Dołącz do nas na Facebooku

x

Nasza strona używa plików cookies. Korzystając ze strony, wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Więcej.

Zapomniałem hasła
Nie mam jeszcze konta
Połącz z Facebookiem Połącz z Google+ Połącz z Twitter
Esensja
dzisiaj: 24 października 2021
w Esensji w Esensjopedii

Zbigniew Safjan
‹Włamywacze›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWłamywacze
Data wydania1971
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format191s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl

PRL w kryminale: Nieszczęście ładnej gosposi
[Zbigniew Safjan „Włamywacze” - recenzja]

Esensja.pl
Esensja.pl
Już po wielkim sukcesie „Stawki większej niż życie” Zbigniew Safjan, czyli połowa tandemu pisarskiego Andrzej Zbych, spróbował sił jako autor „powieści milicyjnej”. Pierwszą wydaną przez niego książką w tym gatunku byli „Włamywacze” – historia pechowych złodziei, którzy po wtargnięciu do pustej, jak sądzili, willi znaleźli tam kobietę. Pytanie zasadnicze: jeszcze żywą czy już martwą?

Sebastian Chosiński

PRL w kryminale: Nieszczęście ładnej gosposi
[Zbigniew Safjan „Włamywacze” - recenzja]

Już po wielkim sukcesie „Stawki większej niż życie” Zbigniew Safjan, czyli połowa tandemu pisarskiego Andrzej Zbych, spróbował sił jako autor „powieści milicyjnej”. Pierwszą wydaną przez niego książką w tym gatunku byli „Włamywacze” – historia pechowych złodziei, którzy po wtargnięciu do pustej, jak sądzili, willi znaleźli tam kobietę. Pytanie zasadnicze: jeszcze żywą czy już martwą?

Zbigniew Safjan
‹Włamywacze›

EKSTRAKT:70%
WASZ EKSTRAKT:
0,0 % 
Zaloguj, aby ocenić
TytułWłamywacze
Data wydania1971
Autor
Wydawca Iskry
SeriaKlub Srebrnego Klucza
Format191s.
Gatunekkryminał / sensacja / thriller
Zobacz w
Wyszukaj wMadBooks.pl
Wyszukaj wSelkar.pl
Wyszukaj wSkąpiec.pl
W swoim bogatym dorobku literackim Zbigniew Safjan (1922-2011) ma tylko dwie powieści stricte kryminalne (nie licząc tych, które napisał wspólnie z Andrzejem Szypulskim i opublikował pod pseudonimem Andrzej Zbych). Obie wydane zostały przez Iskry w serii „Klub Srebrnego Klucza”. To zekranizowany przez Antoniego Krauzego rozgrywający się w Polsce prowincjonalnej „Strach” (1973) oraz wydani dwa lata wcześniej „Włamywacze”, którymi nie zainteresował się żaden filmowiec (a przynajmniej nie ma po tym żadnego konkretnego śladu). Zapewne dlatego, że w porównaniu ze „Strachem” jest to dość konwencjonalna „powieść milicyjna”, sprawnie napisana, ale nie wyróżniająca się niczym szczególnym od większości ówczesnych książek na temat dzielnych funkcjonariuszy w niebieskich mundurach.
Akcja rozgrywa się w ostatnich tygodniach wiosny. Ba! można wskazać nawet dokładny dzień, w którym zostaje popełnione morderstwo – to 27 maja. Główną postacią, czyli mundurowym starającym się rozwikłać zagadkę, jest kapitan Stanisław Kortela. Mimo słusznego już wieku (w każdym razie po czterdziestce, a może nawet na drodze do pięćdziesiątki) ma wciąż niezbyt wysoki rangą stopień oficerski. Zawdzięcza to pewnej swojej cesze charakteru – jest przesadnie skrupulatny, w efekcie czego jego dochodzenia ciągną się w nieskończoność, co nie jest mile widziane przez przełożonych. Z tego powodu wciąż pracuje w jednej z warszawskich Komend Dzielnicowych, choć jego stary druh, wcale od niego nie zdolniejszy, jest już od lat na etacie w Komendzie Głównej (chodzi o majora Biegańskiego).
Kortela nosi mundur milicyjny od ćwierć wieku; założył go zaraz po wojnie, w czasie której był najpierw partyzantem, a następnie żołnierzem II Armii. Zna więc zapach prochu i niejeden raz ryzykował za ojczyznę życie. Teraz tropi głównie złodziei, aferzystów i od czasu do czasu morderców. Pech chce, że niemal zawsze trafiają mu się sprawy, które nie są jednoznaczne, a nawet jeżeli takimi się wydają, Kortela potrafi je skutecznie skomplikować. Tak właśnie dzieje się z zabójstwem młodej gosposi Kazimiery Waszko. Dziewczyna przyjechała do stolicy ze wsi spod Białegostoku – nie mając wykształcenia ani konkretnego fachu, zaczepiła się u swojej ciotki i szukała zajęcia. Wreszcie, po kilku tygodniach mało owocnych poszukiwań, została przyjęta do pracy w willi inżyniera Edwarda Ładynia. I tam właśnie spotkało ją nieszczęście.
W dniu, w którym inżynier wraz z małżonką wybierał się samolotem na urlop nad Balatonem, ktoś włamał się do jego domu. Jadwiga Skielczyńska – wścibska sąsiadka, dobrze znana przez lokalną milicję ze swojej „czujności” – po zmroku zauważyła wychodzących z willi trzech mężczyzn, o czym natychmiast powiadomiła MO. Funkcjonariusze rzeczywiście stwierdzili włamanie, pomieszczenia na parterze były „wybebeszone”, ale jeszcze ciekawszego odkrycia dokonali na piętrze, w gabinecie właściciela. Pośrodku pokoju leżał trup młodej i bardzo ładnej kobiety, którą… pilnował mężczyzna. Przedstawił się jako Antoni Puszczak – taksówkarz i… narzeczony ofiary. Sprawa była na tyle dziwna, że przekazana została Korteli, ten zaś, co oczywiste, zaczął śledztwo od przesłuchania Puszczaka. I co się okazało?
Że Kazimiera, korzystając z wyjazdu Ładyniów, zaprosiła narzeczonego na kolację do willi. Kiedy ten przyszedł, wchodząc nie od frontu, lecz drzwiami kuchennymi, zastał dom okradziony, a kochankę nieżywą. Czy zabił? W takim wypadku nie czekałby przecież na pojawienie się milicji. Czy dokonał kradzieży? Co w takim razie zrobiłby z „fantami”, których przy nim nie znaleziono. Nie znaleziono też zresztą ciężkiego tępego przedmiotu, jakim Kazimierę uderzono w głowę, powodując natychmiastowy zgon. Chcąc nie chcąc, trzeba więc wrócić do zeznań sąsiadki i zająć się poszukiwaniem włamywaczy. Na szczęście rysopis jednego z nich jest na tyle konkretny, że Kortela nie ma wątpliwości, iż chodzi o Żółtego Tadzia, czyli Tadeusza Marusia, który nie tak dawno opuścił więzienne mury. Jeżeli uda się dorwać jego, to i dwaj pozostali wpadną prędzej bądź później do koszyczka.
Początkowo sprawa wydaje się prosta. Włamywacze pewni, że nikogo nie zastaną w domu, spotykają tam jednak gosposię, której o tej porze być nie powinno – mordują ją więc i wieją ze skradzionymi przedmiotami. Ale Korteli – i nic w tym dla jego kolegów nowego – coś jednak nie pasuje. Pewne tropy prowadzą bowiem do znajomych inżyniera Ładynia z zakładu pracy – jego kolegi, inżyniera Rydzewskiego, i sekretarki Zofii Zielskiej. Ten pierwszy miał klucz do willi (Ładyń zostawił mu go przed wyjazdem), ta druga natomiast… Cóż, w pewnym momencie również okazuje się zaplątana w całą sprawę. Zbigniew Safjan starał się proste z pozoru zdarzenie maksymalnie zamącić. Zrobił to, co rusz dorzucając do kompletu nowe postaci, na dodatek sprawiając, że mają one ze sobą powiązania zawodowe bądź towarzyskie.
Nie ominęło to szczęście nawet Barbary Widawskiej, nieoficjalnej jeszcze narzeczonej kapitana Korteli (wdowca, który dziesięć lat po śmierci żony zerknął wreszcie na inną kobietę). Dzięki temu w paru przełomowych momentach śledztwa oficer musi bić się sam ze sobą – co zrobić, jak się zachować, aby pozostać lojalnym wobec przełożonych, ale jednocześnie nie pakować w kłopoty Baśki (i przy okazji, nie ukrywajmy, siebie samego). Safjan umiejętnie rozkłada pionki na szachownicy, lecz całą partię rozgrywa niepewnie. Widać, że brak mu doświadczenia w tego typu literaturze. Na dodatek nie do końca wiadomo, po co zostaje do fabuły wprowadzony drugi wątek, niezwiązany w ogóle z morderstwem Kazimiery i włamaniem do willi. Z zakończenia powieści można wnioskować, że Safjan planował kontynuację.
Jeśli tak, to prawdopodobnie nigdy ona nie powstała, a przynajmniej nie została opublikowana. A szkoda, bo tajemnicza „sprawa reflektorów” oślepiających motorniczych pociągów na trasie Szczecin-Warszawa przedstawiała się obiecująco. We „Włamywaczach” Kortela, zachęcany do tego przez majora Biegańskiego, podejmuje już nawet pewne kroki w celu jej rozwiązania, ale jej nie finalizuje. Trudno! Znać po „Włamywaczach”, że ich autor pochodzi z innej literackiej bajki. Że za napisanie kryminału zabrał się albo dla pieniędzy, albo żeby udowodnić sobie, iż potrafi samodzielnie – bez pomocy Andrzeja Szypulskiego – stworzyć podobną historię. Szkoda, że po naprawdę udanym „Strachu” współtwórca postaci kapitana Klossa zrezygnował w ogóle z tej drogi.
koniec
6 sierpnia 2021

Komentarze

Dodaj komentarz

Imię:
Treść:
Działanie:
Wynik:

Dodaj komentarz FB

Najnowsze

Chopin – globalny fenomen
Joanna Kapica-Curzytek

24 X 2021

Osiemnasty Konkurs Chopinowski właśnie przechodzi do historii, liczącej sobie już prawie sto lat. W „Wielkiej grze” przeżyjemy jeszcze raz wszystkie poprzednie edycje tej wielkiej imprezy. Ciekawostek, anegdot, emocji nie zabraknie!

więcej »

Duch czy Demiurg?
Sławomir Grabowski

23 X 2021

„Gnoza” Michała Cetnarowskiego nie rozczarowuje jako pełnoprawna powieść SF z trochę wyższej półki – może trochę epigońska, ale nadrabiająca ciekawym konceptem, choć dalekim od naukowej ortodoksji.

więcej »

PRL w kryminale: Striptizerka Mariola bez strusiego pióra
Sebastian Chosiński

22 X 2021

W „Damie ze strusim piórem” – kolejnej „powieści milicyjnej” Danuty Frey(-Majewskiej) opublikowanej w serii „Ewa wzywa 07…” – jest to wszystko, co decydowało o sensacyjności dzieła w drugiej połowie lat 80. XX wieku. Mamy więc zdradzającego męża i striptizerkę z „Kongresowej”, cenne dzieło sztuki i tajemniczą zbrodnię. A na finał szaleńczy pościg ulicami Warszawy.

więcej »

Polecamy

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!

Stulecie Stanisława Lema:

Jam jest robot hartowany, zdalnie prądem sterowany!
— Miłosz Cybowski, Adam Kordaś, Marcin Mroziuk, Marcin Osuch, Agnieszka ‘Achika’ Szady, Konrad Wągrowski

Zawsze szach, nigdy mat
— Marcin Knyszyński

Świadomość jako błąd
— Marcin Knyszyński

Człowiek jako bariera ostateczna
— Marcin Knyszyński

Nie wszystko i nie wszędzie jest dla nas
— Marcin Knyszyński

Zobacz też

Copyright © 2000- – Esensja. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Jakiekolwiek wykorzystanie materiałów tylko za wyraźną zgodą redakcji magazynu „Esensja”.