Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 27 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Bardzo dobry fachowiec›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBardzo dobry fachowiec
Data wydania1976
Autor
Wydawca KAW
CyklStefan Downar
Format220 str.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Perypetie killera za „żelazną kurtyną”
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Bardzo dobry fachowiec” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tak popularny pisarz, jak Zygmunt Zeydler-Zborowski, autor kilkudziesięciu powieści i mikropowieści kryminalnych, doczekał się w czasach Polski Ludowej jedynie dwóch inscenizacji teatralnych (w Teatrze Telewizji) oraz jednej ekranizacji filmowej. To szczęście spotkało wydaną w 1976 roku książkę „Bardzo dobry fachowiec”. Krzysztof Szmagier przerobił ją na „Przerwany urlop” – i uczynił z niej ostatni odcinek serialu „07 zgłoś się”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Perypetie killera za „żelazną kurtyną”
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Bardzo dobry fachowiec” - recenzja]

To wydaje się wręcz nieprawdopodobne, że tak popularny pisarz, jak Zygmunt Zeydler-Zborowski, autor kilkudziesięciu powieści i mikropowieści kryminalnych, doczekał się w czasach Polski Ludowej jedynie dwóch inscenizacji teatralnych (w Teatrze Telewizji) oraz jednej ekranizacji filmowej. To szczęście spotkało wydaną w 1976 roku książkę „Bardzo dobry fachowiec”. Krzysztof Szmagier przerobił ją na „Przerwany urlop” – i uczynił z niej ostatni odcinek serialu „07 zgłoś się”.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Bardzo dobry fachowiec›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBardzo dobry fachowiec
Data wydania1976
Autor
Wydawca KAW
CyklStefan Downar
Format220 str.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Trzeba przyznać, że znacznie więcej szczęścia miał Zygmunt Zeydler-Zborowski do radia. Był autorem co najmniej kilkunastu słuchowisk, w tym jednego z – wówczas jeszcze kapitanem – Stefanem Downarem w roli głównej (chodzi o „Paczkę «Waweli»” w reżyserii Juliusza Owidzkiego z 1965 roku, w którym w postać słynnego funkcjonariusza Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej wcielił się Stanisław Zaczyk). Trzy lata później, 14 marca 1968 roku, Teatr Telewizji przedstawił wyreżyserowane przez Czesława Szpakowicza przedstawienie „Kto zabił śmierć”, o którym jednak niewiele wiadomo. Inna sprawa, że jego premiera miała miejsce w wyjątkowo nieszczęśliwym momencie – zaledwie kilka dni wcześniej rozpoczął się bunt studentów warszawskich, który potem rozlał się na inne ośrodki akademickie w kraju, co zapoczątkowało tak zwane „wydarzenia marcowe”. Kto wtedy, gdy na ulicach dochodziło do zamieszek, miał głowę, by skupiać uwagę na kryminale. Dużo bardziej znany jest drugi spektakl, autorstwa Marka Nowakowskiego, zaprezentowany po raz pierwszy 31 października 1974 roku w ramach czwartkowego Teatru Sensacji „Kobra”. Była to – oparta na udanej powieści „Gość z Londynu” – „Śmierć w samochodzie”, w której majorowi Downarowi twarzy użyczył Janusz Zakrzeński.
A potem nastąpiła trzynastoletnia cisza…
…po której Krzysztof Szmagier – pomysłodawca i reżyser niemal wszystkich (poza dwoma) części kultowego serialu milicyjnego „07 zgłoś się” (1976-1987) – postanowił w jednym z odcinków wykorzystać jako podstawę scenariusza powieść Zeydlera-Zborowskiego. Sięgnął po „Bardzo dobrego fachowca”, który tym samym po licznych przeróbkach dokonanych przez samego reżysera przepoczwarzył się w „Przerwany urlop” (1987). Niestety, przy okazji zniknął major Downar, który musiał ustąpić miejsca głównemu bohaterowi filmowego cyklu, to jest porucznikowi Sławomirowi Borewiczowi. Choć w niektórych opracowaniach można znaleźć informację, że książka ta została opublikowana – przez Krajową Agencję Wydawniczą – w 1977 roku, przeczy temu „stopka”, gdzie jak byk widnieje data roczna 1976. I przy okazji niebotyczny nakład: 100 tysięcy egzemplarzy (w tamtym czasie typowy dla Zeydlera-Zborowskiego). W efekcie wychodzi na to, że „Bardzo dobrego fachowca” powinniśmy dorzucić do – już i tak całkiem licznego – zestawu kryminałów milicyjnych warszawskiego pisarza, które swoje pierwsze wydanie miały równo czterdzieści pięć lat temu (a są to jeszcze: „Kardynalny błąd”, „Inspektor ze Scotland Yardu”, „Krzyżówka z «Przekroju»” oraz „Dwie lewe nogi”).
„Bardzo dobry fachowiec” to kolejna książka tego autora, w której pojawia się wątek włoski (wcześniej były między innymi „Detektyw z Mediolanu”, „Sekret Julii” oraz „Alicja nr 3”). Co nie powinno dziwić, albowiem – o tym była już parokrotnie mowa – Zeydler-Zborowski na przełomie lat 40. i 50. ubiegłego wieku przebywał na placówce w Italii. I widać tak bardzo zakochał się w tym kraju, że często później do niego wracał, także na kartach powieści. Tym razem jednak wykorzystał Włochy tylko po to, aby zawiązać intrygę, ponieważ większość akcji rozgrywa się mimo wszystko w komunistycznej Polsce. A zaczyna się tak… Eddie Rolson (w filmie Szmagier zmienił mu imię na niemieckiego Kurta i „przylepił” twarz Marcina Trońskiego) – syn Sycylijki i Irlandczyka, ale mający obywatelstwo amerykańskie – jest od lat płatnym zabójcą. Drogim, lecz za to gwarantującym w stu procentach wykonanie powierzonego mu zadania. Zostaje wezwany do Włoch przez niejakiego Marsano – jak można się domyślać, gangstera, któremu zamarzyła się kariera polityczna. Ma bowiem zamiar startować w najbliższych wyborach parlamentarnych. Jest tylko jedno „ale”.
Nikt nie może dowiedzieć się o jego przestępczej działalności. Tymczasem parę miesięcy temu z tajnymi i kompromitującymi go materiałami zniknął jego dotychczasowy sekretarz, Polak Henryk Moderski. Od tamtej pory szantażuje Marsano, domagając się comiesięcznych wysokich wpłat na konto w Szwajcarii. Włoch na razie płaci, lecz nie ma wcale pewności, że kiedyś materiały te gdzieś nie wypłyną i go nie pogrążą. Zleca więc Rolsonowi odnalezienie Moderskiego, wyeliminowanie go z gry i – to nade wszystko! – odzyskanie skradzionych dokumentów (oryginałów i ewentualnych kopii). Za sowitą opłatę Eddie zgadza się ruszyć tropem niesfornego Polaka. Wychodzi przy tym z założenia, że Moderski, świadomy tego, że jego były szef ma rozległe znajomości w Europie Zachodniej i za Oceanem, będzie szukał schronienia za „żelazną kurtyną”, czyli w swej komunistycznej ojczyźnie. Marsano nie wie jednak, że wśród swoich pracowników ma szpicla, pracującego dla bandyckiej konkurencji. Kiedy obcy mafiosi dowiadują się o jego kłopotach, również pragną położyć rękę na tajemniczych materiałach. Wysyłają więc za Rolsonem swojego człowieka – piękną (wiadomo, to w końcu Zeydler-Zborowski!) i bezwzględną Ninę Gobetti (w „Przerwanym urlopie” była to grana przez Barbarę Brylską Zofia Gambetti), córkę Polaka i Neapolitańczyka, która ma tę przewagę nad Eddiem, że zna język i obyczaje. A to daje jej przewagę nie bez znaczenia.
Rolson, zamieszkujący w hotelu „Forum” (niedawno zresztą oddanym do użytku), szybko przekonuje się, że wykonanie tak skomplikowanej misji w kraju rządzonym przez komunistów wręcz graniczy z cudem. To, co na Zachodzie jest najzupełniej naturalne – jak chociażby proste złapanie taksówki na ulicy czy kupno jakiegoś towaru – w Polsce Ludowej przychodzi ze znacznie większym trudem. Szybko zdaje więc sobie sprawę z tego, że nie znając polskiego, nie ruszy naprzód. Co oznacza, że potrzebuje pomocnika, który – mówiąc po wojskowemu – zna teren. A to z kolei wiąże się z potencjalnymi kłopotami. I tak właśnie się staje – tropiąc krewnych Moderskiego i jego samego, Eddie wpada w ogromne tarapaty. W każdym razie jego działania i ich niepożądane, również przez samego Rolsona, skutki przykuwają uwagę milicji – tym samym major Stefan Downar i jego stary kompan porucznik Stanisław Olszewski (ba! po wielu latach w epizodzie pojawia się nawet doktor Ziemba, sądowy patolog) mogą zacząć śledztwo. Stąd już tylko krok do katastrofy! Oczywiście droga do szczęśliwego dla funkcjonariuszy MO finału dochodzenia jest długa i wyboista. Giną na niej ludzie, a niebagatelną rolę odgrywają również przypadek i… miłość. W tę ostatnią trochę trudno uwierzyć. Cóż, Zygmunt Zeydler-Zborowski na pewno nie był mistrzem prozy melodramatycznej.
Mimo pewnych płycizn fabularnych, nie można odebrać pisarzowi niezaprzeczalnych zasług. „Bardzo dobry fachowiec” to napisany z werwą kryminał, w którym sporo się dzieje. Akcja przenosi się z Warszawy (i okolic) na Wybrzeże, to znów na Podhale. Mamy kradzieże, włamania, szantaż oraz – obowiązkowe w takiej literaturze – zabójstwa. A do tego ciekawie przedstawione perypetie zawodowego zabójcy w – chciałoby się rzec, nawiązując do głośnej komedii Lwa Kuleszowa o Amerykaninie mister Weście (z 1924 roku) – „kraju bolszewików”. Ten wątek sprawia, że w książce gości nawet lekka ironia. Na szczęście Zeydler-Zborowski nie przesadza z treściami humorystycznymi i dzięki temu jego kryminał nie zamienia się we własną parodię. Czego, niestety, nie można powiedzieć o jego telewizyjnej ekranizacji. Porównując oba dzieła, nie ma wątpliwości, że po latach „Bardzo dobry fachowiec” broni się lepiej niż „Przerwany urlop”. Mimo że Szmagier, zmieniając zakończenie, postanowił dodać całej historii dramatyzmu. Zeydler-Zborowski był bardziej stonowany i zwieńczył powieść nutą optymistyczną.
koniec
22 stycznia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Lęk i odraza w Kalifornii

Na rubieżach rzeczywistości:

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Wszyscy jesteśmy androidami
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.