Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 stycznia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Inspektor ze Scotland Yardu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInspektor ze Scotland Yardu
Data wydania1976
Autor
Wydawca KAW
CyklStefan Downar
Format210s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Do sześciu razy sztuka
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Inspektor ze Scotland Yardu”, Zygmunt Zeydler-Zborowski „Inspektor ze Scotland Yardu” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Połowa lat 70. XX wieku nie była najlepszym okresem dla Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jego powieści stawały się coraz bardziej schematyczne, a fabuła łatwa do przewidzenia. Od czasu do czasu trafiała się jednak perełka. Jak chociażby „Inspektor ze Scotland Yardu”, którego można zaliczyć do ścisłego grona najlepszych „powieści milicyjnych” warszawskiego prozaika.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Do sześciu razy sztuka
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Inspektor ze Scotland Yardu”, Zygmunt Zeydler-Zborowski „Inspektor ze Scotland Yardu” - recenzja]

Połowa lat 70. XX wieku nie była najlepszym okresem dla Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jego powieści stawały się coraz bardziej schematyczne, a fabuła łatwa do przewidzenia. Od czasu do czasu trafiała się jednak perełka. Jak chociażby „Inspektor ze Scotland Yardu”, którego można zaliczyć do ścisłego grona najlepszych „powieści milicyjnych” warszawskiego prozaika.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Inspektor ze Scotland Yardu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInspektor ze Scotland Yardu
Data wydania1976
Autor
Wydawca KAW
CyklStefan Downar
Format210s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Chociaż książka „Inspektor ze Scotland Yardu” ukazała się w tej samej kryminalnej serii Krajowej Agencji Wydawniczej (ozdobionej charakterystyczną różową okładką), co „Alicja nr 3”, i chociaż w powieści tej pojawia się postać oficera Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej majora Stefana Downara – tak naprawdę niewiele je łączy. Akcji „Alicji…” rozgrywała się przede wszystkim we Włoszech, a Downar był bohaterem drugo-, jeśli nawet nie trzecioplanowym. W przypadku „Inspektora…” wraca on na należne mu miejsce, podobnie jak i Warszawa, która jest główną areną zdarzeń. I niemal natychmiast wszystko wraca na swoje miejsce. Mamy zagmatwaną intrygę, dwie tajemnicze zbrodnie i miasto tak dobrze znane i bliskie czytelnikom Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Po znacznie słabszych, opublikowanych w mniej więcej tym samym czasie, „Alicji nr 3” (1975) oraz „Dwóch lewych nogach” (1976) w swej kolejnej powieści pisarz wrócił wreszcie do formy sprzed lat, tworząc nadzwyczaj udany kryminał milicyjny na miarę „Czarnego mercedesa” (1958), „Kotów Leokadii Kościelnej” (1965) czy „Czerwonej nitki” (1972).
Akcja powieści rozgrywa się jesienią. Jest listopad. Ale listopad niezwykły, jak na polskie warunki, bo… upalny (cokolwiek to znaczyło). Downar z przyjemnością wykorzystuje wolny czas, odpoczywając w Łazienkach, gdzie spotyka Wojtka Wieluńskiego, syna swoich znajomych z prowincji (z Zagnańska, wsi w ówczesnym, dopiero co utworzonym województwie kieleckim), który przyjechał do Warszawy, aby studiować na politechnice. Tak naprawdę jednak Wojtek marzy o tym, by zostać – jak Downar – milicjantem. W tym celu już teraz trenuje boks i dżudo. Major, choć w skrytości ducha zadowolony jest z planów młodego mężczyzny, przekonuje go, by najpierw skończył studia, które już zaczął – zdobytą tam wiedzę na pewno będzie mógł w przyszłości wykorzystać dla dobra MO i ludowej ojczyzny. To przypadkowe spotkanie ma oczywiście swoje znaczenie. Tym sposobem Zeydler-Zborowski wprowadza do gry postać, która odegra jeszcze istotną rolę w powieści. Musi jednak poczekać trochę na swoje „pięć minut”.
Po powrocie do komendy Downara dopada brutalna rzeczywistość. Przybiera ona postać nawiedzającego go od jakiegoś czasu „wariata”. A przynajmniej za takiego uważają go funkcjonariusze. Tym „wariatem” jest inżynier Seweryn Grudecki, weteran wojenny, który służył w brytyjskim RAF-ie, biorąc udział w nalotach na wroga. Po 1945 roku pozostał jeszcze jakiś czas na Wyspach, ale potem zdecydował się wrócić do ojczyzny. Jako inżynier – fachowiec w dziedzinie budowy rakiet – otrzymał pracę w podległym Ministerstwu Obrony Narodowej Instytucie Badań Dużych Częstotliwości. Zajmował się tam wynalazkami, mającymi wzmocnić potencjał obronny kraju (bo przecież, jako członek Układu Warszawskiego, Polska Ludowa realizowała jedynie doktrynę defensywną sojuszu). Może więc z tego powodu ktoś czyhał na jego życie. W każdym razie Grudecki przekonuje Downara, że w ostatnich tygodniach próbowano go zabić aż pięć razy: strzelano do niego w lesie, zrzucono cegłę z rusztowania, w końcu próbowano przejechać. Kto i dlaczego – wiekowy naukowiec nie potrafi powiedzieć.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Inspektor ze Scotland Yardu›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułInspektor ze Scotland Yardu
Data wydania15 lutego 2020
Autor
Wydawca Wielki Sen
CyklStefan Downar
SeriaSeria z Warszawą
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Nie ma też, niestety, żadnego dowodu na zaistnienie tych zamachów ani żadnego świadka, który potwierdziłby jego słowa. Czy można się zatem dziwić, że major i porucznik Olszewski biorą Grudeckiego za zwykłego maniaka? I to mimo interwencji oficera MON-u u pułkownika Leśniewskiego. Dla swojego świętego spokoju Downar załatwia inżynierowi, aby ten czuł się bezpieczniej, pistolet. Bardziej jednak niż na broń palną, Grudecki liczy na pomoc swego starego przyjaciela z czasów angielskich, który właśnie na jego zaproszenie przybywa z Londynu do Warszawy. To inspektor Wilkins, który kiedyś był pracownikiem Scotland Yardu. Lecz na nic to wszystko się zdaje. Kilka dni po ostatnim spotkaniu z majorem dociera do Komendy Głównej hiobowa wieść o śmierci inżyniera – przeprowadzający sekcję zwłok doktor Ziemba (ależ dawno Zeydler-Zborowski nie wykorzystywał tej postaci, a i teraz wprowadził ją jedynie w drobnym epizodzie) nie ma wątpliwości, że został on zamordowany. Ktoś wbił mu nóż prosto w serce. Ktoś, kto podszedł bardzo szybko. Przed kim Grudecki się nie bronił (choć, jak wiemy, miał czym). Stąd wypływa tylko jeden wniosek – że ofiara znała mordercę.
Pierwsze przesłuchania – gosposi Grudeckiego i jego angielskiego przyjaciela – niewiele wnoszą do śledztwa. Owszem, pojawiają się pewne tropy i domysły, że a nuż wcale nie chodziło o rakietowe wynalazki, co o wspomnienia wojenne, jakie pisał inżynier (a w nich miał między innymi demaskować nazistowskich kolaborantów), bądź jego liczne romanse, jakie doprowadzały do szewskiej pasji zazdrosnych partnerów. W każdym razie Downar jest w kropce. Aż nagle wybucha bomba! Milicja zatrzymuje na ulicach Warszawy dziwnie zachowującego się młodego człowieka, który ma na sobie marynarkę Grudeckiego, a w jej kieszeniach należące do zamordowanego przedmioty. Czyli – to on. Jego poszukuje major. Tyle że ten „on” okazuje się być Wojtkiem Wieluńskim, co wywołuje u Downara potężną konsternację. Jak to – syn znajomych, być może przyszły milicjant – okazuje się zwykłym rzezimieszkiem, mordercą i złodziejem? Czy to się funkcjonariuszowi Komendy Głównej podoba, czy nie – musi przyskrzynić Wojtka. Nie oznacza to jednak, że rezygnuje z innych koncepcji, zwłaszcza że nowy ślad podrzuca mu brytyjski kolega po fachu, któremu bardzo zależy na tym, aby posadzić za kratkami sprawcę śmierci Grudeckiego.
Analizując dokładnie „Inspektora ze Scotland Yardu”, można dostrzec pewne mielizny. Rozczarowująca okazuje się zwłaszcza przyczyna popełnienia zbrodni, która jest powieleniem często wykorzystywanego przez Zeydlera-Zborowskiego schematu. Aż dziw bierze, że nie stać było go na wymyślenie czegoś oryginalniejszego, tym bardziej że z dochodzeniem do prawdy pisarz poradził sobie nieźle. Udanie mylił tropy, skutecznie wyprowadzał czytelnika na manowce, bywał przy tym dowcipny, a nawet ironiczny (także pod adresem swego ulubionego bohatera). A potem – na finał – zafundował coś tak dla siebie wtórnego, że aż przykro. Mielizną jest także nieskrywana od dawna niechęć autora do młodych ludzi noszących długie włosy oraz słuchających jazzu i rocka (nie myślcie jednak, że takie słowo przeszło Zeydlerowi-Zborowskiemu przez klawiaturę, nic z tych rzeczy!). Tępił tę nieobyczajność z (nie)godną podziwu zaciętością. Wszystko to nie zmienia jednak faktu, że „Inspektor ze Scotland Yardu” to – w swojej kategorii – świetny kryminał, który byłby jeszcze lepszy, gdyby nie wspomniane powyżej dwa elementy.
koniec
26 listopada 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Fantastyczne antologie: Mechaniczne żurawie
Beatrycze Nowicka

28 I 2021

Swego czasu dość intensywnie reklamowana antologia „Inne światy” jest zbiorem nierównym, ale przynajmniej część tekstów ma klimat i inspiruje do przemyśleń.

więcej »

Gawęda o Lolku
Marcin Mroziuk

27 I 2021

Sięgając po książkę Marcela Woźniaka, można było się obawiać, czy nie będzie to w znacznym stopniu powielenie treści napisanej przez niego wcześniej biografii Leopolda Tyrmanda. Tymczasem „Tyrmand. Pisarz o białych oczach” okazuje się dziełem nie tylko pod wieloma względami odmiennym, ale przede wszystkim naprawdę interesującą lekturą.

więcej »

Gdy szaleje koronawirus
Joanna Kapica-Curzytek

26 I 2021

Tomasz Rezydent to pseudonim lekarza w trakcie specjalizacji chorób wewnętrznych. W „Niewidzialnym froncie” opisał on w formie dziennika swoją codzienną pracę w szpitalu wiosną i latem 2020 roku, podczas pierwszej fali pandemii koronawirusa. Wnioski po lekturze są jednoznaczne: przedstawiona tu praca lekarza to mordercze zmagania w wyjątkowo trudnej do wygrania bitwie.

więcej »

Polecamy

Las oblany słonecznym blaskiem

Na rubieżach rzeczywistości:

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Umieranie wstecz
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.