Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 15 kwietnia 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Wernisaż›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWernisaż
Data wydania27 lipca 2009
Autor
Wydawca LTW
ISBN978-83-7565-079-2
Format232s. 125×195mm
Cena20,40
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Być jak Mario Puzo
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Wernisaż” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Druga połowa lat 80. XX wieku była zdecydowanie złym okresem dla twórców, nawet tych najbardziej klasycznych, „powieści milicyjnych”. Nadchodzący wielkimi krokami koniec PRL-u i pojawiające się na rynku kryminały anglosaskie sprawiały, że po historie o dzielnych funkcjonariuszach MO już prawie nikt nie chciał sięgać. Dlatego „Wernisaż” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego ukazał się dopiero dwie dekady po upadku komunizmu.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Być jak Mario Puzo
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Wernisaż” - recenzja]

Druga połowa lat 80. XX wieku była zdecydowanie złym okresem dla twórców, nawet tych najbardziej klasycznych, „powieści milicyjnych”. Nadchodzący wielkimi krokami koniec PRL-u i pojawiające się na rynku kryminały anglosaskie sprawiały, że po historie o dzielnych funkcjonariuszach MO już prawie nikt nie chciał sięgać. Dlatego „Wernisaż” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego ukazał się dopiero dwie dekady po upadku komunizmu.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Wernisaż›

EKSTRAKT:50%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWernisaż
Data wydania27 lipca 2009
Autor
Wydawca LTW
ISBN978-83-7565-079-2
Format232s. 125×195mm
Cena20,40
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Mniej więcej od połowy lat 70. ubiegłego wieku Zygmunt Zeydler-Zborowski starał się eksperymentować z klasyczną formułą „powieści milicyjnej”. Dowodem na to była wydana właśnie w tamtym czasie „Alicja nr 3”, której fabuła, mimo obecności w niej postaci majora Stefana Downara, rozgrywała się przede wszystkim w Italii. Choć efekt artystyczny trudno było uznać za w pełni satysfakcjonujący, a całość mocno raziła sztucznością, warszawski prozaik nie zrezygnował w kolejnych latach ze stosowania podobnych patentów. Crossoverami historii o dzielnych funkcjonariuszach Milicji Obywatelskiej i książek sensacyjnych pisanych na zachodnią modłę były chociażby całkiem udany „Bardzo dobry fachowiec” (1976), „Almiritis piją słoną wodę” (1978), a nawet częściowo „Major Downar przechodzi na emeryturę” (1984). Jak się okazało po latach, Zeydler-Zborowski napisał jeszcze jedną powieść w podobnym stylu, która jednak na publikację musiała czekać aż do końca pierwszej dekady XXI wieku.
Kiedy powstała? Jest co do tego w książce pewna wskazówka, aczkolwiek należy brać pod uwagę fakt, że może być myląca. Punktem wyjścia fabuły jest bowiem morderstwo popełnione – autor podaje dokładną datę – w czwartek 20 października. Zakładając, że kiedy pisał „Wernisaż”, Zeydler-Zborowski miał pod ręką kalendarz, do którego zapewne często zaglądał, można uznać, że działo się to w 1983 bądź 1988 roku. Bardziej prawdopodobny wydaje się ten drugi. Bo w zasadzie tylko tak można wytłumaczyć, dlaczego powieść nie ukazała się wówczas w druku. Raz, że Polska Ludowa przeżywała wtedy potężne wstrząsy gospodarczo-polityczne; dwa, że społeczeństwo miało już tak bardzo dość Milicji Obywatelskiej, iż czytanie o jej dzielnych i wyjątkowo inteligentnych funkcjonariuszach zakrawało wręcz na sadomasochizm. Niektórzy twórcy, jak Anna Kłodzińska, starali się utrzymać na rynku, publikując pod pseudonimem (vide „Wynajęty morderca”), ale nawet w jej przypadku na wiele się to nie zdało i na początku lat 90. „matka chrzestna” kapitana Szczęsnego musiała zakończyć karierę pisarską.
Dla Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego momentem granicznym stał się 1986 rok, kiedy to światło dzienne ujrzały „Jałowce jak cyprysy”, ostatnia książka wydana za życia pisarza. „Wernisaż”, choć prawdopodobnie powstał później, na druk musiał czekać dobrych dwadzieścia lat. Nie była to jednak jakaś szczególna strata dla polskiej literatury, bo choć powieść napisana została sprawnie i ze sporym, jak na tego autora, rozmachem (akcja rozgrywa się nie tylko w Warszawie, ale również w Rzymie, Paryżu, a nawet… Nowym Jorku), to pod względem fabularnym opowiedziana w niej historia kryminalna jest boleśnie wtórna, stanowi bowiem wypadkową kilku wcześniejszych (głównie tych, które wymienione zostały przeze mnie w pierwszym akapicie). I, co ciekawe, najsłabiej wypada właśnie wątek polski. A wiąże się on z zagadkową śmiercią zdolnego warszawskiego malarza Roberta Zwolińskiego, którego ciało znalazła w pracowni jego modelka (i zarazem kochanka) Eugenia Wykosz. Zabito go długim, ostrym przedmiotem, który przebił lewą komorę serca. Śledztwo w tej sprawie prowadzą kapitan Władysław Górniak oraz porucznik Kazimierz Michalak. Dlaczego nie major Stefan Downar i porucznik Stanisław Olszewski? Pewnie dlatego, że ten pierwszy zdążył już, niestety, przejść na emeryturę (to kolejny, chociaż jedynie pośredni, dowód na to, że „Wernisaż” powstał w 1988 roku).
Komu mogło zależeć na śmierci malarza? Zazdrosnemu mężowi? Na miejscu zbrodni milicjanci znajdują w zasadzie tylko jeden intrygujący trop – trzymane przez Zwolińskiego w portfelu ogłoszenie prasowe, którego autor proponuje wycieczkę samochodową po Francji i Włoszech. Jak się okazuje, już nieaktualne, aczkolwiek denat kilka miesięcy wcześniej odpowiedział na nie i rzeczywiście wybrał się na Zachód w towarzystwie mechanika samochodowego Zenona Gilnera (który złożył tę niecodzienną propozycję) i mieszanego, polsko-włoskiego małżeństwa Izabeli i Carla Canettich. Piękna Izabela wpadła w oko Zwolińskiemu, na co jej krewki mąż reagował nad wyraz agresywnie. Jeśli ich znajomość była kontynuowana w Warszawie, byłby to odpowiedni motyw. Wkrótce jednak wychodzą na jaw kolejne ciekawe fakty: w specjalnej skrytce w pracowni Zwolińskiego funkcjonariusze znajdują torebki z heroiną; na dodatek na podłodze wala się strzęp włoskiej gazety z datą 18 października, a więc na dwa dni przed popełnieniem morderstwa. Czyżby więc zabójca malarza przyjechał ze słonecznej Italii?
Na te i wiele innych pytań odpowiedzi szukają nie tylko Górniak i Michalak, ale także… inspektor Paweł Zwoliński – brat zamordowanego, a służbowo francuski policjant, mający swoje biuro na Quai des Orfèvres 36, czyli w tym samym budynku, w którym przez lata pracował legendarny komisarz Maigret. Na wieść o śmierci najbliższego krewnego przyjeżdża on do Warszawy i włącza się – oczywiście za zgodą polskich kolegów – do dochodzenia. Jego pomoc okazuje się nieoceniona, zwłaszcza kiedy okazuje się, że tropy prowadzą śladem wakacyjnej wyprawy Gilnera, Zwolińskiego i Canettich nad Sekwanę i Tyber. I chociaż Zeydler-Zborowski momentami niepotrzebnie mnoży fantastyczne rozwiązania (jak wprowadzenie na arenę wydarzeń, gwoli ścisłości to już nawet w pierwszym rozdziale, włoskiej hrabiny Renaty Castiglioni czy austro-polskiego barona, pal licho, że fałszywego, Wilhelma von Karlingera), bez których powieść spokojnie mogłaby się obejść, zyskując nawet na realizmie, to trzeba oddać, że czyta się ją wartko. Ale też równie szybko zapomina.
Widać pisarz z Warszawy zapragnął być jak Mario Puzo i stworzyć swoją własną historię, w której ważną rolę odgrywają międzynarodowi mafiosi i policjanci, którzy mają kontakty na całym świecie i marzą o karierze w Interpolu. Nie, wcale nie chodzi o Górniaka czy Michalaka. Oni o najpodlejszym choćby stanowisku w tej organizacji nie mogliby nawet pomarzyć, ponieważ Polska Ludowa nie była jej członkiem. Obaj funkcjonariusze MO w ogóle wypadają kiepsko na tle kolegów po fachu z krajów Europy Zachodniej. Gdzie im do inspektora Zwolińskiego, który zanim trafił na Quai des Orfèvres, służył nawet w Scotland Yardzie! Choć, jak się zdaje, w jednej przynajmniej rzeczy jesteśmy w stanie dorównać kapitalistom – nad Wisłą również nie brakuje bezwzględnych kanalii. I to niekiedy nadzwyczaj pomysłowych.
koniec
2 kwietnia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Kaplica w Berezie
Sebastian Chosiński

15 IV 2021

W „Królu” nic nie jest proste ani nic nie jest oczywiste. Nawet to, kto jest narratorem powieści i jakie są jego prawdziwe losy. Snując swoją opowieść o międzywojennej polsko-żydowskiej Warszawie, Szczepan Twardoch wykorzystał postaci historyczne (wprost bądź nieco je przerobiwszy), lecz jednocześnie stworzył dzieło dalekie od stricte historycznego. Czy z tego powodu mniej wartościowe? Nic z tych rzeczy!

więcej »

Cień nieuchronnego kresu
Joanna Kapica-Curzytek

14 IV 2021

„Pan Rasmussen” jako kryminał oraz thriller budzi ciekawe refleksje związane z upływem czasu i schyłkiem życia.

więcej »

Prowokująco, nie prowokacyjnie
Miłosz Cybowski

13 IV 2021

Dużo szkody może przynieść podchodzenie do „Całkiem zwyczajnego kraju” Bernarda Porter-Szűcsa tak, jak sugeruje w posłowiu tłumaczka książki. Historia Polski przedstawiona tutaj nie jest wcale herezją, nawet jeśli podważa „ortodoksję” nauczanej dziś szkolnej wersji wydarzeń.

więcej »

Polecamy

„Sen bowiem jest istnością też…”

Na rubieżach rzeczywistości:

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

W poszukiwaniu rzeczywistości obiektywnej
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.