Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 28 lutego 2021
w Esensji w Esensjopedii

Adam Nasielski
‹Wielkie gry Bernarda Żbika #3: Człowiek z Kimberley›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielkie gry Bernarda Żbika #3: Człowiek z Kimberley
Data wydania9 lipca 2014
Autor
Wydawca Ciekawe Miejsca
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

Zbrodnie w stylu retro: Seksowna żona, neurotyczny syn i cyniczna córka
[Adam Nasielski „Wielkie gry Bernarda Żbika #3: Człowiek z Kimberley” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Trzeba przyznać, że Adam Nasielski znał się na rzeczy. „Człowieka z Kimberley” – trzecią powieść z cyklu o inspektorze Bernardzie Żbiku z Centrali Służby Śledczej – uznał za najlepszą w swoim dotychczasowym dorobku twórczym i miał w tym względzie absolutną rację. Mimo pewnych wad, to świetny – i bardzo nowoczesny jak na tamte czasy – kryminał, wiele czerpiący od mistrzów gatunku, zwłaszcza Arthura Conana Doyle’a i Agathy Christie.

Sebastian Chosiński

Zbrodnie w stylu retro: Seksowna żona, neurotyczny syn i cyniczna córka
[Adam Nasielski „Wielkie gry Bernarda Żbika #3: Człowiek z Kimberley” - recenzja]

Trzeba przyznać, że Adam Nasielski znał się na rzeczy. „Człowieka z Kimberley” – trzecią powieść z cyklu o inspektorze Bernardzie Żbiku z Centrali Służby Śledczej – uznał za najlepszą w swoim dotychczasowym dorobku twórczym i miał w tym względzie absolutną rację. Mimo pewnych wad, to świetny – i bardzo nowoczesny jak na tamte czasy – kryminał, wiele czerpiący od mistrzów gatunku, zwłaszcza Arthura Conana Doyle’a i Agathy Christie.

Adam Nasielski
‹Wielkie gry Bernarda Żbika #3: Człowiek z Kimberley›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWielkie gry Bernarda Żbika #3: Człowiek z Kimberley
Data wydania9 lipca 2014
Autor
Wydawca Ciekawe Miejsca
CyklWielkie gry Bernarda Żbika
SeriaKryminały przedwojennej Warszawy
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Jak widać – poszło lawinowo! Po wydaniu pierwszej powieści z cyklu „Wielkie gry Bernarda Żbika”, czyli „Alibi” (1933), w roku następnym nakładem warszawskiego Wydawnictwa Stanisława Cukrowskiego ukazały się dwie kolejne: „Opera śmierci” oraz „Człowiek z Kimberley”. Stworzony przez Adama Nasielskiego bohater zdobywał coraz większą popularność, a jego twórca – uznanie wśród elity sanacyjnej. Między innymi za takie oto dedykacje: „P. Inspektorowi Józefowi Piątkiewiczowi z Centrali Służby Śledczej w Warszawie w dowód szczerej sympatii powieść niniejszą poświęcam”. Jakby tego było mało, w odautorskim wstępie do „Człowieka…” pojawiają się prawdziwe peany na temat tego dobrze znanego w Polsce międzywojennej policjanta; jest on tam nazwany „jednym z najwybitniejszych oficerów naszej doskonałej policji śledczej” oraz „znakomitym teoretykiem-wykładowcą i praktykiem-kryminologiem”. Po takiej laudacji trzeba przyjrzeć się bliżej postaci, której uniżony pisarz poświęcił swe dzieło.
Józef Piątkiewicz nie jest tak jednoznaczną postacią, jak widział go Nasielski. Urodził się w 1892 roku, a do Policji Państwowej wstąpił jako dwudziestoośmiolatek. Szybko awansował, zostając niebawem szefem warszawskiego Wydziału IV-D. Co się kryło za tą nazwą? Policja polityczna, która odpowiadała między innymi za walkę ze szpiegostwem oraz zwalczanie propagandy komunistycznej. Piątkiewicz prawdopodobnie bardzo mocno wziął sobie do serca swoje obowiązki, ponieważ za czasów jego szefowania w stolicy doszło do dwóch głośnych skandali ze służbą, którą kierował, w tle. 13 października 1923 roku w Warszawie doszło do najtragiczniejszego w skutkach zamachu terrorystycznego w dziejach II RP. W prochowni Cytadeli miała miejsce eksplozja, w wyniku której zginęło dwadzieścia osiem osób, a osiemdziesiąt dziewięć zostało rannych. Wybuch było słychać ponoć w całym mieście; wiele budynków w okolicy Cytadeli uległo zaś mniejszej bądź większej dewastacji. Piątkiewicz dokładał później starań, aby winę za to, co się wydarzyło, zrzucić na oficerów Wojska Polskiego o poglądach komunistycznych. Sprawa w zasadzie do dzisiaj nie jest jednoznacznie wyjaśniona.
Do drugiego głośnego wydarzenia doszło 1 maja 1925 roku, kiedy to miał miejsce wybuch bomby w znajdującej się w Śródmieściu warszawskiej siedzibie Niezależnej Partii Chłopskiej, powołanej do życia kilka miesięcy wcześniej – przez secesjonistów z PSL-„Wyzwolenie” – radykalnie lewicowej partii ludowej. Prasa nie miała wątpliwości, że był to element wrogiej działalności chłopskich komunistów, którzy przygotowywali się do jakiegoś aktu terroru. Gdy jednak sprawie zaczęła się przyglądać sejmowa komisja, wyszło na jaw, że była to policyjna prowokacja, za którą stał agent tak zwanej Defensywy. Po nitce do kłębka śledczy dotarli do Piątkiewicza, który musiał pożegnać się ze stanowiskiem. Planowano „zesłać” go do endeckiego Poznania, gdzie – jako piłsudczyk – miałby prawdopodobnie bardzo ciężkie życie, ale ostatecznie ktoś ujął się za nim i lądowanie okazało się znacznie subtelniejsze, wiążąc się z przenosinami do akademii policyjnej w szwajcarskiej Lozannie. Do kraju Piątkiewicz powrócił po zamachu majowym i wtedy zaczęła się jego prawdziwa kariera.
W 1926 roku został kierownikiem tworzonego przez siebie Laboratorium Kryminalistycznego Głównej Szkoły Policyjnej, które rok później przekształcono w Laboratorium Policyjne Komendy Głównej Policji Państwowej. Podinspektor Piątkiewicz kierował nim do 1931 roku (w tym czasie był też współautorem opracowania „Służba śledcza: podręcznik dla szkolenia funkcjonariuszów policji państwowej”, 1928), kiedy to odkomenderowano go jako polskiego przedstawiciela do Międzynarodowej Komisji Policji Kryminalnych w Wiedniu, czyli popularnego Interpolu. W lutym 1936 roku dostał awans na inspektora i przy okazji mianowano go komendantem wojewódzkim policji w Kielcach; pozostawał nim nieco ponad trzy lata, do maja 1939 roku. Jak spędził wojnę, co w tym czasie robił – nie wiem. W Polsce Ludowej wylądował na jakiś czas za kratkami, a zmarł, mając siedemdziesiąt pięć lat. Jak więc widać, życie miał nadzwyczaj ciekawe, fachowcem zapewne też był pierwszorzędnym, na dodatek – skoro wyróżnił go sam Adam Nasielski – potrafił dbać również o wizerunek. Dedykacja zdobiąca „Człowieka z Kimberley” świadczy zaś o tym, że relacje poczytnego pisarza z policjantem musiały być co najmniej serdeczne. Może pewne cechy swego charakteru inspektor Bernard Żbik zawdzięczał właśnie Piątkiewiczowi?
Akcja powieści rozgrywa się w ciągu zaledwie dwóch dni – 23 i 24 września (możemy się domyślać, że chodzi o 1933 rok, bo wtedy książka powstawała). Jest upalny koniec lata; pada deszcz, grzmią pioruny. W mieszkaniu Żbika przy ulicy Szkolnej inspektor dywaguje na różne tematy z sędzią śledczym Rodowiczem i swoim najbliższym współpracownikiem i przyjacielem, aspirantem Adamem Billewskim. Od jakiegoś czasu panowie nie mieszkają już razem, co czyni prawdopodobnym fakt, że podobna relacja dwóch funkcjonariuszy wydała się czytelnikom, a może i szefostwu Policji Państwowej, albo nazbyt śmiała, albo zbyt niejednoznaczna. Rozmowę przerywa telefon; przerażony mężczyzna po drugiej stronie słuchawki wypowiada jednak tylko dwa słowa: „Czy to…” – i rozłącza się. Zaniepokojony Żbik łączy się z centralą i ustala, że dzwoniono z numeru zarejestrowanego na znanego warszawskiego lekarza-neurologa Wiesława Borzęckiego. Kilkadziesiąt minut później u oficera Centrali Służby Śledczej melduje się wywiadowca Rogalski, który oznajmia, że dzwoniła pani Julia Borzęcka, aby przekazać wiadomość, iż jej mąż… został zamordowany.
Wstrząśnięty inspektor zabiera ze sobą Billewskiego i Rogalskiego i natychmiast rusza do nowoczesnego bloku przy Alei Ujazdowskiej, aby zbadać sprawę na miejscu. Wita ich stary portier Maciej Tomasiuk, który na wiadomość o śmierci lekarza reaguje niewiarą, ponieważ widział go niedawno wychodzącego na ulicę. Po ustaleniu czasu wychodzi na to, że miało to już miejsce po telefonie pani Borzęckiej na komisariat. Czyżby więc ktoś zrobił sobie głupi żart? Tak można by pomyśleć, gdyby nie trup w gabinecie doktora. Strzelono do niego dwukrotnie, a kule przeszły na wylot. Tyle że na miejscu zbrodni ich nie ma. Są za to pozostali członkowie rodziny: żona – też lekarka (specjalizująca się w leczeniu nerwowo chorych kobiet), dwudziestotrzyletni syn Władysław z pierwszego małżeństwa, który niedawno pod pseudonimem Józef Mózg wydał „dziwny” kryminał zatytułowany „Depresja” (na czym polega jego „dziwność”, Nasielski nie tłumaczy) oraz niespełna siedemnastoletnia córka Halina. Do tego dochodzą jeszcze dwie gosposie. Mieszkanie jest spore – ma nie tylko osiem pokoi, ale także wewnętrzny przedpokój i dużo zakamarków. Z każdego pomieszczenia można przejść do dwóch, a nawet trzech innych. Staje się to szczególnie istotne, kiedy krótko po przybyciu policji zostaje popełnione kolejne morderstwo.
To już rzecz niebywała! Człowiek zginął pod nosem samego inspektora Żbika. Większej bezczelności nie można sobie wyobrazić. Nic zatem dziwnego, że słynny policjant, dbający o swoją reputację, bierze się ostro do pracy, wytęża swój umysł do granic możliwości i… wciąż błądzi. Dodatkowym tropem mieszającym w śledztwie okazują się przedmioty pochodzące z południowoafrykańskiego Kimberley – rękawiczka, sztylet, gazeta – miasta, w którym pięćdziesiąt trzy lata wcześniej urodził się Wiesław Borzęcki (był synem polskiego emigranta zarobkowego i Kanadyjki). Żbik niby ma sprawę ułatwioną – wszak morderca (a przynajmniej sprawca drugiej zbrodni) jest na wyciągniecie jego ręki, musi nim być ktoś z domowników. Tylko kto?… Być może inny funkcjonariusz, nie tak utalentowany, w podobnej sytuacji rozłożyłby bezradnie ręce, lecz pamiętajmy, że mamy do czynienia z nie byle kim, ale z „geniuszem psychokryminologii”, „znawcą ludzi i subtelnym psychologiem”, posiadaczem „intuicji i węchu «detektywnego»” (to wszystko to charakterystyka bohatera). I chociaż w opisach dochodzenia Adam Nasielski stara się ze wszech miar udowodnić, że te gloryfikacje nie są bezpodstawne, to jednak przypominanie parokrotnie w każdym rozdziale (z trzynastu), iż Żbik to GENIUSZ – mimo wszystko irytuje!
Z punktu widzenia współczesnego wielbiciela literatury detektywistycznej denerwujące może być też ciągłe sugerowanie, że Żbik wie znacznie więcej – że się domyśla, że coś odkrył, że zobaczył oczyma wyobraźni – ale oczywiście wiedzą tą z nikim się nie dzieli, zachowuje ją dla siebie, by w finałowej scenie olśnić wszystkich swoją przenikliwością. Tak się wtedy pisało. Tak konstruowało się intrygi. Dla osoby sięgającej po „Człowieka z Kimberley” w połowie lat 30. ubiegłego wieku ta pulpowa maniera zapewne nie była tak drażniąca, jak jest dzisiaj. Ale i tak nie zmienia to faktu, że mamy do czynienia z więcej niż przyzwoitym kryminałem, którego autor potrafi odpowiednio zagmatwać sytuację i parę razy wywieść czytelnika w pole. Nawet kiedy domyślamy się już, o co może chodzić, to wciąż otwarte pozostają kwestie, kto i dlaczego. Dotarłszy do mety, można zgodzić się z Nasielskim – to była jego najlepsza powieść z dotychczas wydanych (aczkolwiek dodajmy, że nie było ich w tym momencie jeszcze tak wiele). I nie ma tu znaczenia, że w dużej mierze inspirowana klasykami tego typu literatury, w tym twórczością cieszącego się w międzywojennej Polsce gigantyczną popularnością Amerykanina Edgara Wallace’a, na którego Polak powołuje się – „ustami” swoimi i Żbika – najczęściej i najchętniej.
koniec
18 lutego 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Uciec, ale dokąd?
Marcin Knyszyński

27 II 2021

Wydawnictwo IX zebrało pięć starszych opowiadań Dawida Kaina, dołożyło dwa zupełnie nowe i wydało „Wszystkie grzechy korporacji Somnium”. Skromna, mała książeczka – ale niech nie zwiodą was jej niepozorne gabaryty. Wszystkie dotychczas czytane przeze mnie powieści autora („Oczy pełne szumu”, „Fobia” i „Ostatni prorok”) dotykały podobnego zagadnienia – kłopotu zwanego „istnieniem”. Tak, dokładnie – coś, co jest absolutnie podstawowe, niezbywalne i konieczne (choć tu można się spierać na szczycie (...)

więcej »

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
Sebastian Chosiński

26 II 2021

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

więcej »

O świecie, którego już nie ma
Sebastian Chosiński

25 II 2021

Był starszym bratem laureata literackiej Nagrody Nobla za 1978 rok. Isaak Bashevis Singer uważał zresztą Izraela Joszuę za swego mentora. Są krytycy, którzy uważają, że talentem starszy z Singerów przewyższał tego, który później zdobył światowy rozgłos. Niestety, zmarł, mając zaledwie pięćdziesiąt lat. Ale i tak pozostawił kilka dzieł, które można uznać za prozatorskie arcydzieła. Wydany po raz pierwszy w języku polskim przed paroma tygodniami zbiór opowiadań „Perły” był jego książkowym (...)

więcej »

Polecamy

Imperium wcale się nie rozpadło

Na rubieżach rzeczywistości:

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Myślę, ale czy jestem?
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.