Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 23 października 2020
w Esensji w Esensjopedii

Sam Sykes
‹Siedem czarnych mieczy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSiedem czarnych mieczy
Tytuł oryginalnySeven Blades in Black
Data wydania1 września 2020
Autor
PrzekładMirosław P. Jabłoński
Wydawca Rebis
CyklŚmierć imperiów
ISBN978-83-8188-011-4
Format656s. 132×202mm
Cena44,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Eres va atali!
[Sam Sykes „Siedem czarnych mieczy” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Siedem czarnych mieczy” Sama Sykesa, otwierające trylogię „Śmierć imperiów” zwraca uwagę mało wyeksploatowaną konwencją, w jakiej zostało napisane, choć z drugiej strony zniechęca jakością przekładu.

Beatrycze Nowicka

Eres va atali!
[Sam Sykes „Siedem czarnych mieczy” - recenzja]

„Siedem czarnych mieczy” Sama Sykesa, otwierające trylogię „Śmierć imperiów” zwraca uwagę mało wyeksploatowaną konwencją, w jakiej zostało napisane, choć z drugiej strony zniechęca jakością przekładu.

Sam Sykes
‹Siedem czarnych mieczy›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSiedem czarnych mieczy
Tytuł oryginalnySeven Blades in Black
Data wydania1 września 2020
Autor
PrzekładMirosław P. Jabłoński
Wydawca Rebis
CyklŚmierć imperiów
ISBN978-83-8188-011-4
Format656s. 132×202mm
Cena44,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Parę lat temu podczas lektury antologii „Niebezpieczne kobiety” opowiadanie Sama Sykesa zwróciło moją uwagę na tyle, bym zapałała chęcią przeczytania jakiejś jego powieści. Polscy wydawcy nie byli jednak najwyraźniej zainteresowani tym akurat autorem – aż do teraz, gdy do rąk polskiego czytelnika trafiło „Siedem czarnych mieczy”.
O marnym tłumaczeniu słów więcej niż kilka
Zazwyczaj uwagi na temat przekładu zostawiam sobie na później, w tym przypadku jednak od nich zacznę, ponieważ w znacznym stopniu uprzykrzył mi on lekturę. Większość rozdziałów została napisana w pierwszej osobie jako opowieść głównej bohaterki i widać, że autor chciał nadać jej wypowiedzi indywidualny ton, na poły sarkastyczny, a na poły egzaltowany. Na podstawie tak kulawego tłumaczenia trudno mi niestety orzec, czy Sykes zrobił to dobrze, czy przestrzelił ze stylizacją.
Czytając, odniosłam wrażenie, jakby tłumacz pracował nad „Siedmioma czarnymi mieczami” z doskoku, pomiędzy innymi zlecaniami albo z gromadką rozrabiających dzieci nad głową. Jak bowiem inaczej wytłumaczyć, że ze zdania na zdanie ona staje się nim, albo tam, gdzie bohaterka nawiązuje do wcześniejszych wydarzeń i obserwacji, nie zostało to zauważone i całe zdanie lub akapit zostały przełożone źle. To, że w tekście pojawiło się np. „którego dla mnie zdradził” zamiast „dla którego mnie zdradził” robi dość dużą różnicę. Pomieszane zaimki i końcówki czasowników, a także źle sformatowane dialogi sprawiały, że nieraz musiałam się zastanawiać, który bohater powiedział coś czy zrobił. Do tego dochodzą powtórzenia, czasem dziwna kolejność słów, ogólnie rzeczy, które „psują” styl. Oto garść przykładów:
„Włosy, cesarska biel, miała nierówno obcięte” (lepiej byłoby „w kolorze cesarskiej bieli”, generalnie chodzi o to, że wielu mieszkańców cesarstwa było białowłosych)
„Żadna ze stron nie chciała zażenowania związanego z posiadaniem takiej budowli.”
„Wpadłabym w niezłe kłopoty, gdybym próbowała to wymienić.” (powinno być „gdyby próbował to wymienić” ponieważ bohaterka wspomina maga, z którym walczyła, a którego magia polegała na „wymienianiu” cennych dla niego przedmiotów na moc na zasadzie, im ważniejszą rzecz poświęci, tym silniejszą moc wyzwoli)
„[Ostrza], kiedy je upuścić, wydają unikatowy dźwięk.”
„Kiedy Liette się przechwala, głos ma wysoko nastrojony.”
„Osobiście patrzyła w oczy i zamawiała broń, która zabiła wszystkich mężczyzn i wszystkie kobiety, jakie straciła w obrębie miejskich murów.”
„Martwa kobieta spojrzała na mnie białymi oczami. Nie chodzi mi o to, że były wielkie, rzecz w tym, że były białe.” (może to miała być gra słów „wide – white”?)
„To było przytulne małe pomieszczenie […]. Naprawdę leżące pośrodku pokoju zwłoki ze zmiażdżonym gardłem tylko nieznacznie psuły ten widok.”
„Podeszła do jednego z kadawerów, wysokiego trupo-drzewa zasadzonego w ziemi.”
„Szczęka jej opadła, z braku słów czy tchu, a ciało się trzęsło skutkiem drżenia nóg.”
„Pocisk trafił potwora w pierś i wybuchł jasnym, ognistym kwitnieniem.”
„[Widzący bóg] dał coś swoim wyznawcom. Coś starego i potężnego (…) I coś takiego, bez czego zdecydowanie mogłam się obejść, żeby nie próbowało mnie teraz zamordować.”
„Reszta Cesarstwa ignoruje ograniczenia śmierci, lecz Geniusze lekceważą nawet te słabe prawa.” (nie mam pojęcia, o co tu chodzi, obywatele cesarstwa nie są nieśmiertelni, a i śmierci nie nazwałabym „słabym prawem”)<.i>
„Poprawiła okulary, oczy miała za małe, żeby wszystko obejrzeć.”
„To pytanie o to, jak dwoje ludzi może być w sobie tak bardzo zakochanych, że wojna nie potrafi ich rozdzielić, jednak brak czegoś głębokiego nie pozwala im znaleźć wzajemnie uczuć dla siebie.”
„Spodziewałam się uderzyć o skałę i doznać ukąszenia przez kamień.”
„Należałam tutaj.”
„Wyciągnęła ręce […]. A z jej palców wielkimi skwierczącymi kroplami trysnęły płomienie. Zanim ich głosy stłumił śmiech ognia, wypowiadali jego imię. – Czerwona Chmura. Jego ogień srożył się wokół matek i dzieci.” (to cały czas jest o jednej postaci będącej kobietą)
„Nogi były za małe dla mojego ciała; musiałam się oprzeć o balustradę mostu.”
„Można ci wierzyć, że na zwykłych skrzyżowaniach robiłabyś ogromny harmider, strzelała i ogólnie utrudniała mi życie.” (nie mam pojęcia, o co tu mogło chodzić, może o przecinające się ścieżki, bo rozmawiają znajomi, którzy się spotykają ponownie)
„Wiedziałam, że nigdy nie skulił się przed kobietą, nie obejrzawszy się za nią z nienawistnym grymasem.”
„Ani na chwilę nie przestał na mnie patrzeć. Nie, kiedy się odwrócił. Nie, kiedy przeszedł przez pomieszczenie.” (przed oczyma duszy mojej pojawia się głowa bohatera odwracająca się o 180 stopni, co znacząco osłabia dramatyzm chwili)
„aureola światła (…) ekspandowała”
„Nie będzie się mówiło, że Sal (…) została źle potraktowana przez dzieci. Ale nie będzie się też mówiło, że pozwoliła im skakać sobie po głowie.” (sądząc z kontekstu zatem, w pierwszym zdaniu powinno być „że źle traktowała dzieci”)
„Przywierałam jedynie do (…) [rewolweru]. (…) Broń w mojej dłoni, płonąca. Chłód w oddechu, antycypacyjny.”
„Przypuszczalnie widziałaś tysiące kiepskich oper, w których zamaskowane łotry trajkoczą o jakimś mgławicowym pojęciu mocy.”
„Uśmiech Sal był przeciągły, powolny i smutny, niczym ostatnia pęknięta struna starej harfy.”
Mój osobisty numer jeden:
„Z mojego doświadczenia wynika, że [ludzie] nie są jak kwiaty, raczej jak rany, setki małych cięć, które kaleczą cię przez lata” – kilka stron dalej bohaterka nawiązuje do swojej wcześniejszej wypowiedzi, co po polsku wygląda tak „Ludzie są ranami. Kaleczą się, boli ich i krwawią. Niektórzy cierpią przez jakiś czas, a potem odchodzą. Niektórzy nie przestają cierpieć, dopóki ich do tego nie zmusisz.” (pewnie powinno być coś w stylu „Ludzie są ranami. Bolą i krwawią. Niektórzy czynią to przez jakiś czas, a potem znikają. Innych trzeba się pozbyć”).
Przechodząc do treści
Jak już wspomniałam, w większości rozdziałów Sykes oddał głos głównej bohaterce. Nie jest ona narratorem wiarygodnym. Zanim została banitką i łowczynią głów, Sal była rozmiłowaną w operach szlachcianką. Wpływa to na jej opowieść – pełną dramatyzowania i autokreacji. Białowłosej mścicielce zależy na sławie, zbudowaniu własnej legendy. Na przemian przedstawia siebie jako twardzielkę nie do zdarcia, która kolekcjonuje blizny i podnosi się po wszelkich ciosach oraz zdradzoną kochankę i cierpiącą kobietę po przejściach. Miejscami rozwlekle, choć z pewną dozą humoru, relacjonuje swoje kolejne potyczki, by niedługo później po raz kolejny informować o tym, jak to owładnęło nią lodowate przerażenie albo jakiż to straszny ból odczuwała rozmawiając z ukochaną osobą. Czyni to narrację dosyć specyficzną – uważam, że odbiór powieści w dużej mierze zależy od tego, czy czytelnikowi taka konwencja przypadnie do gustu.
Sal bywa drażniąca, ale przynajmniej zapada w pamięć1). Pozostałe postaci niestety zostały zepchnięte na plan dalszy i na razie ich portrety nie zostały rozbudowane. Jeśli chodzi o fabułę, czytelnik dostaje mniej więcej to, czego się spodziewał, znając okładkową notkę o zemście. Sykes nie starał się zbytnio uprawdopodobnić wydarzeń, nawet w rozdziałach pisanych w narracji trzecioosobowej. Jeśli przeciwnik Sal ma zginąć później, to wymknie się jej, choć mogła go trzy razy zastrzelić, jeśli zaś nadszedł jego czas, nic mu nie pomoże. Odniosłam wrażenie, że lepiej pasowałoby do obranej konwencji, gdyby akcja rozwijała się szybciej.
Sykes nie jest pierwszym autorem fantasy pomieszanej z westernem (by wspomnieć choćby cykl Stephena Kinga o rewolwerowcu Rolandzie czy „Czerwoną krainę” Abercrombiego). Niemniej jednak takie połączenie wciąż nie wydaje się wyeksploatowane i świat przedstawiony na kartach „Siedmiu czarnych mieczy” prezentuje się całkiem nieźle. Spodobał mi się wymyślony przez autora system magii z kosztami ponoszonymi przez określone klasy czarodziei. Sami magowie także stanowią gromadkę całkiem barwną. Poza mocą mieszkańcy tego uniwersum dysponują także półmagiczną technologią, co daje całkiem przyjemną mieszankę motywów.
Jeżeli o mnie chodzi, pomimo mankamentów mam ochotę sięgnąć po tom kolejny, aby zobaczyć, jak Sykes rozwinie swoją historię oraz czy wykorzysta potencjał tkwiący w świecie i bohaterach.
koniec
12 października 2020
PS. Swoją drogą to już trzecia (po „Księdze przodka” i „Kronikach Nibynocy”) znana mi, powstała w ostatnich latach, trylogia fantasy napisana przez mężczyznę, której główna bohaterka została obdarzona cechami stereotypowo męskimi i która jest biseksualistką. Zastanawiam się, czy to z mody oraz chęci zwiększenia szansy na jakąś nagrodę, czy też autorzy ulegają schematowi i jeśli już stworzyli postać zdeterminowaną, skorą do przemocy, i dominującą, to woleli przydać jej do pary kobietę w charakterze ukochanej pomocniczki.
PPS. Sporo było cytatów – ale może dla odmiany taki, który mi się spodobał: „Zabawne. Ludzi zawsze pamięta się jedynie fragmentarycznie: oczy, dłonie, uśmiechy. Kiedy już spojrzysz na nich jak na całość, wyglądają nieznajomo.” Spodobał mi się też taki, w którym bohaterka stwierdza, że wiara jest rodzajem wymówki, po którą ludzie sięgają, kiedy nie chcą szukać odpowiedzi, ale teraz nie mogę go znaleźć.

1) Choć przyznam, że jej przydomek brzmiący Kakofonia nie brzmi dość fortunnie, mnie przynajmniej kojarzył się głównie z bardem Kakofonixem. Inna sprawa, że ze wspomnianym bardem Sal ma dwie cechy wspólne – przerośnięte ego oraz to, że gdy bard nadchodzi ze swoją lirą, a Sal ze swoją spluwą, reszta postaci winna raczej się zmyć.

Komentarze

1 2 »
12 X 2020   17:20:29

OMG, to tłumaczenie to jakiś horror :(

12 X 2020   19:23:54

Z innej beczki. Czy jest jakaś solidna fantasy nie tyle "inspirowana" westernem, czy "w klimacie" westernu, tylko rozgrywająca się w XIX wieku w realiach Dzikiego Zachodu - z Indianami, bizonami, kowbojami?

Aż się prosi, żeby połączyć prawdziwy western z fantasy: traperzy, kowboje, szeryfowie, poszukiwacze złota i indiańska magia.

Mniej lub bardziej filmowe próby połączenia SF z westernem były: "Westworld", "Kowboje i obcy", "Powrót do przyszlości 3".

A co z fantasy? "Mroczna wieża" Kinga się tu nie kwalifikuje. To bardziej postapo-urban-horror-fantasy z elementami westernu (zamiast rycerzy rewolwerowcy).

13 X 2020   00:04:27

@Ignite - niestety

@El Lagarto
Nie czytałam niczego takowego, zastanawiam się czy nie jest taka "Six-Gun Snow White" Valente, jeśli oczywiście ktoś ma ochotę czytać w oryginale.
Z opisu wydawcy:
"narrator who relates the history of our heroine’s parents—a Nevada silver baron who forced the Crow people to give up one of their most beautiful daughters, Gun That Sings, in marriage to him (...) This girl has been born into a world with no place for a half-native, half-white child."
Wynikałoby z tego, że to nie jest jakiś Neverland, ale książki nie znam.

13 X 2020   00:06:43

PS. Znając Valente całość pewnie jest mocno pokręcona.

Podejrzewam, że na Zachodzie może coś takiego by się trafiło, z tego, jak czasem zaglądam na blog Fantasy Faction to widzę, że coraz więcej wydawanej jest fantasy osadzonej w rozmaitych mniej wyeksploatowanych settingach.

13 X 2020   03:48:47

Oj, dziki zachód na zachodzie chyba nie podpada pod „mniej wyeksploatowany… ;-)
Z czytanych przeze mnie:
Elizabeth Bear „Karen Memory” i „Stone Mad”, steampunkowy dziki zachód, poproszę tamtejszą wersję maszyny do szycia ;-)
Lila Bowen „Wake of Vultures” i trzy kolejne, pełno magii różnych nacji, podobało mi się.
Rebecca Roanhorse „Trail of Lightning” - tu nie dziki zachód tylko przyszłość, w której indiańskie terytoria oddzieliły się od katastrofy klimatycznej magiczną barierą, są starzy bogowie i inne takie, ale jakoś nie zachwyciło. Ot, książka.
Nie czytałam, ale słyszałam o:
Charlaine Harris „An Easy Death”, pierwszy tom cyklu w alternatywnej Ameryce rozpadniętej po zabójstwie Roosvelta. No i z magią.
Laura Anne Gilman „Silver on the Road” o dziewczynie, która zawiera pakt z diabłem władającym terenami na zachód od Mississippi i służy mu jako lewa ręka. Kojarzy mi się z historiami o pakcie z diabłem na rozdrożach, być może niesłusznie.

13 X 2020   03:50:44

A jak się pogugla hasła w stylu „wild west fantasy” to wyskakuje naprawdę dużo tytułów, powyżej wymieniłam te, które kojarzę na szybko.

13 X 2020   12:08:57

Dzięki za podpowiedzi. Jak coś napisała Valente, to z pewnością jest warte uwagi. Przypomniałem sobie, że w ostatnich latach jakieś westernowe opowiadanie fantasy drukowała "Fantastyka" chyba wydanie specjalne i może to była właśnie Valente z tego uniwersum.

Steampunk i alternatywna historia to nie jest do końca to o co mi chodzi. Raczej mam na myśli fantasy historyczną, gdzie zamiast wikingów, słowiańskich wojów albo innych rycerzy są kowboje i Indianie. Tzn. w realiach historycznego Dzikiego Zachodu pojawiają się magia i stwory z indiańskiej mitologii. W tej materii nie wygooglowałem nic ciekawego.

13 X 2020   13:24:43

Szukasz po prostu Deadlands: Martwe Ziemie. Tyle że to erpeg;-) Ale powieści groszowe z pierwszej edycji systemu były całkiem nieźle napisanymi opowiadaniami/przygodami.

13 X 2020   13:35:25

@El Lagarto
To, czego szukasz nazywa się Weird West:
https://en.wikipedia.org/wiki/Weird_West
https://tvtropes.org/pmwiki/pmwiki.php/Main/WeirdWest

14 X 2020   00:35:59

@Miłosz
Nie jestem graczem, ale "Deadlands" już gdzieś mi się obiło o oczy /uszy. Mniej więcej o tego typu scenerię mi chodzi.

@Zoom
Weird West. No tak, też to znalazłem w Wikipedii, ale z tego co czytam ten termin stanowi pojemny worek, do którego wrzuca się wszystko co jest na pograniczu westernu oraz horroru/SF/steampunka/parapsychologii/fantasy (niepotrzebne skreślić).

Jeśli chodzi o historie typu "magia i colt" (colt zamiast miecza), to z tym jest krucho...

Opowiadanie Valente (bardzo dobre zresztą) było drukowane w Nowej Fantastyce - wydanie specjalne w 2018 r. Nosi tytuł "Rewolwerowa śnieżka" ("Six-Gun Snow White").Jak to u Valente nie jest to typowa przygodówka, skręca nieco w stronę realizmu magicznego.

1 2 »

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Milicjant, który chciał być księdzem
Sebastian Chosiński

22 X 2020

„Brat Mikołaja” to dość przewrotny kryminał Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, w którym tytułowy bohater pojawia się jedynie w opowieściach retrospektywnych. Choć praktycznie wszystko – od pierwszej do ostatniej strony – kręci się wokół niego. Jednocześnie też autor wskazuje na to, jak bardzo krzywdzące mogą być niesprawdzone plotki, zwłaszcza kiedy powielają je osoby uchodzące za szanowane.

więcej »

Nieoczekiwane skutki walki z blokadą twórczą
Joanna Kapica-Curzytek

21 X 2020

„Co powiesz na spotkanie?” to rzeczywiście zwariowana komedia romantyczna, jak czytamy na okładce. Lektura wnosi wiele pozytywnej energii i pozwala spojrzeć na życie z optymizmem.

więcej »

To, co najsmutniejsze
Joanna Kapica-Curzytek

20 X 2020

„Podróż życia sióstr Shergill” to powieść o sile i przekleństwie tradycji.

więcej »

Polecamy

Chorzy na życie

Na rubieżach rzeczywistości:

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Droga bez powrotu
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Z kamerą wśród idiotów
— Beatrycze Nowicka

Pieśń ucichła
— Beatrycze Nowicka

Demony i magowie albo jeźdźcy smoków z Furii
— Beatrycze Nowicka

Dozwolone do lat osiemnastu
— Beatrycze Nowicka

Ku pognębieniu serc
— Beatrycze Nowicka

Pożądanie do znudzenia
— Beatrycze Nowicka

W cieniu Hauru
— Beatrycze Nowicka

Login i logos
— Beatrycze Nowicka

O dziewczynie która igrała z ogniem
— Beatrycze Nowicka

Sęp miłości i pożądliwa kapłanka
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.