Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 25 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Sztaba
‹To nie było samobójstwo›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo nie było samobójstwo
Data wydania1971
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Bikiniarzem w  górnika
[Zygmunt Sztaba „To nie było samobójstwo” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Historia wydania tej opowieści jest nieco skomplikowana. Najprawdopodobniej „Na zachód od Lille” Zygmunt Sztaba napisał w połowie lat 50. ubiegłego wieku. Pierwsze wydanie – pod tym właśnie tytułem – miało miejsce w zbiorze „Muszka w białe grochy” w 1957 roku. Wznowienie natomiast pojawiło się czternaście lat później w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”, tyle że jako „To nie było samobójstwo!”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Bikiniarzem w  górnika
[Zygmunt Sztaba „To nie było samobójstwo” - recenzja]

Historia wydania tej opowieści jest nieco skomplikowana. Najprawdopodobniej „Na zachód od Lille” Zygmunt Sztaba napisał w połowie lat 50. ubiegłego wieku. Pierwsze wydanie – pod tym właśnie tytułem – miało miejsce w zbiorze „Muszka w białe grochy” w 1957 roku. Wznowienie natomiast pojawiło się czternaście lat później w serii Iskier „Ewa wzywa 07…”, tyle że jako „To nie było samobójstwo!”.

Zygmunt Sztaba
‹To nie było samobójstwo›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułTo nie było samobójstwo
Data wydania1971
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Po co z tym było tyle – nomen omen – zachodu? Po co po kilkunastu latach przypomniano tę (mikro)powieść, której poziomem daleko było do najciekawszych dzieł autora? Która mocno była zakorzeniona w stylistyce socrealistycznej? I na dodatek ze zmienionym tytułem? Jedyna logiczna odpowiedź jest taka, że Zygmunt Sztaba (1918-1984) chciał po prostu zarobić jeszcze raz na tym samym tekście. Został prawdopodobnie poproszony przez wydawnictwo Iskry o historię kryminalną objętościowo pasującą do formatu poczytnej serii „Ewa wzywa 07…”, więc z braku innych wyciągnął z szuflady dawno zapomniane „Na zachód od Lille”, mając nadzieję, że nikt już nie będzie pamiętał – albo zwyczajnie nie skojarzy – jego poprzedniego wydania. Dla pewności jednak nadał mu nowy tytuł. I tym sposobem w 1971 roku czytelnicy dostali do ręki „To nie było samobójstwo!”.
Po raz pierwszy tekst ten ukazał się w formie książkowej w zbiorze „Muszka w białe grochy” w 1957 roku nakładem katowickiego wydawnictwa Śląsk (w dwudziestu tysiącach egzemplarzy, co jak na realia peerelowskie nie przyprawiało o zawrót głowy). Znalazły się tam trzy krótkie powieści Sztaby. Dwie z nich były już wcześniej publikowane: tytułowa – jeszcze jako „W ślepym zaułku” (1948) – w popularnym zeszytowym cyklu „Co Tydzień Powieść” oraz „Zemsta Mariana Boruty” (1956), którą pierwotnie poznali czytelnicy tygodnika ilustrowanego „Panorama”. Czy „Na zachód od Lille” także ukazała się wcześniej w prasie – tego nie wiem, ale wydaje się to realne. Tym bardziej że z paru pojawiających się w tekście przesłanek można wyciągnąć wniosek, że powstała jeszcze przed politycznym przełomem 1956 roku. Sama konstrukcja powieści sugeruje zaś, że mogła być pomyślana jako dzielona na odcinki.
Akcja zaczyna się późnym wieczorem 11 czerwca 1955 roku. W niewielkim górniczym miasteczku życie mieszkańców płynie w rytm szycht w pobliskiej kopalni. Wdowa Malewska parę lat temu straciła męża w katastrofie; wtedy związała się z wynajmującym u niej pokój niemłodym już Walentym Kocybą. Są zgodną parą: ona go opiera i dba o wikt, on po wypłacie oddaje jej pieniądze i traktuje z szacunkiem. Czy się kochają – nie ma najmniejszego znaczenia; ważne, że są sobie nawzajem potrzebni. Kobieta zawsze wyczekuje powrotu Walentego, by przygotować mu posiłek. Tego dnia powinien wrócić z pracy krótko po dwudziestej trzeciej. Ale nie wraca! Zaniepokojona udaje się więc do Borowiaków, sąsiadów mieszkających piętro niżej. Syn głowy rodu, Alojz, pracuje na jednej zmianie z Kocybą, może więc coś wiedzieć. Wie tylko tyle, że Walenty wyszedł z kopalni w tym samym czasie co on.
Mimo późnej pory i lejącego deszczu, Borowiakowie udają się na poszukiwania. Najpierw znajdują na wiadukcie kolejowym teczkę Kocyby, a następnie na torach jego samego. Gdyby spóźnili się o kilka minut, po ciele przejechałby pociąg. Śledztwo w sprawie nieszczęśliwego wypadku – a może samobójstwa? względnie morderstwa – podejmuje trzydziestosześcioletni porucznik Łukasz Kowalik, oficer z Komendy Powiatowej Milicji Obywatelskiej. To prosty, ale inteligentny człowiek – ukończył zaledwie cztery klasy szkoły podstawowej (potem pewnie kolejne, choć nie ma o tym mowy), w młodości pracował w garbarni pod Rzeszowem, a potem wstąpił do MO. Pierwsze swoje kroki kieruje do kopalni, by zasięgnąć języka i naradzić się z sekretarzem komitetu zakładowego partii Pawłem Trumelem i przewodniczącym rady zakładowej Gerardem Strusikiem. Rozmawia także z górnikami, którzy znali ofiarę, ale niewiele mu to daje. Może więc znajdzie jakiś trop w przeszłości Kocyby? Dowiaduje się tyle, że przed 1939 rokiem Walenty pracował jako górnik w Belgii i Francji, rodzinę stracił w czasie wojny na Lubelszczyźnie – żona i dwóch synów zginęli z rok Niemców. W 1945 roku trafił do tego miasteczka i zamieszkał u Malewskich.
Komu mógł podpaść?
Z czasem na głównych podejrzanych wyrastają dwaj młodzi bikiniarze i bumelanci, z którymi Kocyba miał zatarg – Bronek Sosnowski i Stefan Mikulec. Na ich niekorzyść przemawia to, że dzień po śmierci Walentego bez wypowiedzenia porzucili pracę i zniknęli. Pasują więc idealnie. Tyle że winę trzeba im jeszcze udowodnić, a żadnych konkretnych dowodów Łukasik nie ma. Dopiero kiedy po wielu dniach pojawia się Malewska i przynosi porucznikowi znaleziony w bieliźniarce Kocyby egzemplarz francuskiej gazety z marca 1934 roku, w którym opisano strajk górników, pojawia się konkretny ślad, którym można podążyć. Jest to też moment zwrotny powieści z jeszcze jednego powodu – propagandowego. Zygmunt Sztaba wykorzystuje ten wątek, aby „dokopać” krwiożerczym kapitalistom, którzy nie cofną się przed niczym, aby w pogoni za zyskiem zgnoić i upodlić ciężko pracujących i każdego dnia narażających swoje zdrowie i życie górników.
Jak na klasyczne dzieło socrealistyczne przystało, różnica pomiędzy „zgniłym” Zachodem a kwitnącym Wschodem jest w „Na zachód od Lille” wyraziście podkreślona. Tam, czyli w kapitalistycznej Francji, robotnicy żyją w skrajnej biedzie i permanentnym strachu przed właścicielami kopalń i fabryk, tutaj maszerują do pracy ze śpiewem na ustach i, choć nie mogą liczyć na luksusy (przynajmniej na razie), z mozołem budują swój proletariacki raj. Dlaczego więc zginął Walenty Kocyba, któremu jak mało komu zależało na tym, aby wizja raju ziściła się jeszcze za jego życia? Bądźcie pewni, że wina leży po stronie tych, którzy zdradzili komunistyczne idee! W porównaniu z wcześniejszymi powieściami Sztaby – vide „Eryk Müller poszukuje siostry” (1946), „Giełda przestaje notować” (1947), „Zielona granica” (1948) oraz „W ślepym zaułku” (1948) – można dostrzec pewną zmianę. Poza wspomnieniem o tragicznej śmierci rodziny Kocyby autor nie daje tym razem upustu swej fobii antyniemieckiej. I można by się nawet z tego cieszyć, gdyby nie fakt, że widocznie z tego powodu zeszło z niego zupełnie powietrze i tym samym napisał jeden ze swoich najsłabszych kryminałów.
koniec
11 grudnia 2020

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Uśmiech towarzyszki Kamli
Anna Nieznaj

24 II 2021

Polityczny esej połączony z reportażem z partyzanckiego przemarszu to w wykonaniu prozaiczki światowej klasy broń niezwykle niebezpieczna. Arundhati Roy w „Indiach rozdartych” wrzuca czytelnika w sam środek krwawego konfliktu, opisanego z liryczną pasją.

więcej »

Ten okrutny XX wiek: Pięścią w Armię Czerwoną!
Sebastian Chosiński

23 II 2021

Drugi tom powieści Romana Orwid-Bulicza, „Jeśli jutro wojna…” jest bezpośrednią kontynuacją tego, co autor przedstawił w pierwszym. Z punktu widzenia współczesnego czytelnika, to dzieło historyczne, ale dla autora było pisaną niemal na gorąco – zaledwie kilka lat po zaistniałych wydarzeniach – kroniką czasów instalowania rządów komunistycznych w powojennej Polsce.

więcej »

Polecamy

Lęk i odraza w Kalifornii

Na rubieżach rzeczywistości:

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.