Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Thomas Pynchon
‹Wada ukryta›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWada ukryta
Tytuł oryginalnyInherent Vice
Data wydania7 września 2011
Autor
PrzekładAndrzej Szulc
Wydawca Albatros
ISBN978-83-7659-380-7
Format464s.
Cena35,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup

W oparach nie tylko absurdu
[Thomas Pynchon „Wada ukryta” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Pod wieloma względami można by traktować “Wadę ukrytą” jako kryminał noir. Ale zabawa konwencją, jaką uprawia Thomas Pynchon, nie mówiąc już o głębszych kulturowych i politycznych podtekstach, czyni z tej książki pozycję wymykającą się jednoznacznej kategoryzacji.

Miłosz Cybowski

W oparach nie tylko absurdu
[Thomas Pynchon „Wada ukryta” - recenzja]

Pod wieloma względami można by traktować “Wadę ukrytą” jako kryminał noir. Ale zabawa konwencją, jaką uprawia Thomas Pynchon, nie mówiąc już o głębszych kulturowych i politycznych podtekstach, czyni z tej książki pozycję wymykającą się jednoznacznej kategoryzacji.

Thomas Pynchon
‹Wada ukryta›

WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWada ukryta
Tytuł oryginalnyInherent Vice
Data wydania7 września 2011
Autor
PrzekładAndrzej Szulc
Wydawca Albatros
ISBN978-83-7659-380-7
Format464s.
Cena35,—
WWW
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj / Kup
Wszystko zaczyna się od kobiety odwiedzającej samotnego prywatnego detektywa. Znamy to? Znamy. Tutaj rolę zupełnie nie-Chandlerowskiego bohatera pełni Larry „Doc” Sportello, hipis zamieszkujący przedmieścia Los Angeles. Gdyby tego było mało, damą w opałach jest jego eks, która uwikłała się w romans z Mickie Wolfmannem, jednym z czołowych potentatów nieruchomości w okolicy. Jak to zwykle bywa, proste zlecenie okazuje się o wiele bardziej złożoną intrygą. Mamy tutaj Bractwo Aryjskie, Czarne Pantery, FBI oraz tajemniczy kartel narkotykowy o nazwie Złoty Kieł –połapać się w tym wszystkim nie jest łatwo, nie powinno więc dziwić, że niestroniący od trawki Doc również ma kłopoty, by zrozumieć, o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.
Rozgrywająca się na początku lat 70. akcja powieści nie należy może do najprostszych. W końcu Doc obraca się praktycznie non stop w środowisku hipisów i jemu podobnych wolnych duchów, gdzie marihuana, amfetamina czy nawet heroina stanowią stałe elementy życia i dobrej zabawy. W połączeniu ze złożoną intrygą i kilkoma równocześnie prowadzonymi wątkami otrzymujemy historię tak przesyconą narkotykowymi oparami, że czasami przyjdzie nam (podobnie jak samemu bohaterowi) wątpić w realność tych wydarzeń. Szczególnie że, mimo pozornie całkiem poważnej tematyki, niektórym epizodom nie brak absurdalnego wydźwięku (chociażby nagły ratunek, który pozwolił Docowi uciec z łap FBI czy rozmowa z psychiatrą na temat swastyki wytatuowanej na czole jednego z „sanitariuszy”), a niewymuszony humor niejednokrotnie wywołuje uśmiech na twarzy (konfrontacja Wielkiej Stopy z adwokatem Doca czy dyskusja nad pizzą pełną rozmaitych składników).
Oczywiście jest też inny świat – w dużej mierze reprezentowany przez policyjnego detektywa Wielką Stopę Bjornsena. Świat pozbawionych poczucia humoru stróżów prawa, którzy żyją zgodnie z własnym, niepisanym kodeksem i traktują wszechobecnych hipisów jako podludzi. Paradoksalnie jednak to właśnie relacja głównego bohatera z podobnym jemu indywidualistą, jakim jest Bjornsen, stanowi tutaj jeden z elementów napędowych fabuły. Podczas gdy policjant niemal jawnie wykorzystuje Doca w swoim własnym dochodzeniu, nasz bohater jest w stanie czerpać ze znajomości z Wielką Stopą także niemałe korzyści (przynajmniej jeśli chodzi o prowadzone przez siebie sprawy). I to pomimo bycia głównym podejrzanym o zabójstwo jednego z ochroniarzy Wolfmanna.
Pod pozorem lekkiego, utrzymanego w oparach dobrej trawki kryminału przemyca Pynchon bardzo wiele poważnych kwestii. Dotyczą one zarówno bohaterów (Wielka Stopa, Wolfmann), ale także – czy raczej przede wszystkim – Ameryki tamtego okresu oraz tego, jak się ten kraj zmienił. Przemijanie i zmiana są zresztą widoczne od pierwszej sceny: Shasta odwiedzająca Doca, ubrana w sposób, w jaki wedle samej siebie sprzed lat nigdy miała się nie ubierać, zmieniona z biegającej w dole od bikini i koszulce dziewczyny w stateczną kochankę poważnego potentata nieruchomości. Przywodzi to na myśl cytat Johna Steinbecka z „Ulicy nadbrzeżnej. Cudownego czwartku”:
Wszyscy się zmieniamy, a zmiana przychodzi niczym lekki wietrzyk poruszający zasłonami o brzasku dnia, jak ulotny zapach polnych kwiatów ukrytych w trawie. Zdarza się, że niektórzy odczuwają wtedy lekki ból – myślą wtedy najczęściej, że złapali katar albo też czują lekką odrazę na myśl o tym, co wczoraj było jeszcze dla nich najukochańsze.
Właśnie takim poczuciem zmiany i zagubienia kończy się książka, gdy Doc wraz z Shastą jadą zalaną mgłą drogą gdzieś między Los Angeles a nadbrzeżem, nie wiedząc, czy trafią z powrotem do domu, ani czy świat, który znali, będzie taki sam, gdy mgła wreszcie się rozwieje. Bo choć tytułowa „inherent vice” stanowi termin marynistyczny, dotyczący niemożliwej do przewidzenia i wykrycia wady w wykonaniu okrętu (jak tłumaczy bohaterowi jego adwokat specjalizujący się w prawie morskim) i choć można ją powiązać z przewijającym się przez powieść tajemniczym szkunerem, to na głębszym poziomie dotyczy ona samej Ameryki. Zarówno władzy, jak i społeczeństwa.
• • •
„Wada ukryta” doczekała się ekranizacji, a za scenariusz (oparty na powieści, ale odpowiednio odchudzony i zmodyfikowany) odpowiadał sam Pynchon. W reżyserii Paula Andersona historia zachowuje swój na wpół hipisowski klimat podszyty klasyką filmów noir (choć większość akcji rozgrywa się w słoneczne, kalifornijskie dni, nie brakuje tu mroczniejszych scen, jak chociażby pełne dwuznaczności spotkanie na nadbrzeżu czy samotne noce spędzane przez Doca nad skręcaniem jointów).
W filmie znakomicie została oddana złożona relacja między Wielką Stopą (Josh Brolin) a Dokiem (Joaquin Phoenix). Sceny z ich udziałem prezentują się znakomicie – i to nie tylko w warstwie dialogowej. Kilkadziesiąt sekund, w trakcie których Wielka Stopa konsumuje oblanego czekoladą banana, a zdegustowany Doc tylko na niego patrzy, to prawdziwy majstersztyk. Podobnie zresztą jak kilka rozmów telefonicznych, które prowadzą ze sobą bohaterowie – Doc siedząc w swoim zagraconym mieszkaniu, Bjornsen popijając whisky czy jedząc obiad we własnym, podmiejskim domu, z kręcącą się gdzieś w tle żoną i synem. Świetnie prezentują się też kontakty między głównym bohaterem a jego byłą, czyli sprawczynią całego zamieszania Shastą. Ich spotkanie w pierwszej scenie filmu jest surrealistyczne i zostało oddane w taki sposób, że faktycznie można odnieść wrażenie, jakoby Doc miał halucynacje. Szczególnie w świetle tej Shasty, którą poznajemy (głównie w retrospekcjach) w dalszej części filmu.
Pomijając nieoczywistą fabułę, która wydestylowała z powieści najciekawsze i najważniejsze elementy (odpowiedzialny był za nią sam Pynchon), trzeba nadmienić, że historia przedstawiona w filmie została też świetnie poprowadzona. Wiele scen prezentuje się surrealistycznie, chociażby wizyta Doca i Denisa w domu wynajmowanym przez miejscowych muzyków, gdzie między hipisami przewijają się członkowie Bractwa Aryjskiego, czy cała scena rozmowy z siostrą Glena. Inne z kolei prowadzą do nieodłącznego wniosku, że to główny bohater jest najnormalniejszy ze wszystkich, rzekomo normalnych, postaci. Dziewczyna Doca, na co dzień zwyczajna i poukładana pani prawnik, wieczorami wcale nie stroni od bliższych kontaktów z takim hipisem jak on; nawiedzony psychiatra wygląda na kogoś, kto sam powinien być leczony w ośrodku, w którym pracuje; entuzjastyczny, niestroniący od białego proszku dentysta to na pewno nie ktoś, komu można by zaufać; nawet sam Wielka Stopa skrywa tajemnicę, która okazuje się głównym elementem fabuły. Wszystko to sprawia, że ekranizacja „Wady ukrytej” jest jednym z tych filmów, który z przyjemnością można oglądać wielokrotnie, doszukując się rozmaitych smaczków w kolejnych scenach.
koniec
30 maja 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Konflikt robotniczo-chłopski
Sebastian Chosiński

24 IX 2021

Nie pisał kryminałów, choć niekiedy w swej prozie i reportażach zajmował się ciemnymi sprawkami bliźnich. Jedyną jego książką, jaka bez naginania rzeczywistości pasuje do tej rubryki, jest (mikro)powieść „Dźwig”, której głównym bohaterem Bohdan Drozdowski uczynił dociekliwego kapitana Milicji Obywatelskiej, próbującego znaleźć odpowiedź na pytanie, kto pobił – niemal na śmierć – suwnicowego z fabryki w prowincjonalnym mieście.

więcej »

Pozostają tylko wspomnienia
Joanna Kapica-Curzytek

23 IX 2021

Jak czyta się „Smażone zielone pomidory” trzydzieści cztery lata po premierze? Nadal znakomicie, a tęsknota do świata, którego już nie ma, z upływem czasu wydaje się jeszcze większa.

więcej »

Mała Esensja: Natura, nasz język i krzywdzące stereotypy
Joanna Kapica-Curzytek

22 IX 2021

„Plotki o zwierzętach” wspaniale tłumaczą młodszym czytelnikom reguły świata przyrody, dementując przy okazji prawdziwość wielu utartych powiedzonek o zwierzętach.

więcej »

Polecamy

Człowiek jako bariera ostateczna

Stulecie Stanisława Lema:

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

California Dreamin’
— Jędrzej Burszta

Tegoż autora

Postapokaliptyczna klasyka
— Miłosz Cybowski

Wiele stron o zemście i zabijaniu
— Miłosz Cybowski

Ostatni bastion ludzkości
— Miłosz Cybowski

Jeszcze nowsza teoria wszystkiego
— Miłosz Cybowski

Anty-Catan
— Miłosz Cybowski

Świat pozbawiony sprawiedliwości i znaczenia
— Miłosz Cybowski

Komendant i Marszałek
— Miłosz Cybowski

Kamienie nie krwawią
— Miłosz Cybowski

Poeta poszukujący
— Miłosz Cybowski

Nie zachwyca
— Miłosz Cybowski

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.