Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 30 lipca 2021
w Esensji w Esensjopedii

Feliks W. Kres
‹Północna granica›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPółnocna granica
Data wydania19 marca 2021
Autor
IlustracjePrzemysław Truściński
Wydawca Fabryka Słów
CyklKsięga Całości
ISBN978-83-7964-652-4
FormatePub, Mobipocket
Cena33,68
Gatunekfantastyka
Zobacz czytniki w
Skąpiec.pl
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup

Pod niebem Szereru
[Feliks W. Kres „Północna granica” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Kolejne wydanie „Północnej granicy” Feliksa W. Kresa to dobra okazja, by nadrobić zaległości czytelnicze.

Beatrycze Nowicka

Pod niebem Szereru
[Feliks W. Kres „Północna granica” - recenzja]

Kolejne wydanie „Północnej granicy” Feliksa W. Kresa to dobra okazja, by nadrobić zaległości czytelnicze.

Feliks W. Kres
‹Północna granica›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułPółnocna granica
Data wydania19 marca 2021
Autor
IlustracjePrzemysław Truściński
Wydawca Fabryka Słów
CyklKsięga Całości
ISBN978-83-7964-652-4
FormatePub, Mobipocket
Cena33,68
Gatunekfantastyka
Zobacz czytniki w
Skąpiec.pl
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Wyszukaj wAmazon.co.uk
Wyszukaj / Kup
Choć „Piekło i szpadę” uważam za jeden z najlepszych znanych mi zbiorów opowiadań fantasy i mile wspominam felietony Feliksa W. Kresa ukazujące się swego czasu na łamach Science Fiction, „Księga całości” aż do teraz pozostawała na mojej liście lektur zaległych. Swego czasu zniechęciły mnie do niej opinie, że cykl jest ponury, oraz wiadomość o jego nieukończeniu. Opowiadanie ze świata Szereru, o jakże znamiennym tytule „Gówno”, kończyłam z myślą, że wpół obłąkana przywódczyni piratów Riolata Ridareta nie jest postacią, z którą znajomość chciałabym kontynuować. Jednakże niedawne wznowienie cyklu (zgodnie z zapowiedzią ukazać się mają także kolejne, nowe tomy) skłoniło mnie do sięgnięcia po „Północną granicę”.
Rzeczywiście nie jest to książka, którą można by czytać ku pokrzepieniu serc, ale – po ostatnio czytanych kilku heroic fantasy sprawiających wrażenie pisanych z myślą o nastolatkach i to tych młodszych, powieść Kresa stanowiła miłą odmianę. Zabawne, że opublikowana ponad ćwierć wieku temu „Północna granica” sprawia wrażenie „świeższej” niż wiele modnych tytułów z ostatnich lat. Głównie dlatego, że nie ma tutaj najbardziej sztampowych rozwiązań i standardowego dualizmu. Owszem, jest tytułowa granica, przez ludzi postrzegana jako miejsce oddzielające ich od terenów opanowanych przez wrogą moc. Tyle że nie ma tu żadnej moralnej racji stojącej pewnie po którejś ze stron, tylko konflikt dwóch sił, przekładający się na konflikt rozumnych ras przez nie stworzonych. Szerń i Aler nie są dobre, czy złe, są bardziej jak siły przyrody. Narrator opisuje poczynania ludzi i kotów, a więc istot podległych Szerni, jednak nie trzeba wielkiego wysiłku, by zacząć wyobrażać sobie tę opowieść z perspektywy Alerów (zabawne, że jeśli przyjąć ich wersję za prawdziwą, to właśnie ich przedsięwzięcie bardziej „pasuje” do typowej fantasy).
W warstwie koncepcyjnej jest to zaleta, choć ma ona swoją cenę. Trudno mianowicie naprawdę kibicować bohaterom, których obserwuje się np. podczas torturowania pojmanej Alerskiej kobiety. Czytelnik dowiaduje się też, że ludzie nie biorą jeńców, choć ich przeciwnicy zwykle nie wyrzynają całych wiosek w pień (inna sprawa, że gdyby to robili, nie mieliby kogo rabować). W gruncie rzeczy zasady są proste i realistyczne – my albo oni. Kres wydaje się nie mieć żadnych złudzeń odnośnie natury ludzkiej. W tym świecie w cenie są bezwzględność i siła. Nie jest tak, że na kartach „Północnej granicy” nie ma żadnych heroicznych czynów, ale ewentualne poświęcenie, czy dobre uczynki dotyczą „naszych”.
Gdy wielu autorów wielotomowych cykli nie szczędzi informacji na temat „mechaniki świata”, Kres nie zdradza wiele. Czytelnik nie doczeka się żadnego Gandalfa przybywającego, by oznajmić zasady gry, a perspektywa zostaje zawężona do opisu zmagań wybranych żołnierzy broniących tytułowej granicy. Dysponując jedynie strzępkami informacji, zostają oni zmuszeni do podjęcia ważnych decyzji, być może istotnych dla losów świata… ale wcale tak być nie musi. Odkładając książkę, czytelnik nie wie wiele więcej na temat sił rządzących tym uniwersum niż po przeczytaniu prologu.
Nie znaczy to, że sam świat jest ledwie zarysowany – widać, że autor przemyślał sobie rozmaite kwestie, choćby zamieszkujących Szerer narodów i ich zwyczajów. Zwracają uwagę rozmaite drobiazgi, jak np. żołnierski rytuał, albo wzmianka o Armektańskich… podłogach. Bohaterowie zostali naszkicowani grubą kreską, jednak najważniejsi z nich są odpowiednio wyraziści. Moją uwagę zwróciła zwłaszcza dowodząca jazdą Tereza, która na swoje sukcesy ciężko zapracowała. Nie znając się na strategii i taktyce, nie mogę ocenić sensowności opisów bitew – dla laika w każdym razie prezentują się one dobrze.
Z felietonów zapamiętałam autora „Księgi całości” jako zadeklarowanego przeciwnika obsadzania powieści fantasy „recyklizowanymi” krasnoludami i elfami. I rzeczywiście, na potrzeby swojego cyklu Kres wymyślił swoje rasy – na kartach „Północnej granicy” pojawiają się rozumne koty, a także Złoci oraz Srebrni Alerowie. Mam z nimi tylko jeden problem, wynikający z raczej skąpych opisów. Pobratymcy Legolasa i Gimlego zagościli na stałe w fantasy zarówno dzięki swojemu mitologicznemu pochodzeniu (dzięki niemu nie wydawali się czytelnikowi całkiem „obcy”) ale – bardziej nawet – dzięki dokładnemu przedstawieniu ich wyglądu i kultury. Tolkien umiał sprawić, że jego wizja „zakorzeniła się” w masowej wyobraźni. Alerom (przynajmniej na razie) brakuje wyrazistości. Prolog-list jest bardzo ciekawy i zaostrza czytelniczy apetyt. Czyta się więc i czeka, aż wreszcie Alerowie się pokażą, zastanawiając się, czy są człekokształtni, insektoidalni, czy może jeszcze inni. Gdy jednak natyka się na nich ludzki oddział, Kres najpierw relacjonuje bitwę z wrogiem, którego nie można sobie wyobrazić (pojawiają się jedynie wzmianki na temat broni i informacja o dosiadaniu wierzchowców), a dopiero po niej narrator „przygląda się” jednemu z zabitych obcych. Nawet wtedy zresztą np. wiadomość, że mimika Alerów drastycznie różni się od ludzkiej, co wywołuje dojmujące wrażenie obcości, wiele tak naprawdę nie wyjawia. Czytelnikom nie starającym się wyobrażać sobie opisywanych miejsc, osób i wydarzeń, to może aż tak nie przeszkodzi. Mnie natomiast drażnił np. brak informacji, czy kot-zwiadowca Dorlot był rozmiaru zwykłego mruczka, czy jednak nieco większy i jakiego koloru miał futro. Dobrze, że przynajmniej jeśli chodzi o „portret psychologiczny” koty prezentują się przekonująco.
Zastrzeżenia mam także do konstrukcji powieści – pierwsza jej część przedstawia głównie serię krótkich potyczek między żołnierzami jednej ze stanic a Alerami. Atmosfera się zagęszcza, zagrożenie rośnie, postaci giną… po czym następuje co najmniej kilkumiesięczny przeskok czasowy. Odwiedzając bohaterów ponownie, czytelnik dowiaduje się o walnej bitwie stoczonej „poza kadrem”, snach nawiedzających niektóre z postaci, czy politycznej intrydze. Druga część książki stanowi jakby kolejne rozdanie, pionki startują z innej pozycji, a wydarzenia mają o wiele większą skalę, lecz wciąż są tylko jednym z epizodów w kronikach Szereru. Być może to wynik procesu powstania powieści, opartej na wcześniejszym tekście, niemniej szkoda, że wątki nie zostały poprowadzone w sposób bardziej ustrukturyzowany i rozplanowany.
Z wyżej wspomnianych względów „Północna Granica” stanowiła dla mnie bardziej rozbieg, wprowadzenie do świata, który zaintrygował mnie na tyle, bym sięgnęła po tom kolejny.
PS. Nie jest tak, że Kres od opisów całkiem stroni – jeden z nich zwłaszcza mnie urzekł: „Izba bez żadnych wątpliwości należała do samotnego mężczyzny (…) panował w niej bowiem swoisty ład, jakiego nie ścierpi żadna kobieta. Każda rzecz znajdowała się nie tam, gdzie „wypadało”, ale tam, gdzie po prostu była pod ręką.” Celne.
koniec
22 czerwca 2021

Komentarze

22 VI 2021   14:04:13

>Kres wymyślił swoje rasy<

Serce mnie rozbolało :D Biochemik z zacięciem humanistycznym. I "rasa" tam gdzie powinien być "gatunek"...

22 VI 2021   14:49:56

W żargonie fantastów tak się przyjęło i już... Podobnie terminu "rasa" używa się w odniesieniu do SF i różnych gatunków kosmitów. Wszyscy doskonale to wiemy, ale lubimy się przekomarzać.

Zresztą jeśli weźmiemy Tolkiena, to u niego termin rasa mógłby być adekwatny: hobbici są blisko spokrewnieni z ludźmi, mamy płodne i potomstwo ludzi oraz elfów, orkowie są "zmutowanymi" elfami itd. Tymczasem u Kresa rzeczywiście chodzi o gatunki...

Z "gatunkiem" tez jest kłopot, bo jak kiedyś zauważył Jacek Dukaj, w przypadku fantastyki terminu "gatunek" używa się w stosunku do fantasy, horroru czy SF, a przecież powinno się mówić konwencja. :-)

22 VI 2021   14:59:33

>Tolkien umiał sprawić, że jego wizja „zakorzeniła się” w masowej wyobraźni.

To prawda... Można powiedzieć, że Tolkien przywrócił elfom i krasnoludom należne miejsce w wyobraźni. W jego czasach elfy kojarzyły się już ze skrzydlatymi duszkami (zawinił tu bardzo Papcio Szekspir i jego "Sen nocy letniej"), nad czym J.R.R. bardzo bolał.

A w mitologii nordyckiej elfy były "rasą" pomniejszych bogów, z kolei karły (krasnoludy) zręcznymi, przebiegłymi istotami dalekimi od krasnoludków z "Sierotki Marysi". Tolkien w pewnym sensie odesłał baśniowe ludziki do mitycznych korzeni i przywrócił im dawny majestat.

22 VI 2021   15:18:11

A do mnie to przemówiło. Aler jako coś tak obcego, że całkowicie nieprzetłumaczalnego, i wywodzące się z niego stworzenia- niepoddające się żadnemu opisowi, a przy tym bardzo (na pozór) podobne do tych spłodzonych przez Szerń.

22 VI 2021   16:20:35

"rasa" w znaczeniu potoczno-RPGowym, nie biologicznym, ot, nawyk z czasów, gdy tworząc postać wybierało się rasę właśnie.

Z tym Alerem to jakoś ja tej obcości tak nie czułam, w sensie, że Szerń i Aler to dwie osobne moce, o różnym pochodzeniu ale chyba podobnych właściwościach. Tak samo istoty przez nie stworzone. Srebrni mają swoją kulturę, swoje wioski, swoich wodzów, broń, zbroje, zdobnictwo. W gruncie rzeczy chcą tego samego co ludzie - żyć i prosperować (że często kosztem sąsiadów, cóż, ludzie też tak mają). Poza tym są jak rozumiem dwuręczni, dwunożni, mają twarz z dwojgiem oczu, ustami i chyba nosem też (tu już nie pamiętam, musiałabym zajrzeć), tylko jak rozumiem inny kolor skóry i inaczej ułożone stawy.
Taka np. owadziokształtność, czy "ośmiornicokształtność" na wstępie dodałaby więcej do wrażenia obcości (oglądałam sobie ostatnio filmiki z ośmirnicami w akwarium rozwiązującymi zagadki i ich sposób poruszania się obserwatorowi nieprzyzwyczajonemu wydaje się dziwny.

Choć słyszałam, że we wczesnych wersjach Alerowie byli bardziej niezrozumiali, a potem Kres to przerabiał i w efekcie "zbliżył" ich do ludzi.

23 VI 2021   03:07:27

Kiedy to czytałem (czyli pierwsze albo drugie wydanie), obszary zajęte przez Aler były przedstawiane jako przestrzeń, gdzie normalny (w sensie Szerni) człowiek nie potrafi dłużej przebywać, a z ich mieszkańcami, pomimo podobnej cywilizacji, praktycznie nie sposób się porozumieć.

23 VI 2021   16:05:32

Przerabianie przez Kresa swoich powieści to dość znany (ale może dziś zapomniany) fakt, nie zdziwiłbym się, gdyby w tej wersji Aler był faktycznie bardziej ludzki. Ale faktem jest, że w jednym z poprzednich wydań ich obcość była bardzo wyraźna, podobnie jak konflikt między Szernią a Alerem.

25 VI 2021   12:17:30

Tak, to zostało - że ludzie nie mogą tam przebywać, wystarczy, że się zbliżą a popadają w depresję i nie tylko, a ludzie się z nimi nie porozumiewają, choć też nikt do tej pory nie chciał z żadnej strony. Jest też trochę opisów tamtejszej flory i fauny.
Tym niemniej ze snów Rawata czytelnik dowiaduje się, że oni mają swoje wioski, swój język, którego można się nauczyć.

W każdym razie mnie ta obcość aż taka uderzająca się nie wydała. Może to być też subiektywny odbiór.

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Cudzego nie znacie: Sukces nie jest grą przypadku
Joanna Kapica-Curzytek

29 VII 2021

Marcus Rashford, reprezentant Anglii w piłce nożnej, napisał świetny inspirujący przewodnik dla nastolatków o tym, jak zapracować na sukces. „You Are a Champion” jest nie tylko dla tych, którzy marzą o karierze piłkarskiej, ale dla wszystkich, którzy chcieliby znaleźć sobie miejsce w życiu.

więcej »

Jak to u nas w wiosce było…
Beatrycze Nowicka

28 VII 2021

„Wezwijcie moje dzieci”, zamykające trylogię Marty Krajewskiej o Wilczej Dolinie, to książka głównie dla najwierniejszych fanów cyklu.

więcej »

W roli głównej układ okresowy
Marcin Mroziuk

27 VII 2021

W „Jest chemia!” znajdziemy mnóstwo informacji, które mogą się przydać młodym czytelnikom na lekcjach tytułowego przedmiotu. Najważniejsze jest jednak to, że Mike Barfield potrafi pisać znacznie ciekawiej niż autorzy podręczników szkolnych.

więcej »

Polecamy

„Wolność”

W podziemnym kręgu:

„Wolność”
— Marcin Knyszyński

Niektórzy po prostu chcą patrzeć, jak świat płonie
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Inne recenzje

Ciemno, chłodno i do domu daleko
— Miłosz Cybowski

Na granicy dobrego i złego
— Jakub Gałka

Reportaż fantasy
— Grzegorz Wiśniewski

Tegoż twórcy

Esensja czyta: Sierpień 2014
— Miłosz Cybowski, Konrad Wągrowski, Joanna Kapica-Curzytek, Jacek Jaciubek, Daniel Markiewicz

Historia z dawna zapowiadana
— Jakub Gałka

Biegający po górach babochłop
— Miłosz Cybowski

Morskie opowieści o ciekawszej treści
— Miłosz Cybowski

Baba-herod, czyli jeszcze raz to samo proszę
— Jakub Gałka

Piraci na stałym lądzie
— Jakub Gałka

Ciemno, chłodno i do domu daleko
— Miłosz Cybowski

Na granicy dobrego i złego
— Jakub Gałka

Gdzie kobiety są dupiate
— Wojciech Gołąbowski

Żywe trupy na „Zgniłym trupie”
— Wojciech Gołąbowski

Tegoż autora

Jak to u nas w wiosce było…
— Beatrycze Nowicka

Razem na złe i na jeszcze gorsze
— Beatrycze Nowicka

Sentymenty
— Beatrycze Nowicka

Bajka o księżniczce i łotrzyku
— Beatrycze Nowicka

Z wizytą w mieście dżinnów
— Beatrycze Nowicka

Przekraczając granice lecz nie limit znaków
— Beatrycze Nowicka

Śląskie śledztwa i nie tylko
— Beatrycze Nowicka

Pokaz slajdów
— Beatrycze Nowicka

Sałatka grecka (zawiera GMO)
— Beatrycze Nowicka

Mnich i rycerze na tropie zbrodni
— Beatrycze Nowicka

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.