Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 listopada 2020
w Esensji w Esensjopedii

Ursula K. Le Guin
‹Sześć światów Hain›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSześć światów Hain
Data wydania3 listopada 2015
Autor
PrzekładKatarzyna Staniewska, Agnieszka Sylwanowicz
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklHain
ISBN978-83-8069-175-9
Format944s. 151×231mm; oprawa twarda
Cena69,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Sześć światów Hain: Świat pierwszy
[Ursula K. Le Guin „Sześć światów Hain” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Otwierający „Sześć światów Hain” Ursuli Le Guin „Świat Rocannona” jest pierwszą powieścią tego cyklu luźno ze sobą powiązanych opowieści sf stworzonych przez autorkę. Oryginalnie wydany w 1966 roku nie stracił on przez pół wieku zbyt wiele na swojej jakości.

Miłosz Cybowski

Sześć światów Hain: Świat pierwszy
[Ursula K. Le Guin „Sześć światów Hain” - recenzja]

Otwierający „Sześć światów Hain” Ursuli Le Guin „Świat Rocannona” jest pierwszą powieścią tego cyklu luźno ze sobą powiązanych opowieści sf stworzonych przez autorkę. Oryginalnie wydany w 1966 roku nie stracił on przez pół wieku zbyt wiele na swojej jakości.

Ursula K. Le Guin
‹Sześć światów Hain›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułSześć światów Hain
Data wydania3 listopada 2015
Autor
PrzekładKatarzyna Staniewska, Agnieszka Sylwanowicz
Wydawca Prószyński i S-ka
CyklHain
ISBN978-83-8069-175-9
Format944s. 151×231mm; oprawa twarda
Cena69,90
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Le Guin rozpoczyna swoją historię od trzęsienia ziemi: zniszczenia międzygwiezdnego okrętu, na którym tytułowy bohater przybył na planetę. Wraz ze statkiem ginie reszta przysłanych na bezimienny świat1) wysłanników Ligi. Gaveral Rocannon, etnograf zajmujący się zbieraniem informacji na temat jednej z trzech zamieszkujących planetę humanoidalnych ras, pozostaje jedynym człowiekiem spoza tego świata. I ma przed sobą niełatwe zadanie, jakim jest ostrzeżenie pozostałych planet Ligi przed buntem przeciwko jej hegemonii.
Autorka skąpi nam jakichkolwiek większych wprowadzeń w świat międzygwiezdnej dominacji Ligi (aczkolwiek dla tych, którzy mają już za sobą lekturę bardziej znanych jej powieści, chociażby „Lewej ręki ciemności”, nie będzie to nowością), jej polityki badania kolejnych planet i zbierania z nich podatku, który ma służyć przygotowaniom do nadciągającej wojny. Jak się dowiadujemy, nie wszędzie władza Ligi jest przyjmowana z radością – stąd właśnie bunt i obranie peryferyjnego świata, jakim jest Fomalhaut, za jego główną bazę.
O czym jednak możemy się dość szybko przekonać, powieść sięga do elementów sf o tyle, o ile to konieczne. Istnienie Ligi, konfederacji zamieszkanych przez „ludzi” światów, zostaje tylko wspomniane w kilku rozmowach prowadzonych przez Rocannona, natomiast znacząca większość nowoczesnej technologii nie odgrywa tutaj praktycznie żadnej roli. Podobnie jak reszta wątków sf, które pozostają gdzieś w tle głównej historii. Bohater bardzo prędko traci swoje ocalone wyposażenie i zostaje mu jednie chroniący przed atakami kombinezon. By przeżyć, musi nie tylko polegać na pomocy miejscowych, ale wręcz nauczyć się funkcjonować bez dobrodziejstw technologii, do których był dotychczas przyzwyczajony. Najbardziej wyraźnym elementem tej transformacji jest przybranie przez niego tytułu Wędrowca.
Mimo fantastycznonaukowych podstaw, opowieść rychło nabiera iście epickiego charakteru, noszącego w sobie znamiona walki dobra ze złem (czy też, jak sugerowała Beatrycze Nowicka, po prostu powieści o wiele bliżej do fantasy niż typowego sf). Jednocześnie historia stanowi odbicie heroicznej kultury ciemnoskórych i jasnowłosych mieszkańców planety, wśród których przebywał od dłuższego czasu bohater. Mimochodem pochodzący z gwiazd (nazywany zresztą Władcą Gwiazd) Rocannon, niepasujący do systemu kastowego swoich gospodarzy, urasta do rangi i roli mitycznego półboga i bohatera, o którym będą później śpiewane pieśni.
Epicka forma połączona z powieścią drogi przywodzi na myśl jakąś odmianę eposu rycerskiego. Bohater, wraz z grupą towarzyszy, wyrusza w podróż daleko na południe, gdzie ma znajdować miejsce, w którym buntownicy założyli swoją bazę – na niezbadanym nawet przez Ligę kontynencie, gdzie czają się rozmaite dziwy wciąż czekające na odkrycie. Nawet dla doświadczonego międzygwiezdnego podróżnika i etnologa będzie to niebezpieczna wyprawa. Podobnie jak w napisanej później „Lewej ręce ciemności”, by przeżyć i odnieść sukces, Rocannon będzie musiał porzucić wszystko, czego się nauczył, narodzić się na nowo jako miejscowy (stąd określanie siebie mianem Wędrowca) i poświęcić coś, na czym bardzo mu zależało.
Brak mi dostatecznej wiedzy, by poszukiwać w „Świecie Rocannona” nawiązań do klasyki, z której, jak sądzę, czerpała autorka. Nie zmienia to faktu, że symbolizm kolejnych wydarzeń i decyzji podejmowanych przez bohatera jest niezwykle wyraźny – aż do ostatecznego poświęcenia. I właśnie w takich epickich kategoriach należy postrzegać tę opowieść. Z czasem możemy się nawet zacząć zastanawiać, czy narracja jest rzeczywiście tak bezstronna, jak moglibyśmy z początku przypuszczać i czy nie stanowi raczej dobrze ukrytego eposu opiewającego dokonania Rocannona w taki sposób, w jaki zostały one zapamiętane wśród mieszkańców planety.2)
Obok historii, Le Guin prezentuje nam również ciekawe spojrzenie na politykę Ligi wobec odkrywanych planet i kultur, która u swoich podstaw powinna przecież nosić nazwę kolonializmu. Według głównego bohatera zaawansowanie technologiczne wcale nie czyni przedstawicieli Ligi lepszymi czy mądrzejszymi:
„Ale Rocannon, kosmiczny etnograf, którego zajęcie polegało na uczeniu się, a nie nauczaniu innych, Rocannon, który mieszkał na wielu zacofanych światach, powątpiewał w mądrość teorii opartych na maszynach i broni. Albowiem Liga, zdominowana przez agresywne, wytwarzające narzędzia, humanoidalne gatunki z Centaura, Ziemi i Ceti, lekceważyła rozliczne umiejętności, zdolności i możliwości rozwoju inteligentnego życia i oceniała je zbyt jednostronnie.”
Jak gdyby na potwierdzenie tych słów, to właśnie tajemnicza zdolność telepatii, jaką udaje mu się zdobyć w trakcie swojej wędrówki, okazuje się kluczowa do tego, by uratować Ligę przed wieloletnią, wyniszczającą wojną domową (choć trzeba przyznać, że Le Guin pomija niemal całkowicie wątek moralnej oceny czynu, jaki doprowadził do takiego, a nie innego końca).
W opowieści, która sama w sobie nosi znamiona legendy, autorka zwraca uwagę także na to, że w każdej legendzie kryje się ziarno prawdy. Przygody bohaterów na południowym kontynencie, konfrontacja z milczącymi skrzydlatymi istotami czy niemalże nierealne spotkanie z tajemniczym mieszkańcem gór potwierdzają tylko to, co przewija się w legendach i opowieściach praktycznie od samego początku.
Mając do dyspozycji cały wszechświat, potężną Ligę oraz o wiele większą skalę wydarzeń, Le Guin zdecydowała się w „Świecie Rocannona” opowiedzieć wyjątkowo kameralną historię, która na dodatek okazuje się niemalże opowieścią fantasy. Ciężko nie polecić tej klasyki, szczególnie w czasach, kiedy wydarzenia na skalę międzyplanetarną czy nawet międzygwiezdną stają się głównym wyznacznikiem gatunku.
koniec
23 października 2020
1) Nie będzie wielkim spojlerem nadmienienie, że wbrew tytułowi miejsce akcji nie nazywa się jeszcze Światem Rocannona, ale jest bezimienną planetą znaną jako Fomalhaut II (od nazwy gwiazdy, wokół której orbituje).
2) W prologu („Naszyjnik Semley”) możemy zresztą przeczytać dość szczegółowo, jakie podejście do życia prezentowali dumni mieszkańcy planety – a przynajmniej ta ich część, o której opowiada powieść.

Komentarze

24 X 2020   17:57:42

>Oryginalnie wydany w 1966 roku nie stracił on przez pół wieku zbyt wiele na swojej jakości

24 X 2020   17:58:27

Kodowanie, problem nierozwiązywalny od lat... Jeszcze raz:

"Oryginalnie wydany w 1966 roku nie stracił on przez pół wieku zbyt wiele na swojej jakości".

Zaimkoza, tak "on", jak i "swojej" niepotrzebne, a "swojej" wręcz głupie - bo czy można stracić na cudzej wartości? Może i można, jak ktoś handluje niewolnikami :D Dalej nie czytam, po co się stresować kulawa polszczyzną.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

O wewnętrznej wolności
Joanna Kapica-Curzytek

28 XI 2020

Z dystansem, humorem, ale bez nadmiernego odsłaniania swojej prywatności – taki jest legendarny dziennikarz, autor kultowych radiowych audycji, w książce „Głos. Wojciech Mann w rozmowie z Katarzyną Kubisiowską”.

więcej »

Krótko o książkach: Dzieciom należą się piękne książki
Joanna Kapica-Curzytek

27 XI 2020

Książka Barbary Gawryluk przybliża nam i ocala od zapomnienia fenomen polskiej szkoły ilustracji książkowej dla dzieci sprzed kilkudziesięciu lat. „Ilustratorki i ilustratorzy” będzie dla niejednego czytelnika sentymentalnym powrotem do książek z okresu dzieciństwa.

więcej »

PRL w kryminale: Do sześciu razy sztuka
Sebastian Chosiński

26 XI 2020

Połowa lat 70. XX wieku nie była najlepszym okresem dla Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jego powieści stawały się coraz bardziej schematyczne, a fabuła łatwa do przewidzenia. Od czasu do czasu trafiała się jednak perełka. Jak chociażby „Inspektor ze Scotland Yardu”, którego można zaliczyć do ścisłego grona najlepszych „powieści milicyjnych” warszawskiego prozaika.

więcej »

Polecamy

Kochać to nie znaczy zawsze to samo

Na rubieżach rzeczywistości:

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Przygodowa powieść science fiction – zrób to sam!
— Marcin Knyszyński

Pif-Paf! Zium!
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Sześć światów Hain: Świat drugi
— Miłosz Cybowski

Z dziejów Ekumeny
— Magdalena Kubasiewicz

Z tego cyklu

Świat drugi
— Miłosz Cybowski

Tegoż twórcy

Mała Esensja: Nie tak łatwo być wyjątkowym
— Marcin Mroziuk

Dom duszy
— Beatrycze Nowicka

Przeczytaj to jeszcze raz: Czy runął mur?
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Po śniegu, coraz ku dzikszej krainie
— Miłosz Cybowski

Przeczytaj to jeszcze raz: Przejście
— Beatrycze Nowicka

Kobiety nad morzem
— Beatrycze Nowicka

Opowieść sentymentalna bez morału
— Miłosz Cybowski

Głos spośród cieni świętego gaju
— Beatrycze Nowicka

Szukając drogi
— Beatrycze Nowicka

Esensja czyta: Luty 2011
— Jędrzej Burszta, Miłosz Cybowski, Michał Foerster, Anna Kańtoch, Joanna Kapica-Curzytek, Daniel Markiewicz, Marcin Mroziuk, Mieszko B. Wandowicz

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.