Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 marca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Edward Brooke-Hitching
‹Biblioteka szaleńca›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiblioteka szaleńca
Tytuł oryginalnyThe Madman’s Library
Data wydania10 listopada 2020
Autor
PrzekładJanusz Szczepański
Wydawca Rebis
ISBN978-83-8188-130-2
Format256s. oprawa twarda
Cena79,—
Gatunekalbum / atlas, leksykon / poradnik
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Ale czemu szaleńca?
[Edward Brooke-Hitching „Biblioteka szaleńca” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Słusznie polecaliśmy „Bibliotekę szaleńca” w listopadzie 2020 w cyklu „Do księgarni marsz”. Opis przedziwnych nie-tylko-książek wciąga jak pasjonujący thriller, miejscami pozwalając na odreagowanie napięcia wybuchami głośnego śmiechu (w zamierzonych przez autora miejscach).

Wojciech Gołąbowski

Ale czemu szaleńca?
[Edward Brooke-Hitching „Biblioteka szaleńca” - recenzja]

Słusznie polecaliśmy „Bibliotekę szaleńca” w listopadzie 2020 w cyklu „Do księgarni marsz”. Opis przedziwnych nie-tylko-książek wciąga jak pasjonujący thriller, miejscami pozwalając na odreagowanie napięcia wybuchami głośnego śmiechu (w zamierzonych przez autora miejscach).

Edward Brooke-Hitching
‹Biblioteka szaleńca›

EKSTRAKT:80%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułBiblioteka szaleńca
Tytuł oryginalnyThe Madman’s Library
Data wydania10 listopada 2020
Autor
PrzekładJanusz Szczepański
Wydawca Rebis
ISBN978-83-8188-130-2
Format256s. oprawa twarda
Cena79,—
Gatunekalbum / atlas, leksykon / poradnik
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Autor, znany dotychczas jako miłośnik wszelkiego rodzaju map i ich historii – zebranych w „Atlasie lądów niebyłych”, „Złotym atlasie” oraz nie tak udanym „Atlasie nieba” – tym razem pozwala nam na szersze spojrzenie na książki. Wszelakie. Nawet takie, które książkami nie są.
Od takich właśnie zresztą opowieść się rozpoczyna. Chińskie kości wróżebne. Aborygeńskie listy drewniane. Sumeryjski stożek fundacyjny. Tybetański młynek modlitewny. Wszystkie te cuda łączy jedno: są nośnikami treści, tekstu – wycinanego, żłobionego. Napisanego czy nawet – jak w przypadku inkaskiego kipu – splątanego. Dowiadujemy się o smutnych, lecz ciekawych losach średniowiecznych pergaminów (cudem odkrywanych w XXI wieku w zupełnie nieprawdopodobnych miejscach). Oglądamy (księga jest jak zwykle przebogato ilustrowana zdjęciami) książki służące jako broń, szafkę i wychodek. Czytamy o kodeksach tworzonych w całości z drewna, tubylczej tkaniny i sera. O historiach spisanych na skrzypcach, wykłutych igłą na papierze toaletowym i wyhaftowanych na żakiecie. Spisanych krwią (w tym ludzką) i oprawionych w skórę (w tym ludzką).
Choć nie jest to „Cryptonomicon”, sporo miejsca autor poświęcił informacjom zaszyfrowanym. Omówił zarówno starożytne techniki kamuflażu pisma (to nie tylko różne rodzaje atramentu sympatycznego, ale i tekst wyryty w podkładce pod tabliczkę woskową oraz… tatuaż na ogolonej głowie – motyw znany u nas z filmu „Godziny szczytu 3”). Szyfry i kody, opisane w „Kamasutrze” (powstałej prawdopodobnie w IV wieku), sięgają nawet do ośmiu stuleci wstecz! Autor wspomina oczywiście także o takich rękopisach, których – mimo użycia superkomputerów i przy pracy specjalistów – nie udało się odszyfrować do tej pory.
Kolejny rozdział to „literackie mistyfikacje”, czyli takie opowieści, o których autor zarzekał się, że były prawdziwe, podczas gdy od początku ich celem było bądź wprowadzenie w błąd, bądź wyśmianie naiwnego lub nielubianego odbiorcy przekazu, ewentualnie przyziemna chęć zbicia majątku w niezbyt uczciwy sposób. I znów począwszy od autorów starożytnych! Przykładem jest Dionizjos z Heraklei (ok. 330 – ok. 250 p.n.e.), który chcąc zakpić z Heraklidesa z Pontu, podesłał mu fałszywą tragedię Sofoklesa, z ukrytym przekazem „Heraklides nie zna się na pisaniu i brak mu wstydu”. O niespodziewanych skutkach literackich mistyfikacji dowiadujemy się między innymi z historii Jonathana Swifta, który (pod pseudonimem) występując jako wróżbita, opublikował horoskop nielubianego przezeń szarlatana, przepowiadając mu rychłą śmierć… a następnie, w niedługim czasie, publikując także fikcyjny wywiad z tymże, rzekomo leżącym na łożu śmierci. W efekcie żonie zaczęto składać kondolencje, pojawił się ksiądz z ofertą pogrzebu, wykreślono go z rejestru członków stowarzyszenia, do którego należał, kamieniarz zaczął szykować nagrobek… Oczywiście, nielubiany „zmarły” niezwłocznie opublikował dementi, na co Swift odpowiedział… ostrzeżeniem przed osobę podszywającą się pod nieboszczyka! Jak dodaje Brooke-Hitching, dopiero po sześciu latach tak potraktowany człowiek odzyskał wiarygodność.
W „Dziwnych kolekcjach” poznajemy między innymi dzieje powstawania „Oxford English Dictionary” (początek: marzec 1879), którego redaktor zaprosił do współpracy całe społeczeństwo, prosząc o nadsyłanie opisów poszczególnych haseł. Po pewnym czasie okazało się, że jednym z głównych i najbardziej cenionych dostarczycieli był pacjent zakładu psychiatrycznego dla kryminalistów… Czytamy także o owocu pięciu lat pracy amerykańskiego fizyka, wydanej w 1964 roku 390-stronicowej księdze poświęconej w całości znalezionym błędom w encyklopedii „Britannica”. Poznajemy liczne (na przestrzeni wieków) bestiariusze oraz… słowniki wulgaryzmów i przewodniki po dzielnicach czerwonych latarni.
„Dzieła sił nadprzyrodzonych” (w tym teksty dyktowane przez zmarłych oraz demony) dość płynnie przechodzą w „Osobliwości religijne”. Tu obok wykrytych pomyłek powstałych w trakcie ręcznego przepisywania ksiąg (przykładowo: w tzw. „Grzesznej Biblii” z 1631 roku w Księdze Wyjścia szóste przykazanie zapisano w formie „Cudzołóż” – do dziś zachowało się jedynie 11 egzemplarzy zniszczonego prawie w całości nakładu) opisano także takie kurioza, jak ściągawka do spowiedzi (rachunku sumienia), książeczkę z bardzo obszerną listą grzechów, gdzie poszczególne występki można sobie było zagiąć, by je w trakcie wyznawania móc szybko odnaleźć.
Rozdziału „Kurioza naukowe” lepiej nie czytać w nocy. Bynajmniej nie z powodu budzących grozę treści, lecz z obawy przed obudzeniem domowników czy sąsiadów głośnym rechotem i wybuchami śmiechu. Gros treści poświęcona jest pozycjom „wydawniczym” z zakresu medycyny (począwszy naturalnie od greckiego lekarza Klaudiusza Galena i jego licznych teorii). Ale i rozwój techniki znalazł tu swoje miejsce; autor opisuje książkę z 1665 roku, w której po raz pierwszy przedstawiono światu wyniki obserwacji mikroskopowej – w tym powiększoną do monstrualnych rozmiarów pchłę (to właśnie jej autor struktury komórkowe nazwał cells, bo przypominały mu wygląd cel mnisich).
I wreszcie ostatnia część dzieła to „Książki niezwykłych rozmiarów”, gdzie poznajemy nie tylko bardzo liczne – jak się okazuje – i lubiane na przestrzeni wielu wieków książeczki miniaturowe (w tym religijne, zarówno chrześcijańskie, jak i muzułmańskie); gdzie na własne oczy (nieuzbrojone, bo powiększono fragment zdjęcia) możemy ujrzeć „Najmniejszą książkę świata” o wymiarach 2,4x2,9 mm (z roku 2002) – przy oglądaniu której w naturze trzeba uważać, by oddechem nie zrzucić jej z podstawki – oraz dwunastostronicowy wierszyk o powierzchni jednego milimetra kwadratowego. Dowiadujemy się także o PDFie z roku 2013, zawierającym jedną liczbę (googolplexa), a do wydrukowania którego potrzeba byłoby papieru o łącznej masie 1093 kg, tj. ponad dwukrotnie przekraczającego szacunkową masę całej Drogi Mlecznej. Z kolei omawiając kwestię nie tyle objętości dzieła, co jego fizycznych rozmiarów, autor załącza zdjęcia antyfonarzy (tj. ksiąg zawierających teksty oraz melodie pieśni liturgicznych) tak dużych, by z jednego otwartego egzemplarza mógł korzystać od razu cały chór. Oraz podobnych rozmiarów atlasu geograficznego, Koranu i zbioru przepisów fiskalnych Brazylii. Zaprawdę, patrząc na fotografie przedstawiające te księgi wraz z ich czytelnikami, przychodzą na myśl sceny z „Kingsajzu”…
„Dziwne tytuły” to właściwie krótki dodatek, a nie samodzielny rozdział, ale mimo swej niewielkiej objętości znów dostarczający rozrywki. I tym akcentem Edward Brooke-Hitching kończy snuć swą opowieść o największych kuriozach wydawniczych, o książkach, które książkami nie są, o księgach niosących śmiertelne zagrożenie (zarówno z powodu arszeniku zawartego w okładkach, jak i… możliwego napadu szaleństwa przy lekturze niektórych tekstów), o miniaturach wartych fortunę i gigantach nie mieszczących się w standardowych bibliotecznych pomieszczeniach.
„Biblioteka szaleńca”? Jakiego tam szaleńca. Nie zwracać uwagi na tytuł. Oglądać zdjęcia i czytać treść (choć czasem przy pomocy lupy, bo czcionka tradycyjnie bardzo mała).
koniec
31 stycznia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Mała Esensja: I kto to mówi
Marcin Mroziuk

8 III 2021

Nie da się ukryć, że „Ogłoszenia dzieci, niedzieci, stworzeń i rzeczy” są oparte na dość prostym pomyśle, ale nie ma to najmniejszego znaczenia dla młodych czytelników, którzy mogą się świetnie bawić przy lekturze książki Doroty Kassjanowicz.

więcej »

Zwycięzca bierze wszystko
Joanna Kapica-Curzytek

7 III 2021

Czechosłowacja lat 70. XX wieku, pokazana w „Legendzie o języku”, wcale nie wydaje się takim złym miejscem do życia. Można zrobić karierę, można studiować… Można w zasadzie wszystko, jeśli tylko nie wychodzi się poza reguły gry z wszechobecnym reżimem.

więcej »

Klasyka fantastyki outsiderskiej
Sławomir Grabowski

6 III 2021

Proza R. A. Lafferty’ego, choć czasem nie najłatwiejsza w odbiorze, jest zdecydowanie warta przypomnienia. „Najlepsze opowiadania” ukazują też oczywistą prawdę, że science fiction to raczej literatura krótkich form niż powieści, a także niesamowitych pomysłów, ukazujących świat z innej perspektywy, kwestionującej antropocentryzm.

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż twórcy

Tęskniąc do białych plam
— Sławomir Grabowski

Światy zmyślone
— Katarzyna Piekarz

Esensja czyta: Grudzień 2017
— Dominika Cirocka, Joanna Kapica-Curzytek, Konrad Wągrowski

Tegoż autora

Jak bardzo mnie (nie) znasz?
— Wojciech Gołąbowski

Klasycy rocka ostrzegają
— Wojciech Gołąbowski

Biografia kadrami ilustrowana
— Wojciech Gołąbowski

Niesamowita księga
— Wojciech Gołąbowski

Odwagi!
— Wojciech Gołąbowski

To kto w końcu wygrał?
— Wojciech Gołąbowski

Wszystko, a nawet więcej
— Wojciech Gołąbowski

Nie tylko Bodo, nie tylko romanse
— Wojciech Gołąbowski

Ani śmieszno, ani straszno
— Wojciech Gołąbowski

W konkretnej rzeczywistości, tu i teraz
— Wojciech Gołąbowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.