Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 16 maja 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Kabała›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKabała
Data wydania10 lipca 2012
Autor
Wydawca LTW
SeriaZ pistoletem
ISBN978-83-7565-227-7
Format136s. 130×195mm
Cena19,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

PRL w kryminale: Zabili go i… ukradł(?)
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Kabała” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Po krótkiej przerwie powracamy ponownie do twórczości Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, niekwestionowanego klasyka rodzimej „powieści milicyjnej”. I będzie to prawdopodobnie jedno z ostatnich spotkań z nim w tym miejscu. Wydana dwanaście lat po śmierci pisarza „Kabała” jest powieścią z „odzysku”; nigdy bowiem nie ujrzała światła dziennego za życia swego autora. I raczej nie była to wielka strata dla polskiej literatury.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Zabili go i… ukradł(?)
[Zygmunt Zeydler-Zborowski „Kabała” - recenzja]

Po krótkiej przerwie powracamy ponownie do twórczości Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego, niekwestionowanego klasyka rodzimej „powieści milicyjnej”. I będzie to prawdopodobnie jedno z ostatnich spotkań z nim w tym miejscu. Wydana dwanaście lat po śmierci pisarza „Kabała” jest powieścią z „odzysku”; nigdy bowiem nie ujrzała światła dziennego za życia swego autora. I raczej nie była to wielka strata dla polskiej literatury.

Zygmunt Zeydler-Zborowski
‹Kabała›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułKabała
Data wydania10 lipca 2012
Autor
Wydawca LTW
SeriaZ pistoletem
ISBN978-83-7565-227-7
Format136s. 130×195mm
Cena19,90
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Jak się okazuje, mimo że od śmierci Zygmunta Zeydlera-Zborowskiego minęły już dwie dekady, wielbiciele „powieści milicyjnych” nie zapominają o nim. Wciąż jest pisarzem, po książki którego chętnie sięgają ci, którzy pragną poznać nieco wyidealizowany obraz Polski Ludowej, a zwłaszcza tych jej funkcjonariuszy, którzy stali na straży porządku. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że chociaż warszawski prozaik nie stronił od „lukrowania” rzeczywistości, to nigdy nie indoktrynował swoich czytelników. Owszem, były takie okresy, kiedy w dialogach prowadzonych przez milicjantów stosował formę per „towarzyszu”, lecz nikogo nie namawiał do wstępowania do partii komunistycznej czy – po 1976 roku – nie określał mianem „warchoła” czy „wywrotowca”. Nie starał się więc na siłę przypodobać władzy, co nie zmienia faktu, że ta zapewne patrzyła na jego literackie dokonania z uznaniem. Nie ma jednak, na szczęście, Zeydler-Zborowski w swoim dorobku takiej pozycji, której – z powodów politycznych – musiałby się wstydzić. A przyczyny artystyczno-jakościowe to już inna para kaloszy.
Zeydler-Zborowski był pisarzem bardzo płodnym. Zazwyczaj wszystko, co stworzył, na pniu kupowały najpierw gazety, a następnie także oficyny książkowe. Po śmierci okazało się jednak, że mimo to w szufladzie pozostało jeszcze kilka niepublikowanych powieści. Chociaż można było podejrzewać, że ich jakość będzie w jakimś stopniu odstawać od tego, co ujrzało wcześniej światło dzienne, wydawnictwo LTW podjęło decyzję o ich wydaniu. Dzięki temu w latach 2009-2013 bibliografia nieżyjącego od dekady autora wzbogaciła się o cztery kolejne pozycje; były to: „Wernisaż” (2009), „Goryl z Wołomina” (2012), omawiana dzisiaj „Kabała” (2012) oraz „Proszę nikogo nie winić” (2013). Z dużym prawdopodobieństwem wszystkie powstały w latach 80. ubiegłego wieku, czyli w okresie, w którym popularność „powieści milicyjnych” zaczęła (zwłaszcza w drugiej połowie dekady) drastycznie spadać – i pewnie dlatego zabrakło chętnych na ich publikację. Choć nie można wykluczyć i takiej ewentualności, że redaktorzy Iskier bądź Czytelnika (w tych oficynach Zeydler-Zborowski publikował najczęściej) zgłaszali również zastrzeżenia natury artystycznej.
„Kabała” fabularnie pod wieloma względami przypomina drukowanego pierwotnie jedynie na łamach stołecznego „Kuriera Polskiego” (na przełomie lat 1985-1986) „Zakatarzonego masażystę”. Choć oczywiście w szczegółach obie powieści różnią się, to jednak ich ogólne zarysy są tak bardzo zbieżne, że można się nawet zacząć zastanawiać, czy nie są różnymi wariantami tego samego autorskiego pomysłu. Wiekowa już, ale pozostająca w dobrej kondycji psychicznej i fizycznej, Ewelina Kamieniecka jest nadzwyczaj majętną wdową, która mieszka we własnym domu w Podkowie Leśnej. Poza tym posiada między innymi mieszkanie w Warszawie, domek kempingowy nad Zalewem Zegrzyńskim; jest także właścicielką hodowli srebrnych lisów, które jej wspólnik sprzedaje na eksport. Pewnie nawet sama nie byłaby w stanie określić wielkości swojego bogactwa. Nic więc dziwnego, że prowadzi spokojne życie, a w czasie wolnym zajmuje się… kabałą i przepowiadaniem przyszłości najbliższym. W tym swojej dwudziestokilkuletniej wychowanicy.
Lola (a tak naprawdę Karolina) Grabiecka zwraca się do pani Eweliny „ciociu” (co zresztą Kamieniecką mocno irytuje i wciąż prosi dziewczynę, by mówiła do niej po imieniu), lecz w rzeczywistości nie są wcale ze sobą spokrewnione. Nie mając własnych dzieci, kobieta wzięła na wychowanie trzyletnią dziewczynkę z domu dziecka. Od tamtej pory musiało minąć ze dwadzieścia lat, ponieważ w tej chwili Lola studiuje już malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych. I wciąż mieszka z „ciocią”. Ba! najprawdopodobniej odziedziczy po niej cały majątek. Chyba że w ostatniej chwili Kamieniecka pogodzi się ze swoim niesfornym siostrzeńcem, trzydziestopięcioletnim Edmundem Gelnertem. Kiedyś był bardzo zdolnym młodym mężczyzną, studiował na politechnice, zajmował się mechaniką precyzyjną; dostał nawet stypendium, dzięki któremu wyjechał do Francji. W Paryżu wpadł jednak w złe towarzystwo i stoczył się. Chcąc szybko dorobić się, zaczął handlować narkotykami, podrabiał czeki, trudnił się sutenerstwem, a nawet, wykorzystując swą wiedzę naukową, włamał się do sejfu.
W efekcie swej przestępczej działalności Gelnert trafił na kilka lat do więzienia, a po opuszczeniu jego murów – został wyekspediowany z powrotem do ludowej ojczyzny. Dla Kamienieckiej to zakała rodziny, ale było nie było – jednocześnie najbliższy krewny. Jeśli więc dobrze się wokół ciotki zakręci, kto wie, czy udając skruchę, nie wkupi się ponownie w jej łaskę. A przecież jest o co kruszyć kopie! Oprócz nieruchomości to również spora gotówka, biżuteria, brylanty – wszystko na co dzień przechowywane w domowym sejfie. I właśnie pewnej nocy ktoś włamuje się do willi w Podkowie Leśnej, aby go obrobić. Złodziejowi jednak szczęście nie sprzyja, ponieważ tego dnia Lola wraca wcześniej z Warszawy i natyka się w salonie na włamywacza. Nie zastanawiając się długo, sięga po leżący na stole pistolet do wstrzeliwania kołków w ścianę (zostawił go tam fachowiec, który musiał przerwać fuchę, obiecawszy, że wróci dokończyć następnego dnia), celuje i… zabija nieproszonego gościa.
Na miejscu nieszczęśliwego zdarzenia pojawiają się milicjanci: kapitan Michał Konerski i porucznik Zbigniew Gołczak. Jakież jest ich zdziwienie, kiedy okazuje się, że sejf został splądrowany! Ale kto to zrobił, skoro włamywacz leży nieżywy w salonie? Czyżby miał wspólnika, któremu udało się zbiec z „fantami” z miejsca kradzieży? Ale wtedy dlaczego on sam nie uciekł? Tajemnicza sprawa. Funkcjonariusze MO mają więc nad czym główkować, a ich podejrzenia kierują się to w stronę Gelnerta (przyznacie, trudno byłoby nie uznać go w tym przypadku za szczególnie podejrzanego), to zwolnionego z pracy parę tygodni wcześniej ogrodnika Zdzisława Waleszaka. A z czasem pojawiają się kolejne osoby, które mogły być w jakiś sposób powiązane z tym „skokiem”. Jedno jest pewne: Konerski i Gołczak muszą się nieźle nagimnastykować, aby dociec prawdy, która – trzeba to oddać Zeydlerowi-Zborowskiemu – jest zaskakująca. I to do tego stopnia, że należy „Kabałę” ocenić wyżej niż wspomnianego wcześniej „Zakatarzonego masażystę”. Konstrukcyjnie wszystkie klocki do siebie pasują; narzekać można jedynie na pobieżność opisu dochodzenia do rozwiązania zagadki, ale – patrząc na to z innej perspektywy – warszawski prozaik przecież nigdy nie był mistrzem ani w przedstawianiu realiów obyczajowych, ani w podbudowie psychologicznej działań swoich bohaterów.
koniec
30 kwietnia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Krótko o książkach: Miłość nie zawsze zwycięża
Joanna Kapica-Curzytek

15 V 2021

Opowiedziana w „Dziewczynie z Neapolu” historia utalentowanej Rosanny, która zostaje śpiewaczką operową światowej sławy, ma w sobie dużo z oderwanej od życia baśni. Tym niemniej, potrafi też porwać pokazanym tu pięknem sztuki i siłą uczuć.

więcej »

PRL w kryminale: W małych miasteczkach nie lubi się „obcych”
Sebastian Chosiński

14 V 2021

Zbigniewa Safjana kojarzymy głównie jako scenarzystę filmowego i prozaika zajmującego się historią Polski (tą dalszą, szesnastowieczną), jak i nowszą (czasów drugiej wojny światowej). Zapominamy przy tym, że ma on na swoim koncie także doskonałą współczesną „powieść milicyjną” – „Strach” – która zresztą dwa lata po wydaniu doczekała się świetnej ekranizacji autorstwa Antoniego Krauzego.

więcej »

Inspiracja do buntu
Joanna Kapica-Curzytek

13 V 2021

„Czasami, kiedy się tego najmniej spodziewasz (…) – lądujesz w nowym miejscu, w towarzystwie nowych ludzi i uczysz się nowych rzeczy”, tak zaczyna się „Kawiarnia na końcu świata”, która może zainspirować czytelników do zmiany podejścia do życia.

więcej »

Polecamy

Uwięzieni w słowach

Na rubieżach rzeczywistości:

Uwięzieni w słowach
— Marcin Knyszyński

„Sen bowiem jest istnością też…”
— Marcin Knyszyński

Imperium wcale się nie rozpadło
— Marcin Knyszyński

Lęk i odraza w Kalifornii
— Marcin Knyszyński

Las oblany słonecznym blaskiem
— Marcin Knyszyński

Dick jak Dickens
— Marcin Knyszyński

Kochać to nie znaczy zawsze to samo
— Marcin Knyszyński

Chorzy na życie
— Marcin Knyszyński

Dick w starym stylu
— Marcin Knyszyński

Faust musi przegrać
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.