Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 września 2021
w Esensji w Esensjopedii

Andrzej K. Bogusławski
‹Świetliste ostrze›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwietliste ostrze
Data wydania1977
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format238s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Milicjant, który ukradł zbrodnię
[Andrzej K. Bogusławski „Świetliste ostrze” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
O ile stwierdzenie, że to „autor jednej książki” byłoby dla Andrzeja K.(rzysztofa) Bogusławskiego krzywdzące i niesprawiedliwe, o tyle wersja lekko zmodyfikowana, czyli „autor jednej rozpoznawalnej książki”, odpowiadałaby prawdzie. Ta powieść, która dotarła do świadomości szerszego grona czytelników, to wydane w serii „Klub Srebrnego Klucza” – „Świetliste ostrze”. Unieśmiertelnione jako jeden z odcinków serialu „07 zgłoś się” („Rozkład jazdy”).

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Milicjant, który ukradł zbrodnię
[Andrzej K. Bogusławski „Świetliste ostrze” - recenzja]

O ile stwierdzenie, że to „autor jednej książki” byłoby dla Andrzeja K.(rzysztofa) Bogusławskiego krzywdzące i niesprawiedliwe, o tyle wersja lekko zmodyfikowana, czyli „autor jednej rozpoznawalnej książki”, odpowiadałaby prawdzie. Ta powieść, która dotarła do świadomości szerszego grona czytelników, to wydane w serii „Klub Srebrnego Klucza” – „Świetliste ostrze”. Unieśmiertelnione jako jeden z odcinków serialu „07 zgłoś się” („Rozkład jazdy”).

Andrzej K. Bogusławski
‹Świetliste ostrze›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułŚwietliste ostrze
Data wydania1977
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format238s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Nie będę ściemniał: o autorze tego milicyjnego kryminału nie wiem praktycznie nic. Ani kiedy – tym bardziej gdzie – się urodził. Ani kiedy zmarł. Choć przecież, jeżeli odziedziczył dobre geny, może jeszcze – jako wiekowy emeryt – żyć. Jeśli ktoś z czytających te słowa będzie w stanie rozproszyć nieco mgłę wokół Andrzeja K. (to inicjał od imienia Krzysztof) Bogusławskiego – będę mu niewymownie wdzięczny. Jako twórca „powieści milicyjnych” zadebiutował prawdopodobnie w połowie lat 70. ubiegłego wieku, publikując w niezwykle popularnej serii „Ewa wzywa 07…” historię zatytułowaną „Sprawa, której nie było” (1975). Dwa lata później wydał dwie książki: w Wydawnictwie Obrony Narodowej „Zemstę wampira” oraz w Iskrach wspomniane „Świetliste ostrze”. Do nurtu sensacyjno-kryminalnego należał jeszcze MON-owski „Czerwony alarm” (1980), natomiast poza nim powstały ambitne „Brakujące ogniwo” (1984), będące rozpiętą pomiędzy XVII a XXI wiekiem opowieścią o Polsce i polskości, oraz młodzieżowo-przygodowy „Tajemny Wąwóz Gorgoroth” (1990). Czy Bogusławski publikował jeszcze po politycznym przełomie, czy też jak wielu podobnych mu twórców poległ w potyczce z nowym ustrojem – nie wiem.
Nie ulega jednak wątpliwości, że „Świetliste ostrze” to jego największe osiągnięcie, przynajmniej jeśli chodzi o popularność i rozpoznawalność. To nieczęsto się wówczas zdarzało, ale praktycznie niemal od razu po wydaniu powieść doczekała się aż dwóch adaptacji. Najpierw – pod tytułem „Anna” – jako telewizyjne przedstawienie teatralne w reżyserii Krzysztofa Wierzbiańskiego (jego premiera miała miejsce w czwartkowy wieczór 27 października 1977 roku), a rok później jako dziewiąty odcinek serialu „07 zgłoś się”. W tym drugim przypadku również nie zachowano oryginalnego tytułu, zmieniając go na „Rozkład jazdy”. Co interesujące, był to jeden z dwóch epizodów kryminalnych perypetii porucznika Sławomira Borewicza, którego nie wyreżyserował Krzysztof Szmagier, lecz Andrzej J. Piotrowski (scenariusz napisał natomiast Andrzej Kamiński). W obu adaptacjach pojawili się inni aktorzy. O ile jednak pierwsza nawiązywała dość wiernie, choć w okrojonej formie, do powieści, w drugiej poczyniono istotne zmiany, aby dopasować fabułę do wymogów serialu.
Tym samym zniknął jeden z najważniejszych bohaterów książki, major Henryk Zglinicki, który musiał zrobić miejsce dla porucznika Borewicza; drugi z istotnych dla śledztwa oficerów Milicji Obywatelskiej, porucznik Zdzisław Uriasz, w serialu został zredukowany do roli czysto epizodycznej (na dodatek zostaje przez swego przełożonego tak przedstawiony Borewiczowi, że trudno zrozumieć nazwisko i łatwo je „przeoczyć”). Dobrze chociaż, że pozostałe dramatis personae pozostały na ekranie niezmienione. Przy okazji dokonano także pewnych cięć fabularnych, upraszczając całą intrygę, co akurat wyszło „Rozkładowi jazdy” na dobre. Ale wróćmy do powieści. Fakt, że ukazała się ona w poczytnej serii Iskier (chodzi o „Klub Srebrnego Klucza”) w nakładzie stutysięcznym był w dużym stopniu gwarancją sukcesu. Chociaż nie można odbierać też zasług samemu pisarzowi, który wymyślił skomplikowaną i atrakcyjną fabułę.
We wstępie, całkowicie pominiętym przez filmowców, obserwujemy zaskakującą scenę. Do maszerującego polną drogą wzdłuż lasu kaprala MO Antoniego Wilczyńskiego podjeżdża na starym, rozklekotanym rowerze nieznajomy mężczyzna (na pewno nie z okolicy); zatrzymuje się kilkanaście kroków od funkcjonariusza, wyjmuje z kieszeni nóż i rzuca, trafiając w samo serce. A potem zabiera mu broń osobistą i ucieka. Przypadkowym świadkiem tego zdarzenia jest młoda kobieta, która chwilę wcześniej weszła do lasu i stamtąd widziała to niecodzienne morderstwo. Ku jej, jak się potem okazuje, nieszczęściu sprawca również zdawał sobie sprawę z obecności dziewczyny, ale wolał nie ryzykować rozprawy z nią na miejscu. Mógłby stracić cenny czas i w efekcie wpaść w ręce milicjantów. Poza pechowym kapralem nie poznajemy personaliów pozostałych osób, choć oczywiście w kolejnych rozdziałach ta tajemnica zostaje wyjawiona. Akcja właściwej części książki rozgrywa się dwa lata po wydarzeniach opisanych w introdukcji. I również zaczyna się z „górnego C”.
W lipcową noc milicja w powiatowym miasteczku wszczyna pościg za niejakim Julianem Dworczykiem. Musi być podejrzany o coś wyjątkowego, ponieważ odpowiedni komunikat pojawia się nawet w radiu. Znający dobrze Dworczyka (byli kiedyś szkolnymi kolegami) porucznik Uriasz przekonuje swego przełożonego, komendanta posterunku, że Dworczyk, jak mu się to już wcześniej zdarzało, na pewno będzie chciał schronić się, a przynajmniej chwilę odsapnąć, w domu matki. I tak właśnie się dzieje. Kiedy jednak milicja próbuje go tam dopaść, ucieka ponownie; z pobliskiej stacji benzynowej kradnie zagraniczny samochód (kabriolet – to ważne) i próbuje nim ujść pogoni. W beznadziejnej sytuacji na moście skręca wozem do rzeki. Uriasz jest przekonany, że to musiało się zakończyć śmiercią Juliana – problem tylko w tym, że nie można znaleźć ciała mężczyzny. A jeżeli dodamy dwa do dwóch, czyli weźmiemy pod uwagę fakt, że służył on w wojsku w tak zwanych „czerwonych beretach” (co oznacza, że potrafi doskonale pływać), brak zwłok sprawia, że nie ma najmniejszych podstaw do odwołania poszukiwań.
A co takiego przeskrobał? Jest podejrzany o zamordowanie w hotelowym pokoju dwudziestodwuletniej Barbary Dreckiej, wokalistki występującego na wieczorno-nocnej potańcówce zespołu Rodzina Proroka (cóż za psychodeliczna nazwa! w serialu zmieniono ją na Fantom). Przed laty Baśka i Julian byli parą; jemu do tej pory wydawało się, że są, ona jednak nie chciała mieć z nim – chuliganem i kombinatorem – nic do czynienia. Odżegnywała się od tej znajomości, on jej się natomiast odgrażał. Kiedy hotelowa obsługa zobaczyła go pochylonego nad trupem dziewczyny z nożem w ręku, nie miała wątpliwości, że to on zabił. Wszystkie elementy układanki doskonale do siebie pasują i w winę Dworczyka wierzy również Uriasz. Dopiero przybyły z Komendy Głównej w Warszawie, doświadczony (na krótko przed emeryturą) major Henryk Zglinicki, zaczyna wskazywać istotne luki w takim rozumowaniu. Najdziwniejsza wydaje się rozmowa telefoniczna z miejscową komendą MO, w czasie której Julian miał powiedzieć dyżurnemu: „Zabiłem ją, zabiłem”.
Skoro się przyznał, po co uciekał? Skoro planował ucieczkę, po co dzwonił? Musiał sobie przecież zdawać sprawę z tego, że powiadomienie MO utrudni mu spokojne oddalenie się z miejsca zbrodni… To właśnie nie daje spokoju majorowi Zglinickiemu, który jest przekonany, że rozwiązania zagadki należy szukać nie tyle w przeszłości Dworczyka, co Dreckiej. To w końcu ona zginęła. A więc naraziła się komuś. Była dla tego kogoś na tyle poważnym zagrożeniem, że postanowił się jej pozbyć. Prowadzone wielotorowo dochodzenie powoli doprowadza milicjantów do „kłębka”, odkrywając kolejne warstwy dramatu. Wątek Dreckiej w „Rozkładzie jazdy” został mocno zmieniony – na niekorzyść dla bohaterki. Można to jednak zrozumieć (i poniekąd usprawiedliwić), ponieważ literalne przeniesienie na ekran jej udziału w całej sprawie znacząco skomplikowałoby intrygę.
„Świetliste ostrze” to dramat czterech osób: oskarżonego o zamordowanie Barbary Juliana Dworczyka (który nawet staje przed sądem), osobiście zainteresowanego w rozwiązaniu zagadki porucznika Uriasza, pragnącego w swoim ostatnim śledztwie doprowadzić za kratki prawdziwego mordercę majora Zglinickiego oraz… zabójcy, którego postępowanie z czasem, gdy poznajemy jego historię, wzbudza – co w peerelowskim kryminale należało do absolutnej rzadkości – coraz większe zrozumienie wśród czytelników. Powieść Andrzeja K. Bogusławskiego jest więc dziełem, jak na swoje czasy, bardzo nietypowym. Nie mamy w niej bowiem do czynienia z prostym podziałem na Dobro i Zło, motywacje bohaterów są dużo bardziej zagmatwane. Co ważne, udało się to również przenieść na ekran. I pewnie dlatego „Rozkład jazdy” to – obok „Brudnej sprawy” i „Ściganego przez samego siebie” – najlepszy epizod opowieści o poruczniku Borewiczu, który „ukradł” tę sprawę majorowi Zglinickiemu.
koniec
11 czerwca 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

PRL w kryminale: Konflikt robotniczo-chłopski
Sebastian Chosiński

24 IX 2021

Nie pisał kryminałów, choć niekiedy w swej prozie i reportażach zajmował się ciemnymi sprawkami bliźnich. Jedyną jego książką, jaka bez naginania rzeczywistości pasuje do tej rubryki, jest (mikro)powieść „Dźwig”, której głównym bohaterem Bohdan Drozdowski uczynił dociekliwego kapitana Milicji Obywatelskiej, próbującego znaleźć odpowiedź na pytanie, kto pobił – niemal na śmierć – suwnicowego z fabryki w prowincjonalnym mieście.

więcej »

Pozostają tylko wspomnienia
Joanna Kapica-Curzytek

23 IX 2021

Jak czyta się „Smażone zielone pomidory” trzydzieści cztery lata po premierze? Nadal znakomicie, a tęsknota do świata, którego już nie ma, z upływem czasu wydaje się jeszcze większa.

więcej »

Mała Esensja: Natura, nasz język i krzywdzące stereotypy
Joanna Kapica-Curzytek

22 IX 2021

„Plotki o zwierzętach” wspaniale tłumaczą młodszym czytelnikom reguły świata przyrody, dementując przy okazji prawdziwość wielu utartych powiedzonek o zwierzętach.

więcej »

Polecamy

Człowiek jako bariera ostateczna

Stulecie Stanisława Lema:

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.