Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 20 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Czwarty klucz›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzwarty klucz
Data wydania18 marca 2019
Autor
Wydawca LTW
SeriaZ pistoletem
ISBN978-83-7565-599-5
Format224s. 135×195mm
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Czwarty klucz” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Zielarz, przemytnik i arabski kochanek
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Czwarty klucz” - recenzja]

Na początku lat 80. XX wieku aktywność literacka Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego zaczęła wyhamowywać. Raz, że pisarz był już w wieku, w którym większość mężczyzn w Polsce Ludowej znajdowała się na emeryturze. Dwa, że wraz ze zmieniającą się sytuacją polityczną malała popularność „powieści milicyjnych”. Drukowany na łamach prasy „Czwarty klucz” był jedynym premierowym tekstem pisarza, jaki ukazał się w gorącym 1981 roku.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Czwarty klucz›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCzwarty klucz
Data wydania18 marca 2019
Autor
Wydawca LTW
SeriaZ pistoletem
ISBN978-83-7565-599-5
Format224s. 135×195mm
Cena25,—
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
To był – jak śpiewał o nim wokalista zespołu Stalowy Bagaż – „ciężki rok”. Z jednej strony niósł wielką nadzieję, wciąż bowiem trwał „karnawał Solidarności”, z drugiej – o czym społeczeństwo nie wiedziało – generał Wojciech Jaruzelski wraz ze swoimi siepaczami szykował stan wojenny. Ciągły ferment polityczny, pogarszający się stan gospodarki, permanentny brak towarów w sklepach – wszystko to odwracało uwagę od potrzeb duchowych. Nie nastrajało też przyjaźnie wobec stróżów porządku w niebieskich mundurach, którzy przecież i wcześniej nie cieszyli się przesadną miłością bliźniego. Publikowanie w takiej sytuacji kolejnych „powieści milicyjnych” (gdy w tym samym czasie w księgarniach pojawiały się książki autorów, których do tej pory nie można było wydawać, ponieważ nie pozwalała na to komunistyczna cenzura) graniczyło z szaleństwem. Dość powiedzieć, że nawet w niezwykle popularnej serii „Ewa wzywa 07…” ukazały się w 1981 roku zaledwie cztery zeszyty (w następnym było pod tym względem zresztą jeszcze gorzej).
Nic więc zaskakującego, że i dorobek książkowy Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego wzbogacił się w tym czasie tylko o jedną pozycję, zresztą wcale nie premierową. Chodzi o „Sekret Julii”, którego pierwodruk miał miejsce kilkanaście lat wcześniej na łamach śląskiego „Dziennika Zachodniego” (pod tytułem „Dwa oblicza Julii”). Ale to nie oznacza, że pisarz zupełnie zrezygnował z uprawiania zawodu i przeszedł na emeryturę, która mu się już należała. W gorących tygodniach poprzedzających dramatyczną noc z 12 na 13 grudnia 1981 roku warszawski „Kurier Polski”, z którym Zeydler-Zborowski był blisko związany w latach 50. i 60., publikował w odcinkach powieść „Czwarty klucz” (dzięki kwerendzie dokonanej przez twórców strony internetowej www.gazetowce.klubmord.com wiemy, że pierwszy odcinek ukazał się w numerze 130, a ostatni w 215). Na książkową edycję tego milicyjnego kryminału trzeba było poczekać do 2009 roku, kiedy przypomniało go klubowe wydawnictwo Wielki Sen (dziesięć lat po nim zrobiła to oficyna LTW).
Powieść zaczyna się melodramatycznie. Warszawska dziennikarka Joanna Markowska – kobieta trochę narwana i z trudem trzymająca nerwy na wodzy – dowiedziawszy się, że jej narzeczony Piotr Szczerbiński odchodzi do innej, popada w depresję. Żali się z tego powodu swojej przyjaciółce, lekarce Marii Nowackiej. Nie przebiera przy tym w słowach, co można zrozumieć, ponieważ Piotr porzucił ją dla innej jej przyjaciółki – Magdaleny Wysznackiej (będącej także dobrą znajomą Marii z czasów studiów). Trochę to skomplikowane, więc pozwolę sobie jeszcze parę rzeczy dopowiedzieć. Dwa lata wcześniej Szczerbiński wyjechał do pracy w Afryce Północnej, gdzie zajmował się pilotowaniem samolotów i helikopterów sanitarnych; poznał tam polską lekarkę, w której zakochał się z wzajemnością. Powróciwszy do kraju, nie ukrywał więc przed dawną narzeczoną swojego nowego związku, zwłaszcza że niebawem ma przyjechać z Maroka do Polski również Magdalena.
Można by nawet uznać, że Piotr zachował się honorowo, gdyby nie… fakt, że w tym czasie, kiedy zerwał już z Markowską, a jeszcze przed powrotem Wysznackiej zaczął spotykać się z kolejną kobietą. To starsza od niego, ale za to bajecznie – jak na warunki peerelowskie – bogata wdowa Karolina Widzewska. Po zmarłym mężu odziedziczyła nie tylko stawy rybne w Wielkopolsce, lecz także nieruchomości w Belgii i Francji oraz konto w banku szwajcarskim. Planowany ślub Widzewskiej ze Szczerbińskim doprowadza do białej gorączki siostrzeńca kobiety, ichtiologa Zenona Konarzewskiego, który zajmuje się stawami ciotki i gotów jest zrobić wszystko, aby nie wpadły one w ręce chciwego „tulipana” (w nawiązaniu do popularnego w latach 80. serialu telewizyjnego Janusza Dymka). Jakby tego było mało, stare porachunki z Piotrem ma Karol Gunter, który również pracował w Afryce jako pilot, ale po doniesieniu Szczerbińskiego jakoby przemycał narkotyki, zmuszony był uciekać przed marokańską policją do Europy. Na niewiele mu się to zdało – dotarłszy do kraju, i tak został aresztowany i wylądował za kratkami.
Mamy więc już na samym początku intrygi przynajmniej trzy osoby, które życzą Szczerbińskiemu jak najgorzej. Tragedia wisi więc w powietrzu i w końcu się wydarza, tyle że ofiarą zbrodni pada nie Piotr, ale jego narzeczona. Spytacie – i słusznie – która? Magdalena Wysznacka. Na dodatek dzieje się to następnego dnia po jej powrocie do Warszawy. Kobieta zostaje zamordowana arabskim sztyletem. Kto mógł to zrobić? Na pewno motyw miała Markowska. Z zemsty mógł tego dokonać Gunter. A może Widzewska, przekonawszy się, że kochanek perfidnie ją zdradza? Kolejnym tropem okazuje się znaleziony w mieszkaniu denatki list miłosny, pod którym podpisał się pewien bogaty Arab, mieszkający właśnie w… hotelu „Forum”. Nie ma co ukrywać, Zeydler-Zborowski mocno główkował, aby zagmatwać intrygę. Zwłaszcza że to jeszcze nie wszystkie „osoby dramatu”. Nie dziwota zatem, że prowadzącemu dochodzenie kapitanowi Antoniemu Grabickiemu – funkcjonariuszowi, który znajduje się tuż przed emeryturą – trudno ruszyć z miejsca. Do tego stopnia, że oddaje się do dyspozycji swego szefa, pułkownika Michała Kazanowskiego, przekonując go, że bez obrazy oddałby sprawę komuś młodszemu.
Z drugiej strony Grabicki – znawca ziół, od którego fachu mógłby uczyć się sam ojciec Andrzej Klimuszko (zmarły zresztą w tamtym czasie, w sierpniu 1980 roku) – chętnie pożegnałby się ze służbą, mogąc zapisać na swoje konto spektakularny sukces. A rozwiązanie tak zagmatwanej sprawy na pewno przyniosłoby mu rozgłos i pozwoliło odejść z pracy z tarczą. Od strony fabularnej trudno cokolwiek „Czwartemu kluczowi” zarzucić – to klasyczny kryminał milicyjny, który czyta się z przyjemnością, by kilka tygodni po lekturze zapomnieć, o czym traktowała intryga. Co by bowiem nie myśleć o kapitanie Grabickim (uważającym, że „zbrodniarze to jak chwasty”, dlatego trzeba ich „niszczyć, wyrywać z korzeniami” i „nie pozwolić, żeby się odradzali i znowu siali zło”), to mimo wszystko daleko mu do charyzmy majora Stefana Downara, a nawet porucznika Franciszka Kociuby. Dużo bardziej przypomina sympatycznego, ale podtatusiałego sierżanta Waleriana Pawelca z powieści „Brat Mikołaja” (1974). A swoją drogą… zastanawia w „Czwartym kluczu” jeszcze jedno – pewna zbieżność z fabułą „Szantażysty”, jednego z odcinków serialu „Kapitan Sowa na tropie” (1965). Czyżby Zeydler-Zborowski inspirował się filmem Stanisława Barei?
koniec
26 lutego 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Teoria wszystkiego po trochu
Sławomir Grabowski

20 IV 2021

Mark Brake w „Teorii Teorii wielkiego podrywu” zasypuje czytelnika lawiną fascynujących ciekawostek związanych z nauką i science fiction. Jeśli jednak ktoś oczekuje przewodnika do popularnym sitcomie, mocno się zawiedzie, ponieważ związek treści książki z serialem jest wybitnie pretekstowy.

więcej »

Mała Esensja: Niebezpieczne pragnienia
Marcin Mroziuk

19 IV 2021

„Abrakadabra… Mamy problem!” to sympatyczna powieść, w której Katarzyna Majgier z poczuciem humoru uświadamia młodym czytelnikom, jak bardzo opłakane mogą być skutki spełnienia się nie do końca przemyślanych życzeń.

więcej »

Krótko o książkach: Gdy zawodzi dorosły
Joanna Kapica-Curzytek

18 IV 2021

„Reguły dla dziewczyn” opisują dramatyczne zderzenie się nastolatki z regułami świata dorosłych.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.