Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 8 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Brian Porter-Szűcs
‹Całkiem zwyczajny kraj›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCałkiem zwyczajny kraj
Data wydania24 lutego 2021
Autor
PrzekładAnna Dzierzgowska, Jan Dzierzgowski
Wydawca Filtry
ISBN978-83-957973-4-7
Format608s. 163×234mm; oprawa twarda
Cena59,90
Gatunekhistoryczna, non-fiction
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

Prowokująco, nie prowokacyjnie
[Brian Porter-Szűcs „Całkiem zwyczajny kraj” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Dużo szkody może przynieść podchodzenie do „Całkiem zwyczajnego kraju” Briana Porter-Szűcsa tak, jak sugeruje w posłowiu tłumaczka książki. Historia Polski przedstawiona tutaj nie jest wcale herezją, nawet jeśli podważa „ortodoksję” nauczanej dziś szkolnej wersji wydarzeń.

Miłosz Cybowski

Prowokująco, nie prowokacyjnie
[Brian Porter-Szűcs „Całkiem zwyczajny kraj” - recenzja]

Dużo szkody może przynieść podchodzenie do „Całkiem zwyczajnego kraju” Briana Porter-Szűcsa tak, jak sugeruje w posłowiu tłumaczka książki. Historia Polski przedstawiona tutaj nie jest wcale herezją, nawet jeśli podważa „ortodoksję” nauczanej dziś szkolnej wersji wydarzeń.

Brian Porter-Szűcs
‹Całkiem zwyczajny kraj›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułCałkiem zwyczajny kraj
Data wydania24 lutego 2021
Autor
PrzekładAnna Dzierzgowska, Jan Dzierzgowski
Wydawca Filtry
ISBN978-83-957973-4-7
Format608s. 163×234mm; oprawa twarda
Cena59,90
Gatunekhistoryczna, non-fiction
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Oryginalny tytuł tej książki („Poland in the Modern World: Beyond Martydom”) wcale nie nawiązuje do zwyczajności dziejów Polski, choć sam autor we wstępie podkreśla, że uważa „Polskę za naprawdę interesującą, jednak bynajmniej nie dlatego, że jest krajem niezwykłym ale właśnie dlatego, że jest tak bardzo zwyczajna”. Jak tłumaczy dalej, jego zamiarem jest pokazanie wizerunku naszego kraju z perspektywy globalnej. Po lekturze całości muszę jednak przyznać, że jest to zadanie, które amerykańskiemu historykowi udało się zrealizować tylko połowicznie.
Tytułowa zwyczajność Polski prezentowana jest niespójnie na dwóch różnych płaszczyznach. Pierwszą z nich jest właśnie kontekst globalny, czyli odwoływanie się do przykładów z historii świata, które były w wielu miejscach podobne do tego, czego doświadczali Polacy na przestrzeni ostatnich dwóch wieków. Na tym tle nawet ostateczny upadek Rzeczypospolitej Obojga Narodów w 1795 roku nie jawi się jako bezprecedensowy – wszak dzieje pełne są dziś już częściowo zapomnianych państw. Mało mówi się także o tym, że rozbiory jako wydarzenie polityczne najbardziej dotknęły jedynie niewielki procent ludności tego obszaru, podczas gdy znacząca większość – czyli chłopi – w bardzo ograniczonym stopniu odczuli tę zmianę. Co prowadzi do drugiej płaszczyzny, na jakiej analizowana jest w książce tematyka zwyczajności – codziennych losów zwykłych ludzi. To właśnie one, częściej niż moglibyśmy tego chcieć (i zdecydowanie częściej niż chcieliby przyznać twórcy historycznych uogólnień), znacząco odbiegały od głównych narracji dziejowych.
Jak wspomniałem, Porter-Szűcs lawiruje między dwoma zagadnieniami, co wcale nie powstrzymuje go przed pisaniem klasycznej historii pozbawionej jakichś szczególnie rewolucyjnych tez. Porównania z innymi państwami czasem się pojawiają, ale w miejscach, w których najbardziej ich potrzeba (chociażby w przypadku okresu międzywojennego), dostajemy jedynie analizę ekonomii II RP w zestawieniu z USA. Kwestie przemian po 1989 potraktowane zostały w dużej mierze jako socjologiczny i statystyczny dodatek, który bardzo okazjonalnie odnosi się do sfery globalnej albo indywidualnej. Nie mówiąc już o tym, że codzienna zwyczajność na przestrzeni dziejów okazuje się dość powtarzalnym motywem: czy to przed pierwszą wojną światową, czy w okresie międzywojennym, czy w czasie PRL-u byli ludzie, którzy chcieli po prostu żyć i cieszyć się swoim życiem, bez aktywnego angażowania się w politykę czy ruchy społeczne.
Unikatowość takiego przedstawienia sprawy ma sens jedynie w kontekście podtytułu książki i narracji, która przeciwstawia się coraz bardziej powszechnej w interpretacjach naszej historii martyrologii:
Polska historia, tak jak się ją zwyczajowo przedstawia, to marsz z jednego pola bitwy na drugie, z jednej opresji w drugą, od masakry do masakry, z Polską jako nieuchronną zbiorową ofiarą. Taka historia wytwarza narodową martyrologię – wyniesienie całej wspólnoty do roli uświęconej męczennicy. W ramach tego żałobnego światopoglądu podać w wątpliwość działania jakiegokolwiek Polaka oznacza podać w wątpliwość Polskę jako taką, zważywszy że jedynie cnotliwym cierpiętnikom wolno reprezentować całość. Skonfrontowani z historiami, w których Polacy robią coś złego, obrońcy martyrologicznej wizji będą przekonywać, że albo złoczyńca nie mógł być prawdziwym Polakiem, albo historyk kłamie. Co gorsza, przy takim podejściu do historii nie ma miejsca na narrację o życiu codziennym, wolnym od ucisku i oporu. W obowiązującej wersji historii prawdziwym Polakiem można być jedynie, gdy się jest bohaterem lub ofiarą (albo jednym i drugim).
Co jednak istotne, autor w żaden sposób nie stara się przedstawić jednej anty-martyrologicznej wersji historii ani jednej słusznej interpretacji. Zamiast tego, podkreśla, że „narody nie mogą cierpieć – cierpią zawsze ludzie” i pisanie o zbiorowym aktorze imieniem „Polska” jest zawsze ogromnym uproszczeniem. Tak na dobrą sprawę należałoby patrzeć na „Całkiem zwyczajny kraj” jako na pozycję, która oferuje cały szereg nietypowych (przynajmniej dla polskiego czytelnika) interpretacji i spojrzeń na naszą historię, poczynając od końca XVIII wieku aż po rok 2020. Wiele z poruszanych kwestii pojawiało się już w rozmaitych artykułach i monografiach, ale niewiele (zapewne z uwagi na swoją akademickość) trafiło do szerszego grona czytelników. Czerpiąc szeroko z polsko- i anglojęzycznych opracowań i źródeł Porter-Szűcs przedstawia wizję przeszłości, która z jednej strony jest bardzo znajoma, a z drugiej – znacząco odmienna od utartych schematów.
Porter-Szűcs nie uniknął jednego z częstych elementów współczesnego dziejopisarstwa, mianowicie skręcenia w stronę alternatyw historycznych. Pojawiają się one co prawda dopiero przy okazji omówienia okresu międzywojennego, ale ten rodzaj zabawy z historią nie wnosi zbyt wiele i nie odpowiada na żadne istotne pytania. Jaka byłaby Polska, gdyby nie wybuch II wojny światowej? Prawdopodobnie trochę nacjonalistyczna, a trochę akceptująca swoje wielonarodowościowe dziedzictwo – czyli, w skrócie, nieszczególnie odmienna od lat 30. XX wieku. Porównanie z międzywojenną Ameryką (na tle której II Rzeczpospolita nie wypada wcale gorzej pod kątem polityki narodowościowej) jest o tyleż ciekawe, co bardzo powierzchowne. Zwyczajność międzywojnia przedstawiona jest raczej jako zwyczajność codzienności mieszkańców II RP, gdzie mimo pewnych problemów natury społecznej (antysemityzm), ekonomicznej (inflacja początku lat 20., światowy kryzys przełomu dekad) i politycznej (zamach majowy, aresztowania opozycjonistów) znacząca większość mieszkańców żyła w całkiem stabilnych, jak na owe czasy, warunkach. Tę samą definicję „zwyczajności” autor przykłada do opisu czasów powojennych, które, choć cechowały się o wiele większymi politycznymi zawirowaniami, pozostawały czasem wytchnienia po wojennej zawierusze.
Patrząc na „Całkiem zwyczajny kraj” z perspektywy ostatniego rozdziału, który dość wnikliwie przygląda się przemianom zachodzącym w Polsce w ostatnich latach, można (jak czyni to Anna Dzierzgowska) postrzegać dzieło Briana Porter-Szűcsa jako manifest polityczny. Wydaje mi się to jednak ogromnym nadużyciem – jako Amerykanin zajmujący się historią Polski, autor nie stara się utworzyć kontr-polityki historycznej, owej „herezji”, za jaką chwali go tłumaczka. Podsumowując swoje wywody, autor wprost nawołuje do akceptacji różnorodności doświadczeń: „Porządny historyk badający dzieje Polski musi wyposażyć się i w obiektyw szerokokątny, i w teleobiektyw. Dopiero za ich pomocą zdoła uchwycić szczegółowy przebieg różnych ścieżek, po których kroczą Polki i Polacy, oraz możliwe dalsze kierunki”. Pytaniem otwartym pozostaje jednak to, czy w pełnej konfliktów rzeczywistości jest jeszcze miejsce na taką różnorodność.
koniec
13 kwietnia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Zbrodnie w stylu retro: Na rozkaz premiera!
Sebastian Chosiński

8 V 2021

Wszystkie wznowione przez Wydawnictwo CM książki Adama Nasielskiego, których głównym bohaterem jest inspektor Bernard Żbik, ukazały się w serii „Kryminały przedwojennej Warszawy” (również ta, która pojawiła się jako siódma – „Puama E”). Co w tym dziwnego? Choćby to, że tym razem sensacyjna akcja powieści rozgrywa się, owszem – w stolicy, ale polskich Tatr, czyli Zakopanem.

więcej »

PRL w kryminale: Niewesołe jest życie staruszka
Sebastian Chosiński

7 V 2021

Piszę te słowa z prawdziwym bólem, ale to – prawdopodobnie – nasze ostatnie spotkanie w tej rubryce z twórczością mistrza polskiej „powieści milicyjnej” Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego. Jeśli bowiem nie pojawi się w sprzedaży kolejna niepublikowana wcześniej książka słynnego autora kryminałów (pozostająca w maszynopisie), „Proszę nikogo nie winić” zamknie wielomiesięczny trud przybliżania czytelnikom jego dokonań.

więcej »

Mikrokosmos
Dominika Cirocka

6 V 2021

„Światło innych gwiazd” Eriki Swyler stanowi udany mariaż znanych motywów s-f i wątków obyczajowych. Przede wszystkim to jednak opowieść o sile pasji i więziach międzyludzkich, a także cenie, którą czasem przychodzi nam za ich pielęgnowanie zapłacić.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Tegoż autora

Nie zachwyca
— Miłosz Cybowski

Pięć razy Strugaccy
— Miłosz Cybowski

Analiza teraźniejszości, przewidywanie przyszłości
— Miłosz Cybowski

Droga na pewno ma kres
— Miłosz Cybowski

Władza wszystko tłumaczy
— Miłosz Cybowski

Gruziński rozmach, ormiańska powściągliwość
— Miłosz Cybowski

Karty superbohaterów
— Miłosz Cybowski

Układ Słoneczny to za mało
— Miłosz Cybowski

Historia kontynentu z brytyjskiego punktu widzenia
— Miłosz Cybowski

Na starożytnych polach bitewnych
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.