Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 17 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Kazimierz Sławiński
‹Zbrodnia rodzi zbrodnię›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbrodnia rodzi zbrodnię
Data wydania1974
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Format40s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Kto ukradł whisky?
[Kazimierz Sławiński „Zbrodnia rodzi zbrodnię” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Choć chyba wszyscy dorośli Polacy znają kultową komedię wojenną „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, to chyba niewielu wie, na podstawie czyjej powieści powstała. Cóż, dzisiaj już postać Kazimierza Sławińskiego jest niemal całkowicie zapomniana. Także wśród wielbicieli „powieści milicyjnych”, którym „podarował” dwa dziełka wydane w serii „Ewa wzywa 07…”.

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Kto ukradł whisky?
[Kazimierz Sławiński „Zbrodnia rodzi zbrodnię” - recenzja]

Choć chyba wszyscy dorośli Polacy znają kultową komedię wojenną „Jak rozpętałem drugą wojnę światową”, to chyba niewielu wie, na podstawie czyjej powieści powstała. Cóż, dzisiaj już postać Kazimierza Sławińskiego jest niemal całkowicie zapomniana. Także wśród wielbicieli „powieści milicyjnych”, którym „podarował” dwa dziełka wydane w serii „Ewa wzywa 07…”.

Kazimierz Sławiński
‹Zbrodnia rodzi zbrodnię›

EKSTRAKT:60%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułZbrodnia rodzi zbrodnię
Data wydania1974
Autor
Wydawca Iskry
SeriaEwa wzywa 07…
Format40s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
Opublikowane w 1967 roku „Przygody kanoniera Dolasa” to bezsprzecznie najsłynniejsza powieść Kazimierza Sławińskiego (1914-1985), która do tego stopnia spodobała się reżyserowi Tadeuszowi Chmielewskiemu, że przeniósł ją na ekran w postaci trzyczęściowego miniserialu. Któż z dorosłych Polaków, urodzonych jeszcze w czasach Polski Ludowej, nie zna kultowego „Jak rozpętałem drugą wojnę światową” (z brawurową rolą Mariana Kociniaka)? A co autor książki porabiał wcześniej? Urodził się w Kijowie; jego rodzina przeniosła się do Polski – i osiadła w Toruniu – dopiero w 1920 roku, gdy przyszły pisarz miał sześć lat. Po ukończeniu gimnazjum Sławiński rozpoczął służbę w wojsku – najpierw jako artylerzysta, a następnie lotnik (od 1937 roku). Wziął udział w kampanii wrześniowej, w czasie której dostał się do niewoli niemieckiej.
Kolejnych niemal sześć lat spędził w oflagach na terenie III Rzeszy; po wyzwoleniu zdecydował się na powrót do kraju i podjął pracę w Polskich Liniach Lotniczych LOT. Po jakimś czasie, dbając o nieustanny rozwój, podjął studia na Politechnice Warszawskiej, w efekcie czego został… inżynierem-architektem. Był aktywnym działaczem Związku Bojowników o Wolność i Demokrację (ZBoWiD), jako autor książek i broszur współpracował z Wojskowym Instytutem Historycznym. Ma na koncie dziesiątki publikacji, w dużej mierze dotyczących spraw lotnictwa, ale nie tylko (między innymi w poczytnej serii „Żółty Tygrys”). Co skłoniło go do tego, by zająć się kryminałem milicyjnym? I dlaczego pod własnym nazwiskiem (wielu czyniło to bowiem pod pseudonimami)? Można jedynie podejrzewać, że – po pierwsze – całkiem niezłe pieniądze, po drugie natomiast – ponieważ lubił widzieć swoje nazwisko w druku i, jak można sądzić, nie wstydził się tego, co wychodziło spod jego pióra.
Dla wydawnictwa Iskry z myślą o serii „Ewa wzywa 07…” napisał dwie mikropowieści: wydaną w 1974 roku (jubileuszowym, bo właśnie wtedy hucznie obchodzono trzydziestolecie Służby Bezpieczeństwa i Milicji Obywatelskiej) „Zbrodnia rodzi zbrodnię” oraz opublikowany rok później „Romański krzyż”. Nie są to wybitne dzieła, ale też nie takie słabe, by należało dzisiaj o nich całkowicie zapomnieć. Widać, że nawet chałturząc, Kazimierz Sławiński chciał trzymać przyzwoity poziom. Akcja pierwszej z książek rozgrywa się w fikcyjnym miasteczku Świerczewo u podnóża Karkonoszy. W 1945 roku przechodził tędy front. Walcząc z wycofującymi się Niemcami, ofiarę krwi złożyli żołnierze 2 Armii Wojska Polskiego pod dowództwem generała Karola Świerczewskiego. Po zakończeniu działań zbrojnych wielu z nich postanowiło osiedlić się w tym urokliwym miejscu i nadało mu nową nazwę, ku czci swego komendanta.
Jednym z mieszkańców Świerczewa jest pułkownik Maurycy Odrowąż. On akurat pod Świerczewskim nie walczył. W kampanii wrześniowej był kawalerzystą; po klęsce przedostał się przez Węgry i Jugosławię do Francji i walczył w Polskich Siłach Zbrojnych na Zachodzie. Jak na prawdziwego patriotę przystało, w 1945 roku wrócił do kraju, aby odbudowywać ojczyznę ze zniszczeń wojennych. Osiadł na Dolnym Śląsku (dla kogoś powracającego „stamtąd” było to na pewno bezpieczniejsze miejsce niż na przykład Polska centralna) i podjął pracę w Zakładach Wytwórczych Aparatury Przemysłu Spożywczego imienia Klementa Gottwalda w Świerczewie. Czas wolny poświęcał aktywności społecznej, spędzał go też na pisaniu książek o działaniach polskich żołnierzy na froncie zachodnim, udzielał się w ZBoWiD-zie, co rusz słał nowe publikacje do Wojskowego Instytutu Historycznego… Jak widać, Sławiński obdarzył pułkownika Odrowąża wieloma elementami własnej biografii. Choć zapewne nie życzył sobie takiego końca, jaki przeznaczył jemu.
Pewnego dnia bowiem do porucznika MO Stanisława Maksymiaka dzwoni Zofia Leśniakowa, gosposia emerytowanego oficera, by poinformować, że jej chlebodawca nie żyje. Gdy przyszła go pracy przed południem, znalazła jego ciało. Oględziny zwłok nie pozostawiają wątpliwości, że pułkownik został zamordowany – ktoś strzelił do niego dwukrotnie. Leśniakowa po raz ostatni widziała go całego i zdrowego, pochylonego nad maszyną do pisania, dzień wcześniej około dwudziestej. Zbrodniczy napad musiał mieć więc miejsce później, co oczywiście potwierdza patolog, podając jeszcze dokładniejszy czas śmierci Odrowąża – między dwudziestą pierwszą a dwudziestą drugą. Z gabinetu ofiary zginęły pieniądze (całkiem pokaźna kwota), złoty zegarek oraz – i to może zaskakiwać – dwie butelki angielskiej whisky, jaką Maurycemu regularnie przysyłał mieszkający na Wyspach brat Adam.
Kiedy ginie ktoś taki – cieszący się autorytetem społecznym, ale też zapewne znający wiele tajemnic z czasów wojny – od razu nasuwa się skojarzenie, że przyczyną zbrodni wcale nie był motyw rabunkowy. Zwłaszcza że w niektórych swoich publikacjach Odrowąż narażał się „londyniszczu” (to akurat określenie ukute nie przez Sławińskiego, lecz Stanisława Cata-Mackiewicza: dziennikarza, publicystę, który ku zaskoczeniu wielu emigrantów krótko po tym, jak przestał być premierem na uchodźstwie wrócił do ludowej Polski). Ba! na Zachodzie pisano o nim nawet jako o „moskiewskim pachołku”. Przełożony Maksymiaka, kapitan Miłosz, bierze więc także pod uwagę fakt, że może to być zemsta politycznych emigrantów. Trzeba przyznać, że w publikacji wydrukowanej w roku trzydziestolecia SB i MO takie rozwiązanie zagadki wcale nie brzmiałoby abstrakcyjnie. I chociaż autor aż tak daleko się nie posuwa, to jednak dokopuje „polskiemu Londynowi”.
W każdym razie kiedy machina milicyjna zostaje puszczona w ruch, pojawia się kilka ciekawych tropów. A gdy parę dni później pojawiają się kolejne zwłoki, Miłosz nie ma już wątpliwości, że to musi być sprawa sięgająca czasów wojny. Dlaczego? Ponieważ drugą ofiarą jest sadownik Wojciech Górniak, który w 1939 roku jako kawalerzysta w stopniu kaprala służył pod dowództwem Odrowąża i który kilka dni przed śmiercią pułkownika spotkał się z nim, po czym ruszył z jakąś misją do Wielkopolski. Śmierć spotkała go tuż po powrocie do domu, nieopodal stacji kolejowej. Otwarte pozostaje jedynie pytanie, jaką tajemnicę po latach odkrył emerytowany oficer i kogo ona dotyczyła? Sprawa musiała być nad wyraz poważna, skoro osoba obawiająca się dekonspiracji postanowiła zabić – i to dwóch ludzi.
Sławiński, mając spore doświadczenie literackie, sprawnie radzi sobie z fabułą „Zbrodni…”. Wymyślona przez niego intryga prezentuje się i atrakcyjnie, i wiarygodnie. W tamtych czasach, gdy pamięć o drugiej wojnie światowej wciąż była w społeczeństwie żywa, a wiele zagadek (mniej lub bardziej ponurych) ciągle czekało na rozwiązanie – pisarz mógł być pewien, że jego mikropowieść zostanie przyjęta z uznaniem (zarówno przez czytelników, jak i władze). Także dlatego, że dotykał w niej delikatnych kwestii relacji polsko-niemieckich na dawnym pograniczu (czyli w Wielkopolsce przed 1939 rokiem). A jeśli do tego dorzucimy jeszcze wątek szpiegowski, akurat wypadający trochę słabiej i nazbyt propagandowo – będziemy mieć pełen ogląd sytuacji. „Zbrodnia rodzi zbrodnię” nie jest oczywiście arcydziełem „powieści milicyjnej”, ale na tle dziesiątek innych – także z zeszytowej serii „Ewa wzywa 07…” – prezentuje się nad wyraz przyzwoicie.
koniec
2 lipca 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Człowiek
Joanna Kapica-Curzytek

17 X 2021

Czy wydarzenia rozgrywające się w XII wieku mogą obudzić zainteresowanie nas, współczesnych czytelników? Po lekturze „Czerwonych tarcz” nie brakuje refleksji dotyczących naszych czasów, a także mechanizmów władzy i politycznych układów.

więcej »

Mała Esensja: Gwiazdy i piwo
Marcin Mroziuk

16 X 2021

W „Wędrując po niebie z Janem Heweliuszem” Anna Czerwińska-Rydel nie tylko w przystępny sposób przybliża młodym czytelnikom postać gdańskiego uczonego, ale również pozwala im poznać podstawowe informacje z zakresu astronomii. Lekturę dzieciom uprzyjemniają też znakomite ilustracje Asi Gwis.

więcej »

PRL w kryminale: Skradziony samochód z niespodziewanym bagażem
Sebastian Chosiński

15 X 2021

Kradzieże samochodów stały się prawdziwą plagą w Polsce dopiero w latach 90. XX wieku, ale już dekadę wcześniej nie brakowało – zwłaszcza w dużych miastach – zorganizowanych grup, które polowały na wybrane marki. Ten właśnie proceder Danuta Frey(-Majewska) traktuje jako punkt wyjścia fabuły „Fiata z placu Teatralnego” – kolejnej jej mikropowieści wydanej w serii „Ewa wzywa 07…”.

więcej »

Polecamy

Zawsze szach, nigdy mat

Stulecie Stanisława Lema:

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.