Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 14 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Almiritis piją słoną wodę›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlmiritis piją słoną wodę
Data wydania1978
Autor
Wydawca Czytelnik
CyklStefan Downar
SeriaZ jamnikiem
Format186s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Z „Afrodytą” najlepiej wychodzi się na zdjęciu
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Almiritis piją słoną wodę” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Można odnieść wrażenie, że mniej więcej w połowie lat 70. ubiegłego wieku Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczął nieco uwierać siermiężny gorset „powieści milicyjnej”. Od tego momentu zaczął bowiem publikować książki, którymi starał się wypłynąć na nieco szersze wody, implementując do własnej twórczości elementy literatury sensacyjnej. Kolejnym tego przykładem jest zapomniany już dzisiaj kryminał „Almiritis piją słoną wodę”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Z „Afrodytą” najlepiej wychodzi się na zdjęciu
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Almiritis piją słoną wodę” - recenzja]

Można odnieść wrażenie, że mniej więcej w połowie lat 70. ubiegłego wieku Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczął nieco uwierać siermiężny gorset „powieści milicyjnej”. Od tego momentu zaczął bowiem publikować książki, którymi starał się wypłynąć na nieco szersze wody, implementując do własnej twórczości elementy literatury sensacyjnej. Kolejnym tego przykładem jest zapomniany już dzisiaj kryminał „Almiritis piją słoną wodę”.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Almiritis piją słoną wodę›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułAlmiritis piją słoną wodę
Data wydania1978
Autor
Wydawca Czytelnik
CyklStefan Downar
SeriaZ jamnikiem
Format186s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Gdy ktoś przez długie lata – a w 1978 roku minęły właśnie dwie dekady od publikacji „Czarnego mercedesa”, pierwszego kryminału milicyjnego w dorobku prozatorskim Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego – jest wierny jednemu gatunkowi literackiemu, ma prawo poczuć zmęczenie tematem, swoiste wypalenie. Warszawski pisarz postanowił nieco odreagować, przydając swoim kolejnym książkom bardziej światowego sznytu. Owszem, fundamentem – czy może raczej pomostem między starymi a nowymi czasy – wciąż pozostawała postać majora Stefana Downara, oficera Komendy Głównej Milicji Obywatelskiej, lecz fabuła coraz częściej wykraczała poza szare peerelowskie opłotki. W „Alicji nr 3” (1975) większość akcji rozgrywa się w słonecznej Italii, a czarnymi charakterami są włoscy mafiosi; w „Inspektorze ze Scotland Yardu” (1976) ofiarą zbrodni pada bohater wojenny, weteran Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którego przyjacielem był tytułowy angielski policjant, przybyły zresztą na jego zaproszenie do Warszawy; w „Krzyżówce z «Przekroju»” (1976) w założenie nielegalnego kasyna i domu publicznego pod Warszawą, z których korzystają członkowie korpusu dyplomatycznego, inwestuje obywatel amerykański; natomiast w „Bardzo dobrym fachowcu” (1976) polscy funkcjonariusze tropią międzynarodowego zawodowego zabójcę – nie, nie „Szakala” – wysłanego nad Wisłę przez marzącego o karierze politycznej szefa włoskiej mafii.
Nie inaczej rzecz ma się w przypadku „Almiritis poją słoną wodę”, którą to powieść Zeydler-Zborowski napisał w maju 1976 roku, przebywając we wsi Racot w obecnym powiecie kościańskim. Książka czekała na publikację – w Czytelnikowskiej serii „Z jamnikiem” – aż dwa lata (co nie zdarzało się temu autorowi często), za to ukazała się w astronomicznym, jak na dzisiejsze warunki, nakładzie stu tysięcy egzemplarzy. „Powieści milicyjne”, jak widać, naprawdę cieszyły się sporym wzięciem. Zwłaszcza zaś takie, których fabuła – po pierwsze – nie obrażała inteligencji czytelnika oraz – po drugie – nie była przesadnie nasycona propagandą. Zeydler-Zborowski wywiązywał się z tych oczekiwań idealnie.
„Almiritis poją słoną wodę” autor podzielił na dwie części: pierwsza rozgrywa się w Grecji (początkowo w Atenach, następnie na Krecie), a druga w Warszawie. Major Stefan Downar i porucznik Stanisław Olszewski pojawiają się dopiero w drugiej z nich, co oznacza, że na wkroczenie obu funkcjonariuszy na arenę wydarzeń trzeba poczekać aż do rozdziału dziesiątego (i strony sto dwudziestej). Wiedząc jednak o tym, że w końcu to się stanie – łatwiej jest uzbroić się w cierpliwość. Co natomiast dzieje się wcześniej? Fabuła ogniskuje się wokół osoby młodego Polaka Marka Sosnowskiego, który po ukończeniu studiów archeologicznych na Uniwersytecie Warszawskim wybrał się na wakacje w Helladzie. Tam spotkał go pech: tak spodobały mu się starożytne Delfy, że spóźnił się na odjazd autokaru odwożącego turystów do Aten. W efekcie musiał skorzystać z pomocy bogatego Amerykanina, niejakiego Williama Hawkinsa, który zabrał go do stolicy na stopa. Niestety, w wozie przybysza zza Oceanu został paszport Polaka. Wiedząc, że Hawkins – właściciel potężnego jachtu – planował udać się na Kretę, Sosnowski postanawia pojechać na wyspę, odnaleźć usłużnego Jankesa, odzyskać ważny dokument i dopiero wtedy wrócić na łono ojczyzny. Zawsze to mniej kłopotów niż wizyta w ambasadzie i wyrabianie sobie tymczasowego paszportu (a przy okazji, choć o tym już pisarz nie wspomniał, tłumaczenie się odpowiednim urzędnikom).
W dniu poprzedzającym wyjazd na Kretę Marek poznaje piękną (czy u Zeydlera-Zborowskiego mogło w ogóle być inaczej?) pół-Francuzkę i pół-Greczynkę Anetę Papadopoulos, z którą spędza upojną noc w hotelu. Tak upojną, że… z miejsca zakochuje się w niej i zaczyna snuć plany o wspólnym pożyciu. Nie powstrzymuje go przed tym nawet wiadomość, że Aneta ma męża, o dwadzieścia pięć lat starszego od niej przedsiębiorcę Jorgosa. I że nie zamierza go zostawiać dla dopiero co poznanego Polaka bez grosza przy duszy (i w portfelu). Mimo że pani Papadopoulos również mieszka na Krecie (w Iraklionie), oznajmia Sosnowskiemu, że nie zamierza kontynuować znajomości, a ten musi się z tym pogodzić. Ma zresztą inne problemy na głowie. Przybywszy na wyspę, Marek znajduje przystań w domu stryja swego znajomego, inżyniera Henryka Kosowicza, który w ramach polsko-greckiej współpracy międzynarodowej buduje tam olejarnię. Państwo Kosowiczowie zabierają chłopaka na przyjęcie do ich przyjaciela Nikosa Britzolakisa, u którego świeżo upieczony magister spotyka – ku swemu wielkiemu zaskoczeniu, ale i nie mniejszej radości – Anetę (i Jorgosa). Gorzej, że przy okazji okazuje się ona być kochanką… polskiego inżyniera.
Wychodzi też na to, że Kreta to mała wyspa, albowiem niemal wszyscy się tam nawzajem znają. Na wspomnianym przyjęciu Marek poznaje jeszcze jednego rodaka – historyka sztuki Roberta Daszewicza, który w ramach stypendium od paru miesięcy prowadzi w Grecji badania naukowe. Ten z kolei zna Hawkinsa, Amerykanina, w którego samochodzie Sosnowski prawdopodobnie zgubił paszport. I tak się kółko zamyka. Marek sympatycznie spędza niespodziewanie wydłużone wakacje, nie mając jednak świadomości, jak wielkie to będzie mieć dla niego konsekwencje w przyszłości. Choć Zeydler-Zborowski serwuje czytelnikom wyjątkowo długą introdukcję – bardzo podobnie zrobił w zresztą także „Krzyżówce z «Przekroju»” – dba o to, aby napięcie stopniowo wzrastało. Wzajemne powiązania biznesowo-erotyczne, nie zawsze czyste interesy, cynizm i podłość niektórych bohaterów – wszystko to sprawia, że długo czekając na popełnienie zbrodni, mimo wszystko nie sposób się nudzić. Ba! dodatkową zagadką staje się to, kto padnie ofiarą i dlaczego. Bo kandydatów do tego, by swoje postępowanie przypłacić głową jest kilkoro.
W części drugiej – tej, chciałoby się rzec, właściwej, bo kryminalnej – autor sprowadza już czytelnika na ziemię. Z rozgrzanej słońcem Krety przenosimy się bowiem do znacznie chłodniejszej i mniej przyjaznej Warszawy. Powracają starzy znajomi – zarówno ci poznani w Atenach i Iraklionie, jak i pojawiający się w powieściach Zeydlera-Zborowskiego od lat (vide Downar, Olszewski). Polscy milicjanci po raz kolejny stają przed nie lada wyzwaniem, ponieważ muszą zmierzyć się – na szczęście nie po raz pierwszy, więc mają już pewne doświadczenie – ze zorganizowaną przestępczością, której macki sięgają do Grecji, Włoch, a nawet Stanów Zjednoczonych. Każdego innego oficera MO perspektywa prowadzenia podobnego dochodzenia zapewne przyprawiłaby o potężny ból głowy, ale Downar to w końcu Downar – nie tacy bandyci wpadali w jego sidła. Tyle że w przypadku spraw, w jakie zamieszani są obywatele obcych państw, zawsze trzeba się bardziej wysilić, bo – wiadomo – ambasady, konsulaty, ministerstwa… Łatwo się narazić nie tylko swoim.
„Almiritis poją słoną wodę” – zastanawiacie się zapewne, co oznacza to tajemnicze słowo użyte przez autora w tytule, ale nie liczcie na to, że wyjaśnię (Internet również nie posłuży Wam żadną podpowiedzią) – to kolejny udany kryminał warszawskiego prozaika. Z szeroko zakrojoną, logicznie poukładaną fabułą i kilkoma zaskakującymi zwrotami akcji. Jedyne, co może w nim razić – i nie tylko w nim, bo wychodzi na to, że jest to szerszy problem Zeydlera-Zborowskiego – to wątek miłosny. Najmniej prawdopodobny za wszystkich, na odległość niezbyt ładnie pachnący tanim romansidłem. Cóż, nie wiem, jak w życiu osobistym, ale w literaturze pisarz z miłością radził sobie raczej kiepsko. Nieźle natomiast wyszło mu podsumowanie całej intrygi, wyrażone słowami wypowiedzianymi przez Downara (do jego przełożonego, pułkownika Leśniewskiego): „Dosyć już tej zabawy w rękawiczkach, tej tak zwanej fair play. Zobacz, co się dzieje na świecie. Porwania, mordy, gwałty, najstraszniejsze zbrodnie. Po zniesieniu kary śmierci we Włoszech i w Anglii nie mogą sobie dać rady. Przez świat idzie coraz szerszą falą bezkarna zbrodnia. Bandyci, gangsterzy triumfują, a policja, sędziowie, prokuratorzy bawią się w jakieś bezsensowne humanitarne teorie, traktują najohydniejszych zbrodniarzy jak niegrzeczne dzieci. Jeżeli cała ludzkość nie zmobilizuje się przeciwko tej gangrenie, jeżeli nie zaczniemy stosować środków równie bezwzględnych jak oni, to koniec, zginiemy. Nie będzie miejsca dla ludzi uczciwych, pożytecznych społecznie”. Inspektor Harry Callahan by tego dosadniej nie przedstawił!
koniec
29 stycznia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Prowokująco, nie prowokacyjnie
Miłosz Cybowski

13 IV 2021

Dużo szkody może przynieść podchodzenie do „Całkiem zwyczajnego kraju” Bernarda Porter-Szűcsa tak, jak sugeruje w posłowiu tłumaczka książki. Historia Polski przedstawiona tutaj nie jest wcale herezją, nawet jeśli podważa „ortodoksję” nauczanej dziś szkolnej wersji wydarzeń.

więcej »

Zbrodnie w stylu retro: Żbik i Downar w szponach Ozyrysa
Sebastian Chosiński

12 IV 2021

Jedno wiemy już od dawna: kiedy do akcji przystępuje inspektor Bernard Żbik, sprawa musi być naprawdę wyjątkowej wagi. Co z kolei za każdym razem wymagało od Adama Nasielskiego predyspozycji do wymyślania pełnych ekwilibrystyki fabuł. W „Grobowcu Ozyrysa”, którego akcja dzieje się w Warszawie, pisarz sięgnął aż do historii starożytnego Egiptu.

więcej »

Krótko o książkach: Na kresach imperium
Miłosz Cybowski

11 IV 2021

Wydaje się, że główną z zalet monografii „Wojna rosyjsko-perska 1826-1828” Pawła Borawskiego miała być niszowość poruszanego tematu, który nie doczekał się zbyt wiele uwagi ze strony polskich historyków. To jednak zbyt mało, by uczynić z książki interesującą lekturę.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.