Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 26 września 2020
w Esensji w Esensjopedii

Jewgienij Gulakowski
‹Pora mgieł›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPora mgieł
Tytuł oryginalnyСезон туманов [Siezon tumanow]
Data wydania10 kwietnia 2019
Autor
PrzekładWitold Jabłoński
Wydawca Stalker Books
CyklInspektor Rotanow
SeriaKlasycy radzieckiej SF
ISBN9788366280199
Format400s.
Cena34,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
[Jewgienij Gulakowski „Pora mgieł” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
O Jewgieniju Gulakowskim zrobiło się w Związku Radzieckim głośno na początku lat 80. ubiegłego wieku, po publikacji „Pory mgieł” – pierwszej z trzech, jak się później okazało, powieści o perypetiach inspektora pozaziemskich osiedleń Rotanowa. By przeczytać tę powieść w całości w języku polskim musieliśmy jednak poczekać aż do roku ubiegłego, kiedy to – w serii „Klasycy radzieckiej SF” – opublikowało ją wydawnictwo Stalker Books.

Sebastian Chosiński

Gdzie diabeł nie może, tam Rotanowa pośle
[Jewgienij Gulakowski „Pora mgieł” - recenzja]

O Jewgieniju Gulakowskim zrobiło się w Związku Radzieckim głośno na początku lat 80. ubiegłego wieku, po publikacji „Pory mgieł” – pierwszej z trzech, jak się później okazało, powieści o perypetiach inspektora pozaziemskich osiedleń Rotanowa. By przeczytać tę powieść w całości w języku polskim musieliśmy jednak poczekać aż do roku ubiegłego, kiedy to – w serii „Klasycy radzieckiej SF” – opublikowało ją wydawnictwo Stalker Books.

Jewgienij Gulakowski
‹Pora mgieł›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPora mgieł
Tytuł oryginalnyСезон туманов [Siezon tumanow]
Data wydania10 kwietnia 2019
Autor
PrzekładWitold Jabłoński
Wydawca Stalker Books
CyklInspektor Rotanow
SeriaKlasycy radzieckiej SF
ISBN9788366280199
Format400s.
Cena34,99
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
W momencie, gdy Jewgienij Jakowlewicz Gulakowski (1934-2017) publikował pierwszą wersję „Pory mgieł”, do rąk polskich czytelników trafiła właśnie napisana przez niego trzy lata wcześniej mikropowieść „Planeta 412 bis” (nie tak dawno wznowiona pod właściwym tytułem „Planeta do kontaktu”) – przykład doskonałej fantastyki z wątkami religijno-filozoficznymi. Mogło się wydawać, że pojawienie się nad Wisłą kolejnych dzieł pisarza rodem z Kazania to już tylko kwestia czasu. Ale nic z tego! Na następną książkę Gulakowskiego wielbiciele rosyjskiego science fiction musieli poczekać… czterdzieści lat. Z drugiej strony – powie ktoś – lepiej późno, niż wcale. Owszem, aczkolwiek przyglądając się nadzwyczaj bogatej bibliografii tego autora, nietrudno ukryć żal z powodu tego, ile jego doskonałych opowiadań i powieści nie trafiło dotąd do Polski.
„Pora mgieł”, której Jewgienij Jakowlewicz zawdzięczał rozgłos w swojej ojczyźnie, powstawała na raty. Najpierw w 1979 roku ukazujący się w Swierdłowsku (dzisiejszym Jekaterynburgu) i mający wielkie zasługi dla propagowania fantastyki naukowej miesięcznik „Уральский следопыт” opublikował w trzech kolejnych numerach obszerny tekst, który ostatecznie stał się drugą i trzecią częścią powieści. Rok później natomiast moskiewski dwumiesięcznik (do 1997 roku) „Искатель” podarował czytelnikom opowiadanie „Białe dzwony Reany”, które stało się wstępem do właściwej treści „Pory mgieł”. Dlatego czytając po latach całość, nie sposób pozbyć się wrażenia, że mamy do czynienia z dwoma zupełnie odmiennymi w charakterze dziełami, które – to prawda, nieco na siłę – zostały zszyte przez autora w jedno. Stąd też odczucie różnicy jakościowej: „Białe dzwony Reany” prezentują się bowiem – nomen omen – fantastycznie, z kolei „Pora mgieł” bywa momentami męcząca („Spirala” jest zbyt krótka, aby w trakcie jej lektury doświadczyć znudzenia).
Gulakowski umieścił akcję książki w odległej – zwłaszcza z perspektywy końca lat 70. – przyszłości, to jest w XXIII wieku, a głównym jej bohaterem uczynił Rotanowa (jego imienia nie poznajemy). To zatrudniony w Głównej Radzie Kosmicznej inspektor pozaziemskich osiedleń, który przemierza Wszechświat, by kontrolować, czy rozwój tworzonych przez Ziemian na różnych planetach kolonii przebiega prawidłowo. Autor tak charakteryzuje powierzone im zadania: „(…) [inspektorom] zdarzało się występować w różnych rolach. Ich wiedza była wszechstronna i bywali cenieni często bardziej od ekspertów, może dlatego, że szeroka praktyka prac na dalekich planetach wyzwalała ich sposób myślenia z pospolitych schematów”. W innym zaś miejscu dodaje: „Przede wszystkim [inspektor] musi być obiektywny. Jakiekolwiek emocje czy osobiste sympatie nie powinny przeszkadzać mu w pracy. (…) Drugą stroną jego pracy była całkowita samotność i zupełne wyobcowanie podczas inspekcji”. Choć są to uwagi ogólne, oczywiście idealnie pasują do Rotanowa.
Główna Rada Kosmiczna wysłała go na Reanę, ponieważ jeden z pracowników znajdującej się tam kolonii, biolog Dubrow, naruszył zakaz kontaktu z biocenozą obcej planety. Jego przewinienie może mieć opłakane skutki dla wszystkich kolonistów; tym bardziej że utrzymywanie osady na tym pustynniejącym coraz bardziej świecie jest nieopłacalne. W zasadzie Rotanow ma wszystkie przesłanki ku temu, aby zaproponować Radzie całkowitą likwidację osady. Zanim jednak podejmie taką decyzję, postanawia pójść drogą Dubrowa i wypija – jak uważa się na Ziemi, mający właściwości narkotyczne – olej z grzechotek. To, co spotyka inspektora po zaaplikowaniu sobie nieznanej substancji, przekracza jego wyobraźnię i doświadczenia, a przecież był już w wielu miejscach i widział niejedno. Dzięki sokowi z rośliny… przenosi się w czasie i poznaje dramatyczne wydarzenia z przeszłości Reany, w które okazuje się zamieszana starożytna rasa ludzi pochodzących z zupełnie innego zakątka kosmosu.
Chcąc im pomóc, wróciwszy do swoich czasów, a potem dotarłszy z powrotem na Ziemię, Rotanow stara się przekonać Radę, aby udzieliła mu zgody na lot do odległego o czterdzieści lat świetlnych układu Alfa Hydra. Szczęście mu sprzyja, ponieważ, o czym inspektor nie wiedział, dwieście lat temu wysłano tam ziemską wyprawę, która jednak nigdy nie wróciła. Na dodatek terrańscy naukowcy opracowali właśnie nowy wynalazek – napęd nadprzestrzenny – dzięki któremu podróże kosmiczne można znacznie skrócić. Tym samym pojawia się możliwość, aby upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wypróbować w praktyce działanie napędu i sprawdzić, co stało się z potomkami eksploratorów sprzed dwóch stuleci. A przy okazji – o tym już jednak Rotanow nikomu nie wspomina – znaleźć odpowiedź na pytanie, czy żyje jeszcze rasa, która dawno temu wysłała w przestrzeń astronautów, którzy ugrzęźli na Reanie. I czy jest gotowa wyciągnąć swoich pobratymców z opresji.
Niestety, jak można się domyśleć (w przeciwnym wypadku nie byłoby konieczności pisania powieści), nie wszystko idzie po myśli inspektora. Choć po wyjściu z nadprzestrzeni bez większego trudu odnajduje on planetę, na jakiej osiedlili się niegdyś Ziemianie, to jednak to, co go na niej czeka, zdecydowanie nie nastraja optymistycznie. Zrujnowane miasto, gospodarze, którzy wydają się mało przyjaźni i co do pochodzenia których Rotanow szybko nabiera uzasadnionych, jak się później okazuje, podejrzeń… – to dopiero początek nieszczęść. Im głębiej w las – nie tylko symbolicznie, ale i dosłownie – tym więcej czyha na Ziemianina niebezpieczeństw. Z drugiej strony, podjąwszy się wykonywania takiego zawodu, inspektor musi liczyć się zarówno z dającymi się we znaki i burzącymi spokój ducha dylematami moralnymi, jak również konkretnymi zagrożeniami fizycznymi. Na Hydrze dopadają Rotanowa i te pierwsze, i te drugie.
Mimo że powieść Gulakowskiego powstała w czasie, kiedy Krajem Rad rządził Leonid Breżniew, pisarzowi udało się stworzyć dzieło pozbawione wątków propagandowych. Nie dowiemy się więc z niego nic na temat światłego komunizmu, który okazuje się jedynym ustrojem zdolnym przynieść naszym potomkom szczęście i dobrobyt. Widocznie radzieccy hunwejbini od kultury mieli wówczas czym innym zaprzątnięte głowy. I trudno się dziwić, wszak zaczynała się właśnie interwencja zbrojna w Afganistanie. Kto miał – oczywiście poza Rotanowem – ochotę na to, aby sprawdzać, co tam się wyprawia w XXIII wieku na jakiejś odległej od Terry planecie? Pozbawiona politycznego gorsetu „Pora mgieł” dużo zyskała, stała się dzięki temu bardziej uniwersalna. Czytając ją współcześnie, zapomina się, że ma już czterdzieści lat na karku. Równie dobrze mogłaby zostać napisana w latach 90. – i pewnie dlatego jej lektura sprawia prawdziwą przyjemność.
Nie licząc może jedynie tych fragmentów, w których Jewgienij Jakowlewicz prowadzi swego bohatera (i przy okazji parę innych postaci) przez leśne ostępy, kiedy od strony fabularnej dzieje się niewiele, a opisy pozaziemskiej przyrody wydają się tyle zadziwiające, co niezrozumiałe. Owszem, ma to swoje uzasadnienie; służy wyjaśnieniu, czym są lussy i – w konsekwencji – skąd biorą się singilici, ale nie zmienia to faktu, że niełatwo przez nie przebrnąć. Tym bardziej że to, co najistotniejsze dla udzielenia odpowiedzi na pytania postawione przez Gulakowskiego w pierwszych rozdziałach części drugiej kryje się jednak w mieście. Gdy więc Rotanow tam trafia, akcja z miejsca nabiera tempa. Zwłaszcza że inspektor ma tam do wykonania misję, od której zależą losy planety i zamieszkujących ją ludzi.
To, że w „Porze mgieł” nie ma propagandy, nie oznacza jednak, że nie można dopatrzyć się w niej nawiązań do ówczesnej polityki. Czym bowiem innym jest konflikt, jaki toczy się na Hydrze – w którym po jednej stronie stoją potomkowie Ziemian, a po drugiej singilici – jak nie przeniesionym na karty powieści fantastycznonaukowej odzwierciedleniem realiów „zimnej wojny” pomiędzy Wschodem a Zachodem? I w powieści Gulakowskiego, i w rzeczywistości przełomu lat 70. i 80. ubiegłego wieku (dekadę później sytuacja zmieni się diametralnie) – nie widać bowiem większych szans na osiągnięcie przewagi przez jedną ze stron i zwycięskie dla niej zwieńczenie sporu. Pisarz stawia więc – w myśl przekonania, że jeśli nie możesz kogoś pokonać, to się z nim zaprzyjaźnij – politologiczną diagnozę, iż najlepszym rozwiązaniem może okazać się… osiągnięcie porozumienia. Tyle że wydaje się ono tak samo realne, jak możliwość zawarcia kompromisu pomiędzy Breżniewem a Jimmym Carterem. Ale w końcu od czego Wszechświat ma Rotanowa!
koniec
12 sierpnia 2020

Komentarze

31 VIII 2020   14:51:12

znowu zamiast recenzji streszczenie książki. Co się dziejez tym portalem??

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Hiszpania „w punkt”
Joanna Kapica-Curzytek

25 IX 2020

„Sobremesa” jest miłym i jakże ciekawym zaproszeniem do tego, by poznać Hiszpanię o wiele bliżej niż ją zwykle znamy.

więcej »

PRL w kryminale: Nie wyzywaj milicjanta, bo zginiesz
Sebastian Chosiński

24 IX 2020

Nie! nie! nie! Z takim Zygmuntem Zeydlerem-Zborowskim czytelnicy prawdopodobnie chcieliby mieć do czynienia jak najrzadziej. To prawda, że oceniając obiektywnie jego dokonania literackie, trudno go uznać za tuza współczesnej prozy polskiej, ale w swej niszy był jednak gwiazdą. Oczywiste jest jedno – na pewno nie z powodu tak słabych książek, jak „Dziewczyna w męskiej koszulce”, która ukazała się w serii „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

Jak pies z człowiekiem
Agata Włodarczyk

23 IX 2020

Życie z czworonogiem pod jednym dachem może być nie lada radością oraz wyzwaniem. Maria Apoleika od dawna dokumentuje oba te przypadki w krótkich komiksach wyjętych z psioczłowieczej codzienności, a do tego niedawno nakładem Wydawnictwo Znak ukazała się jej książka – „Psie Sucharki”.

więcej »

Polecamy

Dick w starym stylu

Na rubieżach rzeczywistości:

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

„Bycie” jest kalejdoskopem
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Internacjonalizm międzygalaktyczny
— Sebastian Chosiński

Za siedmioma odległymi galaktykami…
— Sebastian Chosiński

Tegoż autora

Słowiańska dusza, amerykański szyk
— Sebastian Chosiński

Morskie opowieści w rytmie roots reggae
— Sebastian Chosiński

Po obu stronach Bałtyku
— Sebastian Chosiński

Internacjonalizm międzygalaktyczny
— Sebastian Chosiński

„I po ch… pani robiła te badania?!”
— Sebastian Chosiński

Za siedmioma odległymi galaktykami…
— Sebastian Chosiński

W Rosji najgorzej być zakładnikiem…
— Sebastian Chosiński

Gdy Łazarze śpią, budzą się upiory
— Sebastian Chosiński

Religijni fanatycy i zblazowani zbrodniarze
— Sebastian Chosiński

Zobaczyć dinozaura i umrzeć!
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.