Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 18 czerwca 2021
w Esensji w Esensjopedii

‹Księga magii›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKsięga magii
Tytuł oryginalnyThe Book of Magic
Data wydania10 listopada 2020
PrzekładMichał Jakuszewski, Mariusz Warda
RedakcjaGardner Dozois
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN978-83-8202-011-3
Format690s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena59,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Trochę barw
[„Księga magii” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
„Księga magii” czyli antologia siedemnastu opowiadań fantasy pod redakcją Gardnera Dozoisa może nie zachwyca, ale zapewnia kilka wieczorów całkiem przyjemnej lektury.

Beatrycze Nowicka

Trochę barw
[„Księga magii” - recenzja]

„Księga magii” czyli antologia siedemnastu opowiadań fantasy pod redakcją Gardnera Dozoisa może nie zachwyca, ale zapewnia kilka wieczorów całkiem przyjemnej lektury.

‹Księga magii›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKsięga magii
Tytuł oryginalnyThe Book of Magic
Data wydania10 listopada 2020
PrzekładMichał Jakuszewski, Mariusz Warda
RedakcjaGardner Dozois
Wydawca Zysk i S-ka
ISBN978-83-8202-011-3
Format690s. 140×205mm; oprawa twarda
Cena59,90
Gatunekfantastyka
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Swego czasu nazwałam „Księgę mieczy” ostatnią antologią w dorobku Gardnera Dozoisa. Okazało się jednak, że pracował on nad kolejnym zbiorem, który w USA ukazał się kilka miesięcy po jego śmierci.
Wypada mi zacząć od rzeczy niezbyt miłej, a mianowicie informacji z okładki polskiego wydania, obiecującej czytelnikom „premierową opowieść «Noc w Oberży przy Stawie» George’a R.R. Martina”. Chodzi o to, że opowiadanie ukazało się wcześniej w również redagowanej przez Dozoisa (tym razem wraz z GRRM) antologii „Pieśni Umierającej Ziemi”, którą u nas wydał Solaris (gdzie utwór nosił tytuł „Noc w Gospodzie nad Stawem”). Na końcu „Księgi magii” znajduje się notka o prawach autorskich i wymieniono tam pierwotne miejsce publikacji.
Poza kwestią reklamowania jako premiery czegoś, co premierą nie jest, zdumiał mnie ogrom lenistwa lub braku weny Martina, który poproszony o udział przez, wydawać by się mogło, swojego długoletniego przyjaciela, zdobył się jedynie na odgrzebanie opowiadania sprzed lat kilku, w dodatku pisanego „pod cudzy świat”. Skoro nie chciał niczego nowego pisać, mógł chociaż odkurzyć i lekko poprawić jakiś swój starszy utwór fantasy – wszak chwalił się w „Retrospektywie”, że „niczego nie wyrzuca”.
Skoro już wspomniałam o uniwersum wykreowanym przez Jacka Vance’a, dodam, że rozgrywa się w nim także opowiadanie pt. „Przyjaciele Masquelayne’a Niezrównanego” Matthew Hughesa. Samo opowiadanie jest nawet całkiem barwne, ale świeci światłem odbitym, gdyż jego autor sięga po pomysły i estetykę twórcy Umierającej Ziemi. We wspominanej przeze mnie wcześniej „Księdze mieczy” także znalazł się tekst Hughesa i również rozgrywał się on w świecie wymyślonym przez Vance’a. To samo dotyczy opowiadania niejakiego Michaela Shea z antologii pt. „Miecze i mroczna magia”. „Pieśni…” były pisane w hołdzie Vance’owi, pozostałe zbiory – nie. To, że zaproszeni do nich autorzy (z czego Hughes dwa razy z rzędu), zamiast napisać coś całkowicie swojego, sięgnęli po cudzy świat, wydało mi się cokolwiek żenujące.
Podobnie jak „Księgę mieczy”, antologię otwiera opowiadanie K. J. Parkera. Zaletą „Powrotu świni” jest styl autora, gawędziarski i wyrazisty. Dzięki niemu tekst czyta się z przyjemnością, jednak z uwagi na bardzo prostą fabułę nie jest to utwór, który zostanie w pamięci na dłużej.
Drugie miejsce na liście także zajmuje ta sama osoba, co w poprzednim zbiorze, tyle że tym razem w spisie treści figuruje nie Robin Hobb, a Megan Lindholm. „Prace społeczne” są jednym z najbardziej zapadających w pamięć tekstów antologii z uwagi na pomysł związany ze starymi zabawkami. Choć to opowiadanie fantasy, można je łatwo odnieść do własnego życia i roli, jaką ukochane przedmioty z dzieciństwa odgrywają w naszych wspomnieniach.
Sporym rozczarowaniem okazał się „Krzemień i zwierciadło” Johna Crowleya, sprawiający wrażenie tekstu naprędce skleconego na podstawie niewykorzystanego szkicu powieści. Całość rozgrywa się w „umagicznionym” świecie, w czasie panowania Elżbiety I. Brak tu wyraźnej fabuły, to raczej wyrywki z życia głównego bohatera. Nie prowadzi to do niczego, a pojawiający się na chwilę sidhe nie mają ani krztyny uroku. Być może była to próba „dopowiedzenia” czegoś do losów postaci historycznych, niemniej do szukania powiązań zniechęciły mnie dwukrotnie się pojawiające wzmianki o uprawianej wtedy w Irlandii… kukurydzy 1).
Już sam tytuł, czyli „Biografia terroru podskakującego chłopca” Ysabeau S. Wilce pozwala domyślać się stylu, jakim napisano to opowiadanie. Pod klawiaturę ciśnie mi się przymiotnik „bombastyczny”; niektóre fragmenty zdają się czystej wody grafomanią, inne są nawet zabawne. Cóż, przynajmniej dzięki sposobowi narracji tekst jest „jakiś”, bo cała historia spisana bardziej zwyczajnie raczej nie przyciągnęłaby uwagi czytelnika.
We wstępie do „Pieśni ognia” Dozois wychwala Rachel Pollack, pisząc że „system magii używany w opowieściach o Jacku Shade zalicza się do najbardziej złożonych i niezwykłych w całej współczesnej fantasy”. Lektura opowiadania każe w to wątpić. Czytelnik dostaje do rąk typowe urban fantasy w starym stylu, w dodatku jest to epizod z udziałem bohaterów cyklu cierpiący na typowe przypadłości tego rodzaju tekstów. Pomysł główny wydał mi się chybiony – świat znalazł się w poważnym niebezpieczeństwie, ale zagrożeniu udało się zaradzić na niecałych pięćdziesięciu stronach. Żeby to jeszcze zostało jakoś błyskotliwie rozwiązane… Tymczasem bohaterowie nie musieli nawet udać się gdzieś daleko, czy stoczyć trudnej walki, a ich rozmowy budziły we mnie politowanie (niektóre pytania były bez sensu, z kolei w pewnym momencie jedna z postaci nagle zgadła, kto był sprawcą całego zamieszania).
W posłowiu Eleanor Arnason wyjaśniła, że „Czarnoksiężnik Loft” jest przerobioną islandzką opowieścią ludową. Niewiele potrafię o tym tekście napisać – ot, średniak, do przeczytania i zapomnienia.
„Ogranicznik” Tima Powersa to typowy przykład opowiadania-epizodu, ale przynajmniej autorowi udała się kreacja bohaterów. Plus za rolę, jaką w tekście odegrało stare wydanie książki Lovecrafta.
Następne opowiadanie, czyli „Wizyta komety” Liz Williams zwróciło moją uwagę oryginalnym pomysłem na fabułę i wizją świata. Historia emerytowanego astronoma i zarazem astrologa poproszonego o pomoc w bardzo nietypowej sprawie okazała się naprawdę klimatyczna.
Fabuła „Laski w kamieniu” Gartha Nixa jest prosta i dosyć sztampowa, choć przynajmniej zostało to w miarę zgrabnie napisane, a postać czarodzieja przedkładającego uroki życia na wsi nad karierę w mieście wzbudziła moją sympatię.
Epizodyczność fabuły to częsty „grzech” opowiadań pisanych na zamówienie. W „Nie mojej robocie” Elizabeth Bear udało się nakreślić intrygującą wizję świata przedstawionego, przypadł mi też do gustu pomysł na magię, jaką posługiwała się główna bohaterka (tworzenie i „ożywianie” konstruktów z klejnotów i kości). Niestety, nie mogę tego samego napisać o fabule, gdyż główny wątek został tu rozwiązany, zanim na dobre się rozwinął.
Podobnie, jak w „Wodospadzie” z „Księgi mieczy”, w „Twórcy wdów” Lavie Tidhar opisał przygodę Gorela z Goliris. Najwidoczniej Tidhara i Dozoisa połączyło zamiłowanie do pulpowej fantasy z lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Przyznam, że ja tej sympatii w ogóle nie rozumiem, ani tym bardziej nie podzielam.
Dla odmiany „Wilk i mantykora” Grega van Eekhouta oparte zostało na modzie znacznie nowszej, najprawdopodobniej zapoczątkowanej cyklem Brandona Sandersona o allomantach, gdzie źródłem magii były metale. Czarodzieje z opowiadania Eekhouta czerpią swoją moc ze sproszkowanych kości, a akcja toczy się w umagicznionej Kalifornii. „Wilka…” zaliczam w poczet oryginalniejszych tekstów zbioru.
Jednym z opowiadań, które choć trochę zapamiętałam z antologii „Czarnoksiężnicy” był utwór Andy’ego Duncana o rezolutnej dziewczynie grającej w zagadki z diabłem. Na podobnym motywie zostało także oparte „Diabelskie cokolwiek”. Autor obficie zaczerpnął tu z amerykańskiego folkloru. Charakterystyczny sposób narracji i lekko surrealistyczna atmosfera sprawiły, że utwór Duncana wyróżnia się na tle innych.
Pomysł na świat przedstawiony w „Rozkwicie” Kate Elliott, zwłaszcza na jego kulturę oraz magię, ma potencjał, lecz ponownie zabrakło mi bardziej rozbudowanych wątków. Czytelnik towarzyszy głównym bohaterom przez kilka dni, w czasie których wprawdzie mają miejsce ważne dla nich wydarzenia, jednak wszystko to sprawia wrażenie fragmentu większej całości.
Antologię zamyka „Wina i odkupienie domu czarnoksiężnika Malkurila” Scotta Lyncha, zwracające uwagę pomysłem na tytułowy dom. Autor „Kłamstw Locke’a Lamory” wziął na warsztat motyw kojarzony raczej z SF i oparł na nim opowiadanie fantasy spisane w nieco staroświeckim stylu, z nutką humoru i odrobiną wzruszenia.
Po lekturze kilku antologii pod egidą Dozoisa mogę stwierdzić, że nasze gusty różnią się dość mocno – Amerykański redaktor wydaje się bardzo przywiązany do stylistyki, jaka była modna w czasach jego młodości. Niemniej, „Księga magii” spodobała mi się bardziej niż jej poprzedniczka. Nie jest to rzecz nowatorska ani ambitna, ale wystarczająco różnorodna i barwna, żeby zapewnić całkiem godziwą rozrywkę. W czasach pandemii i smutnej, smogowo-błotnej zimy to duża zaleta.
PS. Przy okazji pozwalam sobie przypomnieć link do mojej strony autorskiej
koniec
17 stycznia 2021
1) Aż sobie sprawdziłam na wszelki wypadek, roślinę tą istotnie przywieziono z Ameryki, jednak w XVI wieku zaczęto uprawiać ją na południu Europy (Hiszpania, teren obecnych Włoch) oraz czasami w Niemczech. Kto ciekaw, może zajrzeć tutaj

Komentarze

17 I 2021   22:00:34

Teksty Arnason i Lyncha były drukowane w Nowej Fantastyce (pod nieco innymi tytułami zdaje się). Lynch świetny, a Arnason IMO bardzo dobra - lubię islandzkie klimaty.

Jeśli antologia jest tylko niezła, to sobie ją odpuszczę. Za dużo książek czeka w kolejce.

Czary-mary i smogowo-błotna zima zniknęła, władze przejęła Bestia ze Wschodu. Idealny materiał na urban fantasy...

17 I 2021   22:40:11

Ale powiem też, że ja zwykle dosyć wybrzydzam na antologie, więc trzeba wziąć na to poprawkę. Np. tekst Arnason podobał mi się tak sobie. Ogólnie lepsza niż wspominane w recenzjach antologie z mieczami w tytułach.

Tak, gdy pisałam recenzję, jeszcze nie było śniegu, a tu taka przyjemna zmiana. W Krakowie akurat trudno mówić o Bestii - po prostu zima jak dawniej. Przyznam, że sprawiło mi to wiele radości i wybrałam się na kilka spacerów, żeby po prostu cieszyć się śniegiem.

19 I 2021   13:48:22

Opowiadanie „Wizyta komety” Liz Williams również było już drukowane w NF - konkretnie w numerze z czerwca 2019 roku pod tytułem "O komecie muskającej słońce".

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: „Cygan” zobaczył, żołnierza powiesili…
Sebastian Chosiński

18 VI 2021

Tę książeczkę bardzo łatwo przegapić. Jej objętość i rozmiary są bowiem niewielkie. Seria, w jakiej się ukazywała, po zaledwie trzech latach znikła z rynku wydawniczego. A jednak warto zadać sobie trud i zapolować w antykwariatach na „Różową kopertę”. Powód jest być może tylko jeden, ale za to przekonujący – jej autorem jest dobrze znany z tej rubryki Zygmunt Sztaba.

więcej »

Sześć światów Hain: Świat piąty
Miłosz Cybowski

15 VI 2021

„Słowo »las« znaczy »świat«” Ursuli Le Guin jest najbardziej pesymistyczną historią spośród wszystkich powieści z cyklu. Bo choć ostatecznie mieszkańcy porośniętej gęstym lasem planety zdołali wywalczyć wolność, to ich świat nigdy nie będzie taki sam.

więcej »

Nieuleczalna dusza, słaby duch
Sebastian Chosiński

14 VI 2021

Kiedy pisał swoją najsłynniejszą powieść – dystopię „My” – nie było jeszcze dyktatur Józefa Stalina czy Adolfa Hitlera. Nie było totalitarnych Państw Jedynych, których władze starały się podporządkować sobie obywateli i kontrolować ich całe życie. One miały nadejść dopiero dekadę później, ale Jewgienij Zamiatin przewidział ich istnienie i opisał je, zanim się pojawiły.

więcej »

Polecamy

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie

W podziemnym kręgu:

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Śląskie śledztwa i nie tylko
— Beatrycze Nowicka

Pokaz slajdów
— Beatrycze Nowicka

Sałatka grecka (zawiera GMO)
— Beatrycze Nowicka

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Poczytajmy o ogrodach
— Beatrycze Nowicka

Czy książki czytają ludzi? Autorzy kontra czytelnicy
— Agnieszka Hałas, Anna Nieznaj, Beatrycze Nowicka, Agnieszka ‘Achika’ Szady

Questy poboczne
— Beatrycze Nowicka

Nie tylko na Święta
— Beatrycze Nowicka

Rozsypane złotka
— Beatrycze Nowicka

W trybach wojny
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.