (a raczej zeszytowej) dopiero parę lat później: „Major Downar zastawia pułapkę” w 1978, a „Kardynalny błąd” – w 1976 roku (odpowiednio w zeszytach setnym i dziewięćdziesiątym drugim). Oba były jednak znane już wcześniej z gazet. Ten, który interesuje nas dzisiaj, miał swój pierwodruk – pod tytułem „Zbrodnia w mieszkaniu chirurga” – w „Kurierze Polskim” (w numerach od 199. do 243.), potem natomiast przedrukowany został przez „Ilustrowany Kurier Polski” i „Dziennik Łódzki” (1970) oraz „Express Poznański” (1971).
Dla wielu stałych czytelników należącej do Stronnictwa Demokratycznego stołecznej popołudniówki „Kardynalny błąd” nie był więc, na co wskazywał tytuł, żadną nowością. Co zapewne przyjęli z rozżaleniem… A jak na kolejną odsłonę cyklu „Ewa wzywa 07…” mogli zareagować inni? Podobnie jak w przypadku wymienionych już wyżej zeszytów autorstwa Zeydlera-Zborowskiego, czyli bez szczególnej ekscytacji. Mimo (a może właśnie z uwagi na nie) stałych elementów, powracających w kolejnych dziełach warszawskiego pisarza, bez trudu można było dostrzec, że przykrojone do rozmiarów mikropowieści opisy perypetii majora Downara nie dorównują historiom pełnowymiarowym (jako wzorce, do których należałoby dążyć, można wymienić „Czarnego mercedesa”, „Szlafrok barona Boysta” czy „Dr Orłowski prowadzi śledztwo”). Co, zapewne ku zaskoczeniu wielu, dowodzi tego, jak bardzo istotne w tych powieściach było, choćby szczątkowo zarysowane, tło obyczajowe.
Akcja „Kardynalnego błędu” zaczyna się w piątek 3 kwietnia (zakładamy, że w roku napisania powieści, czyli 1970). Ceniony, mimo wciąż jeszcze młodego wieku, chirurg Andrzej Mierzwiński jest wycieńczony ciężkim dniem pracy i dwiema operacjami, jakie przeprowadził. Humor poprawia mu telefon od kochanki, poznanej jakiś czas temu podczas urlopu w Zakopanem (czytając Zeydlera-Zborowskiego można odnieść wrażenie, że w czasach Władysława Gomułki polska inteligencja i przedstawiciele wolnych zawodów odpoczywali jedynie w Trójmieście bądź w stolicy polskich Tatr). Tym bardziej że z Izabelą Łastowską nie widział się już kilka tygodni, od dnia, w którym kategorycznie zażądał, aby rozstała się z mężem. Tym przyjemniejszą była więc prośba o wieczorne spotkanie w restauracji. Choć prawdę mówiąc, Mierzwiński liczył raczej na intymne tête-à-tête w jego skromnej, acz gustownie urządzonej kawalerce. I jednoczesne połączenie kolacji ze śniadaniem.
Ta niedogodność nie mogła mu jednak zmącić radości z faktu, że kochanka w końcu się przełamała. Pod tym względem chirurg był typowym samczym zdobywcą – mógł romansować bez zahamowań i ograniczeń (choćby z pielęgniarkami w klinice, w jakiej pracował), ale gdy któraś z jego przyjaciółek starała się trzymać go na dystans, przeżywał to ciężko. W przypadku Łastowskiej ten ból musiał być jeszcze silniejszy, skoro major Downar (też zresztą „pies na baby”), poznawszy ją, pomyślał: „Fantastyczna babka (…). Trudno się dziwić, że ten doktorek oszalał dla niej”. Zanim jednak do tego doszło, musiało zaistnieć coś, co w tę znajomość wplątało słynnego oficera Komendy Głównej MO. To „coś” – to oczywiście zbrodnia. Szykującego się wieczorem do wyjścia z domu na spotkanie z Izą Mierzwińskiego zaskoczył bowiem dzwonek do drzwi. Nieznajomy mężczyzna przedstawił mu się jako mąż Łastowskiej. Doktor wpuścił go do mieszkania i pod pretekstem konieczności zakupu papierosów popędził – na szczęście było to blisko – do „Wilanowskiej”, by w trybie awaryjnym odwołać randkę. Gdy wrócił zaledwie kilkanaście minut później, znalazł trupa.
Porucznik Stanisław Olszewski i doktor Ziemba nie mają wątpliwości, że doszło do morderstwa. A skoro ofiarą jest mąż kochanki chirurga, zbrodnia zaś została najprawdopodobniej dokonana lancetem chirurgicznym – to kogo najłatwiej oskarżyć? I kto wie, jak cała sprawa zakończyłaby się dla Mierzwińskiego, gdyby nie major Karol Walczak – przyjaciel Downara – który prosi Stefana o to, aby przyjrzał się śledztwu; nie wierzy bowiem w winę sympatycznego lekarza, który nie tak dawno usunął mu ślepą kiszkę. Downar przystępuje więc do pracy i zaczyna badać otoczenie Oskara Łastowskiego, zamożnego pracownika Ministerstwa Handlu Zagranicznego (MHZ), który w najbliższym czasie – dzięki spadkowi od krewnego mieszkającego w Stanach Zjednoczonych – miał stać się jeszcze bogatszy. Nic zatem dziwnego, że – nie licząc Mierzwińskiego – główną podejrzaną staje się Izabela Łastowska, mająca teraz szansę odziedziczyć po mężu niebagatelną kwotę półtora miliona dolarów. Za znacznie mniejsze pieniądze dokonywano w PRL-u zbrodnie!
Sama historia nie jest wcale taka zła. Cóż z tego jednak, skoro po raz kolejny Zygmunt Zeydler-Zborowski bardzo chętnie naśladuje (względnie plagiatuje) samego siebie. Każdy z wątków obecnych w „Kardynalnym błędzie” pojawiał się już we wcześniejszych dziełach warszawianina. Początek pod wieloma względami przypomina zawiązanie akcji w „Szantażu” (1963-1964); sposób, w jaki dokonano mordu w mieszkaniu Mierzwińskiego, wydaje się niemal żywcem przeniesiony z „Zaczęło się w sobotę” (1960); poza tym karty powieści zaludnione zostały przez postaci, które noszą wprawdzie – nie licząc etatowych bohaterów serii o Downarze – inne imiona i nazwiska, ale można odnieść wrażenie, że są nam już doskonale znane. Że to ciągle ci sami ludzie: albo znani w stolicy lekarze (patrz: „Major Downar zastawia pułapkę”), albo urzędnicy MHZ („Gość z Londynu”), względnie szalone artystki („Laska dyrektora Osieckiego”). Zabrakło chyba tylko prawnika.
Ta powtarzalność wątków obecnych w twórczości Zeydlera-Zborowskiego z czasem doskwiera coraz bardziej. Czy to jednak tylko wina ograniczonej wyobraźni pisarza? A może odpowiada za to w dużym stopniu siermiężność Polski Ludowej końca lat 60. i początku następnej dekady? Prawda zapewne leży gdzieś pośrodku. Specyficznymi brylancikami obecnymi w wielu książkach warszawskiego specjalisty od kryminałów są wkładane w usta stworzonych przez niego postaci intrygujące – zwłaszcza z perspektywy XXI wieku – spostrzeżenia natury obyczajowej. W „Kardynalnym błędzie” major Downar wypowiada się na przykład na temat mody kobiecej. I brzmi to tak: „Teraz nawet zupełnie normalne [kobiety] tak się ubierają, jakby za chwilę miały wystąpić w cyrku na arenie. (…) w dzisiejszych czasach nie poznasz wariatki po stroju”. Głębokie, prawda? Czytane w 1976 roku, sześć kolejnych lat po napisaniu tych słów, musiało robić jeszcze większe wrażenie swoją przenikliwością. To oczywiście ironia!
koniec
6 sierpnia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Hiszpania „w punkt”
Joanna Kapica-Curzytek

25 IX 2020

„Sobremesa” jest miłym i jakże ciekawym zaproszeniem do tego, by poznać Hiszpanię o wiele bliżej niż ją zwykle znamy.

więcej »

PRL w kryminale: Nie wyzywaj milicjanta, bo zginiesz
Sebastian Chosiński

24 IX 2020

Nie! nie! nie! Z takim Zygmuntem Zeydlerem-Zborowskim czytelnicy prawdopodobnie chcieliby mieć do czynienia jak najrzadziej. To prawda, że oceniając obiektywnie jego dokonania literackie, trudno go uznać za tuza współczesnej prozy polskiej, ale w swej niszy był jednak gwiazdą. Oczywiste jest jedno – na pewno nie z powodu tak słabych książek, jak „Dziewczyna w męskiej koszulce”, która ukazała się w serii „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

Jak pies z człowiekiem
Agata Włodarczyk

23 IX 2020

Życie z czworonogiem pod jednym dachem może być nie lada radością oraz wyzwaniem. Maria Apoleika od dawna dokumentuje oba te przypadki w krótkich komiksach wyjętych z psioczłowieczej codzienności, a do tego niedawno nakładem Wydawnictwo Znak ukazała się jej książka – „Psie Sucharki”.

więcej »

Polecamy

Dick w starym stylu

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.