Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 1 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Sztaba
‹Puszka błękitnej emalii›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuszka błękitnej emalii
Data wydania1959
Autor
Wydawca Śląsk
CyklKapitan Redlina
SeriaZ buźką
Format340s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Demiurg w błękitnym mundurze
[Zygmunt Sztaba „Puszka błękitnej emalii” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
W drugiej, tym razem tytułowej, powieści Zygmunta Sztaby zawartej w zbiorze „Puszka błękitnej emalii” pojawia się jako jeden z drugoplanowych bohaterów znany już wtedy dobrze wielbicielom pisarza kapitan MO Tomasz Redlina. Spotykamy go w dwóch momentach: na otwarcie i zamknięcie fabuły – w tym drugim przypadku, jak mityczny król Midas, swoim cudownym dotknięciem doprowadza do rozwiązania skomplikowanej zagadki kryminalnej.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Demiurg w błękitnym mundurze
[Zygmunt Sztaba „Puszka błękitnej emalii” - recenzja]

W drugiej, tym razem tytułowej, powieści Zygmunta Sztaby zawartej w zbiorze „Puszka błękitnej emalii” pojawia się jako jeden z drugoplanowych bohaterów znany już wtedy dobrze wielbicielom pisarza kapitan MO Tomasz Redlina. Spotykamy go w dwóch momentach: na otwarcie i zamknięcie fabuły – w tym drugim przypadku, jak mityczny król Midas, swoim cudownym dotknięciem doprowadza do rozwiązania skomplikowanej zagadki kryminalnej.

Zygmunt Sztaba
‹Puszka błękitnej emalii›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPuszka błękitnej emalii
Data wydania1959
Autor
Wydawca Śląsk
CyklKapitan Redlina
SeriaZ buźką
Format340s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
To był czwarty „występ” wymyślonego przez Zygmunta Sztabę porucznika, a potem kapitana Komendy Głównej MO Tomasza Redliny: zadebiutował on krótko po wojnie w gazetowej „Zielonej granicy” (1948), później przypomniał o sobie w wydanym w broszurowej serii „Co Tydzień Powieść” „W ślepym zaułku” (1948), który po latach wznowiono pod zmienionym tytułem „Muszka w białe grochy” (1957), by następnie poprowadzić nieoficjalne śledztwo w stolicy Francji, co zostało opisane w – nawiązującym do stylistyki książek Georges’a Simenona o komisarzu Maigrecie – „Co czwartek ginie człowiek” (1958). W „Puszce błękitnej emalii” – opublikowanej po raz pierwszy w 1959 roku przez katowickie wydawnictwo Śląsk – Redlina wraca do kraju, aby włączyć się, znów – jak w dochodzeniu paryskim – trochę przypadkowo, w wyjaśnienie sprawy śmierci młodego mężczyzny.
O ile jesteśmy w stanie wskazać dokładny moment rozpoczęcia akcji – to noc z 8 na 9 września (zapewne 1958 roku), o tyle nie sposób powiedzieć, gdzie ona się rozgrywa. Poza tym, że ma to miejsce na południu Polski, blisko granicy z Czechosłowacją. Jedyne nazwy geograficzne, jakie pojawiają się w powieści – leżąca niedaleko przejścia granicznego wieś Wierchownica i oddalona od niej o mniej więcej dziesięć kilometrów duża osada Komorów (względnie Komorowo) – są, przynajmniej w tej lokalizacji, fikcyjne. Mowa jest jeszcze o większym mieście – zapewne powiatowym – gdzie znajduje się posterunek milicji, którego funkcjonariusze prowadzą sprawę, ale jego nazwy nie poznajemy. Wiemy o nim jedynie tyle, że działa w nim kopalnia, jest to więc miasto górnicze. I to właśnie tam trafia kapitan Redlina w związku z pewnym śledztwem, w którego rozwikłaniu pomaga mu ambitny i zdolny chorąży Wiktor Borowczyk.
W dniu, w którym Redlina szykuje się do powrotu do Warszawy, zostają znalezione na drodze zwłoki człowieka. Natyka się na nie dwuosobowy patrol MO. Funkcjonariusze widzą z daleka pochylającego się nad ciałem mężczyznę, który na ich widok rzuca się do ucieczki w kierunku działek. Dostaje się tam przez dziurę w siatce, o której milicjanci nie wiedzą, nie są więc w stanie popędzić za nim. Przy ofierze nie ma żadnych dokumentów, które pozwoliłyby ją zidentyfikować. Nie ma też portfela. Są jedynie wymięta opróżniona do połowy paczka papierosów „Sport” i skasowany bilet sprzedany w Komorowie, skąd musiał przyjechać zabity. Wstępne oględziny sugerują, że śmierć około trzydziesto-trzydziestopięcioletniego mężczyzny musiała nastąpić chwilę przed jego znalezieniem przez milicjantów. Wszystko wskazuje więc na to, że człowiek, którego widzieli pochylonego nad ofiarą, był jednocześnie mordercą i złodziejem. Bo kto inny zdążyłby zabrać zawartość kieszeni trupa.
Jedno tylko wydaje się w tej sprawie dziwne – i na to właśnie zwraca uwagę kapitan Redlina: znaleziona pięćdziesiąt metrów dalej pogięta puszka po błękitnej farbie. Ale czy ma ona coś wspólnego ze śmiercią nieznajomego – trudno ocenić. W każdej razie oficer wraca do stolicy, a śledztwo kontynuuje chorąży Borowczyk, który nie ma innego wyjścia, jak wybrać się do Komorowa. Tam udaje mu się dość szybko ustalić personalia ofiary i nawet dotrzeć do mieszkającej w nieodległej wsi wdowy po nieboszczyku, którą przy okazji informuje o tym, co się stało. Niejako przy okazji, nocując pod jej gościnnym dachem – nie dosłownie, ponieważ w chałupie po sąsiedzku – podoficer przeżywa napad, który nieomal kosztuje go życie. Jeden z napastników ginie, drugi próbuje zbiec przez granicę, ale zostaje złapany. Borowczyk nabiera z czasem przekonania, że to musi być poważniejsza sprawa. Po powrocie do komendy głowi się nad nią ze swoim przełożonym porucznikiem Wojtasem, ale nawet we dwójkę nie potrafią zbliżyć się do rozwiązania zagadki.
Pomaga im, jak to często bywa w podobnych sytuacjach, przypadek. Dzięki niemu pojawiają się nowe okoliczności, lecz i tak wydaje się, że znalezienie odpowiedzi na wszystkie pytania potrwa jeszcze długo. A może nawet nigdy ich nie uzyskają? I pewnie tak właśnie by było, gdyby nie ponowna wizyta w mieście kapitana Redliny. „Puszka błękitnej emalii” to „powieść milicyjna” w sposób typowy dla Zygmunta Sztaby sprawnie napisana, z odpowiednio skomplikowaną i dzięki temu atrakcyjną fabułą. Udanie przywołująca odległe czasy końca lat 50. ubiegłego wieku, gdy mieszkańcy Polski Ludowej wciąż wierzyli w zapewnienia Władysława Gomułki, że możliwe jest budowanie „socjalizmu z ludzką twarzą”. Nawet na prowincji żyje się lżej, można się dorabiać (chociaż nie zawsze uczciwie – kombinatorów i cwaniaków nigdzie przecież nie brakuje), a kiedy człowiek pragnie się hucznie zabawić – też ma dokąd pójść, aby wydać swe ciężko zarobione pieniądze. Milicja jest przyjazna obywatelom i zazwyczaj staje na wysokości zadania.
Sztaba nie byłby jednak sobą, gdyby nie przemycił kilku ciekawych obserwacji społeczno-obyczajowych. Możemy się więc dowiedzieć między innymi, że najłatwiej jest zakombinować w handlu uspołecznionym, a pracownicy państwowej Wytwórni Wędlin i Przetworów Mięsnych, jeśli tylko potrafią i nie boją się konsekwencji, mogą przynajmniej marzyć o tym, by za czas jakiś żyć jak pączki w maśle. I że za enerdowski telewizor marki „Dürer” otrzymywany z przydziału trzeba było zapłacić siedem tysięcy złotych, po czym można go było opchnąć dalej nawet za dziesięć tysięcy. Telewizja w PRL-u wtedy wprawdzie dopiero raczkowała (był tylko jeden kanał i na dodatek nie prowadził jeszcze regularnej transmisji), ale „Dziennik Telewizyjny” już nadawał wiadomości (od 1 stycznia 1958 roku). „Puszka błękitnej emalii” spokojnie obyłaby się bez postaci kapitana Redliny, a jednak Sztaba zdecydował się na umieszczenie w powieści swego najbardziej znanego bohatera. Szkoda jedynie, że powierzyłby mu tak mało znaczącą, choć jednak sprawczą, rolę.
koniec
1 stycznia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: Różnorodny świat zwierząt
Joanna Kapica-Curzytek

1 III 2021

Mała małpka zgubiła swoją mamę. Z pomocą przychodzi motylek. Musi tylko się dowiedzieć, jak mama wygląda.

więcej »

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

PRL w kryminale: Chciwość w służbie sprawiedliwości
— Sebastian Chosiński

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.